POŚRÓD PÓL I LASÓW cz. II
Dalsza część spostrzeżeń z kilku dni spędzonych razem z myśliwymi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
POŚRÓD PÓL I LASÓW cz. II
Usłyszałem jak przyjechali. Jensen z wielkim podnieceniem wbiegł na górę po aparat. Ubrałem się szybko i pobiegłem za nim. Przy samochodzie leżał rogacz czyli kozioł. Samiec sarny, prawnie przewidziany do odstrzału od jedenastego maja. Nie był duży, czuć było od niego lasem i deszczem. Dostał w krtań, padł prawie od razu. Pan Waldemar położył go na trawie żeby Jensen mógł zrobić zdjęcie na bardziej naturalnym tle niż beton. Mają takie zboczenie, co upolują to uwieczniają na zdęciu. Jak z każdym hobby, coś jest nie tak. Dwa kliknięcia i po sprawie, teraz zbliżył się z aparatem żeby pokazać efekt. Przy okazji przesunął zdjęcia tam gdzie miał swego syna i wnuki. Mocno podniecony zaczął pokazywać pozostałe opatrując je stosownym komentarzem, jednak całą jego zabawę przerwał raptownie Kierownik. - Paweł chodź, przytrzymasz go. Pomożesz go oprawić. Aż nogi mi się zatrzęsły. Mam oprawić martwe zwierzę, co patrzy jeszcze na mnie pustymi czarnymi ślepiami. Nie dałem po sobie poznać, lekkiego obrzydzenia i nieśmiałości. Kątem oka widziałem minę Jensena niezadowolonego z przerwanego mu opowiadania. Podszedłem do kozła i chwyciłem go za nogi. Sposób oprawiania był identyczny jak u wczorajszego dzika. Nawet koty zjawiły się w tym samym miejscu i kolejności. Z wieczornego mroku nagle wyłonił się samochód. Siedział w nim drugim myśliwy i jego podprowadzacz. Karolek - tak nazywał się strażnik etatowy, którego zatrudniał Pan Waldemar. Wąsaty, łysiejący silny człowiek o dość niezadowolonym grymasie twarzy. Co chwila przykładając do ust elektrycznego papierosa wydawał się przykładać uwagę tylko do tej jednej czynności. - Kurwa se upolował. Się cieszy, kurwa. – Na pewno, można było go częściej usłyszeć niż gdzieś zobaczyć. Idąc od samochodu, pomrukiwania informowały już z daleka o jego nadejściu. - Od razu mógł jednego walnąć, nie kurwa czekał, dwa mu jeszcze przeszły. Łaziliśmy po tym kurwa lesie i w końcu czwarty wyszedł, to się kurwa godzinę składał kurwa. Powiedział do Kierownika i pociągnął bucha. Zakręcił się przy chłodni i popatrzył spode łba na jednego i drugiego Duńczyka. Wydawało się że gdy nie mówi, to myśli jego wręcz szaleją od nadmiaru epitetów jakimi właśnie obrzucał obu myśliwych, a zwłaszcza tego, którego właśnie przywiózł. - Dobra przytrzymaj za rogi, wysoko. O tak, dobrze. – instruowany przez Pana Waldemara odczuwałem coraz większą satysfakcję z pomocy jakiej mu właśnie udzielałem. Przyglądając się czynnościom i zwinności z jaką nóż wędrował po ciele sarny, moje skupienie przerwał ciężki odgłos, jakby wór piachu ktoś rzucił o ziemię. - Żesz kurwa, ciężki jebany, leż! Obok nas spoczywał kolejny rogacz. A Karolek już zakasał rękawy. Wyjął długi nóż, rzucił jeszcze parę ledwo słyszalnych lecz przewidywalnych słów i się zaczęło… - Kurwa ty, gdzie tam uciekasz, o dobra, chodź tu. Ah no kurwa, co jest! No kuuur… – wydawało się, że ostrze go wcale nie słuchało. Krew bryzgała na wszystkie strony razem z korpusem sarny majtanej po całym betonie. Scena przypominała wczorajszą zabawę Hałasa z dzikiem, szarpanym co i raz w innym miejscu, i przerzucanym z boku na bok. Kierownik zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na walkę jaką toczył jego podwładny. Zachował spokój ducha i obrzucał tylko raz po raz wesołym uśmiechem obu gości. Spokojni i opanowani emeryci stali w wejściu do chłodni i przypatrywali się całej ceremonii. Co jakiś czas rzucając do siebie lub Pana Waldemara różne uwagi. - Eine kleine Rehbock, aber gut. – Powiedział Jensen, ukazując w radości cały rząd bialutkich sztucznych zębów. - Eine kleine, kurwa ty, kleine. Stoi i się patrzy kurwa i szczerzy tę gębę, kurwa. – Litania Karolka wciąż trwała. – Chodź, przytrzymaj go! – Powiedział w moją stronę, rzucając przy okazji krótkie, ostre spojrzenie. Stanąłem jak wryty. Strach, zwątpienie, zdziwienie i ciekawość nagle zagościły w mojej głowie. Ponaglony jego ponownym srogim spojrzeniem, doskoczyłem do kozła i go przytrzymałem. Flaki wyleciały z całym impetem, krew trysnęła mi na spodnie i koszulę. On, w zamian za to był do połowy umazany wnętrznościami zwierzęcia. Zapach krwi ponownie podrażnił nozdrza i nie pozwalał oderwać się od czynności. Wciąż stałem nieruchomo jak zaklęty, kurczowo zaciskając dłonie na niewielkich racicach. Myślę, że chyba się bałem. Nie tego co widziałem i słyszałem, ale nieprzewidywalności osoby, pod postacią owego strażnika. -Kurwa, jebane no, kurwa, nic nie widzę! Trzeba ten łeb obciąć kurwa. Gadają tylko kurwa myśliwi zasrani, ja pierdole kurwa, dziady stare i się gapią. Chodź do światła z nim! Stanęliśmy obok drzwi do chłodni z której padało światło na mały wylany betonem placyk. Duńczycy, jakby z jeszcze większym przejęciem przyglądali się naszej współpracy. Jensen zrobił nam nawet zdjęcie. Wtedy, furia w ułamku sekundy wstąpiła w Karolka. Impuls nerwowy uderzył do mózgu, niczym fala morska rozbijająca się o brzeg. Niespodziewanie i z wielkim impetem, zadając zniszczenie i wywołując wszechobecne przerażenie. - Wek kurwa!!! – ryknął z całej siły i złości – stoją kurwa jebane w świetle i gadają eine kleine, wy kurwa. Do tyłu kurwa! Światła nie widzę! Myśliwi spojrzeli po sobie nie zdając sprawy z powagi sytuacji w jakiej znalazł się Karolek. Coś niebywałego, od dłuższego czasu nie mógł oprawić małej sarny! Krótkim zdaniem wytłumaczyłem im, że zasłaniają światło i stoją w przejściu. W tym momencie zamarłem. Ręce mi zdrętwiały. Dreszcz przeszył całe moje ciało. Myśl o błędzie jaki popełniłem wypełnił każdą cząstek umysłu. Przed oczami miałem obraz sprzed kilku chwil. Patrzyłem tylko na spracowaną niemilknącą gębę Karolka. Jego ręce wciąż szarpiące się z kręgami szyjnymi kozła, stawały się z sekundy na sekundę coraz groźniejsze i nieobliczalne. Kilka minut wcześniej to ja stałem tyłem do zapalonej lampy. Zasłaniałem swoim cieniem całą zwierzynę. To ja stałem się obiektem niemej złości Karolka. Jednak nie byłem osamotniony w tej ciężkiej sytuacji. Na szczęście Duńczycy bezwiednie zamienili się ze mną rolami i cały gniew ów strażnik mógł wyładować na nich, nic nie rozumiejących emerytach. Strach pomyśleć, jaki mógłby być skutek dłuższego nie wypowiadania przez niego zdań, zwrotów, wyszukanych sformułowań i opinii jakże pomocnych w codziennej pracy. ***
Śniadanie, lunch czy obiad - bo kolacji nie jedli - widok za każdym razem ten sam. Już schodząc po schodach wiedziałem przy których trofeach ich zastane.Za każdym razem, zanim jedzenie pojawiło się na stole, oni prowadzili ciężkie dyskusje wykorzystując te same gesty i atrybuty w postaci wiszących w jadalni czaszek. Zastanawiałem się czy kiedyś zejdę na dół, a oni będą siedzieć przy stole i spokojnie rozmawiać. Pomijając fakt, iż sam ich język jest wystarczająco nieprzyjemny i zniechęcający do słuchania, to jednoczesny widok podnieconych, zaplątanych we własne myśli Duńczyków, czasami zachęcał do powrotu na górę. Nie wiem jak się nazywa ten drugi myśliwy, dość niewyraźnie się przedstawił. Sposób jego bycia i wgląd sprawia, że człowiek traci zapał do wszystkiego i przez głowę zaczynają przechodzić myśli dotyczące prawidłowości swojej egzystencji. Nisko osadzony brzuch, ujęty w brunatno-zielone spodnie, krępa i niska postura, dość niepewny i posuwisty chód, ciężkie, senne, spowolnione spojrzenie niewyrażające żadnych emocji zastanawia nad wypracowanym przez niego sposobem polowania,a zwłaszcza składaniem się do strzału. Może fakt, iż to on polował z Karolkiem sprawił, że strażnika, aż rzucało na jego widok za każdym razem jak wychodzili. Powolnym ruchem przeciągnął nożem po swojej strawie. Odkrojony kawałek nadział równie powoli, ale pewnie na widelec. Dłuższą chwilę poświęcił nad zastanowieniem się, co tak właściwie je. Wygląd, zapach i ciekawość w końcu go przerosły i zmusiły do finalnej czynności konsumowania. Żuł spokojnie i stanowczo, zapatrzony osłupiale w tylko jemu znany punkt w przestrzeni. Prawdopodobnie wyrwany niespodziewanie z owego zamysłu mógłby zatracić cały światopogląd, który zdawał się właśnie analizować. Skończył wreszcie trawić, a wyuczone czynności wręcz ocierające się o miano odruchów bezwarunkowych, ponownie skierowały jego dłonie w kierunku talerza. Wszystko można zrozumieć, nawet powolne jedzenie, ale on miał przed sobą kanapkę. Kromka chleba, masło, szynka z dzika. Kroił ją nożem i wbijał na widelec. Kanapkę. Kroił nożem i jadł widelcem. - Oni tak jedzą.- Uśmiał się serdecznie Pan Waldemar i dodatkowo wskazał na nich palcem, jakby chciał jeszcze potwierdzić to co właśnie widzimy. – We Francji też tak jedzą, jakby nie mogli w łapę wziąć. – Ponownie zarechotał. A ja tylko patrzyłem i jadłem swoją kanapkę z ręki, zastanawiając po której stronie stołu leży błąd.
***
Położył chleb na talerzu. Następnie przyozdobił go żółtym serem i kawałkiem pomidora posypanego szczypiorkiem. Długo przymierzał się do sposobu w jakim ma rozpocząć konsumpcję smacznej strawy. Hałas już od kilku minut uważnie obserwował, to co się dzieje na stole. W kilkunastu sekundowych odstępach, trącał nosem raz jednego, raz drugiego myśliwego. Jego czarne jak węgle oczy, połyskiwały w świetle zapalonych lamp zdając się błagalnie prosić o cokolwiek znajdującego się na jednym z półmisków. Niewytrzymujący z podniecenia, jakie przeszywało całą tusze psa ogon, równomiernie uderzał szybkim rytmem o podłogę, krzesła i nogi siedzących obok osób. Dłoń niepewnie zaczęła wędrować w stronę starannie przygotowanej kanapki. Chwycił dość niezgrabnie, smakowicie wyglądające pożywienie, ale najwidoczniej nie był to właściwy wybór. Zanim ostatni kraniec chleba oderwał się od talerza, całość zsunęła się na bok wywołując istny zamęt i ferment w głowie Duńczyka. Szybki ogląd sytuacji, zastanowienie i błyskawiczna reakcja, zapewne już wcześniej wypracowana w razie niepowodzenia, skierowała obie dłonie w stronę błyszczących srebrem sztućców. Nieudolna próba skosztowania jedzenia w nieco inny, być może i barbarzyński sposób, zakończyła się totalnym niepowodzeniem, a nawet lekką niechęcią co do podjętej próby. Całe szczęście przy pomocy noża i widelca, jedzenie w całości zniknęło z półmiska, zapewniając tym samym doskonały komfort i stabilność konsumpcji.
***
Zakupioną parę godzin wcześniej lornetkę, oglądał dokładnie i starannie. W długim milczeniu oddawał się cichemu podnieceniu. Po dłuższych oględzinach niewątpliwie udanego zakupu, raptownie wyprostował się na kanapie, zarzucił ją na szyję i głośno z wyraźnym zadowoleniem powiedział: - O jaaaaa! Po zakomunikowaniu mi oraz Jensenowi swojej radości, wstał i udał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Paranil
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…