Profesjonaliści cz. 1
Troje tajemniczych mężczyzn ma w pewnej mieścinie coś do załatwienia. Niestety, sprawy zaczynają się wymykać spod kontroli. Czy zdołają wyjść cało z opresji?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
//Mój pierwszy twór w ogóle. Proszę o konstruktywną krytykę i doping :)
- Piwa! - krzyknął ktoś gardłowo z wnętrza karczmy, po czym łupnął głową w stół. Przy pewnym stoliku siedziało troje, niezbyt pasujących do reszty towarzystwa ludzi. Byli po prostu zbyt trzeźwi. - Ale zatęchła, zabita dechami nora! Mógłby mi ktoś w końcu wytłumaczyć co my tu w ogóle robimy?! - Ciszej, durniu! Nie pomagasz nam we wtapianie się w tłum. Nie zamierzam ci teraz tego tłumaczyć! - Po kiego czorta szliśmy... - Stul pysk! - skończył krótko największy. - Idę po piwo. Odsunął spokojnie krzesło i poszedł ze spuszczoną głową do baru. Nie jest stąd i chociaż jego postura wskazywała na to, że położyłby niedźwiedzia to jednak zdawał sobie sprawę z tego, że sztylety wysuwają się szybko. Śmiertelnie szybko... - Piwa! - wziął przykład z nietrzeźwego jegomościa. - Za darmo nie dajemy! - A po ile? - Widzę nietutejszy. - zauważył karczmarz, Ralf zaklął w myślach, musi bardziej uważać. - No... to po ile to piwo? - Ech, człowiek się sili na jakąś rozmowę, a tu zero współpracy. Cóż pana sprowadza do tej wiochy? Nie ma tu nic ciekawego. Radzę szybko opuścić to miejsce. - Nie pański biznes dlaczego tu jestem! Ile za piwo? - wiedział, że już wpadł w tarapaty. - Dziesięć miedziaków. - Świetnie biorę jedno. - Myślałem, że bierze pan też dla swojego towarzystwa. - Podróżuję sam. - Aha. - odparł krótko karczmarz i napełnił źle umyty, wyszczerbiony kufel. Ralf skosztował słabo spienionego, jasnego płynu. Szczyn jak szczyn, pomyślał i biorąc piwo poszedł w stronę pustego stolika. Kątem oka zauważył jak barman szepcze coś do swojego pomocnika. To nie wróżyło nic dobrego. Odwrócił głowę w stronę kompanów, jednak wzrok skierował w inną stronę i poruszył ustami w prawo i lewo, jakby chciał coś strącić sprzed nosa. Usiadł przy stole. Po pomocniku karczmarza nie zostało śladu.
***
- Cholera wydaje mi się, że to była czwórka. - lekko zdenerwowany wyszeptał Zelar. - Tak to jest gdy nie uważa się wtedy kiedy powinno! Wszystko przez tą twoją pieprzoną muchę! - Ciszej, ciszej! - upomniał go najniższy z całej trójki, Gulner. - Doprowadzała mnie do szału, zabiłem ją, a teraz zastanówmy się, co chciał nam przekazać Ralf. Więc wydaje ci się, że to była czwórka? - Nie jestem pewien, to mogła też być trójka, widziałem tylko ruch w lewo. Ale wnioskując po tym, że stara się zachowywać naturalnie przy tamtym stoliku... - Lepiej powoli się stąd zmyjmy. - zaproponował po chwili milczenia Gulner. - Jak to był znak trzeci to najwyżej popsujemy mu plan, a jak to była czwórka, to jesteśmy w dupie. - Masz rację, jednak z drugiej strony... - Koniec gadania, jak to czwórka musimy spadać! - Ale... - Zamknij się i chodź. - Ech... - Zelar jęknął, wstał i spokojnym krokiem wyszedł z karczmy wraz z Gulnerem. Na zewnątrz zaczynało się już ściemniać. W lekko wiejącym wietrze czuć było jeszcze resztki zimy, chociaż powietrze nie było zimne. W oddali widniały majestatyczne góry, których szczyty znikały w wiszących nisko na niebie, ciemnych chmurach. Na stokach ciągle zalegał jeszcze śnieg. Wioska powoli szykowała się do snu. W niektórych domostwach paliło się nikłe światło. Główny trakt był prawie pusty, pojedyncze osoby zmierzały jeszcze w stronę domów bądź karczmy. - Wygląda spokojnie. - zaczął Zelar. - Mam nadzieję, że to jednak była czwórka, w przeciwnym wypadku będziemy wysłuchiwali marudzenia Ralfa przez pół nocy. Trzeba zmienić te sygnały, bo... - Jeśli ciągle zakładamy, że to była czwórka, to powinniśmy czym szybciej zni... - Czekaj, wydaje mi się że coś słyszę - z niepokojem w głosie powiedział Zelar, również przerywając w połowie zdania przyjacielowi. - Spadajmy stąd! Szybkim krokiem oddalili się w stronę przeciwną od tej, z której według nich pochodził hałas. Już mieli skręcić w boczną uliczkę gdy nagle zamarli.W krzakach koło nich coś się poruszyło. Gulner spojrzał na Zelara, który tylko kiwnął głową. Sięgnął pod ubranie i upewnił się, że sztylet jest tam gdzie być powinien. Zaczął powoli podchodzić do zarośli, Zelarowi zostawiając bok. Na ułamek sekundy schował rękę za ubraniem, jakby nią tylko machnął, jednak w dłoni trzymał już sztylet. Obaj gotowi do ataku zbliżali się do niepokojącego ich krzaku. Gdy byli już dwa metry od tajemniczej rośliny, ku ich zdziwieniu wyskoczył z niej kot, groźnie sycząc. - Hahaha! - Gulner nie wytrzymał. W jakiś magiczny sposób z ich dłoni zniknęły sztylety lądując z powrotem za ubraniem. - Jeszcze żaden kot nie narobił mi takiego stracha. - stwierdził Zelar. - A już się bałem, że trzeba będzie męczyć się z ukryciem trupa... - Ciekaw jestem co z Ralfem. - Najpewniej za moment się dowiemy, chodź tu, zza tych krzaków będziemy mogli obserwować co się dzieje przed karczmą. - Mogą nas zauważyć! - E tam, już jest prawie ciemno! - Prawie... - Chodź!
***
Ralf pociągnął kolejny łyk piwa rozmyślając nad tym jakim jest idiotą. - Chyba przestanę lubić karczmy... - szepnął sam do siebie. Cóż, jego sytuacja nie była zbyt ciekawa. Prawdopodobnie karczmarz wysłał swojego pomocnika, aby łaskawie powiadomić lokalnych rzezimieszków o możliwym zagrożeniu. Za moment wpakują się tu mniejszą lub - co bardziej prawdopodobne - większą bandą i zrobi się mało ciekawie. W ogóle to wydawało mu się, jakby Zelar i Gulner nie patrzyli na niego gdy pokazywał czwarty znak. No ale jednak wyszli, więc pewnie mu się tylko wydawało. Skarcił się w duchu i stwierdził, że musi bardziej ufać swoim kompanom, w końcu są profesjonalistami. Po pewnym czasie skończyły mu się pomysły o czym mógłby rozmyślać, więc z braku lepszego zajęcia rozejrzał się po karczmie. W nikłym świetle buchającym z rozwieszonych gdzieniegdzie świec stoliki pozostawały bardzo mało widoczne. W kominku ogień powoli pochłaniał dorzucane co jakiś czas drwa. Ledwo zauważalne sylwetki siedzące przy stolikach pociągały raz za razem z kufli, rozmawiając o niczym. Niektórzy już odpadli z pogadanek leżąc pod stołami i słodko śpiąc w - chociaż nie był tego pewien, główną wskazówką był zapach - swoich wymiocinach. Karczmarz siedział gdzieś przy beczkach z piwem, widać przyzwyczajony do takiego obrotu spraw. Dzień jak co dzień. Widać tylko on i jego dwóch kompanów zakłócili ciszę w tej mieścinie. No i teraz czekał na rachunek za to straszne przewinienie. Po raz kolejny przeklął w duchu swoją głupotę. W pewnym momencie otworzyły się tylne drzwi. Spokojnym krokiem wszedł przez nie pomocnik karczmarza, niosąc w rękach jakąś wiązkę ziół. Hmm... Może zbyt pochopnie ocenił sytuację. Chociaż z drugiej strony może to być tylko fałszywe alibi, które usprawiedliwiałoby wyjście chłopaka z karczmy. Jeśli chcą mnie zmylić, to traktują mnie trochę bardziej poważnie. Co nie zmienia faktu, że są debilami, bo cały ich misterny plan jest dość oczywisty. Bądź co bądź, zwiększyli opcje. Ralf nie wiedział czy są głupi czy głupsi. Kierując się doświadczeniem życiowym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mr_cysio
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…