Wróć do katalogu

Plażowe znajomości cz.11

Klara przygotowuje się do wielkich zmian w swoim życiu, a Wiktoria spotyka dawnego znajomego.

Ninette, opublikowano , 31 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nadszedł dzień przyjazdu Emila. Klara postanowiła niezwłocznie poinformować go o ciąży. Zdecydowała, że powie mu o tym, gdy wrócą z lotniska do jej mieszkania. Wiktoria z niecierpliwością czekała na telefon od przyjaciółki. Klara miała zadzwonić zaraz po tym jak powie Emilowi i zobaczy jego reakcję. Wiktoria naprawdę bała się o przyjaciółkę. Nie była pewna, czy Klara poradziłaby sobie z samotnym wychowaniem dziecka. Sama była jeszcze trochę takim dużym dzieckiem. Może gdyby miała wsparcie, to jakoś by się jej udało… Mijały minuty, godziny, a Klara nie dzwoniła. Wiktoria wiedziała, że Emil miał przylecieć około 17. Była już 20 i dziewczyna zaczęła się niecierpliwić. „Może sama do niej zadzwonię?”, pomyślała. Szybko jednak odrzuciła tę myśl. „Nie można im przeszkadzać w takiej ważnej rozmowie", stwierdziła. Minęło znowu trochę czasu. Obejrzała powtórki dwóch seriali i położyła się do łóżka. Zaczynała właśnie oglądać jakiś horror, gdy wreszcie zadzwonił telefon. - Tak? – zawołała do słuchawki. - Nie obudziłam cie, Wiktorio? – usłyszała znajomy głos Klary. - Nie, cały czas czekałam na telefon od ciebie. - To dobrze. - Klara, mów wreszcie! Powiedziałaś mu? - Tak. - I co on na to? - Bierzemy ślub! - Że co!? Klaro, powtórz – Wiktoria myślała, że się przesłyszała. - Zaręczyliśmy się! - Naprawdę? – Wiktoria wciąż nie dowierzała własnym uszom. - Tak! -To znaczy, że on cię nie zostawił? – Wiktoria będąc w szoku, nie bardzo wiedziała, co mówi. - Wiktorio obudź się! Przecież mówię, że weźmiemy ślub. Dopiero teraz sens tych słów dotarł do Wiktorii. Rozsadzało ją szczęście - Jak ja się cieszę! Super! Gratuluję! – krzyczała do słuchawki. - Dzięki, ja też jestem szczęśliwa. Pogadamy jutro, pa. - Pa. Wiktoria odłożyła słuchawkę i postanowiła dojść do siebie. Wzięła kilka głębokich oddechów. Tak bardzo się bała, że Emil zostawi Klarę, że teraz gdy dowiedziała się o szczęśliwym zakończeniu, zeszły z niej wszystkie emocje. Uświadomiła sobie, że bardziej zaskoczyła ją wiadomość o ślubie niż o ciąży. To drugie może zdarzyć się każdej kobiecie, ale to pierwsze spotyka tylko niektóre. W życiu by nie pomyślała, że Klara tak szybko zostanie mężatką. Przecież ona była wzorem kobiety niezależnej. Kochała flirtować, bawić się mężczyznami i zmieniać ich jak rękawiczki. Uwielbiała być zdobywana. Miała własne pieniądze, nie zależało jej na forsie mężczyzn. Była ładna, zgrabna, potrafiła dobrze tańczyć. Imprezy to był jej żywioł. Nigdy nie bawiła się sama. Wiktoria nie przypuszczała, że tak szybko zdecyduje się na ślub. Zdarzało się Klarze być w jakimś dłuższym związku, ale nie trwał on nigdy dłużej niż pół roku. Emila znała dopiero dwa miesiące i Wiktoria nie mogła uwierzyć, że Klara postanowiła spędzić z nim większą część życia. Nie wierzyła, że Klara mogłaby wyjść za mąż tylko dlatego, że była w ciąży. To do niej w ogóle nie pasowało. „To chyba te hormony”, doszła w końcu do wniosku. Cieszyła się jednak bardzo, że Emil stanął na wysokości zadania i nie dość, że nie zerwał z Klarą to jeszcze poprosił ją o rękę. Oznaczało ją, że był poważnym i odpowiedzialnym mężczyzną.

Nazajutrz, od razu po skończeniu pracy Wiktoria pojechała do Klary. Chciała usłyszę szczegółową relację z wczorajszych wydarzeń, a także, w razie co, wyperswadować przyjaciółce pochopny ślub. Klara otworzyła jej ubrana w zwiewną, jasną sukienkę. Włosy miała rozpuszczone – Wiktoria z podziwem zauważyła, jak są mocne i lśniące. Na twarzy Klary widniał szeroki uśmiech. - Cześć – pocałowała przyjaciółkę na przywitanie. – Co prawda myślałam, że to Emil szybciej wrócił, ale z twojej wizyty też się cieszę. - Widzę, że już zeszłam twoim sercu na drugie miejsce – westchnęła Wiktoria. - Oj, co to, to nie! – zaprotestowała Klara. – Ty jesteś dla mnie jak najlepsza siostra i naprawdę trudno byłoby komukolwiek zająć twoje miejsce w moim serduszku. - Dobrze, już dobrze, wybaczam ci – powiedziała Wiktoria. – Opowiedz lepiej, co działo się wczoraj. - Ach, wczoraj… - rozmarzyła się Klara. – Siadaj na kanapie i słuchaj. Przyjechaliśmy z lotniska dopiero po 18, bo samolot miał spóźnienie. Emil był taki trochę dziwny. Cały czas mówił, jak to bardzo za mną tęsknił, jak mu tam było beze mnie źle itd. Z drugiej strony cały czas tak na mnie dziwnie patrzył. Tak, jakby chciał zajrzeć mi do środka i zobaczyć moje myśli. Ponadto był trochę rozkojarzony. Za bardzo jednak na to wszystko nie zwracałam uwagi, bo cały czas zastanawiałam się kiedy i jak, powiedzieć mu o dziecku. Dojechaliśmy do mieszkania, Emil wniósł całe bagaże na górę a ja w tym czasie poprawiłam sobie włosy i postarałam się uspokoić. Usiedliśmy razem na kanapie, Emil zaczął mnie całować… Znowu zaczął mi mówić, że bardzo mu mnie brakowało. Odsunęłam go od siebie i patrząc prosto w oczy zapytałam, co tak naprawdę do mnie czuje. Wtedy on, bawiąc się moimi włosami, bez wahania powiedział, że mnie kocha. Nie, że jest we mnie zakochany, że go fascynuję, że chyba do mnie czuje coś głębszego. Powiedział po prostu, że mnie kocha. Patrzyłam w jego oczy i nie widziałam w nich kłamstwa, wiedziałam, że mówi to, co naprawdę czuje. Zapytałam, czy jest coś, co by to mogło zmienić. Spojrzał na mnie z lekkim strachem i zapytał, czy coś się stało. Wiedziałam, że jeżeli nie powiem mu wtedy, nie odważę się zrobić tego później. Oznajmiłam mu więc nowinę. Widziałam, jaki szok przeżył, gdy to usłyszał. Odbiło się to na jego twarzy i w jego oczach. Pamiętam, że moje serce biło jak oszalałe, gdy obserwowałam jego reakcję. A Emil, po chwili milczenia, która zdawała się dla mnie wiecznością, nieśmiało się uśmiechnął, pochylił i… pocałował mnie w brzuch. Normalnie rozpłakałam się wtedy, ponieważ zrozumiałam, że zaakceptował to. Już wtedy, chociaż nic nie powiedział, wiedziałam, że mnie nie opuści. Mocno mnie do siebie przytulił i otarł łzy z mojej twarzy. Wciąż jednak nic nie mówił. Uspokoiłam się nieco i przestałam płakać. Wtedy on wstał i podszedł do wieszaka, na którym wisiała jego kurtka. Poszukał czegoś w jej kieszeni i po chwili do mnie wrócił. Za nim zdążyłam zapytać, co się dzieje, uklęknął przy mnie i wyciągnął w moim kierunku rękę. Na jego dłoni leżało małe, czerwone pudełeczko a w środku błyszczał pierścionek. Wtedy powiedział, czy zechcę razem z nim stworzyć maleństwu rodzinę… Wykrzyknęłam tylko: tak! A wtedy on założył mi pierścionek na palec i czule pocałował. A ja się całkiem rozkleiłam. Scałowywał łzy płynące mi po policzkach, a ja gładziłam jego włosy. Po kilku minutach się uspokoiłam. Wtedy Emil położył swoje ręce na moim brzuchu i powiedział, że jest pewien, iż teraz zawsze już będziemy razem. - Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, gdy dowiedziałam się, że Emil tak postąpił – powiedziała Wiktoria. - Teraz wręcz się wstydzę, gdy pomyślę, że mogłam choć przez chwilę w niego wątpić… Najbardziej cieszy mnie, to że nie chce się ożenić ze mną tylko z powodu dziecka. Chciał mi się oświadczyć tego wieczoru, tylko czekał na odpowiedni moment. Tyle, że ja go wyprzedziłam i musiał się dostosować do sytuacji. - To wszystko brzmi jak bajka albo scenariusz komedii romantycznej – podsumowała Wiktoria. - Też czasem się zastanawiam, czy to prawda – uśmiechnęła się Klara. – Ale wtedy sprawdzam, czy mam pierścionek i potwierdza się to, że to nie sen. - Jeszcze raz ci serdecznie gratuluję i życzę szczęścia – powiedziała Wiktoria. – Ale teraz już muszę iść. Do zobaczenia. - Dzięki, do widzenia.

Wiktoria wracała do domu i jeszcze raz analizowała wszystkie wydarzenia. Uświadomiła sobie, że też by chciała spotkać takiego mężczyznę jak Emil i być tak przez niego tak kochana jak Klara. Wiedziała jednak, że to nie takie proste. Może się nawet tak zdarzyć, że nigdy nie spotka faceta choćby w połowie tak idealnego. I wtedy przyjdzie jej iść przez życie samej… Po raz pierwszy chyba ogarnęła ją tęsknota za miłością. Poczuła, z pragnie już założyć rodzinę. Chętnie by już nawet urodziła dzieci… Ale przecież wciąż była samotna…

W sobotę do Wiktorii przyjechała Dorota z Adamem i Marysią. Spędzili razem bardzo miłe popołudnie. Jednak wieczorem, gdy już odjechali, Wiktoria znowu wpadła w ten nastrój, co po wizycie u Klary. Znów poczuła, jak nie chce dłużej być samotna…

W niedzielę przed południem Klara i Emil wpadli do niej i oficjalnie ją poinformowali o swoich zaręczynach. Wyznali również, że ustalili już datę ślubu na drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. - Niestety będę szła z brzuchem do ołtarza – marudziła Klara. - Może nie będzie jeszcze widać – pocieszyła ją Wiktoria. – A nie wolicie wziąć ślubu dopiero, gdy dziecko się urodzi? Wtedy można urządzić razem chrzest i ślub. - Nie – zaoponował Emil - chcemy się pobrać jak najszybciej. Wiktoria nic na to nie odpowiedziała. - Chciałam cię poprosić byś była moim świadkiem – powiedziała nagle Klara. – Zgodzisz się? - Oczywiście! – odpowiedziała bez wahania. – Ale czy ty na pewno tego chcesz? - No wiesz! – oburzyła się Klara – Inaczej bym ci tego nie proponowała! - Dzięki, bardzo mi miło – powiedziała wzruszona Wiktoria. – Planujecie robić wesele? - Pewnie, przecież to jedyna taka okazja w życiu – odpowiedziała Klara. - Wynajęliśmy już firmę, która zajmie się całą organizacją – wtrącił Emil. - Świetny pomysł – pochwaliła Wiktoria. – Nie będziecie się musieli przejmować takimi głupotami jak wynajem sali czy dobór koloru serwetek. - Masz rację, właśnie z tego powodu woleliśmy to komuś zlecić. Tylko wiesz, koszty są wtedy wyższe… - wyznała Klara. - Klaro, już ci powiedziałem – nie martwmy się kosztami – przerwał Emil. - Wolę za dużo nie wydać, bo potem dopiero będziemy mieli dużo wydatków – Klara pogładziła się ręką po brzuchu. - Nie martw się, jakoś sobie poradzimy – uspokoił ją Emil. - Myśleliście już o tym, gdzie zamieszkacie? – zapytała Wiktoria. - Na razie Emil będzie mieszkał u mnie. Wprowadzi się już za tydzień! – powiedziała rozentuzjazmowana Klara. – Później kupimy jakieś większe mieszkanie, a w jeszcze odleglejszej przyszłości wybudujemy dom. - Widzę, że macie już wszystko zaplanowane – powiedziała Wiktoria z uśmiechem. Również uśmiechnęli się do niej. Wyglądali razem niezwykle uroczo. Ona podobna do cyganki, z długimi, nieco kręconymi, czarnymi włosami. On – atletycznie zbudowany brunet. Oboje wysocy, opaleni, uśmiechnięci. Piękni, młodzi, tryskający siłą i energią… Wiktoria nie mogła nadziwić się zmianie, jaka zaszła w Klarze. Wcześniej dziewczyna żyła tylko dniem dzisiejszym, przyszłość była dla niej zbyt odległa, by o niej myśleć. A teraz ma plany na najbliższe kilka lat! - Kiedy wybierzemy się po sukienkę? – zapytała po chwili milczenia Wiktoria. - O tym samym przed chwilą pomyślałam! – roześmiała się Klara. – Mnie by pasowało za dwa tygodnie w sobotę. - Ale ja wtedy muszę iść do pracy – zaprotestował Emil. - I właśnie o to chodzi – stwierdziła Klara. – Przecież pan młody nie powinien widzieć wcześniej sukni ślubnej. - Chyba że tak… - dał za wygraną Emil. – Nigdy nie brałem wcześniej ślubu, więc skąd miałem to wiedzieć… - Mnie chyba też pasuje tamta sobota – powiedziała Wiktoria. - To świetnie, jesteśmy umówione – powiedziała Klara podnosząc się z kanapy. – Teraz musimy już iść. Do zobaczenia. Pożegnali się i wyszli.

Na niedzielny obiad Wiktoria wybrała się tradycyjnie do rodziców. A tam czekała już na nią niespodzianka. - Będziemy mieć dzisiaj gości – obwieściła jej zaraz po przywitaniu mama. – Państwo Daręccy z Markiem przyjdą na obiad. - Daręccy? – Wiktoria nie bardzo wiedziała, o kogo chodzi. - Marta i Stefek – podpowiedziała mama. – Nie pamiętasz ich? - Oczywiście, że pamiętam! Tylko zapomniałam, że mają na nazwisko Daręccy – wytłumaczyła się Wiktoria. – ich synem jest przecież Maczek! - Wiktorio, Marek to już dorosły mężczyzna i już na pewno nie używa tego przezwiska z dzieciństwa – zwróciła jej uwagę matka. - No tak, dawno go nie widziałam… Przyjdzie z nimi? - Tak, już ci przecież wspominałam – odpowiedziała matka. – Specjalnie zaprosiliśmy go żebyś sobie z nim pogadała. Ostatnie zdanie powiedziała jakimś dziwnym tonem, ale Wiktoria nie zwróciła na to uwagi. Była zbyt pochłonięta wspomnieniami. Cieszyła się, że zobaczy kolegę z dzieciństwa. Spędzili razem wiele chwil. Razem się bawili, jeździli na wycieczki rowerowe. Raz ich rodziny wspólnie pojechały na wczasy nad morzem. Wiktoria nie widziała Marka od kilku lat, chyba od momentu, gdy wyjechała na studia. Nawet za bardzo nie wiedziała, co on robił przez ten czas. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyszli państwo Daręccy. Wiktoria stwierdziła, że prawie się nie zmienili przez te kilka lat. Ona nadal była mała i drobna – duży bukiet róż prawie całą ją zasłaniał. Natomiast pan Daręcki był o wiele tęższy od żony, jednak tylko minimalnie wyższy. Razem tworzyli dosyć zabawny widok – dwoje bardzo niskich ludzi, on dosyć otyły, ona bardzo szczupła. - Marek parkuje samochód, zaraz przyjdzie – uprzedziła pytania o syna pani Daręcka. - Już myślałam, że sprawi nam zawód i nie przyjdzie, ale jednak … – powiedziała z ulgą mama Wiktorii. - Bardzo chciał przyjechać. Z tego powodu nie pojechał nawet na poprawiny do jednego kolegi – powiedział pan Daręcki. - Bardzo nam zatem miło – rozpromieniła się matka Wiktorii i posłała córce dziwne spojrzenie, którego ta jednak nie zrozumiała. – Wiktorio, wstaw te kwiaty do wazonu. A was, kochani, zapraszam do salonu. Wszyscy przeszli do salonu a Wiktoria wzięła bukiet i właśnie szła do pokoju po wazon, gdy zadzwonił dzwonek. - Wiktorio, otwórz drzwi! – zawołała z drugiego końca mieszkania mama. Wciąż z naręczem kwiatów, poszła otworzyć drzwi. Na progu stał dosyć wysoki, młody mężczyzna. Był mocno opalony. Uśmiechnął się szeroko zobaczywszy Wiktorię. Po dużych, piwnych, bystro patrzących oczach rozpoznała Marka. - Maczek! – wykrzyknęła radośnie. Spojrzał na nią zaskoczony. To ją stropiło. - Marek? – upewniła się. Roześmiał się. - Tak dawno nikt mnie nie nazwał Maczkiem, że aż zwątpiłem, czy dobrze trafiłem – wyjaśnił. – Witaj, Wiktorio. Wyglądasz przepięknie. Dziewczyna, która była już nieco zmieszana tym, że nazwała go tym dziecięcym przezwiskiem, teraz oblała się szkarłatnym rumieńcem. - Dziękuję – odpowiedziała cicho, nie patrząc mu w oczy. – Wejdź, proszę. Wszedł do mieszkania, a ona tymczasem wstawiła kwiaty od wazonu. Po chwili wróciła do przedpokoju, gdzie wciąż stał Marek. - Gdy zobaczyłem cię z tymi kwiatami, pomyślałem że drzwi otworzyła mi jakaś nimfa… Wiktoria posłała mu jeden ze swoich ślicznych uśmiechów, gdyż była zbyt zakłopotana, by wydusić z siebie jakieś słowa. - Wiktorio, czemu stoicie na korytarzu? – zawołała jej matka. – Wejdźcie do salonu. - Dzień dobry wszystkim – powiedział Marek wchodząc do pokoju. Matka Wiktorii czule pocałowała go w policzek, a jej ojciec potrząsnął kilkakrotnie jego rękę. Podczas obiadu Wiktoria rzadko się odzywała. Nie znała, albo nie pamiętała osób, o których mówiono. Po posiłku postanowiła wyjść na chwilę na balkon. Chociaż był już październik, na dworze było całkiem ciepło. Założyła wiec tylko marynarkę. Rodzice mieszkali w czteropiętrowym bloku na ostatnim piętrze. Ich mieszkanie było dosyć duże, bo miało ponad 60 metrów kwadratowych. To w zupełności wystarczało dwóm osobom, a nawet gdy mieszkała z nimi Wiktoria, nigdy nie było zbyt niewygodnie. Do tego mieli dosyć duży balkon, na którym ustawili dwa ogrodowe fotele i mały stolik.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych