Wróć do katalogu

Projekt "Złota Gwiazda"

Przełom XXII i XXIII wieku. W wyniku nieudanego eksperymentu dziesięcioletnia dziewczynka zostaje przeniesiona z XXI wieku w odległą dla niej przyszłość. Czy odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Czy uda jej się wrócić do domu?

Morgren, opublikowano , 15 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Drodzy Rodzice,

Pamiętam. Miałam wtedy jakieś dziesięć lat, szczerbę w dolnej szczęce, dwóch starszych braci i Was. Mój świat zaczynał się na pomalowanym na różowo, niewielkim pokoiku na piętrze jednorodzinnego domu. Ciągnął się przez zalesioną ulicę, aż do placu zabaw, na którym stały zardzewiałe huśtawki i piaskownica. Kończył się gwałtownie na szkole podstawowej numer 3, gdzie codziennie woziłeś mnie, Tato, z Mateuszem. Mateusz był ode mnie starszy o cztery lata, dwa miesiące i sześć dni. Widzisz, nie zapomniałam! Chodził już do gimnazjum. Irytowało go, że musi jeździć do szkoły z Tobą i młodszą siostrą. Chciał jak Kuba jeździć sam autobusem. Mieszkaliśmy na obrzeżach dużego miasta, więc uważałeś, że wygodniej by było, jeśli Mati – jak go nazywałeś – będzie mógł pospać sobie dłużej, a nie tłuc się pierwszym autobusem o 5:45, żeby zdążyć do szkoły na 8. I mamrocząc coś o „trudnym wieku” każdorazowo mu odmawiałeś, a Mati za każdym razem powtarzał Ci, że nie jest już dzieckiem. Natomiast Kuba dostał się do najlepszego liceum w województwie. Chciał zostać lekarzem. Miał nawet prawdziwy stetoskop, kupiony za pieniądze od babci, które dostał na urodziny. Mamo byłaś z niego taka dumna! Tato, Ty zresztą też. Wszyscy byliśmy. Nawet ja. Czasem sobie wyobrażam, że właśnie tak potoczyło się Wasze życie. Kuba został lekarzem. Mati, ze swoją tendencją do stawiania na swoim, prawnikiem. Tak byście się cieszyli. Moi bracia pewnie się ożenili, mieli dzieci. Potem wnuki. Życie toczyło się dalej. Tak bym przynajmniej chciała.

Nie widziałam Was od ponad dziesięciu lat. Wy nie mieliście kontaktu ode mnie przez całe swoje życie, aż do teraz. Nie wiem czy uda mi się odpowiednio wymierzyć czas otrzymania wiadomości, ale postaram się poprawnie wprowadzić wykres trajektorii temporalnej, więc się nie martwcie. Sama nie muszę niczego obliczać.

Słyszałam, że w Nowym Ontario żyje pra-pra-pra-wnuczka Kuby, ale nigdy nie miałam na tyle odwagi, żeby się z nią zobaczyć. Ma dziewięćdziesiąt osiem lat i trudno byłoby jej zaakceptować posiadanie ciotki młodszej od niej o siedemdziesiąt cztery lata. Co więcej ta staruszka pewnie zupełnie nie zdaje sobie sprawy z naszego pokrewieństwa. Większość ludzi w dzisiejszych czasach po prostu nie myśli o przeszłości. To, co było jest nieważne, to, co będzie niewiadome, istotne jest to, co trwa teraz. Całkiem zgrabna filozofia.

Proszę, wybaczcie mi chaotyczność mojego listu. Przez czternaście lat szukałam sposobu, by móc się z Wami skontaktować. Wiele się w międzyczasie wydarzyło i nie wiem, od czego zacząć. Może zacznę od początku.

Pamiętam. Miałam wtedy jakieś dziesięć lat, zaczął mi się wyrzynać ząb w dolnej szczęce, nie miałam rodziny. Siedziałam zapłakana pośrodku śnieżnobiałego pokoju w kształcie kuli. Nie było tam okien ani drzwi. W ustach czułam słony smak łez i smarków. Byłam przerażona. Przecież wieczorem kładłam się spać w swoim łóżku! Mamo, przyszłaś powiedzieć mi „Dobranoc”. Z salonu na parterze dochodził do mnie przytłumiony głos telewizora. Bracia kłócili się o to, kto pierwszy powinien pójść do łazienki. Zasnęłam. Obudziło mnie jaskrawe światło i zimno. Nie miałam na sobie kołdry. Początkowo myślałam, że to już rano i tata budzi mnie do szkoły. Często tak robiłeś, jak nie mogłam wstać. Ściągałeś ze mnie kołdrę i czekałeś aż się przebudzę. Tym razem jednak nie słyszałam Twojego głosu. Z kuchni nie dochodził zapach śniadania. Powoli otworzyłam oczy. Oprócz wygiętych, jaskrawobiałych ścian wokół mnie nie było nic. Absolutnie nic. Zawołałam Was. Potem Kubę i Mateusza. Odpowiedziała mi cisza. Zupełna cisza. Do pokoju nie docierał najmniejszy dźwięk z zewnątrz. Byłam tak przestraszona, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę. Zorientowałam się, że mam mokre policzki dopiero, kiedy łzy zaczęły kapać mi na ręce. Przesiąkły przez moją różową piżamkę. Nie chciały przestać płynąć.

Nie wiem ile czasu kazali mi czekać w tym dziwnym pokoju. Może to były minuty, może godziny. Nie wiem. Przez cały czas płakałam. Straciłam poczucie czasu. W końcu to usłyszałam. Jak teraz o tym myślę, przypomina mi to dźwięk wypuszczania powietrza z dętki od roweru. Tato, pamiętasz jak z Mateuszem staraliście się napompować koła od roweru po zimie? To właśnie był taki odgłos. Syknięcie. Wydawało mi się, że trwa całą wieczność. Potem okazało się, że było to zaledwie kilka sekund. Nie wiedziałam, co to. Chciałam podejść i sprawdzić, ale moje powieki zrobiły się takie ciężkie…

Ocknęłam się na twardym łóżku. Ostre światło, lampy zawieszonej nade mną, świeciło mi prosto w twarz. Nic nie byłam w stanie dostrzec. Nie mogłam poruszyć ani głową, ani żadną inną częścią ciała. Widziałam tylko to światło i słyszałam głosy. W jakiś sposób rozumiałam, co mówili, choć nie porozumiewali się w języku polskim, a w jakimś azjatyckim dialekcie. Potem dowiedziałam się, że to mandaryński.

„Jak mogliście się tak pomylić!” – krzyczała jakaś kobieta. W odpowiedzi usłyszałam wyszeptane tłumaczenie, zbyt ciche, bym mogła je zrozumieć. Należało do mężczyzny, który zajął się potem moim wychowaniem. Nazywał się Xiam i zmarł rok temu. Ale wrócę do tego później.

Słyszałam jak kobieta wyzywa Xiama od idiotów. Potem zwróciła się do mnie, najpewniej myśląc, że w dalszym ciągu jestem nieprzytomna: „I co teraz z tobą, biedaczko, będzie?”.

Kobieta nazywała się Mai Wong. Pochodziła z Francji. Była odpowiedzialna za „Projekt Złotej Gwiazdy”, którego stałam się ofiarą. Sam projekt, był chyba jedyną inicjatywą rządu o charakterze czysto archeologicznym. Przynajmniej ja o żadnej innej nie słyszałam.

Mai pochyliła się nade mną, zasłaniając na chwilę lampę. Nie widziałam jej twarzy. Ale oczy przestały mi łzawić od nadmiaru światła. Długie włosy kobiety pachniały jaśminem. Do tej pory pamiętam te wszystkie szczegóły. Zapach jej włosów, zmieszany z nieuchwytną wonią sterylnego pomieszczenia. Przypomniał mi się wtedy pierwszy dzień szkoły. Mamo, zaprowadziłaś mnie do klasy. Usiadłaś z tyłu razem z innymi rodzicami, a ręką wskazałaś mi wolne miejsce w pierwszej ławce. Nauczycielka mówiła, czego będziemy się uczyć w pierwszej klasie. Na każdej ławce stał soczek pomarańczowy. Taki w kartoniku z rurką. I nieświeże ciastko, które tylko nadgryzłam. Potem, jak pani skończyła mówić, a dzieci zjadły ciastka i wypiły soczek, wracałyśmy do domu i milczałyśmy. Do samochodu miałyśmy jeszcze spory kawałek. Chciałaś mnie wziąć za rękę, ale wyrwałam się i zaczęłam biec. Pozwoliłaś mi oddalić się na pewną odległość, a potem mnie zawołałaś. Odwróciłam się. Właśnie wtedy się wywróciłam. Skręciłam sobie kostkę. Zawiozłaś mnie do lekarza. Nastawił mi nogę. W sali zabiegowej pachniało zupełnie tak, jak w pokoju, w którym Mai pochylała się nade mną.

Mai dała mi jakiś zastrzyk. Nie wiem, co to było. Sam zastrzyk nie bolał. Teraz prawie nic nie boli. Chyba, że ktoś bardzo chce, żeby Was coś zabolało. Po zastrzyku znowu zasnęłam.

Już więcej nie widziałam Mai. Prawdopodobnie rząd dowiedział się o mnie, choć Xiam bardzo chciał ukryć moje istnienie. Przez pierwsze dwa lata nie wypuszczał mnie ze swojego mieszkania w stacji badawczej. Nie było to duże mieszkanie. Dwa pokoje, coś na wzór łazienki. Kuchni nie było. Xiam przynosił jedzenie do mojego pokoju. Odstąpił mi swoją sypialnie, a sam spał na małej, niewygodnej kanapie.

Mai znikła dwa dni po moim pojawieniu się.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych