Wróć do katalogu

Powroty cz.II

Dalsza część nowelki. Coraz więcej dowiadujemy się o Klaasie i jego losach. Zapraszam do gruntownych analiz gramatyczno interpunkcyjnych:) Sporo materiału do siekania:)

MarcinKacprzak, opublikowano , 25 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Klaas z trudem się obudził. Choć czuł, że ma za sobą – nie miał zegarka aby dokładnie sprawdzić – wiele godzin snu, to powieki wciąż okropnie mu ciążyły, ale też wcale nie chciał z nimi walczyć. Znów przebudzenie przyniosło ze sobą gwałtowny błysk przypomnienia o miejscu, w którym się znalazł. Otworzył szeroko oczy i natychmiast zobaczył, wiszący nad nim ciężko, ceglany strop. Widok ten jednocześnie trochę go zdziwił, ale zarazem też uspokoił, więc szybko zamknął oczy z powrotem. Czuł się tu przytulnie, bezpiecznie, mimo że w powietrzu unosiła się woń stęchlizny, materac był twardy, a cała suterena zawalona była różnymi gratami. Było mu tu dobrze i nie miał wielkiej ochoty szybko stąd wychodzić.

Z okienka umieszczonego pod stropem wpadało teraz dużo więcej światła niż wczorajszego wieczora, co oznaczało najprawdopodobniej – pamiętał to z przeszłości – bardzo słoneczną pogodę na zewnątrz. Okienko było zamknięte, ale słyszał wyraźnie cichy szum toczącego się ponad nim życia. Przejechał samochód, ktoś przeszedł, coś komuś wyleciało z rąk i potoczyło się po chodniku, ktoś się zaśmiał. Zastukały kobiece obcasy. Był bardzo ciekawy tego życia, a jednocześnie nieco go przerażało. Nie wiedział skąd ten strach mógł się brać, bo od czasu gdy stąd odszedł, widział przecież najbardziej ruchliwe ulice Europy - czym więc mogłoby go przestraszyć Voolenstraat? Sam zaśmiał się na to w skrytości ducha. W każdym razie bał się tego co na zewnątrz dużo mniej niż spotkania z Johannem, do którego musiało teraz w końcu nieodwołalnie już dojść.

Usiadł na materacu i szeroko się przeciągnął. Wstał. Zdjął z nogi odwróconego krzesła płaszcz – który tym razem już zapobiegliwie zdjął przed snem – i schylając się nieco, włożył go na siebie. Zanim wyszedł, omiótł jeszcze wzrokiem suterenę, która teraz, w porównaniu z dniem wczorajszym, wydawała mu się niemalże prześwietlona słońcem. Oczywiście było to tylko złudzenie, wciąż bowiem było tu jednak bardzo ponuro. Jak ja tu mogłem tyle wytrzymać? – dotarła do niego z całą mocą, sucha i bezwzględna prawda. Część swojego życia spędził po prostu w ciemnej piwniczce.

Opuścił ją w końcu i zrobił kilka pierwszych, niepewnych jeszcze kroków po pustym sklepie. Przyjrzał się sobie w lustrze wiszącym na jednej ze ścian, chcąc sprawdzić czy nie jest zanadto wymięty. Zobaczył siebie dziwnie zmęczonego na twarzy, choć jednocześnie czuł, że całkiem solidnie się wyspał. Z tyłu, tuż za swoim odbiciem, dostrzegł lekko przekrzywioną głębię sali sklepowej. Odwrócił się do niej. Sklep jawił mu się jako dużo mniejszy niż przed laty. Kiedyś zdawało mu się, że to wielki niemalże magazyn, z tysiącem różnych towarów pasmanteryjnych. Teraz widział go bez zniekształceń, takim jakim był naprawdę – czyli jako mały sklepik z niewielkim w gruncie rzeczy wyborem.

Znów spojrzał w lustro, otaksował siebie samego nieprzychylnym wzrokiem. Na próbę też użył swojego firmowego spojrzenia, pełnego spokoju i opanowania. Zmarszczył jeszcze groźnie brwi, a za chwilę szeroko się uśmiechnął. Ruszył w stronę schodów.

***

Wszedł na górę, starannie odliczając każdy schodek, który przybliżał go do białych drzwi, należących do mieszkania Beerskensów. Mijał wiszące na ścianie wzdłuż biegu schodów małe obrazki przedstawiające rozmaite urokliwe pejzaże – teraz gdy na nie patrzył wydawało mu się, że doskonale zapisały mu się w pamięci, a jednocześnie czuł się tak jakby widział je pierwszy raz. Stanął nieruchomo, aby wsłuchać się nieco w odgłosy domu. Nieprzyzwyczajone do aż takiej ciszy uszy, z trudem łowiły każdy szczegół i z trudem wyciągały każdy z nich z osobna, z morza pospolitego cichego szumu jaki zwykle przepełnia każdy dom. Gdzieś ponad jego głową zaskrzypiał dach. Pogoda zatem mimo słońca nadal wietrzna, ale tu zawsze tak jest – pomyślał. Mieszkanie sprawiało wrażenie pogrążonego w całkowitym spokoju. Czyżby Beerskensowie gdzieś wyszli? A sklep? Nie otwierają dziś sklepu?

Nagle usłyszał, dobiegające zza drzwi szuranie kapci. To z pewnością Johann, on zawsze tak szura – szybko diagnozował te dźwiękowe komunikaty. Wewnątrz mieszkania otworzyły się z chrapliwym zgrzytem jakieś drzwi, choć równie dobrze mogła to być też szafa. Johann coś powiedział, ale zbyt cicho by Klaas – oddzielony od tego wszystkiego co dzieje się w środku drzwiami wejściowymi i ścianą – mógł to zrozumieć. Słyszał jak Johann rozmawia o czymś z Anną. Coś stuknęło i potoczyło się po podłodze. Znów cisza. Wreszcie nastąpiło jakieś poruszenie w przedpokoju, rozległ się dziwny, przytłumiony czymś szmer. Teraz usłyszał bardzo wyraźnie Johanna, który pytał Annę o to gdzie leżą jakieś klucze. Nie zastanawiając się nawet czy to już ten właściwy moment, zapukał do drzwi. Zamek błyskawicznie metalicznie szczęknął i w progu stanął Johann, a pierwsze co wtedy przyszło Klaasowi do głowy to tylko to, że strasznie się postarzał. Johann bez słowa otworzył drzwi szerzej i cofnął się do przedpokoju.

Klaas wszedł do środka i szybko przebiegł wzrokiem po przedpokoju oraz po widocznym, z miejsca w którym w stał, fragmencie salonu. Mieszkanie było gruntownie odnowione, meble były inne, a nawet zapach się zmienił. Kiedyś w mieszkaniu Beerskensów panował charakterystyczny zapach. Teraz go już nie było. A może był, ale już nie umiał go wyczuć?

– Wejdź dalej – zachęcił Johann, w wyjątkowo jak na niego opanowany sposób. Zwykle w sytuacjach zaskakujących, nieprzewidzianych – a ta przecież w mniemaniu Klaasa taką była z pewnością – tracił głowę. Jąkał się, dukał, zamieniał słowa, nadużywał uprzejmości i zachowywał się ogólnie bardzo nienaturalnie. Teraz był inny. Może się jakoś przygotowywał? – przemknęło mu to przez głowę, kiedy szedł w głąb przedpokoju, nie wiedząc gdzie dokładnie ma się kierować. Do kuchni czy do salonu? Johann jakby to słyszał, bo pośpieszył z wyjaśnieniami:

– Anna jest w kuchni. Właśnie jedliśmy śniadanie.

Skręcił więc w prawo i wciąż słyszał szurające za sobą kapcie. Wszedł do kuchni, a tam ostre promienie porannego słońca, które nadbiegły od skierowanego na wschód okna, oślepiło go tak mocno, że aż na chwilę zmrużył oczy. Anna siedziała przy stole i mieszała łyżeczką w dużym kubku z kawą, której intensywny aromat panoszył się w powietrzu. Nabrał ochoty na kawę. Anna nadal zachowywała się tak, jakby nie działo się nic wielkiego, a Klaas wpadł po prostu ze zwyczajowymi odwiedzinami – jak to w każde możliwe święta czy z innej równie oczywistej okazji. On sam też nie wykazywał jakichś większych emocji, więc wszystkim ta wychłodzona konwencja najpewniej zdawała się odpowiadać.

– Siadaj Klaas – Anna pokazała dłonią krzesło stojące najbliżej niego, a sama wstała i podeszła do blatu kuchni. – Masz ochotę na kawę? Może wolisz coś zjeść, my już zjedliśmy.

Johann gdzieś zniknął – Klaas zauważył to dopiero teraz, gdy zasiadł już na krześle. Zanim zdążył wyrazić życzenie co do pierwszeństwa kawy, Anna świdrującym i piskliwym głosikiem wykrzyknęła głośno zapytanie, które miało za zadanie zlokalizować męża. Jakby w odpowiedzi na to, otworzyły się drzwi łazienki i rozległ się szum spuszczonej przed chwilą wody.

– Już idę, już idę – zapewniał Johann i znów wdreptał do kuchni. Obszedł dookoła stół, a kiedy mijał Annę przesunął jej troskliwie dłonią po ramieniu. Zasiadł na krześle, które nie stało całkiem na wprost Klaasa, a ten od razu stwierdził w duchu, że Johann nie jest najwidoczniej jeszcze gotowy na to aby patrzeć mu tak zupełnie otwarcie w oczy. Anna, odwrócona plecami szykowała kawę, brzęcząc szklankami, kubkami i łyżeczkami. Postawiła przed Klaasem kubek z kawą i przysunęła bliżej niego tacę, na której stały cukier i dzbanuszek z mlekiem. Klaas wsypał sobie dwie małe łyżki cukru i nie skorzystał z mleka. Johann patrzył mu na ręce. Patrzenie komuś na ręce było jednym z jego ulubionych zajęć.

– Wyspałeś się? – zapytała Anna, wciąż nie chcąc najwyraźniej psuć atmosfery przyjacielskiej wizyty. – Tak. Dobrze znane miejsce, więc i spało się dobrze – odrzekł; upił łyk kawy, przyniosło mu to niesamowitą przyjemność, a co ważniejsze, sprawiło że poczuł się jeszcze bardziej rozluźniony. Czuł się jak w domu. – Gdzie byłeś przez te lata? – sucho zapytał Johann, wpatrując się w stojącą przed nim miseczkę ze świeżo pokrojonymi ogórkami.

Klaasowi bez dwóch zdań zaimponowała odwaga i bezceremonialność tego pytania. O taką otwartość w ogóle Johanna nie podejrzewał. Nie podejrzewał Johanna, którego znał, a przecież nie było go tu długo, więc i Johann mógł się w tym czasie zmienić – tego nie można było absolutnie wykluczyć. Nie chciał jednak rewanżować się natychmiastową i równie precyzyjną co pytanie odpowiedzią. Czuł, że na razie panuje nad wszystkim i może sobie jeszcze chwilę pozwolić na podtrzymanie przy życiu tajemnicy związanej z jego tak zaskakującym pojawieniem się. Jeszcze tylko krótką chwilkę – tak sobie w myślach obiecał.

– Ach, to długa historia... – doskonale wiedział, że Johann wyczerpał na ten moment swoje pokłady odwagi i nie naciśnie w tej sprawie ponownie. Nie mylił się. – Wiesz, po prostu zastanawialiśmy się z Anną co się działo, co się stało...No ale dobrze, jak już będziesz gotowy to nam powiesz. Zgoda? – Johann, w czasie gdy wypowiadał te słowa, zamiast skierować wzrok na Klaasa, patrzył na Annę, jakby to ją przepytywał. – Oczywiście – Klaas uznał, że póki co wystarczy tylko taka krótka lakoniczna odpowiedź.

Johann pokiwał odruchowo głową, a gest ten był wyraźny w swojej wymowie, i nie mógł oznaczać niczego innego jak tylko tego, że doszli do porozumienia. Teraz znów zapadła cisza.

– Co u Ewy? Mieszka nadal u was?– Klaas zapytał spokojnie i przesunął przy tym delikatnie kubek kawy w prawo, w stronę Johanna, tak jakby tym gestem chciał nie tylko wzmocnić siłę swego pytania, ale i wyraźnie wskazać kto w jego mniemaniu powinien na to pytanie udzielić odpowiedzi. Johann spojrzał na Annę szukając u niej wsparcia. Po jego oczach widać było, że lada moment wyjdzie ze swojej, starannie i pewnie z wielkim przy tym wysiłkiem, konstruowanej roli spokojnego gospodarza domu. Anna zauważyła to i szybko przejęła od męża pałeczkę: – Ewa wyprowadziła się dwa lata temu. Jest mężatką, spodziewa się dziecka.

Wypowiadając te słowa, Anna z całych sił czuła wewnętrzne przekonanie, że ta informacja musi ściąć Klaasowi serce na lód, a ona będzie to mogła po nim doskonale poznać. Jej zdziwienie było ogromne, kiedy po tym jak już powiedziała co powiedziała, nie drgnął mu nawet najmniejszy mięsień na twarzy, a żadna z jego reakcji nie wskazywała na to, iż taką a nie inną odpowiedź przyjął inaczej niż obojętnie. Może nawet co gorsza – według Anny opinii – przyjął tą odpowiedź z jakąś obojętną ciekawością. Tak, jak przyjmuje się wiadomość o tym, iż komuś z dalekich znajomych zdechł kot. Na dodatek dodał jeszcze:

– To wspaniale Anno. Cieszę się że Ewa jest szczęśliwa...

Krzesło zazgrzytało po podłodze. To Johann, wciąż jeszcze w miarę spokojnie, wstał od stołu,.

– Przepraszam was. Muszę iść otworzyć sklep. – Przecież jest niedziela – Anna uświadomiła mężowi ten fakt, zanim zdążyła pomyśleć co w ogóle mówi. Zdecydowanie zbyt często dochodził do głosu jej nawyk mówienia szybszego niż jakakolwiek jej myśl. Johann udał, że nie zauważył tej wielce przytomnej uwagi. Spojrzał na Klaasa, który wyglądał jakby zupełnie nie wiedział o co chodzi. Przysunął więc krzesło z powrotem do stołu i wyszedł do przedpokoju. Po chwili Klaas i Anna usłyszeli odgłos, przesadnie delikatnie zamykanych drzwi. W tej delikatności wyraźnie ukryta była jakaś podskórna złość.

Anna nie wiedziała jak teraz powinna się zachować. Czuł to dobrze, wstał więc od stołu i stojąc już niemal w drzwiach kuchni, dopił resztkę kawy z kubka.

– Chyba będzie lepiej jak już zejdę wam z oczu. Johann się zdenerwował. Będzie lepiej... – nie skończył zdania i spojrzał na Annę. Wszystko to dotarło do jej uszu z typowym dla niej opóźnieniem. Podniosła głowę i spojrzała na niego dziwnie. – Ależ co za głupstwa opowiadasz. Znasz Johanna. Daj spokój. Zostań z nami. Koniecznie chcemy wiedzieć czemu zniknąłeś, chcielibyśmy się dowiedzieć co się stało. Oczywiście jeśli w ogóle chcesz nam powiedzieć, bo przecież... – Anno – przerwał jej – To przecież nic dziwnego, że Johann może mnie nienawidzić. Zostawiłem was bez słowa. Przecież wiadomo, że moja robota nie była specjalnie ważna, pomocnika na moje miejsce pewnie szybko znaleźliście, ale to nie zmienia…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych