Póki poranek nie przyniesie spoczynku
Obiecałem, więc jest! Poprawiona wersja tekstu. Pisany pod wpływem jednego z moich ulubionych kawałków Nightwisha. Tematem jest wojna.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
============================ UWAGA! Miejscami bardziej brutalne niż poprzednia wersja! Ani autor, a tym bardziej redakcja opowiaania.pl nie odpowiada za ewentualne pojaiwenie sie odruchów wymiotnych! ============================
Śmierć. Wszędzie, wokół mnie śmierć. Krążyła, zabierała mych znajomych, przyjaciół. Czasem zbliżała się i do mnie, lecz ja się jej jeszcze nie dałem. Jeszcze... Obficie sącząca się z martwych, poszarpanych ciał krew wsiąkająca w spękaną ziemię... kurz podnoszony przy każdym uderzeniu kuli... ryk silników oraz warkot karabinów. Taką oto scenerię wybrała sobie kostucha, by zebrać swe żniwo...
- Stać! – usłyszałem pośród całego tego zgiełku – nie rozpraszać się! Wszyscy za mną! – to mój dowódca krzyczał. Starał się być słyszany pośród odgłosów karabinów i pojazdów. Stał kilkanaście metrów przede mną. Był ranny. Krew spływała z rozdartego boku, barwiąc jego mundur. Próbował zapanować nad oddziałem. Wiedział, że już nie mamy szans... lecz chciał ocalić jak najwięcej ludzi. Wiedział, iż na wojnie tylko poświęcając jednych, można ocalić innych... on poświęcał siebie.
Kule latały wokół mnie, podnosząc co chwilę pył, lecz nie przejmowałem się tym. Przecież byłem w bezpiecznym okopie. Tak przynajmniej sądziłem. Obserwowałem dowódcę. Wiedziałem, że muszę iść za nim, lecz myśl o opuszczeniu tego bezpiecznego miejsca i szaleńczym biegu po życie napawała mnie strachem. Rozejrzałem się wokół siebie. Ona była tu nadal... czułem jej obecność, czułem jak się zbliża. Patrzyła na mnie martwymi oczyma wszystkich, którzy polegli.
Nagle usłyszałem przeraźliwy syk powietrza. Następnie coś eksplodowało! Wszędzie wokół podniosło się mnóstwo piachu, uniemożliwiając widoczność. Przez chwilę zdawało mi się, że ogłuchłem, po czym pociemniało mi przed oczyma...
Powoli uniosłem głowę. Nie wiem jak to się stało, ale leżałem twarzą w piaszczystej ziemi. Niemożliwie piszczało mi w uszach. Rozejrzałem się. Fragment okopu był zniszczony! Wokół dziury leżały... nie, nie mogłem na to patrzeć1 Martwe, poszarpane ciała... jakby ktoś rzucił granat... nie, nie granat! Wówczas uszkodzenie wyglądałoby inaczej... nie, to niemożliwe! Podniosłem się, złapałem za umocnienia okopu. Wyjrzałem z niego. Rzeczywiście! Moje przypuszczenia niestety okazały się trafne. W odległości mniejszej niż kilometr ujrzałem częściowo okryty tumanami kurzu zarys czołgu! A więc nie ma już ucieczki...
Ktoś szarpnął mnie za ramię. - Musimy uciekać Sven! – wrzasnął mi do ucha. - Jax? – nie mogłem uwierzyć – myślałem, że... - Ale żyję! Uciekamy! – Gdy tylko skończył to zdanie do okopu wskoczyło ośmiu żołnierzy. Nie mogłem strzelać. Jax stał między mną a nimi!
Nie wiedziałem, co robię. Szarpnąłem za spust. Thompson pluł pociskami jak szalony.
Przed oczyma wciąż miałem tryskającą krew. Nie mogłem uwierzyć, że to zrobiłem. Zbliżyłem się do ciała Jax’a. On się nie ruszał... jego tors był poszarpany od kul... kul z mojej broni... krew nie mogła wsiąkać już w ziemię, było jej zbyt wiele. Jax... dlaczego to zrobiłem? On był jeszcze taki młody... musiałeś stanąć pomiędzy mną a nimi... ale... gdybym nie zaczął strzelać, oni i tak by Cię zabili... a potem i mnie... wybacz. Taka jest wojna... śmierć! Wszędzie śmierć! Śmiertelna klątwa! Spojrzałem na ciała wrogów. Jeden z nich jeszcze się ruszał. Błagał mnie... o coś mnie błagał, nie wiedziałem o co. Ostrożnie zbliżyłem się. Oberwał w szyję. Kula mogła uszkodzić krtań. On się dusił! Przy każdym, nie podobnym do artykułowanego, dźwięku, z dziury wydostawało się coraz więcej ciemnej krwi. W jego oczach widziałem błaganie..
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jarl
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…