Wróć do katalogu

Przerwać krąg - cz.2

cz.2 utworku o czarownicy. Pojawi się niejaka pani Carpett i jej pies,postać mało znacząca dla fabuły, ale interesująca ;)Oprócz tego trochę wróżenia z nietypowych kart.

Arie, opublikowano , 25 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

____________________________________________________________________________

Skórzany Fotel w Piwnicy ____________________________________________________________________________

Andreas Scarlatti ciągle klął i wrzeszczał dwie godziny po tym, jak jego żona zdjęła mu knebel, żeby się dowiedzieć, co myśli o tym, czego się o niej dowiedział.

- Do rana powinien się uspokoić – pocieszyła ją Selena, zamykając na klucz drzwi do piwnicy.

- Myślisz? – zapytała Sara.

- No – przytaknęła jaj młodsza siostra. Miała nadzieję, że jej pocieszający uśmiech wygląda wiarygodnie. Nie powiedziała, o które rano jej chodzi.

Nigdy nie wyjdę za mąż – pomyślała.

____________________________________________________________________________

Jak Wygląd Piekło ____________________________________________________________________________

Przede wszystkim piekło nie wygląda. Nie brzmi. Nie pachnie. Nie ma smaku. Koloru. Nie można go poczuć. Piekła po prostu NIE MA.

Mimo to śniło mu się od czasu do czasu.

Obudził się, zlany potem.

Miał nadzieję już nigdy tam nie wrócić.

____________________________________________________________________________

Co Autor Pewnej Starej Xięgi Sądził o Miłości ____________________________________________________________________________

Autor księgi traktującej o kobiecie opętanej przez demona w czwartym rozdziale owej księgi napisał:

Miłość pomiędzy mężem i niewiastą winna być czysta, yasna i niewinna. Albowiem yeno takie uczucie może być nazwane prawdziwą miłością. Yeśliby yednak nie była taka, a była ciemna i pożądliwa, cielesna i paląca, nie byłaby to wtedy prawdziwa miłość. Albowiem to, co czyste, nie może być połączone z tym, co nieczyste, to, co jasne z tym, co ciemne, a niewinność z winą nie może się spotkać i pozostać niewinną.

Selena czytała te słowa, leżąc na swoim wąskim, twardym łóżku. W radiu leciała jakaś piosenka o lecie. I o miłości. Czerwone, napęczniała kwiaty doniczkowej róży wyłapywały większą część światła, padającego przez witrażowe okna. W rogu pokoju, na wysokiej komódce z rzeźbionymi uchwytami szuflad, siedział miś, którego dostała od koleżanek z pracy na Letnie Święto Przesilenia.

Zwykle nie czytała jednej książki dwa razy. Szczególnie, jeśli była to książka napisana kilka wieków wcześniej przez człowieka, który był być może bardziej nawiedzony, niż jego bohaterowie. A jednak, z jakiegoś niepojętego powodu, tę księgę czytała już po raz czwarty.

____________________________________________________________________________

Polowanie na Czarownice ____________________________________________________________________________

W poniedziałek rano Diamand Rockwood wezwał Maxwella Minaro do swojego biura. Maxwell był mocno zakłopotany, bo wiedział, o co chodzi. Czuł się jak zdrajca.

- Zrobił pan to, o co prosiłem? – zapytał Diamand Rockwood, kiedy tylko Maxwell zamknął za sobą drzwi.

- Tak, panie Rockwood.

- Więc…?

Maxwell Minaro wahał się.

- Słucham – ponaglił Diamand Rockwood.

Maxwell spuścił oczy i zaczerwienił się. Dało to interesujący efekt, zważywszy na jego blond włosy.

- Chciałbym najpierw coś zaznaczyć. Nie uważam, żeby panna Selena Andersen miała cokolwiek wspólnego…

- Ja też chciałbym coś zaznaczyć – przerwał mu szef. – Nie pan tu jest od wyciągania wniosków. Pan ma tylko zbierać informacje.

Zapadło kłopotliwe milczenie. Kłopotliwe głównie dla Maxwella.

- Słucham – powtórzył pan Rockwood.

- Więc… tego… Ludzie oddelegowani przeze mnie do obserwowania domu panny Andersen rzeczywiście zauważyło podejrzane zgromadzenia. Co piątek. Same kobiety. Najmłodsza ma szesnaście, a najstarsza dziewięćdziesiąt cztery lata. Nazywają to Kółkiem Gospodyń Domowych. Są zarejestrowane.

- Ile kobiet należy do tego… kółka?

Maxwell chrząknął.

- Trzynaście.

- Doprawdy?

- To może być zbieg okoliczności…

- Owszem. Proszę dalej.

Maxwell, coraz bardziej zdenerwowany, zajrzał do notatek. Zastanawiał się, jak dziś spojrzy w oczy Selenie.

- Zebrałem trochę informacji o poszczególnych… uczestniczkach.

- Niech pan mówi.

Maxwell zerknął na szefa. Diamand Rockwood siedział, całkowicie rozluźniony, w fotelu za dębowym biurkiem i patrzył uważnie na Maxwella stalowoszarymi oczami. Prostokątne okulary w cienkich, złotych oprawkach wcale nie zmniejszały siły tego spojrzenia.

- Oczywiście jest panna Selena Andersen. Oprócz niej bierze w tym udział jej matka, Anafora Andersen, od ośmiu lat wdowa. Jej mąż był pilotem. Gasił pożary. Zginął w wypadku. Wszystko zostało udokumentowane i nie ma żadnych wątpliwości, że to BYŁ wypadek.

Maxwell spojrzał na szefa, jakby się spodziewał, że ten zgłosi sprzeciw. Diamand Rockwood milczał. Maxwell kontynuował.

- Sara Scarlatti. Starsza siostra Seleny.

- Żona Andreasa Scarlatti’ego? Naszego pracownika?

- Tak. Od dwóch miesięcy. Znam trochę Andy’ego i dlatego wiem, że na początku trochę im się nie układało. Chyba się o cos pokłócili, nie znam szczegółów. Ale teraz wszystko jest już dobrze. Andy jest jednym z naszych najlepszych agentów terenowych.

- Wiem.

- Marlena Stanford. Katerina Riverato. Josephina Anna Oberini. Nieszkodliwe staruszki.

- Życiorysy?

- Zwyczajne. Małżeństwa, dzieci, wnuki, robienie na drutach. Nic ciekawego.

- Dalej.

- Lukrecja Anna Marlowe. Podwójna wdowa.

Diamand Rockwood uniósł brwi.

- Kiedyś nawet zajmowaliśmy się tą sprawą. Obydwaj mężowie po prostu zniknęli po kilku miesiącach małżeństwa. Nic dziwnego. Gdybym miał taką żonę, też bym zniknął. Niezbyt rozgarnięta. Strasznie irytująca. Fryzjerka.

- A jej mężowie?

- Żyją. Daleko stąd. Pani Marlowe raczej się do tego nie przyznaje, albo może nawet o tym nie wie. Została jej jedna pamiątka po pierwszym mężu. Córka, Justyna Anna, obecnie szesnastoletnia, również uczestniczka spotkań Kółka Gospodyń Domowych. Uczy się w Liceum im. Karola Asmodeusza przy Zielnej.

- To już osiem. Zostało jeszcze pięć.

- Kolejne członkinie Kółka to Joanna Mastroianni i Kornelia Tayler. Siostry. Pierwsza – trzydzieści cztery lata, mężatka, dwoje dzieci. Prowadzą z mężem restaurację. Druga – trzydzieści osiem lat. Od dziewięciu lat rozwódka. Rozwód orzeczono z jej winy.

- Powód?

- Zdrada. Niestety nie udało nam się dotrzeć do jej byłego męża.

- Czym się zajmuje?

- Jest księgową w restauracji siostry. Mieszka sama w małym mieszkanku w centrum.

- Następna.

Karolina Julia Bonasqui, 54. Jedyna z całej trzynastki oskarżona kiedykolwiek o czary. Uniewinniona.

- O co chodziło? Mamy ją w kartotekach?

- Nie. To było w jakimś małym miasteczku na północy, chyba Beeferland czy jakoś tak. Trzydzieści lat temu. Trudno się było czegoś dowiedzieć, sprawa jest trochę stara, a tamtejsza agencja niezbyt… eee… kompetentna. Wiem tylko, że zarzucano pani Bonasqui wywoływanie chorób, ale w trakcie procesu okazało się, że główny świadek oskarżenia nie jest wiarygodny.

- To znaczy…?

- Zalecał się do niej, ale dała mu kosza i wyszła za pana Bonasqui. Bardzo się tym przejął. Tak bardzo, że zaczął rozpuszczać różne plotki. Wie pan, jak to jest.

Diamand Rockwood tylko na niego popatrzył.

- Eee… Anna Maria Bianca Fox-Bebelot. Czterdzieści pięć lat. Trzech dorosłych synów i mąż, aktualnie zarejestrowany jako bezrobotny. Ale z pewnych źródeł wiemy, że pan Francis Bebelot jest związany ze światem przestępczym. Niezbyt ściśle. Nic mu nie udowodniono, choć kilku naocznych świadków napadów na banki i supermarkety podało rysopis kierowcy bandytów, zadziwiająco zbieżny z rysopisem pana Bibelot. Ale nie jest nikim ważnym. Ani on, ani jego synowie.

- Więc synowie też…?

- Tak. Drobne kradzieże, czasem samochody. Nie nasza działka.

- Pani Fox-Bebelot wie o tym?

- Jeśli tak, to nie daje tego po sobie poznać. Sama nie pracuje i wydaje się nie być zaniepokojona faktem, że bezrobotny mąż przynosi do domu pieniądze, a synowie…

- Dość. Ostatnia z gospodyń domowych.

- Tak, oczywiście. Elizabeth Follet. Lat trzydzieści jeden, kobieta sukcesu. Ma własną firmę produkującą kosmetyki. Jej specjalnością są kremy odmładzające. W branży ma nieskazitelną opinię. Mieszka w dzielnicy willowej, tej nowej. Jej narzeczony jest trochę nawiedzony.

- Nawiedzony?

- To artysta. Malarz, z gatunku tych współczesnych. Ale jest czysty.

Diamand Rockwood skrzywił się. Nie przepadał za malarstwem współczesnym.

- Więc nic na nie nie mamy? – zapytał, pochylając się lekko do przodu. Samotny promień światła odbił się od szkieł jego okularów.

- Nic – potwierdził z ulgą Maxwell Minaro.

- Dziękuję, panie Minaro.

Maxwell niepewnie skinął głową i wyszedł.

Diamand Rockwood przejrzał papiery, które Maxwell zostawił na jego biurku.

- Nic a nic – mruknął.

I uśmiechnął się. ____________________________________________________________________________

Pudel Pani Carpett ____________________________________________________________________________

Ogród pani Carpett był najładniejszym ogrodem w Lakewill. Duży, kolorowy, wspaniale utrzymany i bardzo wypielęgnowany. Rosły w nim głównie róże – białe, żółte, czerwone, różowe i pomarańczowe, zwykłe, karłowate i pnące. Wiele gatunków róż.

Ogród pani Carpett niewątpliwie był piękny.

Dopóki nie zaatakowały go mszyce.

Pani Carpett, ubrana w zgniłozielony kombinezon, słomkowy kapelusz, gumowe rękawice i z chustką zawiązaną na twarzy, spryskiwała łodygi swoich róż specjalnym preparatem owadobójczym.

- To spisek, ewidentny spisek – mruczała pod nosem.

Jej pudlica, Musia, biegała wesoło dookoła, ujadając piskliwie i próbując wbić ostre ząbki w ukryte pod zgniłozielonym materiałem kombinezonu łydki pani Carpett.

Musia wygrała trzy psie konkursy piękności pod rząd. Była mała, puszysta, biała i bardzo pudlowata. Miała różowe wstążeczki zawiązane na uszach.

- Idź stąd, kochanie – powiedziała pani Carpett. – Idź stąd, nawdychasz się trucizny.

Delikatnie odsunęła Musię nogą.

Kiedy zrobiła to po raz dwudziesty czwarty, Musia w końcu odeszła. Przebiegła przez równo przycięty trawnik, przeszła przez dziurę pod obluzowaną sztachetą i wybiegła na ulicę, żeby polować na gołębie.

- Cześć, pieseczku – powiedziała Selena Andersen i pogłaskała Musię po puszystym grzbiecie.

Dwa dni później pudel pani Carpett wyłysiał. ____________________________________________________________________________

Podczas Pełni ____________________________________________________________________________

Podczas pełni Mio, w ciepłą, letnią noc z soboty na niedzielę, Kółko Gospodyń Domowych z Lakewill urządziło sobie sabat.

Zebrały się wszystkie na największej polanie obok strumienia, w lesie, kilkanaście kilometrów od miasta. Przyjeżdżały osobno, różnymi środkami transportu. Te, które musiały się wyrwać z domów, powymyślały prawdopodobne wymówki. Bardzo uważały. Oglądały się za siebie, sprawdzając, czy nikt ich nie śledzi.

Uznał, że najłatwiej będzie jechać za zapracowaną, wiecznie wiszącą na telefonie Elizabeth Follet. Było mało prawdopodobne, że coś zauważy. Jechała autostradą swoim małym, szarym wozem, odpowiednim dla zrównoważonej kobiety sukcesu. Łatwo było wtopić się w sznur samochodów, a potem, gdy zjechała w boczną drogę, jechał za nią ze zgaszonymi światłami, w sporej odległości.

Jak się spodziewał, nie zauważyła go. Nawet, gdy szedł za nią po lesie.

Chociaż to ostatecznie nie było aż takie dziwne. Czarownice miały dobry wzrok. Lepszy niż inni ludzie. Ale jego wzrok był jeszcze lepszy. Noc była jego naturalnym środowiskiem, mrok najlepszym przyjacielem.

Usiadł wygodnie na skraju polany, w kryjówce z cienia i liści. Obserwował przygotowania do sabatu, jednocześnie skupiając całą siłę woli na skrawku przestrzeni wokół siebie. Starał się możliwie najlepiej zamaskować swoją obecność.

Nie przyszedł tu, by działać. Jedynie, by się upewnić.

Czarownice przebierały się w białe obrzędowe szaty. W bladym świetle Mio migały skrawki ciał. Starych i młodych. Pięknych i brzydkich. Szczupłych i nalanych. Wypatrzył tą, o którą mu chodziło.

Biała, prawie przezroczysta jedwabna suknia spłynęła miękko po ciele Seleny Andersen. Jej włosy, długie i czarniejsze od nocnego nieba, ostro kontrastowały z kolorem stroju. Roześmiała się z czegoś, co powiedziała jej siostra i odruchowo przesunęła dłonią po ciele, przygładzając materiał.

Wzdrygnął się i odwrócił wzrok.

Nie czas teraz na to.

Wstał bezgłośnie i odszedł w las i noc. Widział już dosyć.

___________________________________________________________________________

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych