Wróć do katalogu

Ponad czas części kolejne

dalsze losy.Może Was zaskoczę

usia, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział V Szpital wojskowy Bagdad 13. Lipca 2005 Kochana Aniu. Obiecywałem pisać do Ciebie, lecz wierz mi, w tym miejscu nie jest to łatwe. Tutaj żyje się inaczej. Czas odmierza się nie w minutach, godzinach, miesiącach i latach, ale w ilości zużytych naboi. To miejsce jest piekłem, prawdziwym piekłem. Nawet słońce jest inne, mniej jasne, o wiele bardziej bezlitosne, a ziemia i powietrze przesiąkły mdłym zapachem krwi. Pamiętasz, mówiłem Ci dawniej „ nie umiałbym zabić człowieka”, tutaj zrozumiałem, że to tylko słowa. Na wojnie, Aniu, musisz zabijać, by przeżyć, Twój czas liczy się w ilości zabitych wrogów. Ja sam zabiłem wielu. Czuję się, jak hitlerowiec, bezwzględny, bezduszny, okrutny. Nie ma tu Oświęcimia, Brzezinki, ani Majdanka, ale tylko dlatego, że Arabowie nie wymyślili obozów, a Amerykanie ich nienawidzą. Cóż z tego, kiedy całe miasto jest, jak ogromne krematorium, tylko o wiele straszniejsze. Codziennie, chodząc ulicami, widzę tysiące ludzi umierających od chorób, ran, z głodu lub pragnienia. Niektórzy błagają, by skrócić ich cierpienie, ale Aniu, nie potrafię. Może pomyślisz „ co za różnica, i tak zabijasz, żołnierz, czy cywil, wszystko jedno”. Różnica jest ogromna. Gdy stajesz na polu walki, wobec uzbrojonej jednostki, walczysz, jak w rycerskim pojedynku, ale nie na niewolę, ani do pierwszej krwi. Walczysz na śmierć i życie, jeśli Ty nie zabijesz, zabiją Ciebie. To równa walka, pozwalająca zachować resztki godności. A dobijanie chorych? Resztki sumienia nie pozwalają mi tego robić. Ci ludzie tak bardzo potrzebują miłości, tak pragną czyjegoś ciepła, a jednocześnie są tak mało ludzcy, że przypominają zwierzęta w klatkach. Pamiętasz „Opowiadania” Borowskiego? Bohater jednego z nich mówi, że „prawdziwy głód jest wtedy, gdy się na drugiego człowieka patrzy, jak na coś do zjedzenia” Tu jest taki głód… Jestem w szpitalu, ranny po wybuchu bomby, którą terroryści zrzucili na bazę, gdyśmy się tego najmniej spodziewali. Szpital to prawie wakacje, urlop od ciężkiego karabinu, widoku wynędzniałych dzieci, zabijania. Tu jestem człowiekiem, nawet ofiarą. To lepsze od bycia katem. Dziś rano powiedzieli mi, że musiano amputować prawą nogę. Byłem w szoku. Powiedzieli „majorze, w tej sytuacji nie wróci pan do czynnej służby wojskowej” To lepiej, nigdy już nie stanę się katem, będę tylko ofiarą. To straszne, wiem, ale cieszę się, że żyję. Aniu, za dwa miesiące odeślą mnie do Polski, do domu i, jeśli zechcesz, także do Ciebie. To trudna decyzja, przemyśl ją dobrze. Twój, niezależnie od wszystkiego Piotr S. Rozdział VI Warszawa 11. Lipca 2005 Najdroższy. Od miesięcy nie mam żadnych wieści od Ciebie. Nawet nie wiem, czy żyjesz… Obiecywałeś pisać regularnie i pewnie tak było, tylko listy nie doszły. Może przechwycono je na granicy, albo samolot, którym leciały, rozbił się nad morzem? Nie wiem. Wczoraj, w radiowych wiadomościach, podawano informację o ataku irackich terrorystów na siedzibę kontyngentu pokojowego w Bagdadzie. Czy to ta, do której Ciebie wysłano, kochany? Mówili, że zginęło dwudziestu dziewięciu żołnierzy, może Twoich towarzyszy? Stu dwudziestu trzech ciężko raniono. Czy jesteś pośród rannych, czy może leżysz gdzieś pod gruzami, wydając ostatnie tchnienie? Nie chcę o tym myśleć, a jednak wciąż nawiedza mnie taka wizja. Być może ten list nie ma sensu, ale chcę znać prawdę, choćby tę najgorszą. Jeśli przeszedłeś na drugą stronę, nie cierpisz, a list odeśle dowódca, albo oddadzą Andrzejowi, jeżeli żyje, i on opisze mi wszystko. Chcę znać prawdę, każda jest lepsza od niepewności. Czy Twoja śmierć była śmiercią bohatera, nawet nie muszę pytać, jestem tego tak samo pewna, jak swojej miłości do Ciebie, miłości ponad wszystko. Jeżeli żyjesz, to czy cierpisz bardzo? Czy rany bardzo Cię bolą? Wiem, jesteś silny, wiele potrafisz wytrzymać, lecz przede mną nie musisz udawać. Pisz tylko prawdę, zawsze. To co powiem, zabrzmi okrutnie. Nienawidzę myśli o Twoim cierpieniu, ale gdyby rany były poważne, pewnie odesłaliby Cię do Polski, do domu i, oczywiście, do mnie. Ta myśl napełnia mi serce radością. Cóż by to było za szczęście, mieć Cię blisko, we wszystkim pomagać i wspierać. Byłaby to nagroda za wszystkie cierpienia, nieprzespane noce, tysiące wylanych łez. Tu, w domu, czas się zatrzymał. Pusto w nim bez Ciebie. Brakuje uśmiechu, brakuje ciepła, choć słońce przygrzewa. Nocą śniło mi się nasze pierwsze wspólne ognisko, pamiętasz je jeszcze? To co wtedy mówiłam, było prawdą i nie zmieniło się przez lata. Chcę, byś zawsze był przy mnie, niezależnie od wszystkiego Niecierpliwie oczekuję wieści od Ciebie, lub o Twojej bohaterskiej śmierci Zawsze Twoja, kochająca całym sercem Anna K.

Rozdział VII Anna stanęła przed lustrem w łazience przyglądając się sobie krytycznie. Długie do pasa, ciemnoblond włosy wyglądały na mocno przetłuszczone, wielkie, szare oczy o lekko migdałowym kształcie były podkrążone i wyraźnie odcinały się od bladej cery, której odcień uwydatnił wystające kości policzkowe. - Rany- jęknęła Ania- wyglądam jak uciekinierka z kostnicy. Mechanicznie odkręciła kurek z ciepłą wodą. Pomieszczenie napełniło się obłoczkami pary. Niedoszła mieszkanka zakładu pogrzebowego zdjęła z półki niewielki flakonik pełen lawendowego olejku i, niespiesznie odkręcając korek, siadła na brzegu wanny do połowy wypełnionej gorącą wodą. Kwiatowy zapach podziałał kojąco na skołatane nerwy. Dłuższy czas leżała w wannie, czując jak rozkoszne ciepło rozchodzi się po ciele łagodząc napięcie. Nagle to się stało. Potwornie duszno. Ciężar na klatce piersiowej. Płuca rozrywa tępy ból. - Co jest, do cholery jasnej?!- Myśl w szaleńczym tempie przemknęła przez głowę. Anna odetchnęła. Zabolało. Z trudem podniosła się z wanny. Przed oczyma migały ognistoczerwone plamy. Nagły rozbłysk światła, potem ciemność. - Serce...- zdążyła pomyśleć, nim świadomość zgasła. *** Oślepiający błysk. Oko zareagowało z opóźnieniem. - Słyszy mnie pani? Proszę otworzyć oczy.- łagodny, lecz stanowczy głos dał się słyszeć, jakby z oddali. Na zmianę, przybierał i tracił na sile. Anna ostrożnie, bardzo powoli uniosła powieki. Rozejrzała się wokoło. Czysta, sterylna biel ścian, szum wentylatora nad drzwiami. Wąskie, zasłane jednorazowym prześcieradłem łóżko, kozetka właściwie. - Cholera... - Nie, tylko omdlenie.- postać w kitlu uśmiechnęła się łagodnie. - Pamięta pani co się stało? - Oczywiście. Brałam kąpiel, musiała być odrobinę za gorąca, bo zrobiło mi się słabo...- urwała, jak gdyby zabrakło jej tchu. Lekarz, który z początku nie zauważył, że dzieje się coś niepokojącego, czekał na dalsze wyjaśnienia. Oczywiście, znał przebieg wydarzeń, był przecież tym, który dyżurował w karetce i przywiózł Annę do szpitala. Musiał, jednak sprawdzić, czy na skutek upadku nie doznała uszkodzenia mózgu. Spojrzał wyczekująco, a to co zobaczył, zupełnie go zaskoczyło. Kobieta leżała z przymkniętymi oczyma, dysząc ciężko. - Pani Aniu, co się dzieje?- spytał podchodząc bliżej. - Trudno mi oddychać- wyszeptała otwierając oczy. Rzeczywiście, jej oddech był płytki i nierówny. - Już dobrze, proszę się uspokoić. Czy co panią boli? Pacjentka zaprzeczyła ruchem głowy. - Więc to tylko nerwy. - lekarz uśmiechnął się i dodał - Spokojnie, nic pani nie grozi. To przejściowa reakcja. Odczekał chwilę, aż Anna się uspokoi i pomógł jej usiąść na kozetce. - W porządku?- zapytał -Tak, nic mi nie jest, ale...- znów na chwilę zamilkła - niech mi pan powie, co to, u licha, było? - Mówiłem już, zwykłe omdlenie. Kobietom to się czasem zdarza i samo w sobie nie jest groźne, tak więc nie ma powodu do niepokoju. Jednak proszę uważać na siebie. Gdyby to się zdarzyło po raz kolejny, proszę zgłosić się do lekarza. Anna podziękowała i, pogrążona we własnych myślach, opuściła szpital. Rozdział VIII Piotr wolno otworzył oczy. Przez niewielkie okienko sączyło się ostre światło słońca. Parne, irackie południe. Skrzypnęły drzwi. Piotr odwrócił głowę. Spodziewał się lekarza, pielęgniarki, lub Andrzeja, toteż nielicho zaskoczył go widok potężnej sylwetki generała Andersona. Uniósł się na wezgłowiu, odruchowo salutując dowódcy. Ten przysiadł na krawędzi łóżka bacznie przyglądając się choremu. -Witam majorze- rzekł wreszcie- Jak się pan czuje? -Nieco lepiej, dziękuję generale- Piotr uśmiechnął się z wysiłkiem. -Słyszałem co się stało, to musi być dla pana trudne. - Nie aż tak...- major zacisnął zęby, nie chcąc, by dowódca dostrzegł jego prawdziwe uczucia. - Jesteś silny, chłopcze- Anderson nieoczekiwanie porzucił służbowy ton- ale chyba wiesz, co to oznacza...? -...demobilizacja. Tak, wiem, generale.- odpowiedź była rzeczowa, na oko, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Dowódca kiwnął potakująco głową. - Demobilizacja, przymusowy powrót do Polski, prawdopodobnie renta wojskowa. - uściślił. W tym momencie Piotrowi puściły nerwy. - Cholera.- zaklął po polsku, po czym natychmiast przeszedł na angielski- I tak do końca życia? -Niekoniecznie. Nie wiem, jakie są wasze polskie przepisy...- Anderson potarł w zamyśleniu czoło- Sądzę, jednak, że będziesz mógł pozostać w sztabie, jako, nazwijmy to, pracownik administracyjny, czy ktoś w tym rodzaju. - Ale wspominał pan o rencie wojskowej? - Tak, to prawda. Chodzi o czasowe przejście w stan spoczynku, przerwę pomiędzy czynną służbą, a pracą czysto biurową. Okres na dostosowanie się do nowej sytuacji. Oczywiście, zachowasz rangę.- dodał.- Cóż, na mnie już czas. Trzymaj się, chłopcze. - uścisnął dłoń Piotra i wyszedł z pomieszczenia. *** Piotr Spałka leżał wpatrując się w pokryty drobnymi zaciekami sufit. Czuł pustkę. Demobilizacja, powrót do Polski, renta wojskowa, potem, być może, praca w administracji sztabu. Wszystko przez jeden głupi ładunek podłożony przez bandę kretynów- zwolenników Saddama Husseina. Powrót do domu. Czy Ania nadal go kocha?Czy zechce wyjść za nieudacznika, żołnierza- kalekę? Ba, wciąż pozostaje ranga majora. - Pal diabli- rzucił w przestrzeń- niech sobie wsadzą dystynkcje, chcę tylko być zdrowy!- ze złością uderzył pięścią w koc. Prawa stopa zapłonęła nagłym bólem. - Jak to możliwe?! Przecież amputowali do kolana. Boli mnie coś, czego nie ma, no ładnie...A niech mnie, przecież to się nazywa bóle fantomowe- Piotr puknął się w czoło- czyli nie zwariowałem. Dłuższy czas leżał, wsłuchując się w ciszę. Nawet nie zauważył, kiedy zapadł w sen. Obudziło go czyjeś dotknięcie. To był delikatny dotyk drobnej, szczupłej dłoni, ale Piotr odruchowo szarpnął się do tyłu. Był żołnierzem, dotyk kojarzył mu się prawie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych