Wróć do katalogu

Przerwana misja / Epilog

Kiedy opadną emocje wywołane udaną akcją ratunkową do astronautów dotrze, że Antaresa już nie ma, a życie musi toczyć się dalej...

Ashton, opublikowano , 29 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Toule, od kiedy wstał z koi, chodził po swojej kajucie jak struty. Niedługo dolecą do marsjańskiej bazy, gdzie rozstanie się z gościnną załogą rosyjskiego lotniskowca i spotka z przedstawicielami NASA, a podejrzewał, że to spotkanie może być niemiłe. Stracił przecież swój statek, wiedział jacy nerwowi i niewyrozumiali potrafią być jego zleceniodawcy. Rosjanie za to byli niesłychanie uprzejmi i gościnni. Od samego początku otoczyli rozbitków troskliwą opieką. Na każdym kroku spotykał się z przejawami serdeczności i przyjaźni. Rozbitkowie dostali od nich wszystko, czego potrzebowali, od ubrań po całą masę pamiątek i przeróżnych drobiazgów. Ubrano ich oczywiście w mundury Rosyjskiej Floty Kosmicznej, bo przecież był to lotniskowiec, a nie statek wycieczkowy, ale co tam. Toule uważał, że rozbitkowie nie powinni narzekać, a nic swojego nie mieli. Teddy nawet twierdził, iż w mundurze bardzo mu do twarzy i miał rację, bo leżał na nim, jakby był dla niego stworzony. John bardzo zbliżył się z Anit, dziewczyna była w nim po prostu na zabój zakochana. Toule uśmiechnął się do siebie, gdy wspominał, jak parę dni temu Teddy mówił mu, że ona Johna nie lubi. Może i tak było, ale ostatnie wydarzenia, którym Kinnari z niezwykłą trzeźwością umysłu stawiał czoła, musiały zmienić jej wyobrażenie o inżynierze. Noys z White adorowały męską część załogi lotniskowca, a cieszyły się powodzeniem, co sprawiało im wielką radość. Rubbermannowi było trochę przykro, że Joann go zaniedbuje, ale próbował o tym nie myśleć, było, minęło, na Antaresie byli ze sobą, lecz nie powinien mieć złudzeń, że będzie to trwało wiecznie. Jego rozmyślania przerwało pukanie do drzwi kajuty. - Proszę! – powiedział głośno. Drzwi się rozsunęły i stanął w nich jakiś młody żołnierz. - Przepraszam, że przeszkadzam, - odezwał się stając na baczność – komandir prosi pana na pożegnalny obiad. Za godzinę dobijemy do Marsa. Toule skinął głową. - Dziękuję, - odrzekł głęboko wzdychając – zaraz przyjdę. Żołnierz strzelił obcasami i odszedł. Toule, który chodził po kajucie w samym podkoszulku, założył bluzę od swojego munduru i wyszedł, idąc w stronę mesy oficerskiej. Szedł sam. Rozbitkowie mogli po lotniskowcu poruszać się swobodnie. Nikt ich nie pilnował, ani nie ograniczał i poza kilkoma strefami, do których wstęp mieli wzbroniony, chodzić mogli, dokąd chcieli.

*** Teddy Parker powoli i ostrożnie zmierzał w kierunku prywatnych kwater załogi lotniskowca. Kilkakrotnie oglądał się dyskretnie za siebie, chcąc sprawdzić, czy korytarz jest pusty w całym jego prześwicie. Po krótkiej chwili stanął przed drzwiami kajuty Anny Rozetkiny, przyłożył dłoń do czytnika daktyloskopijnego i wejście stanęło otworem. Upewniwszy się, że nikt go nie widzi jednym szybkim krokiem przestąpił próg. Pomieszczenie, w którym się znalazł przypominało coś w rodzaju salonu, mogącego służyć za miejsce odpraw dla dowództwa lotniskowca. Długi stół z potężnym holorzutnikiem na środku i osiem foteli sugerowały bardziej oficjalne przeznaczenie tej części kajuty. W ścianie naprzeciwko wejścia, był prostokątny otwór przesłonięty zieloną zasłonką, przez który przechodziło się do prywatnego pokoju Rozetkiny. Parker poszedł w tamtą stronę i podniósł zasłonkę zaglądając do wnętrza; zauważył skromną wojskową koję, a na niej śpiącą Annę. Zbliżył się do kobiety i pochylając nad nią bezceremonialnie pocałował w usta. Westchnęła, nie otwierając oczu zarzuciła mu ręce na szyję przyciągając do siebie; poddał się jej woli i pozwolił przytulić. - Witaj moja kruszynko, - szepnął czule najczystszą ruszczyzną – tęskniłem za tobą. Rozetkina otworzyła jedno oko uśmiechając się wesoło. - Ja też tęskniłam, Aleksandrze. – powiedziała – Ale mi napędziłeś stracha! Już myślałam, że cię więcej nie zobaczę. Mężczyzna usiadł na wygodnym fotelu stojącym przy koi, wyprostował nogi, głowę oparł o zagłówek i w tej relaksacyjnej pozycji patrzył z uśmiechem na żonę. Anna także usiadła, przeciągnęła się jak kotka uwydatniając swój piękny biust pod cienką koszulką. - Widział ktoś ciebie, jak tu wchodziłeś? – zapytała patrząc namiętnie mężczyźnie w oczy. - Żartujesz? – odparł nie mogąc oderwać wzroku od jej piersi – Jestem majorem wywiadu, umiem poruszać się niepostrzeżenie. - Może teraz zostaniesz pułkownikiem? – powiedziała kobieta odgarniając z czoła kosmyk rudych włosów – Wykonałeś zadanie Aleksandrze, dzięki uszkodzeniu komputera nawigacyjnego nie dopuściłeś Amerykanów do Układu Ceres. Nasze tajne bazy mogą się rozwijać w spokoju. - Jakby za takie drobnostki dawali awanse, - mężczyzna wzruszył ramionami – to w rosyjskim wywiadzie wojskowym służyliby sami generałowie. - Za tę skromność ciebie kocham. – roześmiała się kobieta. - Śmiej się, śmiej moja najmilsza, - westchnął major – ale gdyby nie było cię w pobliżu, byłoby to pewnie moje ostatnie zadanie. A zresztą – wydął usta – dla ojczyzny umiera się łatwo. Kobieta wstała z koi i siadając mu na kolanach przytuliła się do niego. - Nie znalazłam się tutaj przypadkowo. – powiedziała – Wysłano mnie, abym cię asekurowała. Nikt nie podejrzewał, że tak skomplikujesz sprawę. - No widzisz, – westchnął Aleksander – przeszedłem gruntowne przeszkolenie, a nawet nie potrafię przeprowadzić sabotażu w taki sposób, by nie narażać swojego życia. Nawet mi do głowy nie przyszło, że amerykańskie systemy zabezpieczające są takiej marnej jakości. W ogóle cały sprzęt mają z innej epoki! Co ja się zresztą dziwię? – zadał sobie retoryczne pytanie – Przecież oni cały czas używają napędu anihilacyjnego! – zdusił cisnące mu się na usta przekleństwo – Powinni tam wysłać jakiegoś dziadka, - westchnął – który by się znał na takich zabytkach. - To ty nie wysadziłeś silników specjalnie? – zdziwiła się Anna. - No co ty! – zaprzeczył major – Myślisz, że ja jestem samobójcą? Zmieniłem tylko parametry ustawień, co powinno jedynie zakłócić ich pracę, a te głupie silniki zaraz się rozleciały. Taką mają zaawansowaną technikę. – dodał drwiąco. - Daj im spokój, - kobieta pogładziła go po czuprynie – to nie ich wina, że od kiedy naszym naukowcom przestało się opłacać wyjeżdżać do Stanów, Amerykanie opóźnili się trochę w rozwoju. Energia Punktu Zerowego jest jeszcze dla nich niedostępna, muszą korzystać z tego co mają. Aleksander roześmiał się serdecznie. - Niech ci będzie, - pocałował ją w czoło – są trochę zacofani, ale to bardzo mili ludzie. A co teraz z nami? – zmienił temat – Nie powinienem się dekonspirować. - I nie musisz, - odrzekła Anna – nikt na lotniskowcu i w dowództwie nie zna ciebie, ani celu twojej misji. - Admirał Winogradow też nie? - On? – zaśmiała się kobieta – Nie ma o niczym pojęcia. Jest tylko pozorantem, któremu wydaje się, że rządzi Flotą ze swojego ultranowoczesnego gabinetu. Jego rozkazy kończą żywot już w sąsiednim pokoju. - Kosztowne to, - major uniósł zdziwiony brwi – i nie rozumiem sensu takiego działania. - To proste, - Anna spojrzała smutnymi oczami na swojego męża – gdyby coś w naszej strategii kosmicznej poszło nie tak, on będzie kozłem ofiarnym, a ci co faktycznie wydają rozkazy, będą robić to dalej. Z pewnością czeka mnie jeszcze rozmowa z Winogradowem, - kontynuowała - założę się, że pogratuluje mi udanej akcji ratunkowej. Zażyję Tramazyn, żeby zachować powagę, kiedy będę widziała, jak się staruszkowi wydaje, że to on o wszystkim decyduje. - Dziwne stosunki panują we Flocie, – powiedział Aleksander z zadumą – cieszę się, że służę w wywiadzie. Jedno tylko mnie niepokoi, - westchnął – załoga Antaresa może zacząć coś podejrzewać. Przez ostatnie dwa lata dobrze mnie poznali, obawiam się, że mogą dostrzec łączącą nas zażyłość. Kobieta milczała gładząc męża po włosach. Oddawał jej pieszczotę zatapiając delikatnym ruchem palce w jej bujnych, ognistych lokach. - Nie pozostaje ci nic innego, - rzekła po chwili wahania – jak nadal grać Parkera, który po prostu zakochał się we mnie. - I planuje z tobą małżeństwo, – podchwycił major – bo będę musiał na jakiś czas wyjechać do Rosji, a oni z pewnością dowiedzą się o tym. A tak pomyślą, że podążam za głosem swego serca. - Doskonały pomysł! – ucieszyła się Anna – Jak ja ciebie kocham, za ten twój talent do intryg. – powiedziała czule do jego ucha. Spojrzała znacząco na koję – Masz ochotę? – zapytała kiwając głową w jej kierunku – Nie wiedzieliśmy się przecież dwa lata. - Jasne że mam – szepnął czując jak wzrasta w nim podniecenie. - To chodź, – powiedziała namiętnie, kładąc się na łóżku i pociągając Aleksandra za sobą – nie mamy zbyt wiele czasu, bo niedługo jest pożegnalny obiad.

*** W mesie Rubbermann zastał już najwyższe dowództwo lotniskowca i całą załogę Antaresa. Skinął przy wejściu na powitanie głową zebranym i zajął przeznaczone dla siebie miejsce. - Toule, co taki smutny jesteś? – zapytała Joann, która siedziała obok. - A z czego mam być zadowolony? – zapytał - Niedługo pożegnamy naszych gospodarzy i zabiorą się za nas nasi przełożeni. Straciliśmy przecież bardzo kosztowny statek. Pokiwała w zadumie głową. - A, no tak. – posmutniała. Reszta była za to w doskonałych humorach. Teddy szeptał coś do ucha Annie, która chichotała, jak mała dziewczynka. White rozmawiała z Głupczynem patrząc mu głęboko w oczy; mężczyzna był onieśmielony i unikał jej wzroku; Toule pomyślał, że pewnie Edit mówi mu jakieś sprośności. Atmosfera przy stole była swobodna i choć przebywali na pokładzie lotniskowca zaledwie kilka dni, wszyscy taktowali ich tak przyjaźnie i bez uprzedzeń, że czuli się prawie jak członkowie załogi. Wreszcie wniesiono obiad. Nic wielkiego, skromny żołnierski posiłek. Już dawno Toule to spostrzegł, że warunki na lotniskowcu są niezwykle spartańskie. Nie zauważył nigdzie żadnych zbędnych wygód; wszyscy, od dowódcy do zwykłego żołnierza, żyli skromnie i w takich samych warunkach. Zaskoczyła go taka demokratyzacja w Rosyjskiej Armii, ale zrozumiał, że na tym ogromnym statku wszyscy są sobie jednakowo potrzebni, dlatego postanowiono zapewne zrównać poziom życia całej załogi. Pozwalało to z pewnością zlać się obsłudze lotniskowca w jeden sprawnie działający organizm, bez zawiści i uprzedzeń. Tak właśnie Toule to tłumaczył. Jakie jednak nie byłyby tego przyczyny, faktem pozostawało, że oficerów odróżniało się od żołnierzy tylko po dystynkcjach na mundurach. - Moi drodzy, - przerwał jego rozmyślania głos Anny, która wstała zwracając się do załogi Antaresa, by wygłosić pożegnalne przemówienie – już niedługo się rozstaniemy. Spędziliśmy ze sobą zaledwie kilka dni, ale mam nadzieję, że nie męczyliśmy się swoim towarzystwem i nie macie do mnie żalu, za niedostarczenie was do domu możliwie najszybciej. Nie będę ukrywała przed wami, że moim przełożonym bardzo przypadło do gustu uratowanie was przez jednostkę naszej floty kosmicznej i chcieli odpowiednio tę sprawę nagłośnić, stąd ta zwłoka. Jednakże dołożyłam ze swojej strony wszelkich starań, by pobyt na moim lotniskowcu, był dla was jak najmniej przykry. Mam nadzieję, że tak było. Niech mi teraz będzie wolno wznieść toast za wasze zdrowie i szczęśliwe ocalenie, zgodnie z tradycją mojego narodu, rosyjską wódką. – zakończyła biorąc do ręki kielich pełen przeźroczystego płynu. To samo zrobili pozostali Rosjanie, wstając ze swoich miejsc. Po okrzyku „na zdrowie!”, wychylili naczynia do dna, po czym strzepnęli je i z rozmachem postawili na stole. Amerykanie również próbowali przyłączyć się do toastu, lecz alkohol okazał się za mocny, jak na ich gusta, w związku z czym nie opróżnili swoich naczyń do końca. Ale gospodarze wyrozumiale powiedzieli, że picie tego rodzaju trunku wymaga wprawy, którą zdobywa się poprzez regularny trening. - Chciałbym podziękować w imieniu swoim i mojej załogi za troskliwą opiekę, jaką nas otoczyliście. – rzekł Toule wstając po spełnionym toście - Życie zawdzięczamy przenikliwości i inteligencji pani komandor, - skłonił ku niej głowę - której chciałbym szczególnie gorąco i serdecznie podziękować. Gdyby nie wasza pomoc, strach pomyśleć, co by się z nami stało. Jestem przekonany, że na Ziemi będą umieli lepiej docenić to, co dla nas zrobiliście. Usiadł czując, jak wypity trunek zaczyna krążyć mu żyłach. Głęboko odetchnął, chcąc trzymać fason, bojąc się, że ktoś zobaczy jak słabą ma głowę. Ale nikt nie zwracał na niego uwagi, wszyscy bawili się świetnie. Reszta obiadu przebiegła w luźniejszej, przyjemnej i nie tak oficjalnej atmosferze. Alkoholu było sporo i niektóry popili sobie zdrowo, jednak po nikim nie było widać, by był pijany. W końcu nadszedł czas, aby się pożegnać bo lotniskowiec wszedł już na orbitę Marsa. Serdeczne i niezwykłe było pożegnanie załogi Antaresa. W olbrzymim hangarze zebrali się chyba wszyscy żołnierze służący na lotniskowcu, którzy mogli opuścić swoje stanowiska. Amerykanie przeszli wzdłuż ich szeregów żegnani oklaskami i wiwatami, zmierzając do promu, który miał ich dostarczyć na powierzchnię Marsa. Czekała przy nim Anna Rozetkina, razem ze swoimi najbliższymi zastępcami. Pożegnała się serdecznie z amerykańską załogą, najczulej z Parkerem. Następnie amerykanie zajęli miejsca w promie i po aktywowaniu pola siłowego oddzielającego zgromadzonych w hangarze ludzi od próżni kosmicznej, wystartowali na Marsa. - Ciekaw jestem, - odezwał się Toule – czy obwinią nas o katastrofę Antaresa? Możemy, cholera, stracić pracę. – dodał smutnym głosem. Teddy obojętnie wzruszył ramionami. - Nawet gdyby, to mnie osobiście nie zmartwi. – stwierdził – Oświadczyłem się dzisiaj Annie i zostałem przyjęty. Po załatwieniu wszystkich swoich spraw w Stanach, wyjeżdżam do Rosji. - Na stałe? – zainteresowała się Edit. - Możliwe. – wzruszył ramionami - Nie chcę, żeby Anna rezygnowała z kariery w armii. Ma przed sobą wielką przyszłość. Może i ja, kiedy otrzymam rosyjskie obywatelstwo, wstąpię do wojska? - My również, Anit i ja, zrezygnujemy z pracy we flocie badawczej. – oświadczył John – Chcemy się pobrać. Po ślubie zamieszkamy w podwodnym mieście Hydrosfera IV. Już dawno proponowano mi tam stanowisko głównego inżyniera. Anit będzie mogła prowadzić badania nad mutacjami flory morskiej. - Ja również zrezygnuję z dotychczasowej pracy. – powiedziała Edit unikając wzroku Rubbermanna,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych