Wróć do katalogu

Przeklęta Wojna - prolog

Opowiadanie napisałem kilka dni temu. Ma być prologiem do nigdy jeszcze nie ukończonej "Przeklętej Wojny".

damianbartosik, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był piękny, majowy dzień. Słońce wysoko wznosiło się nad ziemią, a chmury, białe jak śnieg, powoli przesuwały się ku zachodowi. Również ja wstałem wesoły i pełen życia. Mieszkańcy domu już od samego rana stali na nogach i wykonywali swoje codzienne, nawiasem mówiąc nudne, obowiązki. Ojciec właśnie szykował się do wyjazdu na delegację do pewnej poznańskiej firmy, matka jak zwykle narzekała na bałagan w moim pokoju, a siostra od godziny siedziała w łazience. Co do babci i dziadka, to mógłbym się założyć, że od samego rana oglądali telewizję. Zapewne „Panorama” ich tak ciekawiła, a jeśli nie, to codziennie emitowana „Kawa czy Herbata”. No tak, ale co robiłem ja? Od samego rana siedziałem w garażu, gdzie urządziłem sobie prowizoryczną siłownię. Przez niemal godzinę machałem hantlami. Przyjemna to sprawa – ręce może i się trochę męczą, ale można nieźle odreagować stresy lub wyżyć się, jeśli wstało się z łóżka lewą nogą. Po tym króciutkim treningu udałem się do kuchni w poszukiwaniu czegoś na ząb. Wszak intensywne ćwiczenia wzmagają głód. Zjadłem dwie kanapki, które właściwie czekały na moją siostrę, ale byłem przekonany, że nie będzie się o to złościła. I tak nie lubiła szynki. Po posiłku ponownie znalazłem się we własnym pokoju. Usadowiłem się na wygodnym, obrotowym krześle i uruchomiłem komputer. Zaszyłem się gdzieś w Internecie, na jakimś forum o fantastyce... I tak zleciał mi czas do południa.

*

Możliwe, że byłby to całkiem przyjemny dzień, gdyby nie to co stało się około godziny trzynastej. Kiedy tak siedziałem przy komputerze i odpisywałem na kolejne e-maile oraz posty, rozległo się wycie syreny strażackiej. Ale nie chodzi o taką syrenę, jaką mają strażackie wozy. Raczej o taką, która wyje w nadzwyczajnych momentach. Ostatnio miało to miejsce, gdy odeszła pewna bardzo ważna dla świata osoba... ale nie miałem pojęcia, czemuż teraz miałaby się owa syrena odzywać. Zanim zdążyłem się nad tym porządnie zastanowić, usłyszałem odgłos silników odrzutowych – nie można było go pomylić z niczym innym. A skoro da się słyszeć takie silniki, zazwyczaj oznacza to, że nieopodal leci jakiś samolot. Podszedłem do okna, aby to zbadać. I rzeczywiście na niebie unosiły się samoloty. Leciały bardzo niska, a było ich chyba więcej niż tuzin. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że na ich kadłubach widniał charakterystyczny symbol – czarny krzyż obramowany białą linią. Co do cholery, atak neofaszystów? – pomyślałem. W jednej chwili pod spod samolotów zaczęły spadać niewielkie, owalne przedmioty, i nieuchronnie zbliżały się ku ziemi. Nie wiedziałem co robić, a więc zbiegłem po schodach na dół, by mieć lepszy widok na to, co się stanie. I wtedy do moich uszu dostał się dźwięk tak głośny, że o mało nie wyleciały mi bębenki. Poczułem, jak ziemia się zatrzęsła i w pewnym momencie nie słyszałem nic, oprócz własnego pulsu. Zamknąłem oczy na kilka sekund. Nawet nie poczułem, że dotykam ustami ziemi. Nad ziemią unosiły się chmury dymu, a w miejscu, gdzie jeszcze kilka minut temu stał dom mojego sąsiada, teraz znajdowały się jego resztki, pochłaniane przez ogień. Ze zdziwieniem zauważyłem, że garaż obok mojego domu wyglądał podobnie. Na Boga, gdyby te samoloty przyleciały kilka godzin wcześniej, kiedy ćwiczyłem, to chyba byłoby po mnie. Być może zdajecie sobie sprawę, jaki zdezorientowany wtedy byłem. Nie wiedziałem czy to wszystko mi się śni, czy nie. Przyjąłem to drugie założenie, po czym podniosłem się z ziemi i wróciłem do domu.

- Co się stało? – spytałem matki, która akurat spoglądała za okno - Nie wiem! – odpowiedziała, a ja zdołałem ujrzeć łzy spływające z jej oczu. - Atak terrorystyczny? - Nie wiem! – powiedziała głośniej, a zaraz potem ukucnęła, tak jakby nie chciała żeby ktoś z ulicy ją zobaczył

Podszedłem do okna. Matka chwyciła mnie za ramię i usiłowała pociągnąć w dół, ale byłem silniejszy. Zobaczyłem grupę przynajmniej dziesięciu mężczyzn idących chodnikiem. Mieli wojskowe ubrania, z faszystowskimi naszywkami. Każdy z nich trzymał w ręku długą broń palną. Jeszcze nigdy takiej nie widziałem, a wielokrotnie miałem do czynienia z militariami. W końcu ukucnąłem. - Co to, Hitlerowcy? – spytałem, ale moja rodzicielka jedynie wzdrygnęła ramionami

Zobaczyłem przez okno, jak grupa moich przyjaciół, trzymająca w ręku jakieś bronie, ustawia się za zwałem cegieł i rozmawia ze sobą. W ich twarzach zobaczyłem strach, mimo iż znajdowali się ponad sto metrów ode mnie. Po chwili rozleegły się strzały. Wiecie na co mi to wyglądało? Na atak podobny do tego, którego uświadczyliśmy w 1939 roku. Czyli dokładnie 66 lat temu. Zastanawiająca była szybka reakcja moich znajomych, jak również innych ludzi, którzy podbiegali do żołnierzy odzianych w obce mundury i pytali, co się dzieje. Zobaczyłem, jak do jednego z nich, prawdopodobnie postawionego wyżej, sądząc po elegantszym mundurze, podeszła moja sąsiadka. Kobieta, niespełna pięćdziesiąt lat, o zmęczonych oczach i schorowanych dłoniach. Bardzo otyła. Była przez nas nazywana „Cysterną”. Miałem wrażenie, że spytała „Co się dzieje”. Żołnierz odpowiedział coś krótko, po czym błyskawicznie wyjął pistolet z kabury. Zdążyłem jeszcze zauważyć jej niepewny wyraz twarzy, zanim mężczyzna nacisnął spust, a kula czysto wśliznęła się w jej czaszkę, po chwili pokrywając całą głowę krwią. Żołnierz odbiegł za oddalającym się oddziałem, i poszedł w kierunku łąki. Zdawałem sobie sprawę, że Pawlo, Leśnik i Krzynio, bo tak nazywaliśmy się nawzajem, zostali na łące i mieli przy sobie broń. Wszystko wydawało mi się bardzo nielogiczne, ale wiedziałem, że skoro ten mężczyzna zastrzelił sąsiadkę, to nie zawaha się zrobić tego samego z moimi przyjaciółmi. Usłyszałem głos matki łkającej na widok ciała „Cysterny”. Otworzyłem prywatną szufladę ojca.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych