Prawo krwi - Rozdział II, część 3
"Sophie chciała być sprytna.(...) Dlaczego miała podróżować gościńcem, skoro mogła skrócić sobie drogę przez las?"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sophie chciała być sprytna. Gościniec wiodący do Taviru wił się niczym wstęga pomiędzy zielonymi lasami Harmountu i Eadanu. Podróż trwała wiele dni. W Sophie jednak buzowała wściekłość, która kazała jej dotrzeć tam jak najszybciej. Nie myślała o spotkaniu z wujem. Przed oczyma wyobraźni trzymała już w dłoniach miecz, widziała lśniące ostrze i drżała na myśl o tym, jak unurza je w krwi. Krwi wampirzycy. Pragnienie to gnało ją naprzód i odbierało rozsądek. Dlaczego miała podróżować gościńcem, skoro mogła skrócić sobie drogę przez las? Dziewczyna nie miała wątpliwości, że nie zgubi drogi, kierując się położeniem słońca i wspomnieniem obejrzanej mapy. Zachwycona swoim, jakże sprytnym w jej mniemaniu pomysłem, Sophie zboczyła w gęste zarośla. Las był zielony i jasny, rozświetlony słonecznymi promieniami przenikającymi przez korony drzew i malującymi fantazyjne wzory na miękkim, mszystym poszyciu. Gdzieś obok czmychnęła wiewiórka, lekki wietrzyk szeleścił najwyższymi gałęziami, a z każdej strony dało się słyszeć radosne ptasie trele. Pieśń lasu była przyjazna. Zapraszająca. Sophie postąpiła kilka kroków naprzód. Ani się obejrzała, a gościniec zniknął daleko za jej plecami. Ze wszech stron otaczał ją las. Liściaste sklepienie zamykało się wysoko nad jej głową i Sophie czuła się jak w jakimś niesamowitym żywym pałacu. Po raz pierwszy, odkąd była świadkiem morderstwa Roberta, czuła się dobrze. Odetchnęła głęboko, rozkoszując się świeżym, nieco żywicznym zapachem lasu. Chłonęła go całą sobą, czując, jakby była jego częścią. Choć ostatnimi dniami myślała tylko o śmierci – tej, którą widziała na własne oczy i tej, którą własnymi rękami miała zadać – teraz czuła w sobie radość życia od czubka głowy aż po koniuszki palców. Czuję się jak driada, pomyślała. Odurzona zapachem żywicy i liści, uświadomiła sobie, że musi to być jakaś magia. Nie taka jak w Dzikim Lesie, lecz łagodna i dobra. Obecność Bogini. Kropla również musiała to czuć, gdyż delikatnie strzygła uszami. Szła jednak przed siebie z zadziwiającą pewnością i spokojem, choć Sophie już dawno zupełnie nieświadomie puściła lejce. Nagle z transu wyrwał ją rubaszny śmiech. Męski śmiech. Sophie zamarła. Tuż przed nią, opiekając zająca na niewielkim ognisku, siedziało trzech mężczyzn. Ich ubrania były zniszczone i brudne, a nieogolone twarze czerwone od mocnego trunku. Na zmianę pociągali ze skórzanego bukłaka, podając go sobie z rąk do rąk. Jeden z nich, wysoki, umięśniony i żylasty siedział oparty o drzewo i bawił się nożem. Wyglądał na przywódcę. Mężczyźni opowiadali sobie sprośne kawały, co rusz zgodnie wybuchając gromkim, ochrypłym śmiechem. Sophie, przerażona, miała nadzieję, że nie zdążyli jej zauważyć. Powoli, starając się nie czynić najmniejszego hałasu, próbowała wycofać się w stronę, z której przyszła. Kropla stawiała drobne kroczki w tył, podczas gdy dziewczyna nie odrywała oczu od rzezimieszków, zajętych pochłanianiem pieczonego mięsa. Nagle klacz nastąpiła na coś twardego. Rozległ się trzask łamanej gałęzi. Zbóje jak na komendę podnieśli wzrok znad jedzenia. Żylasty wyszczerzył zęby w nieprzyjemnym uśmiechu. Przez ułamek sekundy ich spojrzenia spotkały się. Kierowana resztkami rozsądku, Sophie próbowała gwałtownym szarpnięciem zawrócić konia. Kropla zarżała i spanikowana wpadła wprost na drzewo. Sophie poczuła silny wstrząs. W okamgnieniu znalazła się na ziemi. Tymczasem zbóje już byli przy niej. Stojąc nad przerażoną dziewczyną mierzyli ją pożądliwym, mętnym wzrokiem. - Patrzaj no Ziontek, jaka to apetyczna dziewuszka się nam znalazła! Khem, khem. I przylazła sama, nieproszona. - Pewno chce nam dogodzić! - Masz słuszność, Jędrek, smakowity z niej kąsek! Te cycuszki.. Chętnie pogmerałbym jej pomiędzy udami! - Nie trza gadać, jeno figlować, póki panienka ochocza! Mężczyźni skwitowali te słowa obleśnym śmiechem. Sophie krzyknęła. - A co się panienka tak szamota? – Żylasty zwrócił się do niej z niebezpiecznym błyskiem w oku. – Jak nie da po dobroci, to sami weźniem, a co! Ileż będzie zabawniej! I przyjemniej. Do drzewa z nią! Sophie wiedziała, że nie zdoła uciec. Zlana zimnym potem, krzyczała coraz głośnej, gdy dwóch zbójów pochyliło się nad nią i złapało za ramiona. Ze wszystkich sił próbowała się wyrwać z uścisku ich tłustych rąk. Żylasty, rozpinając spodnie, przyglądał się jak jego kompani przywiązują dziewczynę do drzewa. Sophie zrobiło się niedobrze od smrodu zjełczałego alkoholu i ich brudnych, spoconych ciał. Jeszcze większym obrzydzeniem napawała ja myśl o tym, co będą z nią robić. Unieruchomiona przy drzewie, spojrzała na Żylastego i zobaczyła jego nabrzmiałe przyrodzenie. Żółć napłynęła jej do ust. Mężczyzna zbliżył się do niej, więc splunęła mu prosto w twarz. Krzyknęła po raz ostatni. Wymierzył jej za to siarczysty policzek. Bliska omdlenia usłyszała jeszcze jego słowa: - Jak z nią skończę, to i wy możecie sobie poużywać. Dziewka chętnie obsłuży nas wszystkich, jak będziem chcieli to i po dwa razy. Zawtórowała mu kolejna salwa ochrypłego śmiechu. Żylasty wprawnym ruchem gwałciciela rozsupłał Sophie gorset i złapał ją za pierś. Drugą ręką zadarł jej suknię. Dziewczyna nie miała już siły na krzyk. Szlochała cicho. Łzy płynęły jej po twarzy. Poczuła na udzie jego gorący dotyk. Żylasty, oszalały z pożądania, już miał się w nią wbić. Nie zdążył. Dobiegł ich tętent kopyt i szczęk zbroi. Zaskoczeni towarzysze Żylastego ujrzeli nagle błysk miecza, lecz – pijani i zaślepieni podnieceniem – nie zdążyli wykonać najmniejszego ruchu. Głowa ich przywódcy potoczyła się po ubitej ziemi. Z ust Sophie wyrwał się przeraźliwy wrzask. Trup mężczyzny, tryskający krwią z otwartej tętnicy, przygniótł ją do drzewa. Tajemniczy jeździec jednym ruchem chwycił go i przewrócił na ziemię. Zbóje, ocknąwszy się nieco,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Angela
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…