Wróć do katalogu

Prysznic

Niespodziewany atak miłości pod prysznicem.

Gomezopublikowano 6 marca 201119 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prysznic Propozycja od Dietera przyszła w samą porę. Biuro konstrukcyjne, w którym pracowałem prawie dziesięć lat, tak jak wiele innych państwowych firm, kończyło swą działalność. Opracowywaliśmy jeszcze stare zlecenia, na nowe nie było raczej żadnych widoków, działalność inwestycyjna przedsiębiorstw była bliska zeru. Nastroje wśród zespołu panowały ponure, siedzieliśmy nad deskami i w milczeniu, indywidualnie, rozgryzaliśmy zaistniałą sytuację. Sklepy, hurtownie, bazary, akwizycja, taksówka - mieliśmy duży wybór, każdy przymierzał się do nowej roli, w której już niedługo miał wystąpić. W tym niezbyt przyjemnym momencie odwiedził mnie w domu Dieter, przyjaciel ze stażu studenckiego w Moskwie. Tłumaczył długo ile się natrudził by mnie znaleźć, lecz wreszcie to mu się udało. Dieter studiował we wschodnich Niemczech, z jego opowiadania wynikało, że teraz prowadzi firmę konstrukcyjno-komputerową w południowej ich części. Zatrudnia programistów z Niemiec a konstruktorów z Rosji, w tej chwili przybywał bezpośrednio z Petersburga gdzie prowadził dalsze rozmowy, z resztą nie za bardzo udane. Proponował mi pracę, na razie próbny okres. Zgodziłem się bez oporów. Problemy techniczne, które mi przedstawiał nie nastręczały trudności, znałem je znakomicie, w biurze zaliczałem się do zdolniejszych statyków. Żona była zadowolona, dzieci też. Korzystne warunki finansowe zapewniały nam wygodną egzystencję, widmo bezrobocia i poszukiwania nowego zajęcia oddalało się na nieokreślony czas. W ciągu kilku dni załatwiłem niezbędne, formalne sprawy i już później, po kilkunastogodzinnej podróży samochodem Dietera znaleźliśmy się w niedużej, malowniczej miejscowości w Niemczech. W skromnym hoteliku czekał na mnie zarezerwowany wcześniej pokój. Nazajutrz rano zgłosiłem się pod adresem widniejącym na wizytówce firmy, w której miałem pracować. Dieter przedstawił mnie współpracownikom. Zostałem umieszczony w pokoju, w którym znajdowały się biurka, deski kreślarskie i trzech Rosjan. Wraz z nimi tworzyłem zespół zajmujący się zagadnieniami konstrukcyjnymi, osobna grupa programistów przetwarzała nasze obliczenia i rozwiązania na dane komputerowe, to tworzyło produkt przeznaczony na sprzedaż. Firma prosperowała bardzo dobrze, hossa budowlana trwała, popyt na szybkie metody obliczeń układów statycznych nie malał, wręcz przeciwnie, zwiększał się. Dosyć szybko przystosowałem się do nowych warunków pracy, podobała mi się ona, sprawiało mi satysfakcję gdy widziałem jak programiści czekają niecierpliwie na nasze rozwiązania. Rosjanie byli bardzo dobrzy, musiałem mocno wytężać umysł by im dorównać. Lecz nauka, staż, wreszcie praca w dobrym zespole dawały efekty, moje metody obliczeń znalazły uznanie w ich oczach. Mieszkali w innym miejscu niż ja, wynajmowali prywatne mieszkanie. Nie byli zbyt rozmowni, ani ja zbyt dociekliwy, poza tematami konstrukcyjnymi nie mieliśmy wspólnych spraw. W moim hotelu przebywało niewiele osób, zorientowałem się, że głównymi lokatorami, stale w nim mieszkającymi, byli tylko prócz mnie, Francuz i Szwajcar. Pracowałem cały dzień, wracałem wieczorem, spotykałem się z nimi rano, przy drzwiach od prysznica. Rano bardzo lubiłem się cały gruntownie umyć, wychodziłem z hotelu odświeżony, perspektywa całodniowego pobytu w zamkniętym pomieszczeniu, niezbyt dobrze wentylowanym, wydawała się bardziej znośna. Traf chciał, że wszedłem w ten sam rytm codziennej pielęgnacji co Francuz i Szwajcar. Dopiero po kilku dniach, chwilami stojąc za drzwiami i nasłuchując ruchu na korytarzu oraz plusku wody, udało mi się ustalić czas porannego wstawania, śniadania i prysznica, który nie kolidował z czasem moich współmieszkańców. Postanowiłem wstawać dziesięć minut wcześniej i wówczas, już bez kłopotów byłem pierwszy. Prysznic nie był najwyższej klasy. Popękane kafelki, powyżej nich odpadający tynk z wiecznie wilgotnej ściany. Pomieszczenie było wąskie i ciasne, ledwo się w nim mieściłem. Na tekturze, która jednym bokiem odklejała się od ściany widniał napis "Bitte sauber halten". Znaczenie tego zwrotu, zaraz w pierwszym dniu wytłumaczyła mi na migi, ponieważ niemiecki znałem bardzo słabo, właścicielka hotelu. Zrozumiałem, że chodzi o zachowanie czystości. Lustro wiszące na przeciwległej ścianie było pęknięte w poprzek, także codziennie się w nim przeglądając miałem wrażenie, że jestem przekrojony na pół. Ale byłem zadowolony, codzienny, ranny prysznic orzeźwiał mnie, dodawał siły, doskonale zapoczątkowywał nadchodzący dzień. Pewnego poranka, jak zwykle pluskałem się spokojnie, o swojej porze, rozkoszując się ciepłymi strumieniami wody, opadającymi na głowę i spływającymi dalej, po całym ciele. W tym momencie usłyszałem gwałtowne szarpnięcia za klamkę od drzwi. Wyrwało mnie to z prysznicowej rozkoszy. Zdziwiłem się, któż o tej porze mógłby mnie niepokoić? Dopiero zaczął się mój czas, Szwajcar przychodził za około piętnaście minut, pomyślałem, że to złudzenie. Podkręciłem mocniej ciśnienie wody, strumienie spływały z większą prędkością. Niestety, szarpnięcia powtórzyły się i to ze zdwojoną siłą, ktoś dobijał się niecierpliwie. Byłem zły, szybko zakończyłem toaletę, owinąłem się ręcznikiem i otworzyłem drzwi. Zimny podmuch powietrza oziębił mój nagi tors. Para, która buchnęła z malutkiego pomieszczenia przesłoniła mi twarz osoby stojącej w progu. Stwierdziłem tylko, że była to dziewczyna ubrana w szorty i podkoszulkę, w jednej ręce trzymała ręcznik, w drugiej mydło. - Sorry -powiedziała i weszła zdecydowanie do klitki. Dla mnie nie było już miejsca. Mruknąłem coś pod nosem po polsku i wróciłem do pokoju. Po pewnym czasie idąc na śniadanie zauważyłem pod drzwiami prysznica stojącego Szwajcara i wychodzącego właśnie w tym momencie ze swojego pokoju Francuza, obaj z przewieszonymi przez ramiona ręcznikami. "Pewnie opracują jakiś wspólny plan korzystania z łazienki"- stwierdziłem. Nie myślałem więcej o porannym zdarzeniu, w pracy nie miałem czasu, opracowywaliśmy skomplikowany projekt kratowej ramy złożonej. Wspólnie zastanawialiśmy się nad nową, dotychczas nie stosowaną jeszcze w mechanice metodą ściśniętych węzłów, skracającą znacznie żmudny cykl obliczeń. Program komputerowy byłby wówczas bardziej efektywny i przejrzysty. Dieter dopingował nas, zależało mu nie tylko na tej metodzie, ale też byśmy wykonali zadanie w jak najkrótszym czasie. Nazajutrz sytuacja powtórzyła się, szarpnięcia za klamkę były bardzo energiczne. Lecz tym razem spokojnie kontynuowałem wodną kąpiel aż do zakończenia o normalnej porze, nie zwracałem uwagi na stuki za drzwiami, które po pewnej chwili ustały. Starannie wytarłem się, dopiero wówczas otworzyłem drzwi. Dziewczyna stała oparta o ścianę, tym razem owinięta czerwonym, krótkim ręcznikiem związanym na niedużych piersiach, kończącym się zaraz przy udach. Przytrzymałem drzwi nie pozwalając by para wydostała się na zewnątrz. Dziewczyna była ładna. Przyglądała mi się z zaciekawieniem gdy przytrzymywałem mój ręcznik. Wskazałem ręką na prysznic dając jej do zrozumienia, że już może wejść. Kiwnęła głową i przeszła obok mnie. Zauważyłem gęsią skórkę na jej plecach i ramionach, stojąc na korytarzu musiała zmarznąć. Poczułem zapach. Zapach świeżej pościeli, z której niedawno wyszła, zapach rannego potu zmieszanego z wonią perfum. Zamknęła drzwi lecz zapach pozostał. Był bardzo przyjemny, nasuwał mi pewne, młodzieńcze skojarzenia. Stałem tak przy zamkniętych drzwiach od prysznica wsłuchując się w odgłosy spływających strumieni wody. Ocknąłem się gdy przyszedł Szwajcar, spoglądał na mnie i na zamknięte drzwi. - Was ist los ? -spytał się. Wzruszyłem ramionami dając do zrozumienia, że to nie moja wina, że jego harmonogram kąpieli został naruszony. W pracy nadal głowiliśmy się nad skomplikowanymi problemami kratownic z nierozwiązywalnymi węzłami. Rosjanie dawali sobie świetnie radę, Dieter był zadowolony zarówno z nich jak i ze mnie. Nie ustępowałem im. Dopiero w czasie przerwy obiadowej, którą spędzałem jak zwykle we włoskiej restauracji, przypomniałem sobie o dziewczynie spod prysznica. Była boso, jej nogi odkryte prawie aż po górną granicę ud, ręcznik niedbale zawieszony na piersiach sprawiał wrażenie jakby za chwilę miał się z nich osunąć, twarz, jasne włosy bezładnie opadające na ramiona, niebieskie oczy. Poczułem się nieswojo, jakbym nagle za czymś zatęsknił, za czymś co już dawno utraciło swój blask, ale znowu nieoczekiwanie pojawiło się i nabrało znaczenia. - Seniorita - stwierdził ze zrozumieniem włoski kelner przyniósłszy mi piwo do stygnącej pizzy. Żona, dzieci, nigdy nie myślałem o innych kobietach. Studia, praca, moje myśli obracały się wokół zagadnień naukowych, spraw teorii mechaniki wytrzymałościowej. Czytałem dużo literatury fachowej, brałem udział w badaniach nad nowymi metodami obliczeń układów statycznych, wykonywałem prace zlecone. Byłem też jednak atrakcyjnym mężczyzną, wysokim, dobrze zbudowanym, z ciemnymi, gęstymi włosami. Zauważałem spojrzenia młodych kreślarek z biura, innych koleżanek, ale nie przywiązywałem do nich zbytniej uwagi. Moje życie rodzinne, zawodowe sprawiało mi satysfakcję, nie myślałem o jego zmianie. Drugą część dnia pracowałem nieskładnie, Rosjanie to zauważyli. - Nie nrawitsja tiebie rabota? - życzliwie spytali. - Niet, niet - szybko odparłem, nie chciałem by myśleli, że mam jakieś problemy niezwiązane z pracą, na szczęście wskazówki zegara zbliżały się już do ósmej. Noc miałem w miarę spokojną, lecz rano z niepokojem oczekiwałem na czas codziennej kąpieli. Punktualnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych