Wróć do katalogu

Po drugiej stronie lustra, czyli egzorcyzmy

moje kolejne przemyślenia, zmaganie z naturą ludzkich slabosci..czy to nie ciekawy temat..?:) polecam..

dominik, opublikowano , 11 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nigdy nie lubiłem górnego światła. Nie oddawało nastroju, jakikolwiek by on nie był. Tego wieczora też wolałem zapalić małą lampkę na biurku, odginając żarówkę ku dołowi, tłumiąc światło. Nie chodziło nawet o oddanie tego, co czuję. I tak było mi wszystko jedno. Po prostu chciałem, by było przytulnie, mimo wszystko. Ustawiłem duże lustro z łazienki na biurku i usiadłem naprzeciw niego. Chciałem to widzieć. Znowu ta twarz. Spuściłem wzrok, ale on nadal był po drugiej stronie szkła, niezmienny, mimo tylu prób. Tak bardzo chciałem go zmienić, pogodzić się z nim. Ale nie udawało się, rezygnowałem i uciekałem. I w końcu już nie mogłem patrzeć mu w twarz. Ile razy można popełniać te same błędy...? W końcu jednak podniosłem wzrok, nie miałem nic do stracenia. Próbowałem tym razem wytrzymać. znieść na sobie jego spojrzenie. Już miałem przewagę. Wydawało mi się, że mięknie, że może powinienem spróbować jeszcze raz zamiast się poddawać... Wtedy w jego wyrazie twarzy dojrzałem zmianę. Rysy stężały, poczułem coś jakby policzek. Przypomniał mi czemu obaj tkwiliśmy teraz w tym pokoju, siedząc naprzeciw siebie. Chodziło o Nią. Moją dziewczynę, kobietę mojego życia. Doskonale zdaję sobie sprawę, że brzmi to banalnie. Dopiero niedawno zacząłem zdawać sobie z tego sprawę. Wątpiłem bardzo długo – nie z niechęci i nieszczerości, lecz z obawy. Że to nie to, nie do końca, że jest ktoś, coś, co jest mi przeznaczone i to bynajmniej nie jest uczucie, którego właśnie doświadczałem. Ale teraz już wiedziałem. To było to uczucie, ta osoba. niw wierzyłem w bajki o miłości od pierwszego wejrzenia, o pewności, o niepojętej iluminacji. Czułem, że naprawdę kocham, bo sprawdziłem to, wielokrotnie się upewniając. Wszystkie drogi zawsze prowadziły do Niej. Jednak chyba byłem za słaby. Raniłem Ją bez powodu, z braku silnej woli. Nie mogłem sobie odmówić innego ciała, bez względu na to, jak bardzo kochałem Jej ciało. Kluczyłem, wplątując się coraz bardziej i wpadając we własne sieci. Wiem, że to się zawsze źle kończy, że nie opowiadam wam o niczym nowym. Ale dla człowieka, który to doświadcza, to jest zawsze nowe. Tak jak w momencie, gdy traci się bliską osobę w wypadku samochodowym. Człowiek czuje się tak, jakby nikt przed nim tego nie doświadczył. Bo nasze doświadczenie, wbrew pozorom, jest tylko tym, co sami przeżyjemy. nie uczymy się na cudzych błędach. Nie korzystamy z cudzego doświadczenia, odrzucając je i zdając się na swoje. I może słusznie. W innym wypadku strach byłoby wyjść z domu. Jednak z drugiej strony na nic, na nic nie jesteśmy przygotowani tak do końca. I nie jesteśmy w stanie przygotować się na cios, bo życie jest zawsze szybszym przeciwnikiem. Ja też nie potrafiłem przygotować się, wytłumaczyć sobie, że kiedyś to wszystko trafi szlag, a ja zapłacę za to moją M. – tym, co w moim życiu najważniejsze. Oczywiście mogłem jakoś wybrnąć z sytuacji. mogłem dalej kluczyć i uciekać, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że przekroczyłem granice, za którą drzwi się za tobą zatrzaskują i możesz iść tylko dalej, coraz dalej brnąć w swoją własną niedoskonałość. Po prostu przychodzi moment, w którym musisz zrobić coś dobrze i do końca uczciwie. Musisz nie bać się stracić przewagi i mieć to, co niektórzy nazywają odwagą cywilną. Bo dobre chęci stawiają cię w jednym rzędzie z lordem Jimem, a to nie jest na dłuższą metę dobre towarzystwo. W końcu powoli umierasz sam dla siebie, a twarz w lustrze zabija cię na nowo każdym spojrzeniem. Dotarło do mnie w końcu, że ja tę granicę przekroczyłem już dawno i że pasożytnictwo na Jej szczerej, bezinteresownej, wzruszającej dobroci jest najgorszym wyjściem. Uciekałem nie tylko przed prawdą, ale też przed samym sobą. Nie ma co udawać, że postanowiłem to odmienić. To byłoby zbyt szlachetne, miałbym podstawy, żeby odbić się od dna swojego tchórzostwa. Jeszcze przypadkiem doszedłbym do wniosku, że tak naprawdę jestem bohaterem tej historii. Ludzie mają tendencje do uznawania swoich obowiązków za zasługi, a błędów za drobne potknięcia. Ja również pod tym względem nie odstawałem od reszty. Powód zmiany był inny. Po prostu część z tego, co było udziałem mojego ja, wyszła na jaw. Wstrząsnęło to podstawami naszego związku, który jak każdy, podobno opierał się na zaufaniu. Wyszło n światło dzienne to, jak doskonale potrafiłem kłamać prosto w oczy. Nie dawałem po sobie poznać, że mnie to boli, teraz już sam nie wiem, czy tak naprawdę bolało. Byłem graczem, oszustem w kasynie, którego złapano na gorącym uczynku. I resztki sumienia, których trzymałem się kurczowo, nie wystarczały już nawet na uspokojenie samego siebie. A co dopiero Jej. Była dla mnie za dobra i to był chyba Jej błąd. Kochałem tę dobroć, ale też wykorzystywałem ją. Nie wiem czy to coś zmieni, ale żal mi jej było jak nikogo, nigdy wcześniej. Żal mi było tej naiwności i niewinności, którą Jej odebrałem. Czułem jakbym pozostawił na łóżku krwawiącą dziewicę i wyszedł bez słowa. Obyło się bez krzyków, bez nienawiści. Nawet wtedy mnie nie nienawidziła. Szkoda, byłoby mi lżej. Może Jej też. W każdym razie kiedy nie udało się dłużej kluczyć i stawałem plecami przyparty do zimnej ściany,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych