POWRóT
JEDEN ZE STARSZYCH TEKSTóW NAPISANYCH PRZEZE MNIE, MOżE SIę KOMUś SPODOBA
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
POWRÓT
Kronika 6
Część pierwsza
*
Po osiemdziesięciu ośmiu latach ziemski statek „Hermes” powracał do domu. Jego misja została wypełniona. Zbadał oddalony o kilka lat świetlnych układ. Gwiazdę obiegały tylko dwie planety. Jedna całkowicie pustynna, druga dość podobna do Ziemi. Dwudziestopięcioosobowa załoga „Hermesa” ponad trzy lata badała ową planetę. Po zakończeniu badań rozpoczęli drogę powrotną. W chwili obecnej „Hermes” znajdował się około półtora roku drogi od granic Układu Słonecznego. „Hermes” był jednostką zbudowaną przed dziewięćdziesięciu laty. Miał kształt wrzeciona. W części dziobowej znajdował się cylinder o średnicy sześćdziesięciu metrów i długości ponad osiemdziesięciu. Był to przedział mieszkalny zwany też biosferą. Za cylindrem we wrzecionie stanowiącym kręgosłup okrętu umieszczono baterie elektryczne, sprzęt nawigacyjny, zapasy i paliwo. Dalej znajdowały się reaktory termojądrowe i zespół napędowy składający się z trzech silników. Długość okrętu wynosiła trzysta jeden metrów. W pewnym momencie drzemiący od dziesiątków lat komputer pokładowy statku rozbudził się. Zamigało kilka diod oraz włączyły się dwa ekrany. Krzemowa istota rozpoczęła wykonywanie roli, do której ją przeznaczono. Najpierw inteligentna maszyna dokonała rozruchu jednego z dwóch reaktorów termojądrowych. Tylko połowa baterii elektrycznych była sprawna, ale to w zupełności wystarczyło. Następnie komputer rozpoczął rozpędzanie cylindra mieszkalnego, aby symulować ciążenie. Później włączył silniki hamujące na dziobie i „Hermes” zaczął stopniowo wytracać swą ogromną prędkość. W czasie, kiedy powstawał statek ludzie nie znali jeszcze prędkości większych od światła. Komputer samodzielnie rozpoczął wybudzanie ze stazy trzech członków załogi: dowódcę, głównego inżyniera oraz łącznościowca. Podniósł temperaturę ich ciał i przyspieszył szesnastokrotnie bicie serca. Po upływie czterdziestu minut ludzie zostali wybudzeni. W tym czasie okręt poruszał sie już powoli. Pierwszy ocknął się komandor Sinclair, dowódca wyprawy. Matko, lepiej już się spić – jęknął - przynajmniej wiem, po czym mam kaca. Obym nie musiał więcej tego przerabiać. Ciesz się Bill – odezwał się z loży obok porucznik Harris, – bo mnie się zdaje, że za pierwszym razem było gorzej. Chyba się przyzwyczajasz. A co z Pitem? - Spojrzeli na lożę łącznościowca Pita Owensa. - Gdzie go poniosło? Loża była pusta. Ranny ptaszek, co? Może uciekł jak spaliśmy – zażartował Harris – i teraz obżera się resztkami zapasów. Mogę zapomnieć o moich ulubionych lodach orzechowych. Dobra, czas ruszyć tyłki. Przecież wróciliśmy do domu. Nie cieszysz się? Niedługo będziemy bohaterami. Taak... Jeśli na Ziemi ktoś jeszcze w ogóle o nas pamiętał. Przez te dziewięćdziesiąt lat na pewno dokonali sto razy więcej niż my. Przylecimy i ledwie grupka naukowców z westchnieniem zamruczy: „Aaa, to wy, no skoro już jesteście, wejdźcie.” Jedynie łapiduchy będą chciały nas badać. Wiesz co, może nawet zrobią nam sekcje, poważnie, tak na żywca. Żeby zobaczyć, jaki wpływ na nasze spróchniałe organizmy miała prawie stuletnia staza. Przestań krakać, gorzej jak dorwie cię fiskus. Harris nic już nie odpowiedział tylko stęknął. Doszli do sterowni. Tu powitał ich Owens. A oto i nasz ranny ptaszek – rzucił Harris. Mażesz być spokojny o swoje lody,żarłoku – rzucił w stronę Harrisa - Komandorze coś się nie zgadza. Jesteśmy za daleko od domu, nawet nie widać jeszcze chmury Oorta. Komputer nawalił? - Sinclair czuł, że spełnia się jeden z koszmarów dowódcy. I tak i nie. Nawigacja, systemy podtrzymanie życia, napęd, wszystko za wyjątkiem łączności działa. A łączność? Możemy nadawać, ale nie wiem czy coś odbieramy, poszedł ekran i kilka scalaków. Za pozwoleniem chciałbym obudzić Michaelsona i „Rybkę”. We trójkę spróbujemy to naprawić. Dobra. I tak nieźle jak na sto lat ciągłego działania. Byłem przekonany, że cała ta krypa rozleci się zanim w ogóle dolecimy do tej cholernej planety Owens poszedł do komór kriogenicznych, a Harris i Sinclair rozglądali się po przyrządach. Wydaje mi się, czy stoimy? - Harris nie był specem od nawigacji. Uruchom główny rdzeń komputera, przesłuchamy go. Harris rozpoczął ładowanie interfejsu komputera, a Sinclair przeglądał systemy awaryjne i kontrolę. Kiedy komputer w pełni wystartował obejrzeli swoją pozycję i... jęknęli. Czemu zatrzymał nas tak daleko? Owens i tamci muszą jak najszybciej naprawić łączność – Sinclair wziął interkom i powiedział - Owens, jak rozbudzanie Michaelsona i „Rybki”? Za chwilę będą gotowi – brzmiała odpowiedź. Streszczaj się jesteśmy cholernie daleko od domu jakbyś chciał wiedzieć. Zasuwaj tutaj coś ci pokażę. Mam nadzieję, że dalej śpię. Nie marudź, śmigaj do „sypialni” i obudź też Rudolfa, Mię i Sama, będziemy potrzebować więcej ludzi. Tak jest – Harris wyszedł. Ku..., ale się wpakowaliśmy.
**
Dwie godziny później wiedzieli już dokładnie na czym stoją. Raportował Owens. Rudolf – atomista, Mia – informatyk, Sam – lekarz, „Rybka” – nawigator i Michaelson – elektronik stali wokoło. Harris był w magazynach licząc zapasy. Jest tak. Podczas drogi powrotnej, jak wynika z awaryjnego zapisu w komputerze jakieś dziesięć lat temu meteoryt uderzył w naszą antenę odbiorczą. Teraz to tylko kupa złomu. Nadawcza jest nieuszkodzona. Co dalej? – Warknął Sinclair. Dalej jest jeszcze weselej. Połowa baterii jest do dupy. W pozostałych mamy około czterdziestu procent mocy. Paliwo: w głównych zbiornikach szesnaście procent, w manewrowych około sześćdziesięciu. Sporo zaoszczędziliśmy na orbicie tej planety. Ten pański manewr komandorze wtedy to był majstersztyk... Ale to nas teraz chyba nie uratuje. Niestety nie. Prawie stoimy, bo komputer z jakichś przyczyn zatrzymał okręt. Na razie nie wiemy, dlaczego. Mia przeglądała zapis awaryjny, ale jeszcze nic nie znalazła. Musi się dostać do głównego archiwum. A procedury awaryjne? – Zapytał Sam. W sumie nie ma tam nic szczególnego. Komputer może zatrzymać okręt samodzielnie tylko z trzech powodów. Awaria, sygnał obcego pochodzenia i niebezpieczeństwo na przykład kolizyjny kurs z asteroidą. To dlaczego do cholery nie zatrzymał, albo nie skorygował jak pieprznął nas ten kamień, który rozwalił antenę? – Rzucił wkurzony Rudolf Nie ma rzeczy doskonałych, może prędkość była zbyt wielka, albo asteroida zbyt mała do wykrycia – odparł „Rybka”. Do wykrycia... Właśnie – zastanawiał się Sinclair – „Rybka” jak z radarem? Działa, przeprowadziliśmy procedurę testową. Włączyłeś go? Jeszcze nie. Zasuwaj, pełny skan trzysta sześćdziesiąt stopni. Natychmiast. Może komputer wykrył w pobliżu coś swoim radarem. Mia jak najszybciej potrzebuję wszelkich informacji od komputera. Co znalazł, kiedy, co to jest itp.? Tak jest. Rudolf podgrzej na wszelki wypadek drugi reaktor, wolę mieć zapas mocy. Owens obudzisz jeszcze Todda i Alexa reszta na razie niech śpi. Tak jest. Aha na powierzchni używaliśmy takiej anteny nadawczo-odbiorczej, mamy ją przecież ze sobą, zgadza się? Owszem. Postaram się ją zmontować i może coś odbierzemy. W tym momencie do sali wparował Harris. Komandorze zapasy żywności wystarczą dla dziesięciu osób na około trzydzieści dni przy normalnych racjach, jak będziemy oszczędni może na czterdzieści parę. Wody nam nie braknie, filtry są sprawne i chodzą pełną parą. Komory od czterdziestej do pięćdziesiątej drugiej są rozhermetyzowane. Ale to nie problem, są tam szczelnie zamknięte próbki skał z tej planety i trochę sprzętu, który używaliśmy na powierzchni. Szczeliny są niewielkie i możemy to załatać. OK. Na razie mamy inne problemy, może potem się tym zajmiemy. Do dzieła. Całą załoga rozbiegła się do swoich zajęć, ale i tak najważniejszą pracę do wykonania mieli Mia z komputerem i Owens z Michaelsonem przy montowaniu zapasowej anteny. Prace trwały ponad sześć godzin. Kiedy inni pracowali „Rybka” zapukał do kabiny komandora Sinclaira Wejść – usłyszał zza drzwi. Komandorze, radar sprawny na sto procent. Wykonałeś skan? Skąd wiesz, że jest sprawny? Bo wykrył pewien obiekt niedaleko od nas. Jaki obiekt? Nie wiem, ale wydaje mi się, że to właśnie, dlatego komputer zatrzymał „Hermesa”. Co to jest? Pojęcia nie mam. Ale chyba zostało wykonane przez człowieka. Odbicie wskazuje, że to coś składa się ze stopów tytanu, węgla itp. Sinclair podniósł słuchawkę interkomu i powiedział Sam natychmiast do mnie. Tak jest – zabrzęczało w głośniku. Daleko się znajduje? Dosyć, ale zbliża się. Kiedy Owens i Michaelson naprawią antenę dam sobie głowę uciąć, że usłyszą jakiś sygnał nadawany przez to „coś”. Może teleskop nam tu coś pomoże? – W tej chwili wszedł Sam. „Rybka” wykrył coś na radarze. Twierdzi, że to coś wykonane zostało przez ludzi. Potrzebuję odpowiedzi, czy jest tam ktoś żywy. Tak jest. Mia walczyła z komputerem prawie siedem godzin. Kiedy skończyła i dostarczyła komandorowi wszystkie informacje, ich obawy się potwierdziły. Rzeczywiście dziesięć lat i pięć miesięcy temu w kadłub „Hermesa” uderzył niewielki dziesięciocentymetrowy odłamek. Rozbił antenę nadawczą i uszkodził poszycie komór od czterdziestej do pięćdziesiątej drugiej. Ponadto Sinclair dowiedział się również, że przyczyną zatrzymania okrętu był właśnie sygnał z obiektu, który wykrył „Rybka”. Komputer sklasyfikował obiekt jako nieznany pojazd i w stu procentach potwierdził, że na pokładzie znajduje się w stanie stazy jeden organizm ludzki. Kolejna narada obudzonej części załogi była już dużo krótsza. Harris, mamy jakieś sprawne wahadłowce? Owszem, na pewno działa trójka i szóstka. Sprawdziłem je osobiście. Dobrze. Jacyś ochotnicy na niewielką wyprawę? – Zapytał Sinclair. Jak daleko jest to coś? – Michealson siedział na stole. Niezbyt daleko. Zbliża się, ale dość powoli. Masa naszego statku trochę go przyciąga, za godzinę powinien być w zasięgu wahadłowca. Wtedy polecicie – wyjaśnił „Rybka”. W takim razie zgłaszam się na ochotnika – rzekł Michaelson. Polecę z nim – powiedział Sam. Potrzeba jeszcze jednej osoby – Sinclair rozejrzał się po twarzach zebranych – Todd, może ty? Tak jest – Todd był jeszcze na kacu po stazie, – chociaż nie wiem czy już funkcjonuję jak człowiek. Załatwione startujecie za pięćdziesiąt pięć minut – zakończył Sinclair.
***
„Rybka” jak im idzie – zapytał Harris siedząc na stanowisku dowódcy, Sinclair był akurat w przedziale silnika razem z Rudolfem i Alexem. Spoko, właśnie odbili i dokonują zwrotu. „Hermes”, tu Wahadłowiec trzy – odezwało się w głośniku – wszystko zgodnie z planem. Jak nasz przyjaciel? Bez zmian prędkość stała, zbliża się, kąt sto siedemdziesiąt trzy, odległość dwa tysiące osiemset. Meldujcie o zamianach. Tak jest. Trzeba mieć nie po kolei, żeby samemu podróżować w stazie w kosmosie, i to jeszcze w takim pudełku. Przecież to nie ma nawet dziesięciu metrów średnicy. Cholera wie, nie było nas prawie wiek. Może ludzie się skurczyli. Wyobraź sobie, że jesteś wielkości psa. To musi być ciekawe. Chciałbyś być psem? Harris zejdź ze mnie, bo mi duszno. Wahadłowiec trzy zwolnij, podchodzisz za szybko. Zrozumiałem zwalniam. Niewielki punkcik na radarze zaczął przesuwać się trochę wolniej, wciąż zbliżając się do drugiego punkciku. Widzę go. O rany, to chyba jakaś kapsuła ratunkowa. Kurczę, ale to małe, ma jakieś dziewięć metrów średnicy. Żadnych okien, nie widzę też napędu. Podchodzimy. Zrozumiałem, uważajcie. My jeszcze dokładnie go nie widzimy. Jaką macie pozycję? Czterdzieści metrów, trzydzieści – odliczał Michaelson – dwadzieścia... dziesięć. Ustawiam się równolegle. Chwytak gotowy. Pięć metrów... mamy go. Obiekt zabezpieczony. Odpalam silniki. Za chwilę będziemy u was.
****
Wahadłowiec powrócił, i już po półgodzinie w ładowni numer jeden wokół kapsuły stali wszyscy za wyjątkiem Owensa montującego nową antenę i Alexa siedzącego za sterami. Kapsuła miała dokładnie osiemset trzydzieści centymetrów średnicy. Była prawie okrągła, czarna powierzchnia pokryta była różnymi wgłębieniami. W jednym miejscu Harris dostrzegł obrys jakby włazu. Trzeba to otworzyć – Sinclair popatrzył na Rudolfa – do roboty. Rudolf laserowym przecinakiem wyciął w kapsule wokół obrysu włazu, jak im się wydawało, otwór o średnicy dwóch metrów. Kiedy wycięty fragment z nieludzkim hukiem upadł na podłogę ładowni, wszyscy niecierpliwie zajrzeli do środka. Wewnątrz znajdowała się jedna komora stazy, już na pierwszy rzut oka widać było, że jest daleko bardziej nowoczesna niż te na „Hermesie”, komputer i kilka prostych urządzeń nawigacyjnych. Nie da się ukryć kapsuła ratunkowa – szepnął Harris Wyciągamy komorę i rozmrażamy delikwenta – Sinclair obrócił się - Sam, co nam o nim powiesz? Człowiek Mężczyzna lat około trzydziestu pięciu, bardzo głęboka staza. O rany, dwa uderzenia na minutę. Chyba nasi sporo podciągnęli tę technologię. Ja myślę – zauważył Michaelson – spójrzcie na ten komputer. W tej kapsule pracuje komputer osiemdziesiąt sześć tysięcy razy szybszy od naszego. Bioprocesory, złącza, o jakich nawet nie słyszałem. Ty, to skąd wiesz, że to komputer. Może to jest pasażer my wyciągnęliśmy jego obiad? – zażartował „Rybka”. Ej „Rybka” nie bądź taki mądry, jeśli jest tak jak mówisz to ty będziesz jego kolacją. Nic z tego jestem strasznie żylasty. Spokój – zakomenderował Sinclair – Sam do sali szpitalnej z nim. Komorę odprowadzono do sali szpitalnej gdzie pod czujnym okiem Sama i komputera medycznego rozpoczęto budzenie pasażera kapsuły. Michaelson, Mia i „Rybka” oglądali kapsułę.
*****
Sinclair obserwował razem z Harrisem proces wybudzania przybysza. Wszystko szło dobrze, chociaż widać było, że dla Sama ta kapsuła to czarna magia. Zastosował jednak taki sam proces wybudzania, jaki stosowali oni. W pewnym momencie do sali wpadli zaaferowani Michaelson i „Rybka” Komandorze, proszę spojrzeć, co znalazła Mia – powiedział „Rybka” i pokazał na wyciągniętej dłoni niewielką kostkę. Co to jest? Było w swego rodzaju schowku – Michaelson był równie podniecony – proszę dotknąć. Sinclair nieufnie spojrzał na kostkę potem na obydwu. Powoli wyciągnął rękę i palcem wskazującym dotknął kostki. Natychmiast odskoczył jak oparzony. Kostka ożyła, otwarła się i niewielki snop światła ukazał holograficzną miniaturkę leżącego w komorze człowieka. Po sekundzie człowiek w hologramie przemówił. „Komandor podporucznik Izaak Simmonds, pierwszy oficer na okręcie „Lewiatan”, numer sześć dwa pięć osiem jeden zero zero trzy. Dziewiąta flota bojowa Ziemi, skrzydło Alfa”. Obraz zniknął. To jest... – zaczął Harris, ale nie zdążył. ... identyfikator – dokończył Sinclair. Trochę to nie praktyczne – Harris nie podzielał entuzjazmu „Rybki” i Michaelsona. Przynajmniej wiemy, z kim mamy do czynienia – Sinclair obrócił się w stronę Sama – jak idzie? Jeszcze pięć minut, wolę być ostrożny. Dziewiąta Flota Bojowa Ziemi, – zastanawiał się Harris, – co się tam dzieje? Walczymy o przetrwanie – wszyscy jak oparzeni odwrócili głowy w stronę otwartej komory stazy. Simmonds powoli i z wysiłkiem wstał z loży – cholera, tyle lat poprawiania tego dziadostwa, a dalej po wyjściu człowiek czuje się jakby go wyciągali z grobu. Bo to jest jak grób – przytaknął „Rybka”. Cicho – zarządził Sinclair – jak to walczycie o przetrwanie? Pan tu dowodzi? Jestem... Tak wiem Izaak Simmonds komandor... Właśnie. Jeśli pan pozwoli chciałbym dostać trochę wody zaraz poczuję się lepiej i wszystko wam wyjaśnię. Tylko coście za jedni? – Zapytał rozglądając się po ścianach pomieszczenia, – co to za zabytek? Wydaje mi się, że wszyscy mają dużo do wyjaśniania. Chyba nikt na nas nie czeka? – powiedział Harris do Sinclaira.
Część druga
******
Simmonds siedział w mesie przy stole. Wszyscy, oprócz „Rybki”, który pilnował teraz radaru i sterów, zasiedli wokół stołu. Za Simmondsem stał Sam. W ręku trzymał bioskaner, bo Sinclair chciał mieć pewność, że przybysz jest wiarygodny. „Może to wariat, albo jakiś test wymyślony przez dowództwo. Może chcą sprawdzić jak zareagują na zmiany ludzie, których nie było tak długo na Ziemi i którzy przebywali w stanie stazy przez tyle lat.” Simmonds popijał sok i opowiadał. Zaczęło się dokładnie siedemdziesiąt jeden lat temu. Na stacji orbitalnej krążącej wokół księżyca powstał statek „Hektor”. Był to pierwszy okręt z napędem nadprzestrzennym. Dowództwo dość długo zastanawiało się, dokąd go posłać z misją badawczą. W końcu zdecydowano się na Epsilon Indii. Nie za daleko, zaś astronomowie odkryli tam cztery planety krążące wokół tej gwiazdy. Istniała więc możliwość, że którąś można będzie zasiedlić. Nasza misja miała bardzo podobny charakter. Niestety, - wzruszył ramionami przybysz - urodziłem się zbyt późno, i nigdy nie słyszałem o
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LUCAS
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…