Wróć do katalogu

Prawdziwe złudzenia

Zycie jest jakie jest, ale nie wszyscy mogą to znieść

A.S., opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czasami życie tak bardzo boli. Ból jest silny, ale tylko na chwilę przypomina nam, że nadal istniejemy. Uświadamia nam nędzę naszego życia. Bo tak właściwie, większość naszego czasu upływa na marzeniach, oczekiwaniach, snach... I gdy jesteśmy za bardzo szczęśliwi, oddaleni od tu i teraz, w kolejnym śnie o czymś wyjątkowym, przychodzi nagle rzeczywistość i puka do naszych umysłów, następnie nieproszona wchodzi i zasmradza nam bezpieczny kącik, który właśnie sobie umościliśmy. Dlatego niebezpiecznie jest zasypiać, lepiej ciągle trzeźwo obserwować codzienność, poddawać się temu i nie próbować zmieniać czegokolwiek. Owszem, gdy trafia się okazja, można ruszyć ręką, ale lepiej nie szarpać się zbytnio, po co, energii musi nam starczyć na jeszcze trochę, a nóż widelec okaże się, że czeka nas długie życie i co wtedy? A tak można dyskretnie obserwować. Wyłączyć myślenie. Jolka przekonała się o tym zbyt późno. Była młoda i głupia, wierzyła w szczęście, wierzyła, że jeśli będzie się bardzo starała i będzie czegoś bardzo chciała to to się stanie. Czarowała codziennie, wysyłała pozytywne wibracje w kosmos, bo gdzieś przeczytała, że wrócą do niej silniejsze. Układała runy, czytała horoskopy, uprawiała afirmacje, paliła kadzidełka i ćwiczyła wizualizację. Była najszczęśliwszą osobą na Ziemi, bo wiedziała, że tylko dzięki temu, wszystko, co złe ją ominie. Unikała nieszczęścia. Aż pewnego dnia stwierdziła, że się zakocha. Wszystko sobie wyreżyserowała. Upatrzyła ofiarę i tuż po pełni zaczęła kochać. Czuła szybsze bicie serca, pulsującą krew w żyłach i fale gorąca. Gdy tylko pojawiał się koło niej nogi się pod nią uginały i niemal unosiła się w powietrzu. Wszystko było jak w filmie. Z łatwością grała rolę uwodzicielki i po krótkim czasie stwierdziła, że ta rola bardzo się jej podoba. Powoli zaczęła dostrzegać działanie magii. Wiedziała, że żaden facet się jej nie oprze. Wyzwoliła swoje wszystkie moce i ledwie nad nimi panowała. Aż przyszedł ten dzień. Dzień, którego zwieńczeniem była noc pełna wzdychań, jęków i wilgoci. Dokładnie tak jak chciała. Dokładnie tak, jak powinna przeżywać tę chwilę czarownica, bez zbytniego sentymentalizmu, za to całą sobą. Każdą komórką swojego ciała, każdym mięśniem, włoskiem, nerwem, całym swoim jestestwem. Sama natura... Przywitała ranek z uśmiechem na ustach, z rozszerzonymi źrenicami, rumieńcem na policzkach i przyspieszonym oddechem. Magia nocy trwała, nawet w pełnym świetle dnia. Bez żalu pożegnała kochanka, który niezbyt przytomnie starał się tłumaczyć, że to był tylko jednorazowy incydent i że on przeprasza, bo ona jest taka wspaniała, ale dla niego nie miało to większego znaczenia. Nie słuchała go, bo swoje wiedziała. Pokiwała ze zrozumieniem głową, powiedziała ciepło, żeby się nie przejmował i stwierdziła, że też cudownie się bawiła, poczym delikatnie uszczypnęła go w pośladek i zdecydowanie pożegnała. Jej moc wzrastała. Przeciągnęła się stojąc w otwartym oknie i poszła przygotowywać wywar z ziół. Minęły trzy miesiące. Trójka, czyż to nie magiczna cyfra? To była jej cyfra. Czuwająca nad nią od dnia jej narodzin. Wszystkie ważniejsze wydarzenia w jej życiu miały związek z tą cyfrą W dniu swoich urodzin trzeciego marca 1983 roku, jej rodzinę dotknęło niesamowite szczęście. Oprócz tego, że zaszczyciła ich możliwością posiadania tak wyjątkowego dziecka, jakim była, ojciec rzucił alkohol, babcia, którą ukrycie niszczył nowotwór cudownie ozdrowiała i miał miejsce jeszcze szereg drobnych cudów, o których już dawno wszyscy zapomnieli, bo od czasu, gdy postawiła pierwszy krok stały się tak powszechne jak kolejki do sklepów w tamtym okresie. Oczywiście nie mówiło się o tym głośno. Rodzice nie chcieli żeby się jej przewróciło w głowie. Rozumiała ich obojętność. Nie potrafili poradzić sobie z tą wyjątkowością. Dobrze, że była wyrozumiała i mądrze potrafiła korzystać z wolności, jaką jej dawali. Nigdy nie pytali, skąd wraca o najdziwniejszych porach i dlaczego tyle dni ma opuszczonych w szkole. Ufali jej bezgranicznie. Nie karali jej i pozwalali, aby wychowywała się sama. Szanowali jej potrzebę wolności nie wtrącając się do spraw, których nie rozumieli. Dlatego dawno już wyprowadziła się z domu i studiowała na własny rachunek pracując jako barmanka, a dorabiając wróżeniem z kart. Chciała skończyć szkołę Feng-shui, bo miała zmysł artystyczny i mogłaby w ten sposób pomóc wielu osobom. Ale póki, co, szykowała się do świętowania swoich urodzin. Kończyła dwadzieścia lat. Nie, nie planowała, żadnej imprezy, była na to za poważna, a w dodatku nie chciała marnować tego cudownego dnia. Gdy tylko, pojawił się on, wiedziała, że musi wykorzystać nadającą się okazję. Zresztą było go jej żal. Oczywiście, ze sobą walczył. Tyle ich dzieliło, a on nic nie mógł na to poradzić, ze wpadł w jej sidła. Tak się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych