Wróć do katalogu

Plaża

Moje pierwsze opowiadanie, napisane rok temu. Mocno inspirowane filmami takimi jak "Szeregowiec Ryan" czy "Najdłuższy Dzień"

Deput666, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Plaża

Obudziłem się i omiotłem wzrokiem całą kajutę. Na pryczach wokoło mnie leżeli żołnierze z mojej kompanii. Spojrzałem na kalendarz wiszący na ścianie . 6 czerwca 1944 . A zatem to dzisiaj. Ja oraz kilku kolegów z mojej grupy mieliśmy przejść dziś chrzest bojowy. D-Day - tak na odprawach ten dzień nazywali nasi oficerowie. „Przejdziemy do historii” - mówili. Wyszedłem z kajuty , by odetchnąć świeżym powietrzem. Poszedłem na dziób statku. Zobaczyłem tam Johnsona. Wpatrywał się w widoczne z dala fortyfikacje oraz potężnie wyglądający Wał Atlantycki. - Imponująco wygląda- powiedział - myślisz , ze uda się nam ? - Powinno - odpowiedziałem. Cóż miałem odpowiedzieć ? Spojrzałem na zegarek - godzina 5.00. Za 45 minut zbiórka i załadunek na barki desantowe. Udaliśmy się do kajut , by założyć mundury. Chwilę potem dostaliśmy lekkie śniadanie. Było wpół do szóstej. Piętnaście minut. Cała kompania udała się do zbrojowni leżącej pod pokładem statku. Wzięliśmy wszystko , co potrzeba. Miałem standardowe wyposażenie - karabin Thompson , pistolet Beretta 9mm i granaty odłamkowe. Wraz z tym sprzętem udałem się na burtę , na której czekała już zawieszona barka desantowa. Wszedłem na nią i stanąłem przy prawej burcie , w drugim rzędzie , koło Ryana. Patrzyłem na niego. Modlił się. On już miał doświadczenie i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Niedawno wrócił z walk na Pacyfiku. Patrzyłem się na ludzi będących na łodzi. Wypłynęliśmy. Wszędzie wokół nas wybuchały pociski artyleryjskie , tworząc olbrzymie fale. Nagle usłyszałem za sobą dziwny dźwięk. Obróciłem się i zobaczyłem wymiotującego Burnetta. Spojrzałem na łódź desantową płynącą obok. Żołnierze , którzy tam się znajdowali , zachowywali się tak samo jak my. Nagle usłyszałem gwizd lecącego pocisku i ujrzałem wybuchającą i tonącą barkę . Zacząłem się modlić. Zewsząd dochodziły do mnie wybuchy strzałów i krzyki. Nagle odezwał się nasz dowódca , kapitan Ment : - W porządku , kompanio Abel ! Za minutę znajdziemy się na terytorium wroga - plaży Omaha ! Jeżeli zdobędziemy to francuskie wybrzeże , będziemy mieli gigantyczne szanse na szybkie zakończenie tej wojny. Nie miejcie litości! Idźcie i walczcie! Jak otworzą się rampy biegniecie ku najbliższym zasiekom. Czekajcie tam na mnie! Jednak nikt go nie słuchał. Wszyscy na łodzi wpadli w panikę. Skuliłem się i wtuliłem w burtę. Chciałem , by się to skończyło. Płakałem. Słyszałem już świst naboi latających koło naszej barki. W tym momencie wybuchł obok nas pocisk artyleryjski , tworząc olbrzymia falę , która wywróciła naszą łódź. Wpadliśmy do wody. Był to jeszcze dość spory kawałek do ziemi nieprzyjaciela , musieliśmy tą drogę pokonać wpław. - KRYĆ SIĘ !!! ZA BARKĘ !!! PODPŁYŃCIE NA BRZEG POD OSŁONĄ BARKI !! - krzyczał Ment. Rick i Johnson nie zdążyli wykonać rozkazu. Niemieckie karabiny sięgnęły ich w jednej sekundzie. Pozostałym udało się pod osłoną barki podejść pod brzeg. Miałem okazję rozejrzeć się po polu bitwy. Wszędzie leżały ciała lub ranni. Niedobitki oddziałów ukrywały się za barierami przeciw czołgowymi. Wbrew pozorom , była to skuteczna osłona. Usłyszałem kapitana : - Rozbiegnijcie się po całym terenie ! Biegnijcie do zasieków za wszelką cenę!!!!! Pobiegłem za Burnettem i Ryanem. Początkowo nic się nie działo. Jednak po chwili spadł na nas grad kul. Udało nam się w panice ukryć w najbliższym leju po bombie. Spojrzałem się na Burnetta i Ryana. Ryan patrzył się na to , co pozostało z jego ręki. Burnett leżał i ciężko oddychał. Patrzyłem się na niego. Zobaczyłem , ze próbował upchnąć sobie swoje wnętrzności z powrotem do brzucha. Po chwili zamarł. Nie oddychał. Ryan nadal wpatrywał się na swój kikut. Po chwili wyciągnął pistolet i nie słuchając moich krzyków strzelił sobie w głowę. Zacząłem krzyczeć. Dławiłem się własnymi łzami. Kląłem. Płakałem. Wołałem o pomoc. Modliłem się. Postanowiłem , że pomszczę moich towarzyszy.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych