Wróć do katalogu

Po co nam politycy?

Wyjaśnienie kwestii od wieków nurtującej ludzkość.

Vercotti, opublikowano , 4 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ustalmy coś na początku, nie mam tu na myśli beznadziejnych idealistów, wójtów, którzy z własnej wypłaty dokładają do działającego w ich gminie chóru sierot, radnych, którzy z powodu braku środków łatają dziury w asfalcie kawałkami własnych mięśni czy burmistrza ofiarującego swój gabinet na noclegownię dla bezdomnych borsuków, których środowisko naturalne zastąpiła autostrada. Mówię tu o znanych wszystkim gwiazdach najwyższego formatu, krem de la krem i kwiat de la kwiat polityki czyli parlamentarzystów z pierwszych stron gazet.

A więc po co nam wszyscy oni? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie jest tak prosta jak umysł przeciętnego dresa, żeby nami rządzili. Otóż nie, mylicie się jak Juliusz Cezar co do Brutusa.

Do rządzenia wystarcza garstka osób i tak w rzeczywistości jest. Można żyć w naiwnym przekonaniu, że duża ilość parlamentarzystów prowadzi do tego, że pojawia się wiele ciekawych koncepcji, ale to tak samo jak wierzyć, że wielki talerz ziemniorów jedzony na obiad codziennie zaspokoi wszystkie potrzeby organizmu. Zauważcie, że ważne, z punktu widzenia danej partii ustawy, głosuje się stosując tzw. dyscyplinę partyjną, a w mniej istotnych sprawach posłowie mogą w czasie głosowania kierować się, że tak sobie pozwolę zażartować, własnym sumieniem. Przypomina mi to sytuację, w której przyszłemu panu młodemu, w procesie planowania własnego ślubu i wesela, nakazuje się zgadzać z wszystkimi ustaleniami, a żeby nie poczuł się całkiem pominięty, pozwala mu się zdecydować o kolorze wkładek do swoich butów i czy zaprosić jego mamusię.

No więc po co nam oni, pytam ponownie? Niedawno, w trakcie zasypiania, wpadła mi do głowy odpowiedź na to dręczące od wieków ludzkość pytanie – dla rozrywki spajającej społeczeństwo.

Możecie kpić do woli, nazwać mnie umysłowym Rowem Mariańskim i oszołomem, przy którym Jerzy III w ostatnich latach swojego życia mógłby uchodzić za człowieka…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych