Wróć do katalogu

Podróż

Dwóch przyjaciół dokonuje nieświadomej podróży w czasie

macqo, opublikowano , 26 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Tutaj chyba nic się nigdy nie zmieni - powiedział Krzysztof, a ja popatrzyłem, na szare ściany dworca i przyznałem mu rację. Od lat wciąż te same mury, zakurzone ściany, poszarzałe podłogi, cuchnące moczem kąty, a co najgorsze ci sami ludzie. Przeklęstwa, groźby i nawoływania. Menelski świat dworca PKP. Rządzi się właśną logiką i ma swoje zasady. Jedną z nich jest ignorancja. Polega to między innymi na tym, że tutejsi głośno ze sobą rozmawiają, żeby nie powiedzieć poprostu drą mordy. Ale to ich sprawa.

- Na pewno pieron piąty? - zapytałem.

- Tak było napisane, ale możemy się jeszcze raz przekonać...

- Chodźmy tam zatem i jeszcze raz zerknijmy - rzekłem niechętnie, gdyż to oznaczało konieczność ponownego przepłynięcia od w miarę już bezpiecznej wyspy peronu piątego na ryzykowne wody, czyli pod dworcowe kasy, gdzie chcąc niechcąc można, a niekiedy nawet trzeba wspomóc bliżniego swego i nieswego...

Okazało się, że pociąg odjeżdza z peronu piątego, więc ponownie się do niego skierowaliśmy.

- Kiedyś bardzo lubiłem jeździć pociągami - powiedziałem - fascynowała mnie ta cała kolejowa infrastruktura i otoczka, żeby nie powiedzieć mistyka kolejnictwa.

- Mistyka? - zdziwił się - co może być mistycznego w pociągach?

- Pociągi są na swój sposób pociągające, poprostu - wyjaśniłem - Taki pociąg, szczególnie lokomotywa to przecież ucielenienie wiecznego ruchu, niemożności ustania w miejscu. Cała jej natura nakierowana jest na zmianę, ciągły ruch, przmieszczanie się z miejsca na miejsce. To taka jakby to była jazda sama w sobie, a przy okazji ktoś lub coś może na tym skorzystać. Kolej poprostu wyraża prawdę o życiu. Że nie ma nic trwałego, niezmiennego, lecz że ciągle coś się zmienia, ulega przekształceniu... - ciągnołem i rozejrzałem się wokoło szukając potwierdzenia mojej filozoficznej teorii w postaci jakiegoś składu, ale jak na złość wszystkie perony były puste. Zamiast lokomotywy EZ i składu wagonów napotkałem wzrokiem na trzech żołnierzy siedzących na ławce i dwóch typów w cywilu rozmawiających z nimi.

- Coś mało ludzi na tym dworcu, a przecież to sierpień?

- Martwi cię to?

- Nie. Pamiętam do tej pory ja byłem z matką gdzieś nad morzem, chyba w Międzyzdrojach... Wracaliśmy do domu, do Warszawy i wtedy pierwszy raz, jako mały brzdąc zobaczyłem ludzką walkę o przetrwanie, a właściwie o to aby przez kolejnych kilka godzin mogli trzymać swoje cztery litery na siedząco...

- To chyba było w Krynicy Morskiej – sprostował.

- Być może..., mniejsza o większość. W każdym bądź razie to było niesamowite. Na peronie było od groma narodu..., pociąg toczył się z dość dużą prędkością, po czym zaczął hamować i wtedy zaczęło się. Niektórzy wskakiwali już w biegu na drabinki przy drzwiach, a potem jak się zatrzymał... to było niczym szturm specnazu. Drzwiami i oknami jakby w środku było złoto... Mnie pociągnoł tłum i jakoś udało się nam zdobyć te miejsca siedzące. Pamiętam jak biegłem przez korytarz. Przy plecaku miałem przytroczony taki blaszany kubek, który obijał się o ściany przedziałów, robiąc niesamowity łomot. Potem jak ruszył, to był tai tłok, że ludzie nawet w kiblu stali, bo już nie było miejsca. Tak więc do kibla nie bardzo można się było dostać. A jeden gość z naszego przedziału, nie mógł już wytrzymać i nalał do butelki. A drugi gość, co był narąbany, chociaż obaj mieli nieźle w czubie, jak się obudził, gdy tamten spał, to myślał ż to w butelce to piwo i upił sporo zanim się zorientował że coś nie tak...

- No widzisz, kolej to nie żadna mistyka ale gówniana proza życia i tyle... Na peronie pojawiło się dwóch policjantów z żandarmem. Spojrzałem zaciekwaniony w kierunku żołnierzy i ich ciwilnych kompanów, którzy zajmowali sobą większą część peronu i chyba nie myśleli o ustąpineniu przed władzą, nawet mundurową. Efekt był taki, że jeden z policjantów odchylił się lekko w bok, jeden z cwiliów też, a ja mógłbym przysiąc, że ich ramiona mineły się w tym skomplikowanym manewrze, przypominającmy cumowanie promu kosmicznego do stacji orbitalnej, zaledwie o milimetry, a między nimi przskoczyła jakby iskara agresji, mogącą spowodować że jedni i drudzy porzucą udawaną obojętność i rzucą się na siebie niczym wściekłeł psy. Ale stało się inaczej. Patrol po przejściu, a właściwie przespacerowaniu kilku metrów odwrócił się, a właściwie tylko żandarm i popatrzył na owcy trzech wojaków. Byłem pewien że zaraz się coś wydarzy i dlatego odwróciłem wzrok, żeby nie być posądzony o knucie spiskowanie albo coś w tym rodzaju. Na peronie obok pojawił się jakiś skład. Gdy się już zasyciłem widokiem nawiutkiegi IC, spojrzałem w kierunku tamtych, nie zobaczyłem już nikogo, opróćz trzech żołnierzy i dwóch ich koleżków...

Na nasz peron zaczął się wtaczać nasz pospieszny o stacji docelowej w Kijowie. Jechaliśmy do Przeworska z przesiadką w Łańcucie. Z Przeworska udawaliśmy do podkarpackiej wsi. Tam chcieliśmy zatrzymać się i spędzić kilka dni w domu znajomego. Dom stał na uboczu, zdala od zabudowań, w niemożliwie zarośniętym miejscu, tak że można go było przeoczyć idąc ścieżką. Chcieliśmy odciąć się od cywilizacji, a przede wszystkim może pogadać... Zobaczymy. Najpierw musieliśmy się tam dostać, co z Warszawy oznaczało noc spędzoną w pociagach, a potem jeszcze z pół godziny w pekaesie z Przeworska. Wskoczyliśmy do pospiesznego, w którym jak mi się wydawało widziałem jakieś wolne przedziały. Pierwszy wolny przedział posiadał na drzwiach kartkę z napisem REZERWACJA. W drugim siedziało już kilka osób, chciałem przejść dalej, gdy mój wzrok napotkał dziewczynę, siedzącą po turecku w zamkniętymi oczami. Miała czarne spodnie typu bojówki, szeroką podkoszulkę i była prawie łysa. W pierwszej chwili chciałem wejść do jej przedziału, ale był zatłoczony. Następny wydał się nieco luźniejszy.

- Wchodzimy tutaj - rzekłem i zacząłem się pakować z bambetlami.

- Dobry wieczór - powiedziałem grzecznie, jak to mam w zwyczaju, ale odpowiedziały mi jedynie niewyraźne, stłumione pomruki.

***

Dwóch ukraińców w garniturowych spodniach i błękitnych koszulach gadało ze sobą na korytarzu. Jeden z ich miał białe buty jakby przeznaczone do stepowania.

- Ciekawe czy tam można palić - zastanowił się Krzysztof wskazując na przedsionek wagonu.

- Pewnie można, mimo że nie można. Wszyscy tam jarają.

- Z wolna i ostrożna wszytko można...

Pociąg stał przy peronie, mimo że jego czas odjazdu minął już dziesięć minut temu. Tak jakby go przylutowali do szyn, tylko po to aby odwieczny ruch nie mógł się dokonać. Dziewczyna w lotosie siedziała w przedziale równie nie poruszona. Może to ona go przetrzymuje, siłą swojej woli?

W wagonie było dość tłoczno. Wyszedłem na korytarz. Kilka przedziałów dalej, siedział samotny facet. Postanowiliśmy przenieść się do niego, żeby mieć więcej miejsca. Lecz gdy pakowaliśmy się do jego przedziału, okazało się, że wcale nie jest osamotniony.

- Tu ktoś siedzi - rzucił wskazując na miejscówkę przy drzwiach.

Za chwilę pojawił się następny osobnik, jak się okazało jego kompan. My też usiedliśmy przy dźwiach na przeciwko siebie i zaczęliśmy zastanawiać się nad przyczyną tego że nadal pociąg tkwi w miejscu.

- Może strajkują?

- Eeee, to by wogle pociąg nie przyjechał na peron.

- Czeka na przejazd opóźnionego ekspresu - wyjaśnił jeden z nich.

Popatrzyłem na Krzycha. Włściwie pierwszy raz wyszło tak, że jedziemy gdzieś razem. Każdy z nas ma swój cel. Ja chciałem wkońcu zabrać się za to, co sobie obiecuję już od dawna. Mianowicie za napisanie książki lub opowiadania. To właśnie głównie, z tego powodu wziołem ze sobą laptopa.

- Kompa schowałem do mniejszego plecaka, a aparat jest w dużym - uśmiechnąłem się zadowolony z własnej przebiegłości.

- Bardzo dobrze zrobiłeś - brat ściszył głos i lekko rozejrzał się po przedziale - obnaszanie się z takim sprzętem zazwyczaj kończy się tragicznie.

- Tak wiem - westchnąłem i pomyślałem, że w naszym kraju można się zahartować. Ciągle musisz się zmagać, walczyć o przetrwania, tak jak z tymi cholernymi laptopami i aparatami za kilka tysiaków, których broń boże nie powinieneś pokazywać w nieodpowiednich miejscach jakimi są pociągi. A jednak, mimo tego kretynizmu chcesz tu być. I co najdziwniejsze żaden rząd nie jest w stanie ci skutecznie obrzydzić własnego kraju. Co najwyżej nabierasz niechęci do władzy, tak że w końcu nie idziesz już na wyboru i masz to wszystko gdzieś i zajmujesz się swoimi sprawami. Byle moje szło do przodu. I tak to się toczy już od wieków.

- A jak było nad morzem? - zapytałem, gdyż poczułem że pociąg w końcu zaczyna się toczyć.

- O rety, już myślałem że zaczniemy swkierczeć na tej plaży. - stwierdził brat - nawet moja żona, która najchętniej jeżdziłą by wszędzie lektyką, sama dobrowolnie chodziła na spacery... A może było ciepłe jak zupa. Woda miała ze 25 stopni.

- Niesamowite...

- Nawet ja się kąpałem... No i oczywiście od groma ludzi, jak to w nadmorskich kurortach zwykle bywa...

- Nie martw się, tam gdzie jedziemy, żywej duszy nie uświadczysz - stwierdziłem - Ale ja to zdecydowanie wolę góry, tam gdzie jest cicho i głucho. Dzięki temu mogę się skupić na swoich sprawach, na które ciągle nie mam czasu.

Do przedziału wpadł łysy gość w dresie i klapnął na środkowym miejscu, zachowując równy, jakby odmierzony odstęp między nami a tamtymi.

***

- O w mordę... Daleko jeszcze? - stęknął Krzysztof, gramolą się z mozołem w śniegu wysokim na jakieś pół metra. Przystaneliśmy dysząc i sapiąc ciężko. Mineło dobre kilka chwil zanim przemówiłem. Cisza dźwięczała nam w uszach.

- Nie.

- To znaczy?

- Nie wiem ile przeszliśmy, bo w tym cholernym śniegu zupełnie traci się rachubę. Chałupa jest jakieś sześć kilometrów od wsi. Czyli normalnie powinniśmy być już na miejscu bo idziemy ponad godzinę. A tu dupa...

- Idziemy dłużej przez ten śnieg...

- Taaaa, no więc wydaje mi się że to powinno być już niedaleko...

- Obyśmy tam doszli zanm się ściemni - zaklął Krzychu.

To prawda. Lepiej by było. Przez ten śniego zupełnie nie widać było drogi. Jedyne dzięki ścianie drzew po jednej i po drugiej stronie, wiedzieliśmy którędy iść. Istniało niebezpieczeństwo że jak po ciemku wyszlibyśmy na polanę, to zupełnie stracilibyśmy rozeznanie gdzie iść. Ani w jedną, ani w drugą. Koniecznie musieliśmy dopaść do chaty zanim się zupełnie ściemni. Czyli za dwie godziny.

- Na szczęście za dwa dni pełnia...

- To co?

- Nie będzie tak ciemno w nocy - powiedziałem podnosząc plecak i reklamówkę z żarciem.

Do Jasionki dowióż nas gość busem. Nie mieliśmy wyjścia. Musieliśy wziąść busa. Po wylądowaniu w Przeworsku, okazało się że pekaes do Jasionki odjeżdza dopiero po szesnastej. Czyli musielibyśmu zupełnie po ciemaku przewędrować te sześć kilosów do naszej chaty. Zgubilibyśmy się pewnie zaraz po kilkudziesięciu metrach. Tego lata, a właściwie zimy sypnęło obficie. I temperatura oscylowała cały czas wokoło minus 10 celsjuszów. Tak więc mamy piękną zimę. Zimę która dopiero odsłania swoje groźne, uwodzicielskie piękno na takim zadupiu na którym właśnie się znajdowaliśmy. Niewinna biel śniegu kontrastowała ze świadomością kary, która mogła spotkać nierozważnych wędrowców. Zauważyliśmy że wspomnienie drogi, po której szliśmy msiała zostać odśnieżona, może tydzień temu. Inaczej byłoby na niej ponad metr śniegu, tak jak na polach i łąkach. A przekonaliśy się o tym, gdy otworzyłem drzwi busa i skoczyłem niczym astronauta po wylądowaniu na księżycu i znalazłem się po pas w śniegu. Samochód dojechał jeszcze jakieś pół kilometra za wieś i stanął. Facet stwierdził, że dalej nie jedzie, bo już i tak było bez szans pojechać. Do Przeworska dojechaliśmy po ósmej. Po sprawdzeniu za późnej jak dla nas godziny odjazu autobusu do Jasionki, postanowiliśmy się rozejrzeć za jakąś prywatną inicjatywą. Prywatna inicjatywa pojawiła się po 12tej i po godzinie byliśmy w Jasionce. W Przeworsku pokręciliśmy się bez większego sensu tu i tam, zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę w barze i inne takie...

***

Obaj milczeliśmy, choć wiedzieliśmy że coś jest nie tak… Jedynym podsumowaniem było zdanie rzucone przez Krzycha, że cholernie długo ten pociąg się wlókł, skoro wsiadaliśmy do niego gdy był środek lata, a teraz mamy styczeń jak poinformowały nas gazety. Jak wszyscy wiedzą nasza kolej może jest mistyczna, ale szybka na pewno nie. Ale z drugiej strony jak to możliwe że jechaliśmy pół roku? To rzeczywiście było frapujące. Ale skoro tak wyszło,to w naszym interesie leżało, aby tym bardziej jak najszybciej dostać się pod jakiś dach w końcu. No chyba, że za godzinę nastąpi już pełnia lata…

- Przed złodziejami to się zabezpieczaliśmy jak trzeba, ale nie przed zmianami klimatu – stwierdził Krzychu.

- To zupełnie jak na tym filmie, „Dzień po jutrze” czy jakoś tak… Jak nastąpiła epoka lodowcowa w ciągu kilkunastu godzin. Może mamy do czynienia…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych