Wróć do katalogu

portal cz.2

kontynucaj minipowieći portal

gostow22, opublikowano , 33 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I co Panowie na to, takiej zabawki jeszcze nie widziałem – Profesor Kamiński skomentował fakt wiszącego nad ich głowami okręgu. Ja mogę tylko powiedzieć że za cholerę nie wygląda to na zjawisko jądrowe ani geofizyczne. Chyba Panowie się ze mną zgadzają. A może astrofizyka ma coś do powiedzenia. Astofizyk nie odrywając oczu od lornetki pokiwał przecząco głową. - Kapitanie chciałbym tam polecieć – proszę o zgodę. Nie udzielam, niech tamte chłopaki sprawdzą co to jest – wskazał do góry na ostrożnie poruszające się śmigłowce – nadal może być niebezpiecznie – my zaczniemy szukać rozbitków. A zresztą stad też można prowadzić obserwacje, przecież to cholerstwo jest duże na pół nieba. W słuchawkach oficera operacyjnego odezwał się głos - Tak panie generale – nie, nie wiemy, z tego co widzimy jest to zupełnie nieznane zjawisko. Niestety strąciliśmy dwie maszyny, wojskowy i cywilny śmigłowiec, z jakiejś telewizji. Zraz prześlemy obraz, skinął ręką do towarzysza. Już powinno być. W sztabie kryzysowym jaki i w siedzibie premiera ukazały się obrazy z kamer śmigłowców oraz z korwety. Kamery z ledwością obejmowały z tej odległości ogrom wiszący w przestworzach. Zapowiadał się definitywny koniec sezonu ogórkowego.

W przeciągu paru godzin w mediach rozpętało się piekło, zdjęcie nieznanego zjawiska obiegły cały świat. Do telewizji zapraszano wszelkiej maści specjalistów i pseudo specjalistów. Twierdzono że to jest nieznane zjawisko atmosferyczne, które niedługo samoistnie się rozwieje. Inną wersja była samoistna zimna fuzja jądrowa za która przemawiała emisja neutrin. Wielu ludzi na świecie uważało że to jakieś spóźnione prima aprilis, lub że okaże to się wielką gigantyczna mistyfikacja albo najpewniej reklamą jakiegoś wielkiego koncernu. Inni wskazywali że jest to znak od boga i nie jeden odmówił modlitwę. Byli i tacy co zaczęli straszyć końcem świta i również uważali go za znak, a jeszcze inni twierdzili że jest to brama piekieł.

Daje pozwolenie – - ze śmigłowca pozostawiając smugę oderwała się rakieta i pomknęła w kierunku opalizującego powietrza w środku okręgu. Wszyscy z napięciem patrzeli co się stanie. Rakieta przeleciała nie napotykając oporu, by po chwili wlecieć do morza. - i co teraz Panowie ? – spytał oficer - Nie ma promieniowania, temperatura bezpieczna wiatr spokojny, nasze przyrządy nie widza nic niebezpiecznego – odrzekł jeden z naukowców. - nadal jestem gotowy tam polecieć – odezwał się Wachowiec - lecę z Panem – odrzekł Kamiński - macie zgodę Po chwili od pokładu oderwał się śmigłowiec transportowy Zbliżali się od strony morza. W dole było widać jak motorówki szukają rozbitków z zaginionych śmigłowców. - Niech Pan powoi podleci do krawędzi – poprosił astrofizyk pilota. Śmigłowiec zawisł o włos od ciemnoniebieskiej obręczy. Wachowiec rzucił w jej kierunku ciężką plastikowa kulę, nie odbiła się lecz zmieniała kąt i zaczęła się obracać i podskakiwać jak w gotującej wodzie cały czas jednak opadając. Czy zdecyduje się Pan przelecieć przez środek okręgu – spytał pilota? Zgoda- odrzekł -szybko czy powoli? - Powoli Wolno podlatywali, najpierw w połyskująca półprzezroczystą powierzchnię zanurzyły się śmigła, obrócili się bokiem. Wachowiec z napięciem malującym na twarzy obserwował zbliżającą się ścianę, w końcu byli na tyle blisko że ostrożnie zanurzył w niej rękę. - to jest lekko cieple i nic po za tym nie czuć. Wlatywali dalej, tajemnicza warstwa przeniknęła jego ciało i teraz przechodziła przez środek kabiny. Obaj naukowcy z zainteresowaniem patrzeli na zjawisko jak i na siebie poprzez falujące powietrze. - to nie zmienia się nawet wewnątrz kabiny – niesamowite. Po chwili przelecieli na drugą stronę dołączając do maszyny wojskowej wiszącej po drugiej stronie. - wydaje się ze mamy tu największą zagadkę fizyczną z jaką ludzkość miała doczynienia – z radością zatarł ręce Kamiński. Nagle potężnie szarpnęło- zerwał się mocny wiatr wiejący od okręgu. - cholera czyżby znowu burza –Wachowiec z niepokojem się rozejrzał. Lecz mimo że wiatr narastał chmury się nie pojawiły. Niech pan patrzy –krzyknął Kamiński- wnętrze się zmienia. Powierzchnia kręgu wyrażanie ciemniała i wygładzała się. Wydawało się że twardnieje. Niech Pan sie oddali - rzekł do Pilota - ostrzeżenie że burza może się powtórzyć niech wszyscy się ewakuują z okolicy. Chciał powiedzieć coś jeszcze ale słowa zamarły mu w ustach.

********************* Z wnętrza powoli okręgu wyleciały cztery obiekty kilkukrotnie większe od ich śmigłowca. Uniosły się na wysokość około kilometra i zatrzymały w powietrzu. Były ciemne dziwnego kształtu przypominał dwa ogromne talerze tyłem złączone do siebie. Tyle że te talerze miały ok. 50 metrów średnicy. Z ich środka wychodziły cztery czułki zakończone małymi kulami. Powoli ustawiły się talerzami do poziomu i znieruchomiały. O Boże krzyknął, widzieliście to. – krzyknął pilot. W radiu rozpoczął się istny szum rozmów. -Skąd się oni wzięli? Ci z dołu mówią że nic koło nich nie przeleciało, - rzekł do naukowców -nikogo nie widzieli radary też nic nie wykazały. Tylko nie mówcie że się tu zmaterializowały – zapytał z nadzieją na odpowiedź. -Mówią że jaj sobie z nich robimy – mówią na statku- że nic nie widzą za tym kręgiem. Leć Pan do nich. Leć – z zafascynowanie w głosie krzyknął Wachowiec wskazując na przybyłe obiekty. Po chwili okrążali je w odległości ok 100 metrów.. Nigdzie nie było widać na nich śmigieł ani dysz rakietowych. Ciekawe na jakiej zasadzie oni się utrzymują w powietrzu, bo sterowce na pewno to nie są- myślał na głos astrofizyk. Obiekty nadal wisiały w ustalonych przez siebie miejscach nieczułe na śmigłowce latające wokół nich Może to UFO- z nerwowym chichotem rzekł Kamiński. Chyba bliski jest Pan prawdy , rozumiecie co to oznacza, jeśli to nie jakaś lipa, to coś jest bramą do innego świata to jest Portal. Nagle światełka na końcach czułek nieznanych obiektów zabłysły, a następnie z głębi talerzy wydarł się modulowany ryk, był tak głośny że mimo słuchawek na uszach był dla pasażerów śmigłowca nie do zniesienia. Wręcz wydawał się że od ryku zatrzęsła się konstrukcja śmigłowca. Po kilkunastu sekundach przycichł by już w następnej chwili zaryczał jej towarzysz. Po jakiejś minucie oba zamilkły. Warkot śmigłowca wydawał się ciszą. Wtedy z domniemanego portalu wyleciał inny pojazd. tównież był czarny jak jego poprzednicy i dziwnie kanciasty, Przez chwile jak by się wahał i wisiał w powietrzu by następnie bezgłośnie pomknąć w kierunku wybrzeża. ******************************* Redaktor Nosek jak by mógł to by pogryzł, właśnie dotarła konkurencja z Polsatu. Temat był jego i basta. Więc troił się i dwoił, pytał ludzi o opinie i wrażenia. Był praktycznie cały czas na wizji i inne stacje chcąc nie chcąc pokazywały materiał z jego twarzą. Był bohaterem dnia. Niestety okazało się że od dużej fali nikt nie zginął wiec waga wydarzenia spadła. Na szczęście na horyzoncie ciągle wisiała dziwna tarcza która robiła się wydarzeniem dnia. Franek skieruj kamerę na te słoneczka co tu idą - witam, witam kolegów z Polsatu – rzekł z fałszywym uśmieszkiem- jak zawsze spóźnieni ale chętnie trochę wam opowiem. Jak wiec państwo widzą nasza telewizja zawsze jest pierwsza zawsze na miejscu. Jeszcze dalej by się przechwalał gdy od strony morza dobiegł ogłuszający ryk. Nosek z lękiem spojrzał w stronę morza. Ryk był modulowany i przemienny dobiegał od strony podniebnego kręgu. Trochę jak syrena okrętową - może ten wojskowy statek tak wyje ale w życiu tak głośnego nie słyszałem – spytał operator - możliwe ale hałasuje jak cholera. Czekaj spojrzał na ekran laptopa który stał na tymczasowym stanowisku pracy który zdążyli sobie zorganizować czyli stolik krzesła no i zimne napoje. Coś chyba wisi tam w powietrzu daj wyżej obraz. Halo halo studio czy to są śmigłowce- starał się przekrzyczeć tajemniczy ryk, pytał ale był pewien że nie – obok tych dużych nieruchomych przesuwały się małe charakterystyczne kształty śmigłowców. Niestety odległość jak i ruchy powietrza zamazywały obraz, można było jedynie stwierdzić że biorąc za skalę śmigłowce są to duże obiekty. Ucichło – ludzie w napięciu patrzyli w stronę morza. Po chwili coś zaczęło lecieć w ich stronę. Natychmiast kamery wzięły go na celownik i śledziły bezustannie. Stanowczo to co się zbliżało nie było samolotem, od biedy mogło być uznane za wielki śmigłowiec – lecz nigdzie nie było widać wielkich śmigieł. Do tego obiekt był niemal bezgłośny wydawał tylko lekki pogwizd, lecz może to tylko przepływające przez niego powietrze je wydawało. Pojazd z chwila gdy doleciał do plaży zawisł nieruchomo na wysokości ok. 500 metrów. Po chwili zbliżył się do niego wojskowy śmigłowiec. I z wielką ostrożnością zaczął go okrążać. Jednak nim zamknął pierwsze kółko, czarny intruz zaczął opadać bardzo szybko pionowo w dół. Budząc zaciekawienie ale i strach wśród gapowiczów. Nosek z wrażenia z otwartymi ustami zapomniał komentować i patrzył jak zahipnotyzowany na opadającą na niego czerń. Operator jednak był bystrzejszy, jedną ręką filmując druga złapał redaktora i odciągnął na bezpieczna odległość. Pojazd obrócił się pionem do gruntu, ziemia zadrżała gdy niczym pocisk mocno wbił się w ziemię. Dopiero teraz można było się dokładnie obejrzeć jego konstrukcje. Był wysoki na 4 pietra o średnicy mniej więcej średnicy 8 metrów. Wydawał się że jest zbudowany z kilkunastu czarno szklistych wielokątów. Nidzie nie było widać kabiny dla pilotów ani nic co by ja przypominało. Również nie dało się rozpoznać żadnego znanego rodzaju na nępędu. Żadnych dysz śmigieł. środek zapełniały dwa stykające się końcami rąby oraz cztery wąskie żebra konstrukcji. Dla wielu ludzi jak potem mówili , skojarzyło się to z wielką klepsydrą. Generał Karpiński nerwowo zaciskał rękę, stając się zrozumieć sytuacje. Inni obecni z zapartym tchem komentowali miedzy sobą obrazy z monitorów, wysuwając różne fantastyczne jak i racjonalne hipotezy. - Panowie proszę o ciszę- zagrzmiał wyrobionym wojskowym tonem – nawet Premier weteran potyczek słownych w Sejmie – natychmiast zamilkł. Wygląda na wielki dowcip – rzekł – jednak prawdę mówiąc nie wiem kto mógłby zrobić dowcip na taka skale. Ale zanim dowiemy się czegoś więcej, proponowałbym uspokajać ludzi i nie wysuwać niepotwierdzonych hipotez dla prasy. Zgromadzeni zaszumieli szmerem aprobaty. Wszyscy się z tym zgadzamy – nie mniej sytuacja wygląda na nadzwyczajną- jak Pan sądzi rzekł Prezydent- czy należy przesunąć cześć wojsk w ten rejon. Pułkowniku – generał wskazał na młodszego wysokiego oficera – proszę przedstawić sytuację. Na telebimie wyświetliła się mapa północnej Polski. W tej chwili jest postawiona w stan gotowości 4 i 6 dywizja pancerna. Pod pozorem manewrów na poligonie w Hornym zostają rozlokowane tu i tu w wzdłuż wybrzeża. Na morzu są już trzy jednostki z Kołobrzegu i dwie z Gdańsk na miejscu jak Państwo wiedzą są dwa ścigacze i korweta, w ciągu doby mogą być w pełnej gotowości wszystkie liczące się jednostki, zaś okręty podwodne orzeł i grom są już w pobliżu anomalii i pomagają w analizowaniu zjawiska. Jeśli chodzi o lotnictwo obecnie w stanie gotowości jest jednostka w Gdyni i oczywiście dywizja kawalerii powietrznej również z Gdyni która obecnie również asekuruje działania przy anomalii. - jakieś pytania spytał generał. - może warto ogłosić stan gotowości w całym kraju – zasugerował jeden ministrów- i poprosić o wsparcie NATO. - generał – skierował dłoń na telebim na którym ponownie wyświetlił się obraz wielkiego kręgu. - wsparcie ale przeciw czemu? – nadal jest duże prawdopodobieństwo że to jest gigantyczny dowcip albo niesamowity zbieg okoliczności. - a ta dziwna maszyna na wybrzeżu- padło pytanie - to może być wszystko sterowiec rakieta specjalny śmigłowiec, Panowie technika idzie do przodu może ktoś ja testuje na gruncie i padło na nas. Sami z reszta wiecie ze Rosjanie maja z nami na pieńku i od dawna kombinują jak nam dopiec. Myślę ze w ciągu kilku godzin dowiemy się co to jest, wyślemy kogo tylko trzeba by zbadał co tam się do dzieje, a zwłaszcza ten obiekt na plaży. Należy też zamknąć cały teren.

- Proszę opuścić ten teren. Ze względu na manewry wojskowe zostaje on zamknięty dla ruchu cywilnego. – Donośny głos dochodził z megafonu na wojskowym samochodzie. Szczelny kordon żołnierzy skutecznie wypychał ciekawskich gapiów z plaży. Ludzie z oporami odchodzili do ostatniej chwili pstrykając zdjęcia. Widzisz te chaszcze – szepnął redaktor do kamerzysty gdy już nakrzyczał się na wojskowych w nierównej walce o pozostanie na plaży. Franek pokiwał głową na znak zrozumienia. Czekali tylko na okazję. W końcu wypatrzyli dziurę w kordonie. Zaczęli się przedzierać przez kolczaste krzaki przy akompaniamencie dartych ubrań i cichych przekleństw Franka. Ponownie dotarli do wybrzeża tym razem jednak pełzając niczym zawodowi komandosi. Nosek zatarł w myślach ręce z zadowolenia chociaż wiedział że czekają ich chwile pełne niewygód, ale przed oczami miał wizje rozgłosu i podwyżki. Ciekawe gdzie podziali się chłopaki ze śmigłowca ? Pewnie gryzą teraz z zazdrości palce. A może – tu się zaniepokoił- maja lepszy temat. ******************************* Gdzieś

Coś go zbudziło jakiś hałas jakby przejeżdżały z boku ciężkie maszyny lecz gdy otworzył oczy otaczała go cisza, jakieś lampki na tablicy nawigacyjnej dawały odrobinę światła, spojrzał na nieprzytomnego Mariusza który ciężko oddychał. Na szczęście obaj byli ciągle przypięci pasami do foteli to zapewne ich uratowało przed większymi urazami a nawet śmiercią, czuł jednak odrętwienie w lewej nodze a w głowie szumiało niczym na mocnym kacu. Musieli się rozbić bowiem śmigłowiec leżał na lewym boku. Wyciągnął rękę przed siebie i zaczął szarpać pilota jednocześnie wołając go po nazwisku, jednak bezskutecznie. Dotknął dłonią szyi pilota, była całkowicie zimna, zaklął cicho pod nosem. Nie był lekarzem ale nie miał wątpliwości że przed nim leżało już tylko martwe ciało. Z kolei zabrał się za cucenie kolegi, po chwili operator otworzył oczy z głośnym jękiem. - O Jezu jak mnie łeb napierdala – chciał coś jeszcze powiedzieć – ale nagły zaczął wymiotować. - ale kurwa jednak żyjemy – westchnął gdy atak minął – ale była karuzela, uuf czegoś takiego nie przeżyłem ciekawe czy kamera zarejestrowała wszystko. Hej kolego żyjemy – zaczął szarpać pilotem ze skutkiem jednak podobnym jak przed chwilą uzyskał Malajko. - Co z nim? – spytał - chyba nie żyje – padła krótka odpowiedź. Zapadła chwila ciszy, Malajko zaczął szarpać się z zapięciem. Z chwilą gdy puściło przycisnął ciałem kolegę. Po chwili jednak ostrożnie stanąwszy na siedzenie zaczął ciekawie rozglądać się wokół. Gdzieś z tyłu z za jakiejś przeszkody napływała niebieska poświata, dzięki jej światłu , mógł jedynie stwierdzić że rozbili się na jakimś gruzowisku. Wydawało mu się również że widzi zarysy jakiejś konstrukcji. . Po chwili przy akompaniamencie przekleństw zaczął wygramolić się operator. On również zaczął się rozglądać zaciekawiony. Malajko w tym czasie zajrzał do kabiny śmigłowca od strony pilota, na tablicy a właściwie jej resztkach świeciła jakimś cudem jedna z kontrolek. Wszystko było zmiażdżone i częściowo przebite przez jakąś rurę której jeden koniec kończył się w ciele pilota. Ostrożnie zdjął z jego głowy chełmofon i zbliżył je swoich uszów. Tak jak myślał odpowiedziała mu tylko cisza. Radio do bani – rzekł- wszystko na złom. Cholera ale i tak mięliśmy szczęście. Mieliśmy - zgodził się Mariusz- ale gdzie my właściwie jesteśmy na mój gust to stały ląd, chyba że ta trąba powietrzna zawiała nas Bornholm albo nawet do Szwecji- zaśmiał się nerwowo. Andrzej milczał, zauważył że oddychanie przychodzi mu z lekkim trudem, znał podobne uczucie z gór. Powietrze było rozrzedzone i w ogóle miało dziwny posmak i zapach. Mariusz wyskoczył z maszyny. Po jego nogami zachrzczęścił gruz. Operator, chwile stał nad czymś się zastanawiając a następnie podskoczył w miejscu. Wyskok był nadzwyczaj wysoki a opadanie powolne. - wiesz co ale to uderzenie w głowę chyba dało mi jakiś doping albo to powietrze daje mocnego kopa. Dziennikarz również za eksperymentował, faktycznie cos wydawało się nie tak z ciążeniem. Sprawdził swój puls, wszystko było ok., a jednak coś było nie tak, może zatruli się oparami paliwa. Wciągnął mocniej powietrze ale nie poczuł charakterystycznego zapachu paliwa. Ponownie zaczął się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych