Wróć do katalogu

Projekt Niewolnik

Stary tekst mający pokazać jak zaczynałem.

Magnum86, opublikowano , 22 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

* * * Kończył się właśnie nasz kosmiczny lot. Za kilka godzin miałyśmy lądować na Marsjańskiej Stacji Badawczej „Gamma”. Była to trzecia – po kosmicznej „alfie” i księżycowej „Becie” – pozaziemska stacja badawcza. Była też czwarta stacja – „Delta”, mająca być stocznią wszelkich statków kosmicznych, kapsuł i innych kosmicznych konstrukcji. Miało to zmniejszyć koszty eksploracji kosmosu i obsługi stacji kosmicznych, ale jej budowa była jeszcze w polu. Gammę zbudowało wspólnymi siłami wiele państw i była to druga stacja finansowana przez Globalną Wspólnotę Finansów Kosmicznych. Wśród jej szeregów znajdowały się takie państwa jak: Związek Państw Europejskich, Rosja, USA, Japonia, RPA i jeszcze kilka mniej ważnych. Gamma była największą, najnowocześniejszą, najbardziej samo wystarczalną stacją kosmiczną. Nie było tam oczywiście wszystkiego ale z marsjańskiego lodu nieznanymi mi sposobami otrzymywano wodór do zasilania ogniw, wodę, powietrze. Pożywienie z kolei uzyskiwano z wszelkich organicznych odpadów ze stacji z dodatkiem czego się tylko dało z marsa. Nie było smaczne ale w krytycznej sytuacji wystarczało na roczne wyżywienie trzydziestu osób. Zazwyczaj jednak posiłki były robione z jedzenia dostarczanego na promach wraz z innymi środkami niezbędnymi na stacji. Aktualnie załoga stacji liczyła dziesięć osób, trzy osoby od obsługi systemów bezpieczeństwa, żywienia, wygody i siedmiu naukowców prowadzących różnego rodzaju badania. Dla nich właśnie zostałyśmy wybrane z plebiscytu jako „Towarzyszki”. Nas też było siedem, w sumie zwykłych kobiet przeszkolonych i wysłanych dla złagodzenia mężczyzn mieszkających tam od roku. Zostałyśmy wysłane dlatego, iż podobno powstały na stacji napięcia pomiędzy członkami załogi. Zwłaszcza naukowcami, którzy przecież nie byli kosmonautami przystosowanymi do samotności, małych przestrzeni i braku kontaktu fizycznego z kimś bliskim czy naturą. W plebiscycie wybrano przeciętne (czyt. nie astronautki) kobiety by swoją niewiedzą, małym pojęciem o kosmosie, kobiecością i naiwnością rozładowały owe napięcia. W tym zakresie również przeszłyśmy stosowne szkolenie. Byłam coraz bardziej podekscytowana tym wszystkim. Zawsze chciałam zobaczyć Ziemię z kosmosu, to było jedno z moich marzeń – pierwsze, które się spełniło. Po cichu marzyłam też o jakimś przystojnym, charyzmatycznym mężczyźnie, któremu towarzyszenie było by przyjemnością. Nagle z głośników popłynął komunikat o rozpoczęciu procedur lądowniczych. Zaczęło się wyhamowywanie wahadłowca, co solidnie wciskało w fotel, jednak nie tak, jak przy starcie. Przeciążenie towarzyszyło mi i innym uczestniczkom lotu przez kilkanaście sekund. Tyle zajęło przebicie się przez atmosferę i zwolnienie do prędkości lądowania. Po kilku chwilach kołowaliśmy na lądowisku by zacumować i podłączyć śluzy: do rozładunku towarów i dla ludzi. Widziałam jak obsługa w postaci mężczyzny i kobiety zabrała się za rozładunek wahadłowca – oba tunele były ze sobą połączone wspólną przeźroczystą ścianą. Chwilę później zobaczyłam jeszcze jednego mężczyznę ubranego w skafander, dokładnie taki sam jak mój (zresztą one wszystkie były takie same). Co oznaczało zmniejszenie liczebności załogi obsługi, do dwóch osób. Nagle ściana ściemniała, pozostało tylko sztuczne światło nad głowami. Po chwili z niewidocznych głośników ktoś zaczął do nas mówić, jakiś bezceremonialny głos. - Drogie panie, jesteście tu po to, by usprawnić pracę naukowców, dlatego przede wszystkim oni i ich zachcianki się liczą. W konsekwencji tego, macie ich bezwzględnie słuchać, chyba że będą działać na szkodę stacji. Teraz rozbierzcie się do bielizny i wywoływane kolejno, będziecie wchodzić do holu. Każdy z naukowców wybierze sobie którąś z was, po czym tak jak oni zostaniecie oznaczone tatuażem na wewnętrznej stronie dłoni. Misja będzie trwała aż do odwołania, powodzenia. „Wsadźcie sobie gdzieś to powodzenia” – pomyślałam, ale wbrew sobie samej zaczęłam się rozbierać. Nie wiem co się ze mną działo ale nie potrafiłam zapanować nad własnym ciałem. Pewnie użyli jednego z tych gazów wymuszających posłuszeństwo. A to wredne sukinsyny! Po minucie stałam w sportowych stringach bez żadnych ozdób i obcisłym skąpym topie służącym mi za stanik. Ustawiłam się jako piąta w rzędzie i czekałam na swoją kolej do wyjścia. Chcieli nas wyeksponować jak towar na sprzedaż. Byłam wściekła i rozgoryczona a jednocześnie było mi wstyd jak cholera. Gdybym mogła kopnęłabym coś a najlepiej kogoś w coś. Jak tylko nadarzy się okazja, skwapliwie z niej skorzystam. Na razie jednak moje nogi zamiast kopać poniosły mnie do tego cholernego holu. Zatrzymałam się dopiero w szeregu dziewczyn. Z następnego ukrytego głośnika usłyszałam swoje imię i nazwisko, wiek oraz te najbardziej szowinistyczne z wszystkich kobiecych wymiarów – 89/59/90. Nawet wzrost ich nie obchodził, choć jaki kto był wysoki każdy głupi widział. Jakoś wcale się nie dziwiłam tymi „znakami”. Odkąd usłyszałam w głośniku, że mam się rozebrać dla tych parszywych doktorków wiedziałam, iż chodzi głównie o sex – jak zawsze zresztą. Każda z nas miała idealne lub prawie idealne kształty i rozmiary, każda była ładna – nawet bardzo ładna i żadna z nas nie wyglądała choć trochę podobnie do drugiej. Nadszedł jednak czas wyboru bo stałyśmy już wszystkie równo w rzędzie gotowe poddać się losowi. Z grupki śliniących się jak czternastoletni gówniarze mężczyzn wystąpił przystojny i opanowany naukowiec. Miał przyprószone siwizną włosy, był szczupły ale nie chudy, miał skupione błękitne oczy (w które bałabym się patrzeć gdybym nie bywała bezczelna) i posiadał według mnie najbardziej pożądaną u faceta cechę – był wysoki (na jakieś 6 stóp). Podszedł do nas zaczął oglądać, dotykać, zaglądać, odsłaniać. Powiedziałam sobie, że jak mnie też będzie chciał odsłaniać to dostanie w gębę - nie dostał, gaz dobrze działał, za to zrobiłam się tak czerwona ze wstydu, że aż się zaczęto śmiać. To było upokarzające i zmieniło mój gniew w strach. Zaczął się „mną bawić”, wkładając mi rękę w majtki, a ja nie mogłam udać, że nic nie czuje bo jego palce były w tym niezwykle sprawne, nawet gaz nie powstrzymał wszystkich reakcji.. Patrzył więc razem z wszystkimi jak drżę z podniecenia i jak moja twarz czerwienieje a źrenice wędrują ku sufitowi.. Na szczęście niektórzy mieli jeszcze krztę przyzwoitości i odwracali się. A on przestał dopiero moment przed szczytem, pozostawiając mnie na chwilę zupełnie zbitą z pantałyku. Potem zaciągnął mnie do siebie i w ten sposób zostałam jego zabaweczką której mógł zrobić co chciał. Byłam bezsilna a on zachowywał się jak sadysta i stręczyciel. Złapał mnie za włosy i pociągnął jak szmatę do urządzenia do tatuowania. - Podaj rękę – posłusznie ale z obrzydzeniem i rozpaczą w duszy podałam. Mieli mi nadać numer jak żydowi w Oświęcimiu 140 lat temu. Mężczyzna włożył moją dłoń do specjalnego otworu, w którym coś unieruchomiło mi rękę i na wewnętrznej stronie dłoni pod kciukiem wytatuowano mi numer N03. Szpakowaty - czyli mój władca, pociągnął mnie znów za moje piękne, długie, kręcone, kasztanowe włosy. Rzucił na łóżko i zaczął mówić a głos miał niski i tak cholernie spokojny, że aż mnie dopadło zwątpienie czy to w ogóle jest człowiek – bo może android? - Posłuchaj, to jest nadajnik, który uaktywnia mikroparalizator, który masz wszczepiony jak każda z nich pod skórę przy sercu. To stąd ta ledwo widoczna blizna pod biustem. Jeżeli załączę paralizator poczujesz wtedy chwilowy ostry, rozsadzający ból głowy. Przy wyłączaniu poczujesz dokładnie to samo. Nie radzę dotykać wyzwalacza bo wtedy zaboli tak mocno, że na pewno zemdlejesz. Urządzenia w tobie nie da się rozładować a aktywator ma akumulator wystarczający na 1000 h działania. – Tu zrobił efekciarską pauzę ale mojej reakcji nie zobaczył ponieważ jej nie było. Gaz paraliżujący układ nerwowy działał teraz bezbłędnie. Nie mogłam nic okazać. Przeraziłam się jednak nie na żarty, on był z pewnością zdolny do wszystkiego. Mógł mnie męczyć jak szczura w klatce, byłam jego zabawką, prezentem urodzinowym z którym mógł zrobić wszystko. Na szczęście, nie chciało mu się dziś nic ze mną robić, położył się jedynie obok mnie i okrutnie beztrosko bawił moim biustem. - Tak przy okazji, wszystko oprócz otwarcia drzwi sterowane jest głosem, więc jeśli czegoś zapragniesz po prostu powiedz to głośno. – Gdy już się nagadał odwrócił się do mnie tyłem i poszedł spać. Tyle z tego dobrego, że nie zgwałcił mnie dziś, ale nie dziś to jutro. Przy tak dla niego sprzyjających okolicznościach tego nie da się uniknąć. To przecież był typowy facet, nie popuści mi. Boże, gdzie ja trafiłam! Ja nie chcę żeby mnie zgwałcił, nie chcę się bać! Gdzie ja trafiłam?! Ludzie, ratunku!! – Zasnęłam z takimi właśnie niedobrymi myślami i ogromnym strachem przed utratą mojej ukochanej cnoty.

* * * Rano obudził mnie potworny ból, rwący i pulsujący. Na szczęście nie trwał długo więc wstałam i zrobiłam kilka ćwiczeń rozciągających zastałe mięśnie. Nadal byłam naga i wcale mi się to nie podobało, zaczęłam szukać szafy. Obeszłam całe pomieszczenie ale wszędzie były tylko blado niebieskie metalowe ściany. W ogóle to mieszkanie było jedynie oświetlonym, szerokim korytarzem, zakręcającym po czterech metrach od wejścia w lewo do sypialni, w której stało jedynie łóżko. Dopiero po kilku chwilach przypomniałam sobie sposób obsługi tego domu. - Szafa – odezwałam się a w sypialni otworzyła się ściana i wyjechały z niej wieszaki, na których wywieszone były kombinezony. Sądziłam że ubrana nie będę „wiodła na pokuszenie” lecz niestety, choć te ubrania były różnorakich kolorów (głównie jaskrawych) to jednak wszystkie były identyczne w kroju i niezwykle seksowne. Miał eleganckie rozszerzające się u dołu nogawki na wzór mody z początku XXI wieku, rękawy długie przylegające do ramion na całej długości. Z przodu rozcięty na osi od dołu brzucha aż do szyi okrytej wysokim kołnierzykiem, zapinało się go jednak tylko do piersi, tak że reszta rozcięcia tworzyła niezwykle ponętny dekolt, bardzo niepożądany w mojej sytuacji. Wybrałam ten w kolorze perłowo-czarnym, był najmniej wyzywający co nie oznaczało, że w ogóle taki nie był. Następnie zrobiłam delikatny makijaż, ubrałam buty (eleganckie i niezwykle wygodne) po czym zjadłam porządne śniadanie. Wreszcie usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać. Teraz miałam trochę spokoju ale kiedy on przyjdzie ZGWAŁCI mnie. Byłam tego pewna, mógł to zrobić tak łatwo, zwłaszcza z tym urządzeniem, które miałam w sobie. Musiałam zrobić coś by temu zapobiec. Nie mogłam liczyć na tych którzy mnie tu umieścili. Skoro z premedytacją łamali prawa człowieka, to na pewno nie po to by się z tego wycofać pomagając mi. Nikt z innych współmieszkańców też mi nie pomoże, gdyby…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych