Piłka w potrzasku
O leczeniu ludzkich przypadłości, choć chodzi w nim głównie o co innego...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziałem w nieskazitelnie zielonym gabinecie lekarskim, a jedyne, co pamiętam najlepiej, to zielona piłka . Miała mi pomóc. - Co to ? - zapytałem - Lekarstwo - odpowiedział skupiony lekarz. No tak, przecież wiem. Mogłem nie pytać. - A na jaką chorobę? - Na wiele. Na twoją również. Leczy ludzi w tym przybytku. - powiódł oczyma dookoła. - Leczy niekonwencjonalnie. Spełnia marzenie. - Moje również? - zapytałem - Być może. - Więc dziś jest szczęśliwy dzień. - odparłem z kpiną. To był ostatni lekarz u jakiego próbowałem wyleczyć moją chorobę. - Dzień, w którym poznałem piłkę. - A czymże dla ciebie jest piłka? - Tym samym, co dla Pana. Lekarstwem. Lekarz zmarszczył czoło. - Nie, dla mnie piłka jest małą piłeczką. Leży sobie o tu, na biurku. Czy leczy, nie wiem. Mnie nigdy nie wyleczyła. Ale moja choroba jest i tak nieuleczalna. Dobrze jednak, że się rozumiemy. - Powiedzmy. Mnie męczą koszmary. - powiedziałem i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. - Ciebie? Tak. Ciebie wyleczy. Ale nie mnie. Ja jestem poszukiwaczem i muszę znaleźć dopiero moją piłeczkę. Ty masz już swoją. Wiesz, że zielony to kolor nadziei? Nie trać jej. - A Pan co zrobi tymczasem? - Ja? Ja poszukam Graala. - Co Pan przez to rozumie, mówiąc: poszukam Graala? - To coś, czego się szuka. No tak, znów jesteśmy w punkcie wyjścia. - A jakiego Graala Pan szuka? - Mojego własnego. Zielonego. A w nim będzie piłeczka. - Więc każdy może znaleźć swojego Graala? - Jeśli umie szukać. Ten lekarz należał chyba do rodzaju tych, którzy sami powinni się leczyć. Cóż. Oni też mają dar leczenia. - Ale mojego nie widzę. - wzruszyłem ramionami - Widzę samą piłeczkę. - Powiedzmy, że ten schemat nie zawsze ma zastosowanie. - Proszę Pana, wyjaśnijmy jedną rzecz. - zrobiłem poważną minę. - Pan nie będzie oszukiwał mnie, a ja Pana. - Nie oszukuję. - Ale mówi Pan inaczej, niż inni doktorzy, u których się leczyłem. - Powiedzmy, ze ja jestem...specjalny. W końcu to niezwykłe miejsce. - Dom wariatów. - Ależ nie. To tylko dom chorych. Ty również jesteś chory. Ale chyba nie chciałbyś być nazywany wariatem. - Przypuśćmy, że nie. - przewróciłem oczami - Przypuśćmy. - Więc kim ja jestem? - Ty od teraz jesteś Pacjentem piłki. - Nie Pana? - Nie. Ja będę tylko nadzorował. - Więc już chyba wyjaśniliśmy sobie większość? - Dokładnie wszystko. Może wypisać ci receptę na odchodne? - Na co? - Na co chcesz. Na przykład, na witaminy. Na specjalne, tylko dla Pacjentów piłki. Weź je z myślą o piłce i o tym, że jutro do mnie przyjdziesz.
* Co się tyczy piłki, nie ruszyła się ani na krok. Leżała nadal niewzruszenie na biurku i nie było widać żadnego Graala obok. Jak dla mnie, to chyba bujda. Łykam witaminy, myślę o piłce, a tu nic. Nie wierzę w to. Mimo wszystko, siedzę w zielonym gabinecie, patrząc na lekarza w sterylnie białym kitlu i na moje lekarstwo i wybawienie. - Co konkretnie cię dręczy? - Pająki. - odparłem - Wszędzie pająki. Owijają mnie w swoje niecne sidła, oblepiają siecią i robią ze mnie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wojciech Popik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…