PL+50
Dla miłośników postindustrialno - cyberpunkowych klimatów :) Tytuł jest nawiązniem do wydanej niedawno książki.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tego wieczora składałem magnetofon. Bardzo byłem podekscytowany. Śrubokręt drżał nieco w rękach, ale praca szła dosyć sprawnie. Antek proszony od przeszło miesiąca, dostarczył mi brakujące części, choć przyznać trzeba, cenę zdarł niezłą. No ale teraz nie miało już to żadnego znaczenia. Wyobrażałem sobie jaką sensację wbudzi w Leju mój nowy nabytek. Zwłaszcza ten zarozumialec Romuald. Obnosił się ze swoim gramofonem jakby chodziło o nie wiadomo co. A miał tylko pół winyla. Grzebał trzy miesiące w Zachodnim Spadzie w poszukiwaniu czegoś do odtwarzania, wszystko co znalazł to ta zakurzona płytka. Wkładał ją czasami, gdy zbierało się w jego Unicie więcej osób i zapuszczał. Urzadzenie grało przez kilka sekund, po czym przerywało gdy igła zsuwała się z plyty. No nie powiem, nie było to złe. Takie przyjemne brzękliwe dźwięki, w rytm których dwóch facetów śpiewało coś o miłości. Stary Tomasz twierdził, że to "gitara". Może i gitara, dla mnie mógł być "korkociąg" i brzmiało by to tak samo. Zresztą historie sprzed Anihilacji opowiadne przez Starego Tomasza trzeba było dzielić przez dwa. A niektóre to nawet przez pięć jak twierdziała matka.
Nieważne. Ważne było to, że na biurku obok na wpół już skręconego magnetofonu leżała -tak! - nienaruszona kaseta. Wykopałem ją dwa lata temu w Południowym Spadzie. Nikt jeszcze o niej nie wiedział.Trzymałem ją w szczelinie między łóżkiem a ścianą wepchniętą do jakiejś pustej metalowej rury. Pierwszy raz te cholerne rury o które ciągle waliłem głową na coś się przydały. Teraz też jedna z tych pod sufitem przeciekała. Zabarwione przez rdzę na pomarańczowo kropelki doprowadzały mnie do szału, kapiąc na tranzystorowe płytki.
Została już tylko osłona. Szlifowałem ją od paru dni. To kiedyś była chyba skrzynka na narzędzia. Pozbijałem i pokleiłem gdzie trzeba a wycięty prostokątny otwór przykryłem kawałem szmaty. Tam miał być mój głośnik. Ostatnia ze śrubek powędrowała na miejsce. Łepek odzielił się od gwintu przy wkręcaniu. Zakląłem, będzie niezła zabawa z otwieraniem, jak wszystko nie ruszy. Włożyłem ogniwo. Ostrożnie wsunąłem kasetę w wykrojoną we wieku szczelinę. Teraz należało już tylko złączyć dwa kabelki wystające spod pokrywy i wszystko powinno zadziałać. Obejrzałem jeszcze raz moje dzieło i otarłem pot z czoła. Wcale to nieźle wyglądało.. Uśmiechnęłem się do siebie.
Wziąłem kable do ręki, przeskoczyła iskra i z głośnika wydobyły się pierwsze dźwięki. Zagrały jakieś wysokie tony. Rytmicznie, nieźle. A potem te głosy. To był chyba chór: "Jeszcze bolska nie zginęła, kiedy my żyjemy....". Bez sensu. Dalej też leciało o bolsce i o jakimś czymś dombrowskim chyba. Jak dla mnie tekst kompletnie do niczego. To musiało być sprzed Anihilacji. Usłyszałem głuche walenie w drzwi. Rzuciłem w kąt magnetofon. Odsunąłęm zasuwę i dzwi otworzyły się z przenikiliwym skrzypem. Wleciała matka.
- Co ty znowu wyprawiasz?? -spojrzała na stół i rozłożone narzędzia - znowu składasz te swoje syntezatorki! Nie masz na ojcem zmiłowania. Wiesz jaki jest jak nie ma Dragów. Do szaleństwa go doprowadzisz! - Już kończę - odparłem ze spokojną rezygnacją... Matka trochę ochłonęła. Jeszcze raz rozejżała się po pokoju. - No dobrze, już dobrze - westchnęła. Sięgnęła do kieszeni i szperała przez chwilę. Podała mi dwie monety - Masz tu sześć Eurasów idź po dragi dla ojca, tam na dół, wiesz, do Tomasza. Tylko się pośpiesz, to mi wygląda znowu na kryzys.
Schowałem pieniądze do kieszeni. Spojrzałem z żalem na magnetofon. Nie mógł sobie znaleźć lepszej pory na ten swój kryzys - warknąłem ze złością pod nosem.
Ojciec zaczął brać kiedy jeszcze chodził na kopanie do Spadu. Pół złomu oddawał za te małe różowe kapsułki sprzedawane przez Tomasza. Właściwie nie wiedziałem jak to jest po tych pigułkach. Raz tylko przełknąłem i rzygałem przez pół dnia. U ojca wyglądał to inaczej. On zawsze kładł się po zażyciu a dobrotliwy uśmiech na jego twarzy świadczył chyba, że drgawki wstrząsające jego ciałem wcale mu nie przeszkadzały. Gorzej było jak nie donieśliśmy tego świństwa na czas. Matka do tej pory miała zszyty łuk brwiowy po jednym takim "kryzysie". Dlatego też od czasu gdy ja przejąłem po ojcu kopalniany interes sporo naszych zarobków przejadał jego nałóg. Oficjalnie Dragi były zakazane. Ale od kiedy połowicę Burmistrza widziano turlającą się na dnie Leja nikt już nie miał wątpliwości o społecznym przyzwoleniu na ten proceder.
Wpadłem na pomysł. Zawinąłem magnetofon w kawałek zabrudzonej smarem szmaty.Założyłem płaszcz, wziąłem pakunek pod pachę i wyszedłem z pokoju. Pochylony, sprawnie omijałem koleje rury wystające z sufitu. W bocznym zagłębieniu tunelu korytarzowego spał ojciec. Strużka śliny spływała po jego niedogolonym, tłustym policzku, plamiąc koszulę. Obrzydlistwo. Dotarłem w końcu do drzwi. Trochę się siłowałem z nitowaną sztabą służącą nam za zamek. Poczułem powiew świeżego powietrza. Nad Lejem wisiały ciężkie szare chmury. Chyba zanosiło się na pierwszy w tym roku śnieg.
Rozplanowanie Leju nie było dziełem architaktów ale niedużego nuklearnego pocisku, który zabłąkany, spadł tutaj jakieś czterdzieści lat temu. Miało to swoje zalet i wady. Mało wiało, ale podczas ulew na dnie zbierały się wielkie gnijące kałuże, z którymi pompy nie zawsze ptotrafiły sobie poradzić. Spacery po Leju były przyjemne o ile przebiegały jedną z ulic okrężnych. Za to wędrówki jedną z ulic poprzecznych zawsze wiązały się z pokonywaniem tysięcy schodków. Mieszkaliśmy w Unicie 34 na Okrężnej 78, co oznaczało, że byliśmy dosyć blisko górnej krawędzi. Tomasz, podobnie jak większość emerytów zasiedlał dno miasteczka. Dlatego nie za bardzo uśmiechała mi się ta dzisiejsza wyprawa.
Poprawiłem kołnierz płaszcza, był chyba mróz bo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil welnio
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…