Wróć do katalogu

Powrót

Kolejna, po Mieście, Egzekucji i Przerocie część cyklu pt. MiastoMistrza Gry.

Qbista, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Uciekaj, Mistrzu Gry. Zawsze uciekałeś. Uciekasz i teraz, nie rozumiejąc, że przed dwoma rzeczami nie ma ucieczki. Przed miłością i przede mną. Uciekaj, Mistrzu Gry. W końcu Cię dogonię…

Śmierć

* * *

Pogoda była wredna, i już wszystkie znaki na niebie wskazywały, że dużymi krokami zbliża się zima. Wiało, jakby miało głowę urwać. A tramwaju, jak nie było, tak nie ma. Mistrz stoi na przystanku, okryty czarnym płaszczem z postawionym kołnierzem, błądzi myślami w chmurach, próbując doszukać się w nich choćby skrawka weny twórczej. Tej też, jak nie było, tak nie ma. Mijają kolejne minuty, kilkoro ludzi rezygnuje, postanawia iść piechotą. On stoi, zamyślony, nawet nie zdając sobie sprawy, że jest już spóźniony. Szczerze mówiąc, nawet gdyby wiedział, miałby to gdzieś. Tym razem to nie nauczyciel czeka na spóźnionego ucznia, ale punktualni studenci na wykładowcę. Prawidłowo. Pewnie skaczą teraz z radości. I dobrze, niech się cieszą, po studiach to życie daje już tylko w dupę, i człowiek stacza się w dół. Życie. Kaszle w zaciśniętą pięść, bardziej z przyzwyczajenia, niż z przymusu. Wykorzystywanie takich gestów podczas wykładu jest, można by rzec, niezbędne dla utrzymania na Sali spokoju i złudnego wrażenia skupienia. Minęło już tyle lat. Niczym piasek przesypały się z zaciśniętych dłoni, pozostawiając na rękach jedynie kilka przylepionych ziarenek. Było, minęło. Nie wróci. A szkoda, to były dobre czasy. Kiepskie horrory, które pisał na boku, jego własny, magiczny świat, filmy na DVD, Ona… Przerwał rozmyślanie. Nie warto wracać do tyłu. Było, minęło. Nie wróci. Już nigdy. Splunął przez ramię, ordynarnie, głośno, chamsko. Jakaś staruszka podsumowała go słowem „cham”, dwóch stojących na przystanku dresiarzy tylko uśmiechnęło się krzywo. Zignorował wszystkich. Spojrzał na zegarek. Ósma piętnaście. Już za piętnaście minut setka spragnionych wiedzy teologicznej debili, którzy nie dostali się na żaden inny kierunek, oszaleje z radości. Mistrzu się spóźnił. No super, jak to zwykł sobie powtarzać. Ostentacyjnie wypuścił powietrze ustami do góry, jak gdyby był to dym z papierosa. Nigdy nie palił. I dobrze. Palenie zabija. Podobnie jak kiepskie opowiastki przy kostkach i wodzie mineralnej. To se ne wrati. W okolicach wpół do dziewiątej stary, obskurny tramwaj wtłacza się nareszcie na przystanek. Wsiada, zajmując miejsce przy drzwiach. Ma do przejechania jeszcze siedem przystanków na uczelnię, ale co z tego? Lepiej koczować przy drzwiach, napawając się zimnym, ale świeżym powietrzem, niż potem przepychać się, jak ostatni debil. W życiu trzeba być cwanym, albo być psychopatą. Można pełnić też funkcję jednego i drugiego, ale… Gruchot ruszył, zatrzęsło, wpadła na niego jakaś nastolatka, która mimo pogody ubrała się jedynie w miniówkę i fikuśną, uwodzicielską koszulkę, umalowaną tak grubo, że trudno było dostrzec, czy ładna, czy szkarada. Uśmiechnęła się zalotnie, zamrugała rzęsami. On też się uśmiechnął, ale tak raczej z grzeczności, od niechcenia. Już nie te czasy, mała, pomyślał. Spóźniłaś się o jakieś piętnaście lat. Teraz już mi nie wypada, sama rozumiesz… Ugryzł się w język.

* * *

W telewizji, jak zawsze, same powtórki. Zmęczony pytaniami dwudziestoletnich gówniarzy, którym wydaje się, że znają Boga jak sąsiadkę z naprzeciwka, już nie tyle ogląda, co skacze po kanałach, zadawalając się samym naciskaniem guzika. Odpływa. Codziennie odpływa. Od dwudziestu lat…

* * *

-Podejdź, Mistrzu Gry. -Tak, do Ciebie mówię, Ciebie wzywam. Podejdź do mnie. I spójrz na swój świat… Niepewnie podchodzi do krawędzi balkonu, kurczowo chwyta się barierki. Miasto płonie, ludzi krzyczą, po ulicach biegają pokaleczeni ludzie, w ślad za nimi podążają ohydne potwory rodem z Lovecraftowskiej mitologii. Chciałoby się powiedzieć, znowu w domu… -To Twoje dzieło, Mistrzu Gry. Twoje! I tylko Twoje! Błyskawicznie odskakuje do tyłu, uchylając się przed ciosem, upada na ziemię. Postać, która jeszcze przed chwilą była piękną kobietą w bieli, a obecnie mężczyzną w garniturze, z petem w gębie, spogląda na niego, uśmiechając się cynicznie. -Cholera, zawsze zastanawiałem się, co bym Ci powiedział, gdybym Cię zobaczył. -Słucham? Nie rozumiem… -I ja się nie dziwię, stary… Postać opiera się o barierkę balkonu, wyrzuca papierosa na podwórko. -Palenie szkodzi. Podobnie jak ćpanie, Mistrzu Gry. A coś mi się wydaje, że jesteś teraz tak naćpany, że nie odróżniasz dnia od nocy, co? Kręci tylko głową. Sam nie wie, co się działo przez ostatnie dwadzieścia minut. Ale rzeczy sprzed dwudziestu lat wydają się być tak dokładne, jakby zdarzyły się wczoraj. -Smith? – przypomina sobie imię swojego ulubieńca. Tamten klaska w dłonie. – Smith, to ty? -Brawo, Mistrzu Gry, myślałem, że nigdy nie skojarzysz. Skopaliśmy razem kilka tyłków, pamiętasz? -Co ty tu… Mężczyzna sięga za połę garnituru, przez chwilę grzebie ręką, najwidoczniej w wewnętrznej kieszeni. Wyciąga z niej paczkę papierosów. Splamioną krwią. Podrzuca mu ją, upada na kilka centymetrów przed jego twarzą. -Obejrzyj sobie, Mistrzu Gry, zapaliłem jednego, zanim dopadły mnie te cholerstwa. A potem, sam widzisz. Poplamiło się… Podnosi, oglądając uważnie pudełko. Brakuje tylko dwóch papierosów. No tak, ostatnia scena i rozmowa z antykwariuszem. Skąd on to pamięta? -Nie wiedział… -Ta, jasne – przerywa mu, a każde słowa wymawia z przesadnym naciskiem. – Teraz to nie wiedziałem, a tak to kazałeś wszystkich mordować. Myślałeś, że my tu nie mamy uczuć, że tylko jesteśmy, i już?Myślałeś, że taki świat możesz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych