Przesłuchanie
Moskwa, styczeń 1946. Walka młodego chłopaka o samego siebie...z samym soba.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu Piękna, nie odnajdziemy go, jeśli nie nosimy go w sobie"
Tony zalegającego na ulicach grubego, nieskazitelnie białego śniegu czyniły z niej ogromną, samotną wyspę na moskiewskim oceanie. Istotnie była to wyspa – jakby wyjęta spod panowania praw fizyki, nieosiągalna żadną mocą, który nie pochodzi z jej wnętrza. Miejsce, gdzie krzyk, tortury i krew były czymś normalnym, gdzie praca jednych była śmiercią drugich. A wszystko to nazwane niewinnie Łubianką. Znajdujący się na szczycie zegar wybił właśnie ósmą. Karol, pewnie zmierzając ku frontowym drzwiom, wydawał się być spokojny i opanowany. Wypucowane buty, nienagannie ułożony mundur, starannie zaczesane ciemne, lekko kręcone włosy, wymuszony uśmiech. Wchodząc, rzucił jeszcze oschłe „zdrawstwujtie” do dwójki strażników. Stanął w głównym holu. Uderzyła go, panująca w środku, przeszywająca ciemność, która wchodziła głębiej w jego myśli niż przemowy towarzysza Stalina. Te, mimo całej swej słuszności, były sztuczne i nierealne. Tu z kolei wszystko było prawdziwe. Wszystkie krzyki dochodzące spod jego stóp, choćby nie wiadomo jak nieprawdopodobne, były niezaprzeczalną rzeczywistością. Czasem nawet miał wątpliwości, ale nie! Nie mógł sobie na to pozwolić, nie było mu wolno. Wszelkie przejawy wewnętrznego buntu zdeterminowany był tłumić już w zarodku. Postanowił trwać w takim stanie, bez względu na konsekwencje - to była jedyna droga – powtarzał sobie. Drzwi do windy otwarły się – nie znosił tego dźwięku. Oznaczało to bowiem kolejną walkę – walkę ze wspomnieniami; z przeszłością, której szczerze nienawidził… Jeśli było na świecie miejsce, gdzie ostatecznie zacierała się granica między ziemią a piekłem, to właśnie tam zjeżdżał Karol. Po wyjściu z windy, skręcił w korytarz na lewo i przeszedł kilka metrów, słysząc w uszach tylko głuche postukiwanie swoich butów i piski uciekających tu i tam szczurów. Zauważył mdły blask światła – znak, że był na miejscu. Jurij właśnie szykował się do wyjścia. - Witaj, chłopie. Co na dziś? – Karol starał się być uprzejmy. - Normalnie, jeśli tu może być „normalnie”. O ile wiem, to masz tylko jednego. Ale ważny. Ci od przesłuchań mówią, że ma cenne informacje i groźną rodzinę. Polak. – dodał, schylając się, by zawiązać sznurówki. Porażony tą informacją jak piorunem, Karol upuścił szklankę. Tępy trzask sprawił, iż Jurij podniósł głowę. - Coś z tobą niedobrze chłopie. – wymamrotał. Karol go nie słuchał. Jego źrenice powiększyły się, temperatura ciała podskoczyła. Polak! Przecież mówił, że nie chce Polaka. Nie był w stanie dobrze wykonywać swojej roboty, gdy słyszał polski. W natłoku tych „ą”, „ę”, „ć”, ź” wracały obrazy sprzed lat – babki uczącej go alfabetu, powtarzającej mu o Bogu, honorze i ojczyźnie. Później pamięta tylko kłótnie. Te potworne krzyki. Skończyły się gdy umarła babka, z dnia na dzień, bezboleśnie. Ojciec go wziął i wyjechali. Mówił, że Polacy zatrzymali Rewolucję i chcieli ją zniszczyć. „A my kochamy Rewolucję, synu”. Raz ojciec wyjechał do Warszawy. Nie wrócił. Zabili go – powiedzieli mu w szkole. Później było wojsko, aż trafił tu, do aresztu na Łubiance. Zabili ojca i podnieśli rękę na Rewolucję. Wystarczyło, by wstydzić się swojej narodowości. Tak, Karol szczerze nienawidził Polaków. - Pa Karol. I pamiętaj! Każdy ma taki wkład w Rewolucję, na jaki go stać – rzucił na odchodne Jurij, wyraźnie zadowolony. Jeżeli poziom „-1” był piekłem, to pokój numer 17 był miejscem tronowym szatana. Ciasny kwadrat 5x5, gdzie podłoga przypominała niejeden moskiewski rynsztok. Z taką różnicą, że tu odpadkiem był palec, wątroba bądź język. Nigdy tego nie sprzątano, miało wymiar „psychologiczny”. Nawet czerwona flaga była zbędna – zaschnięte resztki krwi miały kolor odpowiedni. Więzień został już rozebrany, Karol umieścił jego nadgarstki w stalowych kajdanach, na takiej wysokości, by ten musiał klęczeć przez cały czas przesłuchania. Gdy skończył, wziął do ręki kabel – miał „ożywić” trochę pana z siwą czupryną. Wszedł oficer NKWD. Była to postać wyjątkowo odrażająca, cyniczny uśmiech nie schodził z jego podłużnej, oschłej twarzy. Zaczął głośno: - Wiesz, Paliaku, że nie mamy wiele czasu. Albo raczej ty nie masz czasu. – zaśmiał się – no chyba, że…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Petr
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…