Pociąg do nowego świata odjeżdża jutro
Krótka historia o tym, jak bardzo możemy mylić się w niektórych sprawach. Bo nigdy nie wiadomo, co jeszcze przed nami zostało ukryte... Enjoy :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pociąg do nowego świata odjeżdża jutro
Na sali wykładowczej zostało już niewielu takich, którzy z zainteresowaniem słuchali wykładu profesora Gretewicza. Część spała, a inni mieli swoje zajęcia, zupełnie wychodzące poza temat zajęć. Jako jeden z nielicznych notowałem informacje o przemianach zachodzących w ciele podczas chorób, skaleczeń a nawet śmierci. Wykładowca niestety prowadził to w tak nudny sposób, że rzeczywiście wysłuchiwanie go wymagało sporego samozaparcia i motywacji. Jednak czy gdyby wszystko było ciekawe, dalibyśmy radę zauważyć to co naprawdę jest warte uwagi ? Odpowiedzi na to pytanie nie udzielę, ale warto to przemyśleć. Siedząc tutaj i patrząc na te wszystkie znudzone twarze, zastanawiałem się, czy to ja tutaj nie pasuję, czy to po prostu oni weszli w moje życie. Nigdy nie miałem problemów z ustalaniem swoich priorytetów, zawsze była to nauka oraz wykształcenie. Nie zajmowałem się jak inni dziewczynami i imprezami. Dbałem o siebie, o swój rozwój wewnętrzny. Choć mówią, że na zewnątrz także mi nic nie brakowało i ‘każda może być moja’. Bycie takim, jak każdy, nie przyniosłoby mi żadnej satysfakcji, dlatego na obecny czas, wolę zostać przy byciu sobą. Jednym z tematów, jakiego nie cierpiałem najbardziej od zawsze były stereotypy. Na temat kultur, muzyki, religii. Moim zdaniem to tylko niepotrzebne gadanie ludzi, którzy przez swoje ograniczone umysły nie mogą przyjąć, że ktoś może być inny. Ostatnimi czasy z takowymi stereotypami spotykam się codziennie. W domu, na ulicy a co najgorsza na uczelni. Mamy listopad roku 2012. Od wielu dni wszyscy tylko mówią, że został nam miesiąc, a potem nie będzie już nic. Apokalipsa niczym w filmie, tylko bez udziału dzielnych obywateli Stanów Zjednoczonych (choć kto wie, może uratują świat). To wszystko jest takie nierealne. Takie naciągane. Mimo to ludzie w to wierzą. Ich wola, ale ja nie miałem tego zamiaru wysłuchiwać. Wolałem się skupić na tym co dzieje się z naszym ciałem gdy nie jest tak, jak powinno być.
- Na dziś to będzie wszystko, dziękuję za uwagę, bądź jej brak. Zapraszam za tydzień o tej samej godzinie - rzekł profesor i po spakowaniu swoich rzeczy, wyszedł.
- Wszyscy zginiemy ! - z ławek zerwało się kilku studentów i w świetnych humorach wybiegli z sali.
Idioci, pomyślałem. Chyba naprawdę boją się tego, co ma nadejść, ale pocieszają się kpiąc z problemu. Cóż, może to też jakieś wyjście, kiedy nic nie możemy zrobić, to po prostu się pośmiać. Ile ludzi, tyle sposobów. Zakładam, że większość z nich nawet nie wie, jak ma wyglądać owa apokalipsa. Spadnie meteoryt ? Przylecą kosmici ? Żałosne. Mogliby wymyślić coś bardziej oryginalnego...
Nic nie trzymało mnie dłużej na uniwersytecie, więc jak zawsze skierowałem się od razu do domu. Jak to w mieście, na jakiej ulicy byśmy byli, wszędzie jest mnóstwo ogłoszeń. Koncerty, dyskoteki, sławne osoby. Czasami można wyczytać coś ciekawego. Tym razem była to czarna kartka, na której widniał biały napis ‘Nowe, żywe oblicze apokalipsy świata. Poznaj to, o czym nie wspomniał nikt. Jedyne spotkanie dnia 25. listopada. Przed budynkiem na Słowackiego 54‘. Muszę przyznać, że zaintrygowała mnie ta informacja. Przystanąłem i przeczytałem jeszcze raz. No, może być nawet ciekawie. Pod warunkiem, że nie będzie tam nikogo z ciężko przestraszonych końcem świata. Uśmiechnąłem się i ruszyłem dalej. Przez całą drogę nie widziałem już ani jednego podobnego ogłoszenia. Było to dość nietypowe. Z reguły na tablicach nie było wolnego miejsca, a na każdej powtarzały się te same informacje. Powodem nie był na pewno brak tuszu w drukarce. Zaciekawiłem się jeszcze bardziej.
Będąc już w pustym pokoju, usiadłem i zamknąłem na chwilę oczy. Byłem zmęczony. Kilka wykładów, testy a do tego konieczność bycia miłym dla tych wszystkich osób, które niekoniecznie powalały mnie swoim poziomem kultury. Cóż, każdy musi udawać kogoś, kim nie jest. Codziennie. Od zawsze byłem ignorantem bez uczuć. Nie obchodziły mnie prośby innych, nie zależało mi. Nienawidziłem tylko przemocy oraz grubiaństwa. Sam nie należę do przykładowych ludzi, jednak jak wspomniałem, każdy nosi swoją maskę, w której jest nierozpoznawalny. Włączyłem telewizję w nadziei ujrzenia czegoś co mnie odstresuje. Mogłem pomarzyć. Znowu apokalipsa... ludzie szukają schronień na dwudziesty pierwszy dzień grudnia. To jest paranoja. Nic tu po mnie już dziś. Idę spać i tak chyba będzie najlepiej.
Śniły mi się roboty. Chodzące na dwóch nogach, niczym w 'Transformers'. Mówiły, pracowały i jeździły samochodami. Identycznie, jak w życiu niektórych ludzi. Jednak gdy chwilę pomyślimy, uświadamiamy sobie, jak wielki postęp robi nauka. Co jakiś czas słyszymy zaskakujące wieści. Idziemy do przodu, to jest pewne. Tylko do przodu nie zawsze oznacza, że w dobrą stronę. Spiesząc się, zapominamy zwrócić uwagę na granicę, które wyznacza człowieczeństwo. Mam nadzieję, że nie dożyję zbyt wielkich rewolucji.
Spotkanie, o którym przeczytałem, miało się odbyć jutro. Zdecydowałem się iść. Nie mam nic do stracenia, a może spotkam nawet tak kilku ciekawych ludzi, gdzie będziemy mogli wymienić swoje poglądy. Nie uważałem, że przyjdzie wiele osób. Ogłoszenie nie zachęcało w żaden sposób do tego. Co więcej, miało się to odbyć w jakieś kamienicy. Żaden obywatel ‘na poziomie’ nie mógłby sobie przecież pozwolić na takie warunki. Pójdę i zobaczę, najwyżej będę żałować. Na dziś nie miałem wielu planów. Było już południe, a ja siedziałem na skraju łóżka w krótkich szortach i gorączkowo myślałem, czy jest coś, co muszę dziś zrobić. Ku mojemu zadowoleniu okazało się, że mam totalny spokój. Nie muszę nigdzie iść, z nikim rozmawiać. Nawet nie musiałem robić żadnych zakupów. Po prostu bosko. W młodym wieku nie umiemy tak docenić dnia, w którym nie ma zajęć. Nazywaliśmy to wtedy nudą. Dzisiaj, gdy jestem już po dwudziestce, żałuję, że nie udało mi się wypocząć wtedy, żeby teraz mieć siły na życie. Bynajmniej te kilka godzin, które mogłem spędzić w kompletnym spokoju, były dla mnie niczym nirvana. Życie w tym momencie nie chciało nic ode mnie, a ja od niego. Chwyciłem za laptopa, włączyłem serial. Do wieczora z łóżka nie wyszedłem. Było całkiem miło.
Od pięciu minut byłem już na Słowackiego. Z lekkim podekscytowaniem, szedłem pod numer 54. Po chwili ujrzałem niewielką grupkę ludzi. Może z dziesięć osób. Stali pod budynkiem i rozmawiali. Podszedłem.
- Witam was - rzekłem dość odważnie, z uśmiechem. - Dobrze trafiłem na spotkanie z ogłoszenia ?
Obrócili się, powitali mnie z uśmiechem i naprzód wyszedł mężczyzna. Wysoki, jednak niezwykle szczupły. Zakładam, że gdyby zdjął koszulkę, ujrzelibyśmy coś w rodzaju modelowego szkieletu na lekcjach biologii.
- Cześć, jestem Artur Makoń. Będę przewodzić zebraniu - przywitał się, wyciągając dłoń. - Cieszę się, że przyszła kolejna osoba.. wygląda na to, że ostatnia, wejdźmy do środka, moi drodzy.
No proszę, a jednak nie będziemy stać przed budynkiem. Fajna perspektywa, bo mimo tego, że zimy jeszcze nie było, to pogoda nie sprzyjała. Mróz nie stosował taryfy ulgowej dla nikogo.
W mieszkaniu było całkiem przyjemnie. Nie zachwycało ono swoją wielkością, jednak niczego mu nie brakowało. Wyglądało naprawdę normalnie. Nawet nic nie przykuło mojej uwagi, a z natury byłem człowiekiem spostrzegawczym. Jednak dość szybko doszukałem się drugiego dna. Czy nie wydaję się, że kamuflaż codziennej normalności, jest najlepszy aby ukryć swoją drugą, mroczną stronę ? Mimo moich dziwnych wizji, zapowiadało się normalnie. Bez żadnych niespodzianek.
- Witajcie, moi drodzy ! - po raz kolejny przywitał nas Artur. - Zdaję sobie sprawę, że nie do końca wiecie, dlaczego się tutaj spotykamy. Uwierzcie mi, że sam przez wiele lat żyłem w totalnej niewiedzy, choć myślałem, że jest inaczej.
Przez chwilę przeszła mi myśl, że zaraz zacznie nam opowiadać, jak zdradzała go żona. Jednak to były tylko moje ciche, nieszkodliwe spekulacje, często mocno wyolbrzymione.
- Tak się składa, że jest coś, o czym wszyscy powinniśmy wiedzieć już dziś, a wie tylko kilka osób na całym świecie - kontynuował. - Dzisiaj zamierzam się tym z wami podzielić. Najpierw jednak powitajcie naszego gościa - Pan Michael Trumph, angielski naukowiec i badacz zjawisk nadprzyrodzonych.
No proszę, zapowiada…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Aras
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…