Wróć do katalogu

...poznaje się w biedzie.

...poznaje się w biedzie.

szymon, opublikowano , 5 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

– Przyszedłeś sam? – zapytałam. – Tak – odpowiedział sucho. Uśmiechnęłam się do niego zdawkowo i niby zajęłam oglądaniem menu. Byłam pewna, że przyjdą inni, a on ewentualnie. Teraz siada przede mną, kelnerka przynosi mu kartę i obydwoje zagłębieni w odczytywanie dziwnych potraw milczymy. Właściwie ja już dawno wybrałam. Wybrałam i zamówiłam. Może więc głupio to wygląda, ale co tam, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Trzeba się będzie przemęczyć; zjeść to coś, udać, że miło, iż siedzi tu przede mną i nareszcie pójść. Ale jakże daleko jest do tego ostatniego! Wybrał. Kelnerka przyszła i zamówił. Zamówił to samo co ja! Nie mogłam powstrzymać uśmiechu na ten zbieg okoliczności. Spojrzał na mnie i zrobił zdziwioną minę. – Wybrałam to samo co ty – powiedziałam. – Aha – uśmiechnął się lekko. – To po co przeglądałaś menu? – Bo myślałam, że mam na coś jeszcze ochotę – skłamałam. Spuścił głowę i zaczął oglądać swoje paznokcie. Nie mieliśmy sobie wiele do powiedzenia. Właściwie od dawna nie rozmawialiśmy i unikanie stało się naszą specjalnością. Gdy dowiadywałam się, że on będzie na tej imprezie, nie szłam tam. Kiedy przychodziłam na spotkanie on właśnie wychodził. Zawsze minięci, zawsze zdawkowe cześć. Więc dlaczego teraz, skoro… – Właściwie od dawna nie rozmawialiśmy – powiedział – i unikanie stało się naszą specjalnością. Nie podniósł wzroku znad paznokci. Nadal je oglądał. Poczułam, że coś zawisło w powietrzu. Coś bardzo ciężkiego. – Nie wiem, co mam ci powiedzieć – zaczęłam. – Jestem zaskoczona… – nie mogłam dalej. Milczenie, które nastało wzbudziło nieznośną ciszę, przez którą odgłos własnego oddechu przebijał się niczym pomruk stojącego na stacji parowozu. Wbiłam wzrok w obrus i nie mogłam się ruszyć. Właściwie poczułam, że podnosi głowę, że nabiera powietrza i usłyszałam w końcu: – Właściwie od dawna nie rozmawialiśmy – zaczął powoli – i unikanie stało się naszą specjalnością. Muszę ci się przyznać, że kiedy dowiadywałem się… – Przestań! – przerwałam mu. – Przestań, proszę… – Co się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych