Wróć do katalogu

Prześniedź - Rozdział 3

Rozdział 3

Anolinka, opublikowano , 7 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstała z mchu. Zbliżał się zmierzch. Musiała zająć się małą. To pozwalało odciąć myśli od pustej polany. Gestem dłoni przywołała dziewczynkę. Ku jej zdumieniu, mała natychmiast podbiegła, a jej usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Amelia nie usłyszała niczego, ale to na pewno był śmiech — jasny, bezgłośny, zawieszony w próżni. Ruszyły przed siebie. Postanowiła odłożyć pytania na później, teraz liczył się tylko dach nad głową i jedzenie.

Kilkaset metrów dalej znajdowało się gospodarstwo Zielińskich. Dom stał dokładnie tam, gdzie zawsze. Na sznurze przed gankiem wisiało pranie. Podeszła bliżej i dotknęła jasnego prześcieradła. Materiał był ciężki i mokry. Woda spływała po nim w trawę, nie wydając przy tym najmniejszego odgłosu. Ktoś musiał je powiesić zaledwie chwilę temu.

Podeszła do drzwi. Uderzyła w drewno z czystego przyzwyczajenia, ale cisza natychmiast pochłonęła stukot. Nikt nie otwierał. Powoli nacisnęła klamkę. Weszła do przedpokoju, ciągnąc dziewczynkę za sobą.

— Zosia? Janek? — Ułożyła wargi w ich imiona, wypuszczając powietrze z płuc. Zrobiła to bezgłośnie. W tej gęstej, ciszy sama próba krzyku wydawała się czymś niebezpiecznym.

W kuchni panował porządek. Przesunęła dłonią po blacie stołu, jakby chciała sprawdzić, czy świat wciąż ma krawędzie. Drewno było gładkie i w jednym miejscu wciąż oddawało ciepło. Jakby ktoś przed sekundą zabrał stąd kubek i wyszedł. Zajrzała do wszystkich pokoi. Nikogo. Przez krótką chwilę chciała usiąść przy stole i czekać. Zamiast tego poczuła, jak w brzuchu rośnie jej ten ciężki chłód, który nie ma nic wspólnego z jesiennym popołudniem.

Wyszła z powrotem na podwórze i zajrzała do kurnika. Po ptakach nie został nawet ślad. Drób po prostu wyparował. Na klepisku nie było ani jednego zgubionego pióra.

W głębi panował gęsty, nieprzenikniony półmrok. Zaczęła się wycofywać. Nic tam nie było. I wtedy, prosto z tego najgłębszego cienia, wysunęła się mała dłoń. Poczuła lekkie szarpnięcie za materiał spódnicy.

— Pomóż... Ama, pomóż...

Spojrzała w dół. To był Albert. Zaspany. Twarz spuchnięta od płaczu. Ale to nie jego nagła obecność w pustym kurniku uderzyła ją najmocniej. Usłyszała go. Jego głos przeciął gęstą ciszę. Był niezwykle wyraźny i czysty.

Odruchowo chwyciła go za rękę i wyprowadziła na światło. Skóra chłopca pod jej palcami była sucha i zimna.

— Chcę kotka... — pociągnął nosem.

Amelia otworzyła usta, by zapytać jakiego, ale z jej krtani znów nie wydobył się żaden odgłos. Próżnia wciąż działała.

Z ciemnego wnętrza wyszedł kot. Zatrzymał się na progu. Miał wielkie, nienaturalnie niebieskie oczy. Zadarł łeb i spojrzał wprost na nią. Nie mrugnął. W tym spojrzeniu nie było zwierzęcej ciekawości. Było obce i skupione, jakby nie patrzył na Amelię, lecz na coś, co stało w przestrzeni tuż za jej plecami. Dokładnie tak samo patrzył jej ojciec w tamten jesienny poranek, zanim wyszedł z siekierą do lasu.

Ogon zwierzęcia uderzał miarowo o ziemię. Bezgłośnie. Otworzył pyszczek. Cisza pochłonęła miauknięcie. Głuchy obraz kota i głos chłopca w głowie zderzyły się ze sobą. Świat zawirował.

Albert pociągnął ją za rękę. Policzki miał umazane łzami, na pogniecionej koszulce tkwiły źdźbła słomy. Na czubku jego buta lśniła drobna, zielonkawa plamka. Spoglądał z dystansem na dziewczynkę, którą Amelia trzymała z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych