Przepowiednia sekretarza
metafizyczna historia pewnego sekretarza PZPR...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przepowiednia sekretarza
Deszcz nie przestawał padać. Typowy mazowiecki październik dobiegał połowy: większość liści zerwana porywami wschodniego wiatru spadła już z drzew. Słońce pokazywało się raz na kilka dni obrzucając niechętnym spojrzeniem mokre ulice, smutnych przechodniów i brudne samochody. Tego dnia od samego rana padał deszcz - raz siąpił, to znów uderzał grubymi kroplami w blaszane parapety kamienic w rynku. Pierwszy Sekretarz Nowak Hieronim został dziś dłużej w swoim gabinecie i mozolnie dostosowywał przysłany z Warszawy wzorzec przemówienia sprawozdawczego do warunków lokalnych. Wspomagał się przy tym zarówno środkami dozwolonymi - papierosami w liczbie nieprzyzwoitej, jak niedozowolonymi - najprawdziwszą whisky, którą przyniósł jakiś badylarz. Męczyła go ta praca okropnie. Ale cóż było robić? Za tydzień miało odbyć się zebranie sprawozdawczo-wyborcze i należało nań przygotować materiały. Nie była to dla Nowaka pierwszyzna. Został sekretarzem w 1968 r. Przetrwał już niejedno zebranie sprawozdawcze i kilka drobnych zawirowań, które o mały włos nie pozbawiły go pracy. Na szczęście dzięki wrodzonemu talentowi do zjednywania sobie ludzi oraz dzięki umiejętnemu gospodarowaniu dostępnymi mu dobrami deficytowymi oraz przywilejami wychodził zawsze obronną ręką z wszelkich tarapatów. Także i teraz był spokojny, ale wiedział, że musi przygotować się jak zawsze solidnie i sumiennie. Przepisywał właśnie liczby nowych członków partii w mieście, gdy zdał sobie sprawę, że jutro skończy 45 lat. Odłożył pióro, sięgnął po ukrytą pod biurkiem butelkę i dolał sobie do szklanki. Wasze zdrowie, sekretarzu! - mruknął i wychylił trunek do dna. Wykrzywił się, otworzył szufladę biurka, wyciągnął kanapkę, zagryzł. Przeżuwając kolejne kęsy zastanawiał się, czy zaprosić kogoś do domu na imprezę. Maryla, jego żona, chyba zapomniała. Nie dziwne! Tylko jej ten kościół w głowie! sarknął w myślach. Zupełnie nie rozumiał co się stało z jego żoną. Poznali się jesienią 1956 r. na demonstracji pod Komitetem Wojewódzkim. Potem pojechali do Warszawy oklaskiwać towarzysza Wiesława. Wierzyli mu, a potem jego następcy i tak już pozostało. Przynajmniej w świadomości Hieronima. Działalność w ZMS a potem w partii wystarczyła mu za całą ideologię życiową. Wiedział, że dzięki temu żyje im się całkiem dobrze. Tego właśnie pragnął - spokojnego życia. I to osiągnął. Trochę było problemów z teściową przy ich pierwszym dziecku. Poszło o chrzest. Były awantury, łzy, kłótnie. Pozostał nieugięty, jego żona zresztą również. To był ten punkt, w którym poglądy Hieronima były rzeczywiste i autentyczne. Nie wierzył w Boga nie z racjonalnych pobudek, ale po prostu nie wierzył i już. W końcu i teściowa ucichła. Hieronim był przekonany, że pogodziła się z jego racjami światopoglądowymi. Cieszył się, że pozostawali z żoną po jednej stronie barykady. Ale od roku działo się coś dziwnego. Przyczyna była oczywista - Polak został papieżem. Jakiś miesiąc później Hieronim odkrył ze zgrozą, że jego żona nie chodzi co niedzielę na ploteczki do Jadzi, ale biega do kościoła! Najpierw chciał jej zrobić awanturę, ale potem stwierdził, że nie ma sensu. Jego pozycja w mieście była dostatecznie mocna, a i czasy trochę się zmieniły. Nie powiedział więc nic, gdy żona zaczęła zabierać jego nastoletnie córki ze sobą i gdy przyznała, że ochrzciła je po kryjomu i po kryjomu posłała do komunii nawet się zbytnio tym nie zdziwił. Tyle że od tamtego czasu coś się między nimi popsuło. Hieronim wołał zostać dłużej w pracy, jechać w teren, niż siedzieć w domu z rodziną. Było mu przykro, że nie poświęca córkom więcej czasu, ale jednocześnie nie mógł się przemóc. Więc nie powinien się dziwić, że żona zapomniała o jego urodzinach. Może to i lepiej, nie trzeba będzie organizować imprezy - uśmiechnął się gorzko. Nagły podmuch wiatru otworzył uchylone okiennice, firanka wzbiła się pod sufit i z grzechotem żabek zjechała na prawo odsłaniając noc za oknem. Nowakiem wstrząsnął dreszcz. Westchnął, oparł ciężko
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil wojtex
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…