Wróć do katalogu

Pokusa

Ja i mój Anioł Stróż

Taurog, opublikowano , 8 min czytania, 3,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

POKUSA

- Idź do spowiedzi Gabrielu, już czas- powiedział mi Anioł. Rozejrzałem się a on położył mi rękę na ramieniu. Dziwne uczucie. Ciężar jak muśniecie, ale jednak go czuję. Przez moje ciało przebiegł dreszcz. Odstawiłem dopiero co odkorkowaną flaszkę i westchnąłem. Anioł wychwycił skrytą tęsknotę. - To grzech Gabrielu. To wielki grzech się nachlać i w takim stanie iść do Pana. - Wiem - odpowiedziałem i powłócząc nogami poszedłem do przedpokoju po płaszcz i kapelusz. Anioł był za mną tuż-tuż. Zadzwonił dzwonek u drzwi. - Kto tam? - zapytałem. - Poczta. - Nikt do mnie nie pisze, bo i ja nikogo nie znam tak dobrze. - Otwórz pan do cholery, mam rentę dla pana. - Nie. - Niech cię szlag stary wariacie - zaklął przez drzwi listonosz - Zostawiam awizo po odbiór. Coś zaszurało między zamkiem a klamką. Odczekałem aż kroki umilkną i dopiero wtedy cicho otworzyłem drzwi. Na podłogę upadła mała karteczka - awizo pocztowe. - Gdzie teraz pójdziesz? - zapytał Anioł. Odwróciłem głowę podnosząc się z pałąka - A to ty... Jeszcze tu jesteś? - A gdzie mam być? Jestem ci przypisany. - Na moje zmartwienie. - Na twoje Zbawienie. Wyszedłem na klatkę i zamknąłem mu drzwi przed nosem przekręciwszy klucz w zamku. Przelazł przez nie w milczeniu i stanął jak biały posąg u nasady poręczy schodów. - I czego się tak chwiejesz? Zimno ci? - zapytałem. - Nie, jestem ciekawy tylko dokąd teraz pójdziesz. - A wiesz gdzie? - Nie. - To po co pytasz? - Jestem twoją obroną - powiedział cicho. Zrobiło mi się co nieco głupio. - Wiesz? Dziś mam dzień dobroci dla duchów, więc pójdę tam gdzie chcesz - odparłem i zgarbiony, zatruty kacem zlazłem na parter. A On za mną, tuż za mymi plecami, jakby targało nim uczucie że mu zwieję, chociaż przed nim tak naprawdę nie da rady się uciec. Przebiegłem zawijanym kuśtykiem ruchliwą ulicę z brzęczącymi tramwajami i poprzez park doszedłem do rynku. Było zimno, w powietrzu zastygła wieczna mżawka. Wiatr wywijał oberka pomiędzy kamienicami Kuląc się z chłodu dolazłem wreszcie do kościoła, o którym już wcześniej kiedyś myślałem. Poprawiłem zwisły od wilgoci kapelusz i po wytartych przez wieki stopniach zszedłem w dół, do kruchty. - Zdejm nakrycie głowy - powiedział Anioł, który nieoczekiwanie stanął po mej lewej ręce. Zdjąłem jak mi kazał i zmiętoliłem go w zgrabiałych z zimna palcach. Dopiero teraz zauważyłem, że w kościele mimo wczesnej pory było sporo osób. - Pogrzeb? - zapytałem cicho, niezgrabnie przy tym klękając i żegnając się. Anioł, który był tuż obok nie odpowiedział. Ukląkł na jedno kolano i i oddał pokłon opierając czoło niemal o posadzkę. Trwało to dłuższą chwilę. - Nie pogrzeb a Wielki Czwartek, chodź - powiedział wstając, i wziąwszy mnie za rękę poprowadził do sporej liczby osób oczekujących na spowiedź. Mniej więcej w tym samym czasie z bocznych drwi przy ołtarzu wyszedł ksiądz. Przeszedł szybkim, spiesznym, obojętnym krokiem obok tabernakulum i zbliżył się do nas oczekujących. To z tym to z tamtym rozmawiał kilka chwil. Ludzie po tej rozmowie w milczeniu opuszczali kolejkę. Ksiądz podszedł do mnie. Zerknąłem przez ramię i stwierdziłem z niepokojem, ze Anioł nagle zniknął. - Czy jesteś synu w stanie łaski? - zapytał cicho ksiądz. - Nie wiem, bo byłem wcześniej w stanie... - Wiem synu, alkoholizm jest straszny. To choroba, z którą bardzo trudno walczyć, dlatego powinieneś przemyśleć swój dzisiejszy krok - mówił szeptem ksiądz. - Jaki krok proszę księdza? - Powinieneś przyjść tutaj trzeźwy. - Jestem trzeźwy. - Obawiam się że nie jesteś, dlatego powinieneś przyjść tutaj trzeźwy, jutro. - Dobrze proszę księdza - wyraźnie poczułem ulgę oraz samozadowolenie z podjętej decyzji, która przecież niczego nie przekreślała. Ukląkłem, przeżegnałem się i wyszedłem z kościoła wprost w zimnicę, mżawkę i... w objęcia mojego Anioła. - A ty co? - zapytałem. - Dokąd idziesz głupcze? - westchnął Anioł jakby nic nie słyszał i nic wcześniej nie widział. - Do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych