Prawdziwy człowiek
Jedyne w życiu takie spotkanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prawdziwy człowiek
To małe miasteczko. Bardzo małe, urokliwe miasteczko, jakich wiele w naszym kraju. Jest tu stary kościół, z takąż plebanią, niewielki szpital, kilka osiedli, sklepów, banków (tych zawsze pełno wszędzie, zupełnie jakby wszyscy członkowie społeczeństwa mieli ogromne majątki), jest piękny, zadbany i słoneczny rynek z fontanną, rzeźbą przedstawiającą świętego Franciszka – patrona miasta, i zabytkowym ratuszem. Przyjechałem tu kilka miesięcy temu, korzystając z propozycji pracy, jaką zaoferował mi mój dobry kolega z czasów studenckich.
Żyło mi się wygodnie, praca była nieskomplikowana, płaca niezła, mieszkanie wygodne, a mieszkańcy zajęci własnymi sprawami, dyskretni. Mimo że zawsze byłem człowiekiem, którym targały rozmaite namiętności, tu wyciszyłem się, nabrałem, jak mi się zdawało, dystansu do wszelkich problemów tego świata. „Ustatkowałem się chyba” – myślałem. A czas po temu był najwyższy.
Lubiłem wczesnymi wieczorami przechadzać się po rynku, hołdując typowym przyzwyczajeniom mieszkańców małych miast, jeść włoskie lody, pić oranżadę, czasem schłodzone, lane piwo. Obserwowałem mijających mnie ludzi, tak jak oni obserwowali mnie. „Zasymilowałem się” - przychodziło mi na myśl.
Właśnie w jeden z takich wieczorów spotkałem tego człowieka. Siedział na obmurowaniu fontanny i zawiązywał sobie but. Pewnie szybko przeniósłbym wzrok w miejsce bardziej interesujące, lecz coś mnie w jego postaci zafrasowało. Dokonując normalnej czynności, wcale nie patrzył na swoją nogę, lecz wnikliwie i z premedytacją lustrował przechodzące obok, ładne kobiety, udając tylko, że jest pochłonięty czymś innym. Rozbawiło mnie to początkowo. Wszyscy mamy swoje manie i chimery, to nic groźnego dopóki nie wyrządza się komuś krzywdy. Pchnięty jakimś instynktem, podszedłem do fontanny, rzuciłem, niby od niechcenia, monetę i oparłem stopę o jej kamienne brzegi, tuż przy tamtym. Nie pamiętam słów, które wymówiłem, by nawiązać rozmowę, były zapewne banalne czyli nieistotne, wiem tylko, że później nasza wymiana zdań przybrała nieoczekiwany dla mnie przebieg.
- Wszystko się powtarza, nie sądzi pan? Te same twarze, wszędzie, dosłownie wszędzie. Nie można się od nich uwolnić, uciec,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil IwonaUrbi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…