Wróć do katalogu

"Płaszcz nekromanty" cz. 1

Z dawna obiecywany wstęp i pierwszy rozdział mrocznej historii rozbitka na tajemniczej wyspie, osadzony w Altergii, moim "steampunkowym" universum:), które łączy fantasy z elementami życia codziennego znanego nam z historii XIX w.

Cthulhu87, opublikowano , 21 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

[pomocna mapa: http://www.fothost.pl/upload/10/05/1deb3370.jpg ]

I. Katastrofa na morzu

Rozszalały żywioł z ogromną siłą miotał brygiem „Fantom”, płynącym ze Spiretuum do Nigerbergu, najludniejszego miasta Altergii i najważniejszego portu na jej wschodnim wybrzeżu. Tak wielkiego sztormu nie pamiętali nawet najstarsi marynarze; jeszcze długo potem opowiadali o nim w tawernach, gdzie nadzwyczaj umiejętnie wplatali wątki o zatopionych przezeń statkach w zmyślone historie szaleńczych wypraw, pirackich rabunków i krwawych morskich bitew. Dużo poważniej traktowano tę sprawę w środowisku magów i kapłanów na kontynencie. Ci ostatni łączyli ją z trzęsieniem ziemi, które dwa lata wcześniej nawiedziło Altergię. Twierdzili że bogowie mszczą się za to, iż człowiek, stworzony dla znoju i ofiar, począł budować skomplikowane maszyny, żeby b l u ź n i e r c z o ułatwić sobie życie. W przysadzistych bazaltowych świątyniach wygłaszali żarliwe kazania, ganili próżne rozrywki tłumu i zaniedbanie kultu przez masy ściągające z prowincji do fabryk stale rosnących miast. W industrializacji dopatrywali się zdziczenia młodych, idących w paszczę miejskiego demona, "niebezpiecznie wyrwanych spod kurateli dobrych ojców pielęgnujących równie dobre, odwieczne obyczaje”. W towarzystwach zrzeszających „postępową” inteligencję zupełnie inaczej patrzono na kwestię ostatnich katastrof przyrodniczych. Poszukiwanie ich przyczyn w czynnikach innych niż naturalne odrzucano z całą stanowczością, uważano je wręcz za niebezpieczne trwanie w zabobonach. Postęp - jak sądzono - w przyszłości mógłby zapobiec podobnym kataklizmom, albo przynajmniej pomóc w ich prognozowaniu. Oczywiście dyskusje te podniecały jeszcze żar konfliktu między Partią Fideistów, zrzeszającą głównie związki religijne i gildie magów, a Stronnictwem Technokratów, wokół którego skupili się naukowcy i "oświecone" szaraczki. Obie grupy silnie rywalizowały w radach wielu miast Altergii, a przede wszystkim w parlamencie Nigerbergu, gdzie siły rozkładały się mniej więcej po równo. Wróćmy jednak do naszego brygu, który tamtej dzikiej, smoliście czarnej nocy zmagał się z niespodziewanym gniewem bogów, czy może raczej z naturalnym zjawiskiem meteorologicznym. Kapitan Hackwod, nieszczęsny, stary krasnolud na pewno inaczej wyobrażał sobie koniec służby na statku, kiedy niewiarygodnie wysoka fala zmyła go z pokładu „Fantomu” i porwała w mroczną czeluść morskiej toni. W tej sytuacji obowiązki kapitana formalnie przejął Pierwszy Oficer, a był nim pan Nullus, trzydziestopięcioletni dystyngowany jegomość. I choć Nullus w chwilach krytycznych potrafił wzbudzić posłuch wśród marynarzy swym srogim i pełnym dostojeństwa głosem nie uznającym sprzeciwu, poważny przechył statku, śmierć większości z zaskoczonej przez sztorm załogi oraz nie działające pompy, których nikt już nie obsługiwał - czyniły sytuację statku zupełnie beznadziejną. Mimo usilnych starań pana Nullusa, stało się jasne, że „Fantom” zatonie. Prawie wszystkie jego rozkazy ginęły gdzieś w wyciu przeraźliwej wichury, a ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał z tamtej nocy, było dobiegające z rufy bezimienne wołanie o pomoc, przerywane przez porywisty wiatr i trzask desek pokładowych rozpadającego się statku.

II. Na wyspie

Wstał świt. Mimo że słońce znajdowało się jeszcze nisko nad linią horyzontu, żarzyło się już jaskrawo na bezchmurnym niebie, jakby w rekompensacie za szaleństwa nocy. Nullus leżał półprzytomny na plaży, a spienione grzbiety fal, co i rusz łapczywie wdzierały się w ląd, podmywając mu obolałe nogi. Zdawało się, że chciały wciągnąć rozbitka z powrotem do morza. W głowie okropnie mu wirowało; był poobijany, nie miał pewności czy zdoła zrobić choćby krok. Rozejrzał się po wybrzeżu, ale nie dostrzegł nic poza linią gęstego lasu, przesłaniającego widok na ląd. Silny wiatr wiejący od morza sprawiał, że zimno przenikało go na wskroś, potęgując dojmujący ból. Na plaży leżały różne rupiecie i deski, przypominające straszliwy los „Fantomu”. Spróbował wstać, ale ból sprawił, że po chwili znów upadł. Pod policzkiem poczuł szorstką ziarnistość plażowego piasku. Nagle zdało mu się, że coś słyszy. Po chwili dobiegły go głośne nawoływania i ujadanie psów, dochodzące spomiędzy drzew. Coraz wyraźniej słyszał głosy, ale pamięć naraz przywiodła mu rozpaczliwe krzyki załogi. Ponownie stracił przytomność.

***

Otworzył oczy. Leżał w wygodnym łóżku. Od skwierczących głowni w kominku biło kojące ciepło, tworzące aurę bezpieczeństwa i spokoju, zdającą się oddalać wszelkie mroczne myśli. Przy kominku stał fotel, a pośrodku pokoju owalny stół z dosuniętymi doń krzesłami; nogi miał zakrzywione nieco do środka, zmyślnie okraszone subtelnymi zwieńczeniami w kształcie ślimacznic. Blat zdobił wazon z bukietem niebieskich nasturcji; za nimi, przy przeciwległej ścianie, majaczyła wielka szafa z lustrem. Tylko deszcz dudniący w szyby, za którymi niepodzielnie panowała noc, przypominał, że istnieje jeszcze jakiś świat poza tym pomieszczeniem. Świat dziki i nieprzyjazny człowiekowi. Nullus nie miał pojęcia gdzie się znajduje, ani jak tu trafił. Próbował przywołać w pamięci mapy i ostatnie współrzędne geograficzne tonącego statku, lecz przyszły mu na myśl liczne porośnięte lasami wyspy, położone nieco na uboczu głównego szlaku handlowego między Spiretuum a Nigerbergiem, ale gdzie znajdował się dokładnie, tego nie mógł odgadnąć. Skrzypienie drzwi natychmiast urwało te rozważania. Do pokoju wszedł niski, łysiejący mężczyzna w średnim wieku, ze starannie przyciętymi bokobrodami i wyraźną nadwagą. Fizjonomię miał miłą, nie nazbyt przystojną, acz poczciwą. W rękach trzymał nowe, starannie złożone ubrania. Na jego widok zaskoczony Nullus z trudem wsparł się na łokciach. - Spokojnie! Proszę jeszcze nie wstawać – odezwał się nieznajomy z troską w głosie i położył rzeczy na szafce nocnej – Musi pan wypoczywać. Nullus, jakby w odpowiedzi, znów opadł na łóżko. - Niechże… - spojrzał nań zmieszany i wziął głęboki oddech - w dobroci swej powie mi pan kim jest i co ja tu właściwie robię – wymamrotał cicho, ale mężczyzna wszystko usłyszał; zresztą zdawał się być przygotowany na pytania rozbitka. - Nazywam się Carews Agner. Drogi Panie, znajdujemy się w Carvum, na Wyspach Zielonych . Jestem kamerdynerem w domu pana burmistrza Fillesa Ublicka. Osobiście zobowiązał mnie, żebym zadbał, aby miał pan tu wszystko, czego potrzeba. W głowie Nullusa natychmiast zakołatało od pytań. Czy ktokolwiek z załogi "Fantomu" przeżył? I kimże jest ów Ublick? Nullus nie przypominał sobie, by kiedykolwiek słyszał o miastach na Wyspach Zielonych. Był pewny, że w jego uszach nigdy nie dźwięczała nazwa Carvum, choć z drugiej strony słyszał kiedyś, że ponoć są tam jakieś niewielkie faktorie handlowe, gdzie kupcom z kontynentu sprzedaje się torf i drewno cedrowe. Agner, widząc skonfundowanie swego rozmówcy, ostrożnie przysunął krzesło do łóżka, usiadł wygodnie i począł odpowiadać na kolejne pytania. Lokaj nie zaspokoił jednak w pełni ciekawości Nullusa. Obawiał się, że długa rozmowa może okazać się nazbyt uciążliwa dla jego wyczerpanego organizmu. Jednakże uległ jego naleganiom i pomógł mu wstać z łóżka. Uczyniwszy kilka niezgrabnych kroków, Nullus z ulgą stwierdził, że może chodzić, przy czym nie omieszkał dodać, iż musi to być zasługą doskonałej opieki, jaką nad nim roztoczono. Agner, podekscytowany że będzie mógł zaraz zanieść swemu panu dobrą nowinę o zdrowiu rozbitka, zostawił gościa samego, polecając mu odpoczynek. Dzięki krótkiej pogawędce z lokajem, Nullus dowiedział się nieco o swym obecnym położeniu. Jak się okazało, dopisało mu wyjątkowe szczęście. Tego dnia, kiedy zdawało się, że niechybnie wyzionie ducha na wybrzeżu, burmistrz Ublick wraz z gośćmi z kontynentu, zwyczajowo udali się na polowanie w pobliskie lasy, w ramach zadzierzgnięcia stosunków po zawarciu korzystnej umowy. W pewnym momencie mogło się zdawać, że harty zgubiły trop zwierzyny, ale wnet – jakby porażone dziwnym impulsem - ruszyły w stronę piaszczystego wybrzeża. Jakież było zdziwienie potentatów handlowych, kiedy zobaczyli nieprzytomnego człowieka leżącego na plaży. Ublick natychmiast polecił wezwać lekarza i przenieść rozbitka do swej rezydencji. Potem wezwał do siebie Agnera i nakazał, by stale doglądał chorego i informował o stanie jego zdrowia. Niestety, poza Nullusem nie znaleziono już nikogo żywego. Widać morze pochłonęło tych wszystkich nieszczęśników.

Nazajutrz, po długim i spokojnym śnie, Nullus obudził się wypoczęty i rześki. I choć zbudziwszy się, naraz poczuł ukłucie w sercu na wspomnienie kompanów, miał też pewność, że nie zaniedbał swych obowiązków, że tamtej piekielnej nocy zrobił wszystko, co tylko mógł, by utrzymać statek na powierzchni. Zrozumiał, że odczuwa wyrzuty sumienia z innego powodu - teraz, w świetle słonecznego poranka, kapitan Hackwod pykający fajkę czy sternik Evin zawsze cierpliwie przytakujący nerwowemu krasnoludowi, byli jakby wyjęci z kolorowej ilustracji jednej z awanturniczych powieści, które tak zapamiętale czytywał w młodości. Odniósł wrażenie, że pamięć zaczyna płatać mu figle; ci wszyscy ludzie, z którymi przecież nie tak dawno rozmawiał i dzielił troski na pokładzie, wydali się być niewyraźnym wspomnieniem sprzed lat, przysypani kopcem dalekich podróży, niesamowitych przygód, długich rozmów w obskurnych karczmach. Po prostu. Jedni z wielu. „To miejsce tak na mnie działa”, uznał, przypomniawszy sobie przysadzistego lokaja i jego tajemniczego pana, który wyratował go z opresji. Czuł głęboką wdzięczność do Ublicka i liczył że niechybnie zdarzy się okazja by mu podziękować i spłacić dług, jaki zaciągnął. Odetchnął głęboko i postanowił, że gdy tylko będzie to możliwe, uda się do centrali Towarzystwa Żeglugowego w Nigerbergu. Złoży obszerne wyjaśnienia i zda się na wolę swych zwierzchników. Nie miał rodziny; nie obawiał się, że w dalekim Nigerbergu zostanie uznany za martwego, ale obowiązek wymagał, by znów ruszył w podróż i dokończył tę smutną sprawę. Chwilę później rozległo się pukanie do drzwi. - Proszę wejść – rzekł Nullus. Do pokoju wszedł Agner niosąc tacę z kawą, śmietanką i biszkoptami. - Czy czuje się pan zdrów? – zagadnął. - Jak nowonarodzony, mój drogi – Nullus ucieszył się na widok lokaja. – Powiem więcej, czuję się doskonale! - Wspaniale! Zatem z przyjemnością pragnę poinformować, że pan

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych