Przerwana misja / 7
Rosjanie zmieniają rejon poszukiwań. Przybyła z Ziemi ekspedycja ratunkowa ściga się z czasem. Stają przed dylematem, gdzie szukać Antaresa, o którego losie nic nie wiedzą...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozetkina była już prawie pewna, że załoga Antaresa zeszła z kursu i nieświadoma niczego podawała błędną pozycję. Nie odwołała jednak poszukiwań w kwadrancie gamma, chcąc mieć czas do namysłu. Postanowiła spróbować ustalić prawdziwe miejsce katastrofy kosmolotu. Nie było to jednak takie proste, w rachubę wchodziły wszystkie sąsiednie kwadranty. Chcąc jednak uratować amerykańską załogę, musiała wymyślić jakiś sposób. I to prędko, jeżeli chciała ją odnaleźć żywą. Wiadomość, że niedługo nadleci ekspedycja ratunkowa z Ziemi, dodawała jej otuchy. Cieszyła ją myśl o większej ilości statków przeszukujących Kosmos. Była romantyczką przekonaną o zaangażowaniu całego świata w ratowanie rozbitków. Spodziewała się armady jednostek ratunkowych. Nie przypuszczała, że zmierza w jej kierunku zaledwie czternaście. - Maszynownia do pani, komandir. – przerwał jej rozmyślania oficer dyżurny. Podeszła do komunikatora. - Anna Rozetkina, słucham. – powiedziała niecierpliwie. - Komandir, tu kapitan Tupajew. Czy mogę coś zasugerować? - Śmiało kapitanie. - Proszę mi wybaczyć, ale mam wrażenie, że szukamy tej amerykańskiej załogi w złym miejscu. Potarła czoło, być może Tupajew miał rację, potwierdzał poniekąd jej własne obawy. Ciekawa była, czy rzeczywiście ta teza jest prawdziwa. - Tak pan sądzi, na jakiej podstawie? – zapytała, chcąc sprawdzić, do jak podobnych wniosków doszedł Tupajew. - Z całym szacunkiem, ale gdyby tu była, już dawno powinniśmy ją znaleźć. – stwierdził kapitan. Westchnęła ciężko. Może tak, a może nie. Akcja poszukiwawcza trwała już trochę czasu, lecz za krótko, aby można wyciągać tak jednoznaczne wnioski. Anna nie była wcale skłonna przyznać w tym wypadku racji swojemu oficerowi. - To prawda, - jej głos wyrażał wahanie - poszukiwania trochę się przedłużają. Nie spenetrowaliśmy jednak jeszcze całego kwadrantu. - Wiem o tym, - zgodził się - ale przemyślałem sobie wszystko dokładnie i podejrzewam, że mogli zejść z kursu z powodu, choćby uszkodzenia komputera nawigacyjnego. Sam, kiedy latałem jeszcze na innym statku, przeżyłem podobne zdarzenie. Jeżeli odchylenie było nieznaczne, mogli niczego z początku nie zauważyć. Tak, jak w moim wypadku. Komputer wskazywał cały czas poprawny kurs, a my mieliśmy w rzeczywistości trzy stopnie odchylenia. Zorientowaliśmy się dopiero po dwóch dniach, że lecimy w złym kierunku. A mieliśmy sprawny statek. Antares, z tego co wiem, był poważnie uszkodzony. Nie dysponuję wprawdzie wszystkimi danymi, lecz moja koncepcja wydaje mi się wielce prawdopodobna. Załoga Antaresa mogła nie wiedzieć, gdzie jest naprawdę, dlatego podawała błędną pozycję. Nie uważa pani, że tak mogło być? - Uważam, też o tym pomyślałam. – mówiła powoli, z namysłem - Dziękuję kapitanie. Proszę mi jeszcze powiedzieć, co spowodowało uszkodzenie komputera nawigacyjnego? - Nigdy się tego nie dowiedzieliśmy. Już potem, po wprowadzeniu korekty kursu działał poprawnie. Na wszelki wypadek jednak, po powrocie do bazy, wymieniliśmy go na nowy. Pokiwała głową. - Rozumiem, dziękuję kapitanie. – potarła czubkami palców czoło, ta historia zrobiła na niej wrażenie. - Jeszcze jedno komandir, jeśli można. Chciała już odejść od komunikatora, ale zatrzymała się w pół kroku. - Słucham. - westchnęła. - Zakładam, że kiedy polecimy szukać rozbitków w innym miejscu, zależeć będzie pani na pośpiechu. Uśmiechnęła się do siebie. - W rzeczy samej. – przyznała. - Dlatego pozwoliłem sobie – kontynuował kapitan - przeliczyć cały system napędowy i uznałem, że jeżeli odłączę niektóre obwody synkronowe, to będziemy mieli dość energii, by rozpędzić nasz statek do dwudziestu pięciu celerów. Rozetkina zwlekała z odpowiedzią trąc w zamyśleniu skroń. - To dużo. – zaniepokoiła się - Przekroczymy o trzydzieści procent prędkość zalecaną przez instrukcję. Nie wiem, czy powinnam się na to zgodzić? - Proszę mi zaufać, komandir. - zapewnił energicznie Tupajew - Ręczę, że nic złego się nie stanie. Milczała przez chwilę patrząc przed siebie. - Przemyślę to i dam panu odpowiedź, kapitanie. – zapewniła. - Dziękuję, odmeldowuję się. Annę zaskoczyła propozycja kapitana Tupajewa. Taka prędkość rzeczywiście byłaby wskazana, zaoszczędziliby sporo czasu, ale bała się o statek; nigdy tak prędko nie latano. Zapewnienia kapitana, że nie grozi im żadne niebezpieczeństwo, były mocno na wyrost, bo przy takiej prędkości, nikt niczego nie był pewien. Pokładowy komputer nawigacyjny zaprogramowano do maksymalnej prędkości dwudziestu celerów. Przy większej mógłby już nie nadążyć przeliczać trasy przelotu, co stwarzało niebezpieczeństwo kolizji z jakiś obiektem, zwłaszcza, że potencjalna przeszkoda wykryta byłaby zbyt późno w odniesieniu do prędkości. Tak samo silniki korekcyjne miałyby pozornie opóźnione działanie. Nie mówiąc już o tym, że sam statek tak rozpędzony, byłby mniej sterowny. Znała skłonność do poświęceń rosyjskich żołnierzy. Przypuszczała, że kapitan doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jednakże z pewnością uważa, że nie należy cofać się przed niczym, gdy w grę wchodzi ratowanie życia. Doskonale to rozumiała, bo sama myślała podobnie. Jednakże odpowiadała za trzy i pół tysiąca ludzi załogi, nie wspominając już o niezwykle cennym statku. Nie mogła dopuścić do jakiegokolwiek nieodpowiedzialnego działania. Jednak pokusa była duża. Każdy dowódca bojowej jednostki, marzył o dysponowaniu statkiem rozwijającym taką prędkość. Anna również coraz bardziej pragnęła, aby chociaż spróbować, czy jest to możliwe. - Łączcie mnie z maszynownią. – rozkazała oficerowi dyżurnemu. - Tak jest, komandir! Dyżurny wywołał maszynownię. - Kapitan Tupajew. – zgłosił się główny inżynier. Pochyliła się nad mikrofonem. - Tu Anna Rozetkina. - Co pani rozkaże, komandir? – zapytał prędko. - Mam kilka pytań, dotyczących pańskiej propozycji. - Słucham uważnie. - z głośników dobiegł pełen napięcia głos. - Jak pan ocenia rzeczywiste szanse nieuszkodzenia statku, przy tak dużej prędkości? - Jako stu procentowo pewne. - padła natychmiast odpowiedź - Proszę mi wierzyć, że wszystko bardzo dokładnie sprawdziłem. Systemy napędowe mają pięciokrotny margines bezpieczeństwa. Ten statek wytrzymałby o wiele większą prędkość, niż jesteśmy w stanie rozwinąć. Ograniczenia nałożone przez instrukcję, to zbyteczna ostrożność, wynikająca bardziej ze zdrowego rozsądku, niż z rzeczywistych możliwości tej jednostki. Anna z powątpiewaniem pokręciła głową. Z pewnością kapitan Tupajew znał lepiej napęd jej lotniskowca, ale taki entuzjazm uważała za mocno przesadzony; wytrzymałość napędu nie rozwiązywała wszystkich problemów. Ona, jako dowódca, musiała o tym pamiętać. - Zapomina pan, że komputer nawigacyjny nie będzie w stanie analizować trasy przelotu przy tej prędkości. – przypomniała. Słychać było, jak kapitan głośno westchnął. - O rzeczywiście! – w jego głosie zabrzmiał żal - O tym nie pomyślałem. Tak skupiłem się na napędzie, że zapomniałem, iż napęd to nie wszystko. Ma pani rację komandir, - zgodził się - komputer nawigacyjny nie nadąży z obliczaniem trasy. Rozetkina uśmiechnęła się do siebie. - Dobrze. – kontynuowała - Rozumiem, że napęd nie stanowi przeszkody w osiągnięciu prędkości dwudziestu pięciu celerów? - Absolutnie nie! – zapewnił kapitan. - Dziękuję. - Odmeldowuję się, komandir! Anna podeszła do nawigatora. - Słyszał pan moją rozmowę z kapitanem Tupajewem? – zapytała. Odwrócił się w jej stronę. - Słyszałem, komandir. - Co pan o tym sądzi? - Osobiście, czy służbowo? – zagadnął wymijająco. Anna zmarszczyła brwi i spojrzała groźnie na nawigatora. - Proszę bez takich głupich podchodów! – skarciła go. Nawigator się speszył. - Przepraszam. – powiedział skłaniając głowę - Oczywiście uważam taką prędkość za szaleństwo, nawet jeśli statek konstrukcyjnie przystosowany jest do większej. Jednakże, gdybyśmy rzeczywiście mieli lecieć tak prędko, to nawigacja faktycznie może być tutaj przeszkodą. Chociaż niezupełnie. – dodał - Gdybyśmy wiedzieli dokąd chcemy lecieć, to moglibyśmy w oparciu o mapy gwiezdne zaplanować trasę lotu tak, by ominąć ewentualne przeszkody. - A gdybyśmy nie mieli map rejonu, przez który mielibyśmy przelatywać? – Rozetkina drążyła temat. - To lecielibyśmy w ciemno. - stwierdził lakonicznie wzruszając ramionami. Kobieta pokiwała w zamyśleniu głową. Oczywiście dla nawigatora lubiącego przygody, może to nie miało znaczenia, jednak loty z dużą prędkością bez rozpoznania takimi ogromnymi jednostkami, jak jej lotniskowiec, były bardzo niebezpieczne. Musiała liczyć się ze wszelkimi zagrożeniami, gdyż odpowiadała za życie wielu ludzi. - Jaką wówczas mieli byśmy szansę bezpiecznego przelotu? – zapytała. Nawigator wzruszył ramionami. - Kosmos jest duży, więc i szansa byłaby statystycznie duża. - Lub przypadkowo mała. - powiedziała zamyślona patrząc przed siebie. - Przypadek, to też statystyka. – uśmiechnął się nawigator. Anna odwzajemniła uśmiech nic nie mówiąc. Wyczuła w głosie oficera chęć przeżycia przygody. Powoli podeszła do stanowiska dowodzenia, siadając na swoim miejscu popatrzyła na twarze podkomendnych zgromadzonych w centrum dowodzenia, zajętych swoimi sprawami. Próbowała odgadnąć, ilu z nich nie cofnęłoby się przed ryzykiem, byle poznać granice możliwości statku, na którym służyli. Podejrzewała, że większość, jeśli nie wszyscy. Zdążyła poznać już ich charaktery i mentalność. - Komandir! – przerwał jej rozmyślania oficer łącznościowy – Dowództwo do pani. Admirał Winogradow na linii. Anna zerwała się ze swojego miejsca i podbiegła do komunikatora. - Komandor porucznik Rozetkina! – zameldowała się Anna. - Witaj Anno! – pozdrowił ją admirał – I co, przerwałaś swoje zadanie? - Tak jest, w celu ratowania życia cywilów! - Znałaś przecież swoje rozkazy. - głos admirała zabrzmiał chłodno - Z nikim żadnych kontaktów. Rozetkina głośno przełknęła ślinę. Pomyślała, że jej kariera wisi na włosku. - Jestem gotowa ponieść wszelkie konsekwencje. - odpowiedziała jednak w miarę spokojnie. - Nie przypuszczałam, że akcja ratunkowa tak się przedłuży. Liczyłam na szybki powrót do swojego zadania. Niestety, nie możemy odnaleźć rozbitków, a nie chcę odlatywać stąd bez nich. Słychać było, jak admirał cicho się roześmiał. - Bardzo szlachetnie. – zadrwił - Ale zadziwiasz mnie Anno. Chciałaś kontynuować tajną wojskową misję z cywilami na pokładzie i to jeszcze obcego państwa? Tego uczyłaś się w Rosyjskiej Akademii Wojennej? - Z całym szacunkiem. – zapewniła Rozetkina - Zostaliby odizolowani od reszty załogi. - Czyli chciałaś aresztować niewinnych cywilów? – sapnął admirał z niedowierzaniem - No Anno, widzę że jeszcze będzie z ciebie dobry żołnierz! – zaśmiał się serdecznie. Kobieta spuściła głowę, by nie było widać rumieńca wstydu, jaki pojawił się na jej twarzy. Admirał drwił z niej, jak z małej dziewczynki i to w obecności wszystkich oficerów zgromadzonych w centrum dowodzenia. - Proszę mi wybaczyć, admirale. – powiedziała Rozetkina – Nie przemyślałam pod tym kątem swoich decyzji. - No, nic się nie martw. – dobrodusznie odrzekł Winogradow – Przyznam ci się, że na twoim miejscu postąpiłbym dokładnie tak samo. Uważam, że jesteś jedną z najlepszych młodych dowódców we Flocie, bo łączysz profesjonalizm z kobiecą intuicją. Potrafiłaś bez wahania i prawidłowo ocenić priorytety. Żadne ćwiczebne zadanie wojskowe nie jest ważniejsze, niż reakcja na wezwanie pomocy. Potrafiłaś podjąć prawidłową decyzję, gratuluję. Anna była wyraźnie ucieszona tą nieoczekiwaną pochwałą. - Dziękuję admirale! – odrzekła z trudem tłumiąc radość. - I do tego, - kontynuował admirał – tak się spieszyłaś, że nawet nie skonsultowałaś z dowództwem swojej decyzji. - Miałam nakazaną ciszę. – stwierdziła - Ja naprawdę chciałam na powrót podjąć przerwane zadanie. - Dobrze, nikt do ciebie nie ma o to pretensji. – zapewnił Winogradow - Zresztą to już nie jest twoje zadanie. Zapomnij o swoich dotychczasowych rozkazach. Twoim nowym zdaniem jest odnalezienie amerykańskich rozbitków i to przed wszystkimi. Masz nad ekspedycją ratunkową dwa dni przewagi. Wykorzystaj to, bo od powodzenia poszukiwań zależy twój awans. Admiralicja życzy sobie, żebyście to właśnie wy, waszym lotniskowcem uratowali załogę Antaresa. Rób wszystko, co uważasz za stosowne. I nie zawiedź, gdyż wielu ludzi liczy na ciebie. - Rozkaz admirale! – odrzekła służbiście. - I jeszcze jedno. – kontynuował Winogradow - Nie zapominaj, że dowodzisz najnowocześniejszą jednostką, o nie poznanych do końca możliwościach. Dobrze by było, gdybyś pokazała, na co stać ten statek. Rozumiesz, taka mała demonstracja naszej techniki wojskowej. Skinęła głową. - Rozumiem bardzo dobrze, admirale. – zapewniła. - To wszystko, powodzenia. – zakończył. - Dziękuję, odmeldowuję się! Rozetkina rozumiała słowa Winogradowa, jako przyzwolenie na podjęcie wszelkiego ryzyka dla okazania możliwości jej lotniskowca. Co więcej, otrzymała rozkaz, by za wszelką cenę wykazać wyższość techniki rosyjskiej. To ją zmartwiło, nie lubiła, gdy polityka zwyciężała ze zdrowym rozsądkiem. Dopóki jednak służyła w wojsku musiała spełniać rozkazy dowództwa. Pozostawało jej tylko ustalić prawdopodobne miejsce katastrofy Antaresa i rozpocząć poszukiwania. Uznała w końcu, że w kwadrancie gamma go nie odnajdzie. - Niech kapitan Głupczyn przerwie poszukiwania i zamelduje się u mnie, jak tylko powróci. – rozkazała oficerowi łącznościowemu. - Tak jest, komandir! Jeżeli Antares rzeczywiście zszedł z kursu, to gdzie może być? – zastanawiała się Anna - Do wyboru miała wszystkie kwadranty sąsiadujące z kwadrantem gamma. Musiała, jeżeli chciała pierwsza odnaleźć amerykańską załogę, trafić bez pudła we właściwy rejon Kosmosu. Nie miała żadnych map, które by jej ułatwiły wybór. Musiała kierować się intuicją i dedukcją. Przyjęła za prawdopodobną przyczynę zejścia z kursu uszkodzenie komputera nawigacyjnego, zasugerowaną przez kapitana Tupajewa. Odchylenie od kursu musiało być niewielkie, ale i tak pozostają przynajmniej cztery kierunki, rozbieżne z zaplanowanym kursem. To dużo, za dużo, by zgadywać. Meldunki z Antaresa mówiły o uszkodzeniach statku. Załoga informowała o eksplozji dwóch z trzech silników i częściowym zniszczeniu kadłuba. Mogło to być oczywiście następstwem awarii systemów statku, lecz mogły je także spowodować przyczyny zewnętrzne. Pod tym kątem można rozpocząć eliminowanie potencjalnych miejsc katastrofy. Rozetkina podeszła do nawigatora. - Meldowaliście o wykryciu ławicy asteroidów i burzy magnetycznej? – zapytała. - Tak jest! - skinął głową. - Proszę przyjąć – poprosiła - za bazę początek kwadrantu gamma i zmierzyć kąt pod jakim przecina się oś „Z” tego kwadrantu z linią przechodzącą przez burzę i ławicę asteroidów. - Chwileczkę. - nawigator zaczął obliczać. Po chwili miał gotową odpowiedź. - Niecałe półtora stopnia w płaszczyźnie „Z”. – zameldował. - Dziękuję. – Anna ściągnęła brwi skupiona nad myślą, która przyszła jej do głowy. Zaczęła powoli chodzić po centrum dowodzenia. To było tylko przypuszczenie, ale zakładała, że załoga Antaresa chciała przelecieć przez kwadrant gamma właśnie kursem wzdłuż osi „Z”. Nie wiedziała, czemu tak sądzi, po prostu to czuła. Poza tym burza magnetyczna i ławica asteroidów, to było jedyne, co mogło uszkodzić statek. - Połączcie mnie z kapitanem Głupczynem. – poprosiła. - Tak jest! - Kapitan Głupczyn, słucham? – dobiegło z głośników po krótkiej chwili. - Tu Anna Rozetkina. Nich pan nie wraca jeszcze, tylko poleci na skraj burzy magnetycznej. To tylko pięć lat świetlnych. – dodała - Poszuka pan tam śladów promieniowania anihilacyjnego. - Rozkaz. Zgłoszę się za godzinę. Bez odbioru. Była pewna, że znajdą tam ślad przelotu Antaresa, który będzie prowadził do ławicy asteroidów. Katastrofa nastąpiła z pewnością poza ławicą. To był nieznany rejon Kosmosu, więc zachodziło duże prawdopodobieństwo istnienia tam nie odkrytego układu planetarnego. Miała tylko nadzieję, że jest niezamieszkany, zwłaszcza przez jakąś wysoko rozwiniętą cywilizację. Wtargnięcie w ich przestrzeń uzbrojonego lotniskowca, mogłoby wywołać konflikt międzyplanetarny. To byłoby ostatnie, czego Anna sobie życzyła. Jednakże, gdyby jej przypuszczenia, co do miejsca katastrofy Antaresa okazały się słuszne, gotowa była podjąć takie ryzyko. - Połączcie mnie z NASA i przełączcie na mój komunikator. – rozkazała Anna. - Tak jest! – padła odpowiedź. Powoli wróciła na swoje miejsce i usiadła opierając się wygodnie w fotelu. Przymknęła oczy, spokojnie oczekując na połączenie. Była zmęczona. Przedłużająca się wachta i napięcie wyczerpywały jej siły. Jednak nie mogła pozwolić sobie na odpoczynek, gdyż czuła presję upływającego, cennego czasu. - NASA na linii. – poinformował oficer łącznościowy. Pochyliła się nad mikrofonem. - Tu komandor porucznik Anna Arkadiewa Rozetkina, dowódca lotniskowca Rosyjskich Sił Kosmicznych, generał Aleksander Kuzniecow, w trakcie akcji ratunkowej kosmolotu Antares. Z głośników zabrzmiał donośny, wesoły głos. - Dzień dobry pani komandor. Tu dyrektor Chester Norris. Dziękuję bardzo za podjęcie akcji ratunkowej. - To obowiązek każdego kosmonauty. – odrzekła - Wierzę, że załoga Antaresa postąpiłaby tak samo. – dodała szczerze. - Bez najmniejszych wątpliwości! - Norris skwapliwie zapewnił. - Czy poszukiwania przyniosły jakiś rezultat? – zapytał. Anna ciężko westchnęła. - Niestety, - powiedziała z nutką żalu w głosie - jak na razie nie natrafiliśmy na najmniejszy ślad po Antaresie. - Dziwne, - zamyślił się Norris - swoją pozycję podali jednoznacznie. - Przeszukaliśmy pobieżnie kwadrant gamma, lecz bez rezultatu. – relacjonowała swoje dotychczasowe dokonania - Mam pewne podejrzenia, co do miejsca ich katastrofy. Musieli zejść z kursu nie wiedząc o tym i znajdują się obecnie gdzie indziej. Przez chwilę Norris zastanawiał się nad słowami Anny. - To niemożliwe. - zaprzeczył zdecydowanie - Załogą Antaresa nie byli nowicjusze. - Każdemu to może się przytrafić. – przekonywała - Doświadczenie nie ma tu nic do rzeczy. - No, może ma pani rację. – nie wydawało się, by Norris uwierzył w jej słowa - Domyśla się pani, gdzie mogą być? - Muszę to jeszcze potwierdzić, ale podejrzewam, że ulegli katastrofie poza ławicą asteroidów, w kwadrancie delta. Nastała chwila ciszy. - Jest pani pewna? - padło zadane zdziwionym głosem pytanie. - Nie jestem. – stwierdziła Rozetkina - Podejrzewam tylko, że zejście z kursu mogła spowodować burza magnetyczna w kwadrancie gamma. Wysłałam tam grupę myśliwców, aby poszukały promieniowania anihilacyjnego, pozostawionego przez silniki Antaresa. Jeżeli ich ślad będzie prowadził w kierunku ławicy asteroidów, potwierdzi to moje przypuszczenia i polecę tam szukać waszej załogi. - Oby się pani nie myliła. – mruknął Norris. - Ma pan łączność z ekspedycją ratunkową? – zapytała. - Na bieżąco. – potwierdził. - To proszę im powiedzieć o moich przypuszczeniach. – zaproponowała - Niech sami podejmą decyzję, gdzie szukać rozbitków. - Zrobię to niezwłocznie. – zgodził się. - Proszę mi jeszcze podać liczebność i nazwiska załogi Antaresa. – poprosiła Anna otwierając notatnik. Po krótkiej chwili Norris udzielił odpowiedzi. - Sześć osób, - wyliczał - trzy kobiety i trzech mężczyzn. Dowódca komandor Toule Rubberman, inżynier pokładowy John Kinnari, lekarz Joann Noys, nawigator Teddy Parker, astronom Edit White i biolog Anit Wronsky. - Dziękuję, zanotowałam. - Jeszcze jedno, pani komandor. – kontynuował Norris. - Słucham? - Oprócz statków cywilnych lecą w pani kierunku nasze trzy krążowniki. Chciałem jednak panią zapewnić, że ich misja ma charakter wyłącznie ratunkowy. Nie chciałbym, aby się pani przestraszyła. Anna uśmiechnęła się. Bawiło ją zawsze, ilekroć jej rozmówcy myśleli, że mają do czynienia z naiwną, niedoświadczoną panienką. Sama wprawdzie krytycznie podchodziła do swojego doświadczenia, bo zbyt krótką miała służbę, lecz znała siebie na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie popełni żadnego głupiego błędu. - Dziękuję za informację, dyrektorze. – powiedziała starając się, aby jej głos nie zdradzał rozbawienia - Jednakże trzy krążowniki, to zdecydowanie za mało, aby zagrozić mojej jednostce. - Mam nadzieję, że nie dojdzie do konfrontacji, aby się o tym przekonać. – głos Norisa zabrzmiał źle maskowanym niepokojem. Rozetkina cicho się roześmiała. - Na pewno nie z mojej strony. – zapewniła. - Bardzo się cieszę. – ton jego wypowiedzi nie zdradzał ufności w słowa Anny. Kobieta postanowiła podrążyć temat. Była ciekawa, jak ocenia ją dyrektor Norris. Czy on sobie wyobrażał, że jest na tyle głupia, aby atakować statki obcego państwa, z którym Rosja nie była w stanie wojny tylko z tego powodu, że zbliżą się do jej lotniskowca? - Nie obawia się pan chyba, - zapytała - że akcja ratunkowa może przerodzić się w konflikt zbrojny? - Nie, chociaż różnie bywa. - dyrektor odpowiedział z pewnym dystansem, raczej nie do końca przekonany. - Na pana miejscu martwiłabym się, - kontynuowała - czy w domniemanym przeze mnie rejonie katastrofy nie spotkamy jakiejś obcej, agresywnej cywilizacji. Z nią mogą być prawdziwe kłopoty. - Myśli pani, że to możliwe? - Norris wydawał się zaskoczony. - Tam, gdzie jest planeta, może istnieć inteligentne życie. – stwierdziła. - Ma pani rację, ostrzegę o tym ekspedycję ratunkową. – wyglądało na to, że tym razem Norris potraktował sprawę poważnie. - Dziękuję za wszystko. -
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ashton
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…