Plażowe znajomości cz.12
Zbliża się ważny dzień w życiu Klary i Emila. Oraz Wiktorii, choć ona jeszcze o tym nie wie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nadszedł kolejny piątek. Tym razem Wiktoria przywitała go wyjątkowo radośnie, gdyż po południu wybierała się z Klarą na poszukiwania sukni ślubnej. Przyjaciółka przyjechała po nią do pracy. Przywitały się i zaraz wyszły przed budynek, gdzie czekała na nie taksówka. - Jedziesz jutro do rodziców Emila? – zapytała Wiktoria. - Tak… I mam nadzieję, że będzie tam przyjemniejsza atmosfera niż u moich – odpowiedziała Klara. – Chociaż w sumie to gorzej by już nie mogło być. - Och, całkiem zapomniałam, że mieliście pójść na ten obiad do twoich rodziców. Co tam się wydarzyło? - Szkoda gadać… - westchnęła Klara. - Najpierw powiedzieliśmy im o ślubie. Wywołało to ogromne emocje: śmiech, łzy, uściski. Wydawali się wniebowzięci. Potem zaczęli nam wypominać, że sami organizujemy wesele, że odmawiamy ich pomocy. Później stwierdzili, że chcieliby poznać rodziców Emila i trochę bliżej jego samego. Zaczęli zadawać mu mnóstwo pytań, od tych w stylu ile ma lat, jakie wykształcenie, aż do tego jaki jest jego ulubiony kolor i film. Myślałam, że zaraz ich zaknebluję. Chociaż z drugiej strony dużo się o Emilu dowiedziałam. Wiesz, nie znamy się na tyle długo bym wszystko o nim wiedziała… I nagle moja matka palnęła tekst roku, który brzmiał dokładnie tak: „Tak się cieszę, że Klara wyjdzie za mąż za takiego człowieka jak ty, Emil. Naprawdę nie wierzyłam, że ktokolwiek będzie chciał się z nią ożenić z własnej woli, a nie dlatego, że ona będzie już z nim w ciąży…” Chyba mieliśmy bardzo głupie miny, bo matka od razu domyśliła się, co jest grane. Zaczęła krzyczeć, że zawsze tego się obawiała, że nigdy nie wróżyła mi innej przyszłości, itd. Do tego wtrącił się jeszcze ojciec i stwierdził, że od razu mu to podpadło, że ja zdecydowałam się na ślub. Potem zmierzył wzrokiem Emila i stwierdził, że w razie co, to on nie ma tyle pieniędzy, by utrzymywać moje dziecko. Matka zaczęła, że ona na pewno nie będzie bawić wnuka, więc nie mam nawet myśleć o szybkim powrocie do pracy… To było po prostu piekło. - A jak na to wszystko zareagował Emil? - Zachował się bardzo w porządku. Na początku był tak zszokowany ich zachowaniem, że w ogóle się nie odzywał. W końcu jednak przerwał im i zaczął mówić, że nie zamierza mnie w żadnym wypadku zostawić. Wyjaśnił, że nie żeni się ze mną tylko ze względu na dziecko, bo tę decyzję podjął wcześniej, gdy nawet nie wiedział o ciąży. Potem zapewnił ich, że zarabia wystarczająco, by utrzymać rodzinę i że to będzie zależało tylko od mnie, czy będę wolała zostać z dzieckiem w domu czy zatrudnić opiekunkę. Powiedział również, że sami kupimy sobie mieszkanie i urządzimy wesele. Wyznał, że bardzo się cieszy, że zostanie ojcem, choć ani tego nie planował, ani się tego nie spodziewał. A następnie zaczął się… żegnać, bo chyba zauważył, że nie mam ochoty tam już dłużej przebywać. - Nie doceniałam tego twojego Emila… - Ja chyba też do końca nie wiedziałam, że potrafi zrobić coś takiego. I co najlepsze, teraz moi rodzice są nim zachwyceni. Mówią, że „on jest lepszy ode mnie” i że „wyjątkowo mi się udało”. - Nie obraź się, ale twoi rodzice nigdy w ciebie nie wierzyli. - Wiem… Setki razy słyszałam, że „choć najstarsza z rodzeństwa, to najgłupsza”. Jakoś nie zauważyli, że udało mi się skończyć studia i znaleźć pracę. I tak teraz będą o mnie myśleli, że udało mi się w życiu, bo złapałam bogatego faceta na dziecko… - A jak zareagowało twoje rodzeństwo? - Ich zainteresowało tylko samo wesele. Bliźniaki, czyli Renata i Daniel, już mi zapowiedziały, że chcą zaproszenia również dla osób towarzyszących. - A Maja? - Wiesz, ona ma dopiero 10 lat i jeszcze bawi się lalkami. Dlatego najbardziej spodobało jej się to, że będę mieć dzidzię i że ona zostanie ciocią… - Zawsze lubiłam tę twoją małą siostrzyczkę… - Maja wydaje się jedyną normalną osobą w całej mojej rodzinie – podsumowała Klara. Akurat dotarły na miejsce. Salon ślubny znajdował się na piętrze zabytkowej kamienicy. Wjechały windą na górę. - Jakoś dziwnie się czuję – powiedziała Klara, gdy weszły do środka. Wiktoria wiedziała, co jej przyjaciółka miała na myśli – otaczały je setki ślubnych sukien. Wszędzie pełno było tiuli, koronek itp. A większość ze zgromadzonych tam rzeczy była śnieżnobiała. - Dzień dobry. W czym mogę pomóc? – przywitała je ekspedientka. - Szukam sukni ślubnej – odpowiedziała Klara. - Rozumiem – ekspedientka nie dała po sobie poznać, że odpowiedź Klary nie była zbyt odkrywcza. - Czy ma pani jakiś upatrzony model lub wymarzony fason? - Wiem tylko tyle, że wolę écru niż śnieżną biel oraz że muszę się w niej dobrze prezentować w czwartym miesiącu ciąży. - Dobrze, proszę tu usiąść. Zaraz przyniosę katalog – powiedziała bez mrugnięcia okiem ekspedientka i zniknęła na zapleczu. Wiktoria w duchu podziwiała jej profesjonalizm. Zjawiła się po kilkunastu sekundach z grubym katalogiem w ręku. - Proszę przejrzeć te propozycje, może coś się paniom spodoba. Różowe strony są przeznaczone szczególnie dla przyszłych mam. Jeżeli będą miały panie jakieś pytania, proszę mnie zawołać. Ekspedientka odeszła kawałek, tak że nie słyszane przez nikogo, mogły swobodnie rozmawiać. Zaczęły przeglądać katalog. Składał się on z kilku działów. Oprócz wcześniej wspomnianego różowego, był również zielony – dla kobiet o idealnej figurze (co ciekawe, był mało obszerny w porównaniu do innych), niebieski - dla tych o bardziej okrągłych kształtach, czerwony – dla bardzo szczupłych, pomarańczowy – dla niższych i żółty - dla wysokich. Dziewczyny nie mogły odmówić sobie tej przyjemności i przejrzały całość. Potem podsumowały wszystko, co obejrzały. Okazało się, że Klarze najbardziej spodobała się sukienka z gorsetem na dwóch podwójnych ramiączkach i z głębokim dekoltem. Dół miała wielowarstwowy, w dwóch odcieniach écru. Natomiast Wiktorią zachwyciły dwie sukienki – jedna z trójkątnym, dosyć dużym dekoltem i plisowanym dołem, a druga z gorsetem ale z całkiem gładkiego materiału z lekko rozkloszowanym wielowarstwowym dołem. Niestety żadna z tych sukni nie nadawała się dla Klary, która miała być na ślubie w już widocznej ciąży. Postanowiły jeszcze raz uważniej przejrzeć różowy dział. Zdecydowały się w końcu na sukienkę z podwyższanym stanem, z lekko rozszerzanym dołem składającym się z dwóch warstw. Wierzchnia warstwa była trochę krótsza od tej pod spodem. Sukienka miała szeroki dekolt, odkrywała prawie całe ramiona. Miała jednak szerokie rękawki z tiulu sięgające łokci. Pomimo, że Klara nie chciała śnieżnej bieli, w końcu Wiktoria ją do niej namówiła. Nie dała się jednak przekonać do welonu. - Moja babcia zawsze mówiła, że nie wypada pannie z dzieckiem zakładać welonu… A ja też już straciłam swój wianek… - argumentowała Klara pół żartem, pół serio. Ostatecznie Wiktoria przekonała się do pominięcia welonu, gdy zobaczyła przyjaciółkę w śnieżnobiałej sukni z rozpuszczonymi czarnymi włosami. - Masz rację, świetnie tak wyglądasz – powiedziała. - Zdecydowały się panie na tę sukienkę? – zapytała ekspedientka. - Tak – odpowiedziały chórem. - Na kiedy mamy zrobić poprawki? – dopytywała się sprzedawczyni. - Ślub odbędzie się 26 grudnia. - Tydzień wcześniej suknia będzie gotowa. Musimy ją trochę poszerzyć… - wyjaśniła sprzedawczyni - Tak, oczywiście. - W razie gdyby coś nie pasowało, zrobimy ostatnie poprawki w trybie ekspresowym na kilka dni przed ślubem. - Dobrze – zgodziła się Klara - Może chce pani od razu dobrać buty? - Tak, to dobry pomysł. Wybór butów był wyjątkowo łatwy. W sklepie znajdowało się bowiem tylko kilka klasycznych modeli czółenek, za to w wielu rozmiarach, nawet „połówkach”. Klara wybrała buty z szerokim czubkiem na niskim obcasie. - I tak jestem wystarczająco wysoka, a pod suknią nie będzie ich widać, a będzie mi wygodniej – stwierdziła. W końcu dziewczyny, po przeszło dwóch godzinach, wyszły z salonu. - Nie mam już siły iść do kwiaciarni by wybrać bukiet – stwierdziła Klara. - Może załatwimy to w przyszłą sobotę? - Może być… Wezmę ze sobą również Emila, bo on musi sobie kupić garnitur pasujący do sukni. - Pewnie będzie zachwycony tym pomysłem – zaśmiała się Wiktoria. Przeszły na drugą stronę zakorkowanej ulicy. - Mam jeszcze do ciebie jedno pytanie – zaczęła Klara. – Czy przyjdziesz na wesele z Markiem? No nie wiem kogo mam wpisać na zaproszeniu… Wiktoria zasępiła się. - Wiąże się z tym pewien problem – powiedziała. – Marek wyjeżdża na cały grudzień do Stanów, ma wrócić dopiero 30. - Nie wróci nawet na święta? – zdziwiła się Klara. - Niestety chyba nie da rady… - Przykro mi, że go nie będzie na moim ślubie i weselu. - Mnie również… Ale i tak robił, co mógł, by zdążyć na sylwestra. - Rozumiem. Zatem na zaproszeniu mam wpisać tylko ciebie? - Tak… a poza tym, to ja i Marek nie jesteśmy parą. - Wiem, wiem, wiele razy już o tym słyszałam… - odpowiedziała ze śmiechem Klara. - Mój autobus właśnie podjeżdża. Jak podbiegnę, to na niego zdążę. Pa! – krzyknęła Wiktoria i pobiegła w kierunku przystanku. - Do zobaczenia – rzuciła za nią Klara. Ona nie zamierzała nigdzie biegać.
Ślub zbliżał się wielkimi krokami. W połowie grudnia Wiktoria zorientowała się, że nie ma jeszcze w swojej szafie weselnej kreacji. Nie chciała zawracać głowy Klarze, która zajmowała się organizacją ślubu, wesela i nowego mieszkania, więc postanowiła pójść na zakupy sama. Niestety okazało się, że popełniła błąd. Nie mogła zdecydować się na żadną sukienkę, a gdy wreszcie przy pomocy przypadkowej klientki wybrała jedną, idąc do domu zauważyła, że jest poplamiona. Musiała wrócić się i ją oddać, a następnie wybrać kolejną. Padło na szykowną czarno-czerwoną kreację, na którą wydała pół wypłaty. Później kupiła jeszcze długi, bordowy płaszcz, który chciała ubrać do kościoła. Jako świadek musiała się dobrze prezentować.
Co pewien czas Wiktoria sprawdzała swą prywatną pocztę internetową, łudząc się, że odezwał się do niej ktoś znajomy. Za każdym razem znajdywała tam kilka maili od znajomych i rodziny, ale nie o to jej chodziło. Po cichu liczyła na to, że napisze do niej Krzysiek. Jednak on milczał. Dopiero 23 grudnia doczekała się upragnionej wiadomości. Krzysiek przysłał jej kartkę z życzeniami imieninowymi. „Ciekawe, skąd wiedział, że obchodzę imieniny właśnie dziś”, zastanawiała się. Wysłała mu podziękowanie i kartkę świąteczną. Już godzinę później otrzymała od niego życzenia świąteczne. Jednak i tym razem poza życzeniami nie napisał nic więcej…
Wigilię i pierwszy dzień Świąt Wiktoria spędziła u rodziców. Klara i Emil spędzili pierwsze wspólne święta w swoim nowym mieszkaniu razem z rodzicami Emila. Teściowie Klary, wbrew jej wcześniejszym obawom, okazali się bardzo sympatycznymi osobami.
26 grudnia Wiktoria obudziła się o brzasku. Wyjrzała przez okno – dzień zapowiadał się pogodnie. Ucieszyła się z tego, tym bardziej, że od kilku dni wciąż padał deszcz. Zadzwoniła po taksówkę i pojechała do fryzjerki. Potem wróciła do domu i przebrała się. Następnie pojechała, znów taksówką, do kościoła. Po drodze dziwiła się, że pomimo świątecznego czasu, na ulicach było tłoczno. Raz stali nawet w korku. Przez to wszystko, gdy dotarli na miejsce, większość gości była już w środku kościoła i Wiktoria nie wiedziała nawet, kto jest obecny. Szybko weszła do światyni i zaraz w kruchcie natknęła się na parę młodą. - Wiktorio, czemu jesteś tak późno? Myślałam już, że nie zdążysz – dopytywała się podenerwowana Klara. - Przepraszam, ale utknęliśmy w korku… - zaczęła się tłumaczyć, ale zauważyła, że przyjaciółka i tak jej nie słucha. – Jakie masz śliczne kwiaty! - Ciekawe, kto je wybrał, no nie? – Klara puściła do niej oko. Wiktoria ucieszyła się, że panna młoda trochę się rozluźniła. - Wiktorio, możesz iść już zająć miejsce – polecił jej Emil. - Jasne… A gdzie drugi świadek? – zapytała zajrzawszy to kościoła. - Też ma problemy z dojazdem – odpowiedziała nieco zirytowana już Klara. Wiktoria postanowiła ja najszybciej zniknąć jej z oczu, choć chciała jeszcze zapytać, kto jest tym drugim świadkiem. Nie wiedziała, jak to się stało, że się o to wcześniej nie zapytała. Wkrótce pojawili się ostatni goście. Przybył również drugi świadek, Krzysiek. Wiktoria zauważyła go dopiero wtedy, gdy zajął przeznaczone dla świadka pana młodego miejsce. „Mogłam się domyślić, że Emil wybierze swojego najlepszego przyjaciela”, pomyślała zerkając na Krzyśka ukradkiem. Nie chciała zbyt widocznie się mu przyglądać, bowiem on zdawał się jej nie zauważać. Poczuła nawet z tego powodu pewien zawód. Nie miała jednak czasu na dłuższe rozmyślania, bo zagrały organy i para młoda zaczęła zbliżać się do ołtarza. Wszyscy obrócili się, by ich zobaczyć. Klara i Emil szli środkiem kościoła. Oboje pięknie ubrani i uczesani, młodzi i szczęśliwi. Widać było miłość w ich oczach, gdy w pewnym momencie równocześnie na siebie spojrzeli. Wiktoria po raz pierwszy tego dnia miała łzy szczęścia w oczach. Ksiądz, wujek Emila, rozpoczął mszę. Wszystko przebiegało normalnie, tak jak na mszy w niedzielę lub święto, aż do momentu, gdy miało zostać odczytane pierwsze czytanie. Zwykle czynił to ministrant lub lektor, lecz tym razem ksiądz poprosił do czytania świadka panny młodej. Dopiero po chwili Wiktoria uprzytomniła sobie, że chodzi o nią. Pospiesznie wstała i podeszła do pulpitu, na którym ministrant wskazał jej fragment, który miała przeczytać. Zanim zaczęła, przebiegła wzrokiem po osobach zgromadzonych w kościele. Na twarzy Klary zdążyła dostrzec ledwo zauważalny uśmiech. „No tak, już wiem, kto wpadł na ten genialny pomysł”, pomyślała Wiktoria. Postanowiła jednak podołać zadaniu i przeczytać dany fragment. Zerknęła na tekst. „To przecież Pieśń nad Pieśniami”, stwierdziła. „Czytaliśmy to w liceum na głos, więc powinno mi się udać przeczytać to w miarę płynnie”, pomyślała próbując się uspokoić. Wreszcie zaczęła czytać, bo ksiądz już dwukrotnie znacząco kaszlnął. - Oto ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi… Słowa, które wypowiadała, brzmiały bardzo uroczyście. Odbijały się od ścian świątyni i wędrowały pod jej dach. Przeszywały serca ludzi. Gdy odważyła się podnieść wzrok, zauważyła,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ninette
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…