Przetrwać wszystko
Jedno z moich pierwszych opowiadań. Powstawało spontanicznie i zupełnie bez jakiegokolwiek pomysłu. Wyszło, co wyszło i oto jest!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:arial}Dwa inne światy. Dwie inne wartości. Dwa inne marzenia. Dwie inne osoby. Ona i on. Oni. Ona - religijna, spokojna dziewczyna, dla której priorytetem jest nauka; On - zwariowany, wytatuowany chłopak, który nie może odgonić się od przyjaciół, nałogów, imprez i dziewczyn. Dziwne, że wybrał właśnie tą. Tak bardzo się różnili, a mimo wszystko byli razem od trzech miesięcy. Trzech pełnych miesięcy, podczas których wiele już przeżyli. Był jej pierwszym chłopakiem, mimo że miała już siedemnaście lat, on osiemnaście. Nic dziwnego, nigdy nie wierzyła w siebie. Zawsze uważała się za skromną dziewczynę, która nie potrzebuje do szczęścia drugiej połówki. Dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo się myliła. Teraz stała, lekko zmarznięta, w parku, czekając na jej ukochanego. Ukochanego, mimo że słowo kocham padło raptem kilka razy. I z jej, i z jego ust, co warto podkreślić. Michał nie okazał się kolejnym bezuczuciowym chamem, wręcz przeciwnie. Wracając jednak do owego kochania, to dobrze, że nie powtarzali zbyt często tych słów, bo po prostu straciłyby one na znaczeniu. Bo ile jest warte kocham mówione co minutę? Ich związek w większości opierał się na docinaniu sobie, żartowaniu, rozmawianiu. Słodkości. Ale podobno partner to również przyjaciel, tutaj sprawdzało się to w stu procentach. Ujrzała szatyna, zbliżającego się w jej stronę. Uśmiech automatycznie pojawił się na jej twarzy. Chował coś za plecami, dobrze to widziała. Gdy już doszedł, a ona zdążyła poprawić swoje długie włosy, musnął wargami jej policzek. - Kochanie - zaczął, patrząc swoimi brązowymi oczami w jej. Od razu poczuła motylki w brzuchu. W tym momencie wyjął przepiękny bukiet czerwonych róż. Dokładnie tych, które lubiła najbardziej. - O jejku - zagryzła widocznie wargę. - Dziękuję - mruknęła cichutko, a w nagrodę zatopiła swe usta w jego wargach. M. odpowiedział uśmiechem i oddał pocałunek. To było.. podziękowanie za trzy miesiące. Najwspanialsze trzy miesiące w życiu Pauliny. Usiedli wreszcie na ławce, z której poprzednio strzepali śnieg, którego i tak nie było dużo w tym roku. Dziewczyna rozejrzała się po parku, dostrzegając dwóch chłopaków. Dość sporych chłopaków, których każdy w okolicy powinien się bać. Spojrzała przestraszona na Michała, a ten zapewnił ją, że nic im nie zrobią. Dopiero później dostrzegł, kim oni są naprawdę. Podeszli do nich i bez żadnych skrupułów pociągnęli szatyna za szalik. Paulina, jakby sparaliżowana siedziała na ławce, a po jej policzkach ciekły łzy. - Zostawcie go! - krzyknęła z całych sił, w nadziei, że może ktoś ich usłyszy. Ciemno i głucho. Cisza przerywana uderzeniami to w twarz, to w brzuch Michała. - Odejdź od niego, idioto! Słyszysz? Zostaw go! - ponowiła dziewczyna, ale niedługo po tym jeden z mięśniaków przystawił do jej buzi dłoń, uniemożliwiając jej oddawanie jakichkolwiek odgłosów. Próbowała się wyrwać, ale to było na nic. Siedziała i patrzyła, jak jej ukochany cierpi. Michał umiał się bić, jakkolwiek to zabrzmi, ale nie miał nic do powiedzenia, gdy w grę wchodził ktoś dwa razy większy od niego. Nie minęło pięć minut, a tamci uciekli. Zostawiając ich samych. Przerażona dziewczyna podniosła się i podbiegła szybko do chłopaka. Nic nie mówił, nie dawał żadnych oznak życia. Przeklęte NIC. Spojrzała na niego... całego zakrwawionego. Wyciągnęła szybko telefon i wezwała karetkę. Zdawała sobie sprawę, że trochę czasu upłynie, zanim przyjadą. Bała się dotykać chłopaka, by jeszcze bardziej nie uszkodzić jego ciała. Nie, w takich chwilach nie myśli się o reanimacji. Przeżegnała się, wierząc, że to pomoże i cała zapłakana złożyła na czole chłopaka pocałunek. Był dla niej wszystkim, nie mogła pozwolić mu umrzeć.
Dwa dni po feralnym dniu, a ona dalej nie mogła wymazać tego widoku sprzed swoich oczu. Miała sobie za złe, że jakoś nie powstrzymała tych chłopaków. Paradoksalnie, bo tak naprawdę nigdy nie dałaby rady tego zrobić. Dwa dni bez jedzenia, bez ludzi, bez powietrza, którym był dla niej Michał. Bez oddechu. Paulina przesiedziała całe dwa dni w szpitalu, na sali chłopaka, przed nią, na korytarzu, w bufecie, byleby blisko ukochanego. Nie wiedziała tak naprawdę nic, o stanie jego zdrowia. Nieprzytomny? To nie dostarczało wielu informacji. Byłą tu sama. Rodzice chyba o chłopaku zapomnieli, a kumple zazwyczaj w takich momentach odpuszczają. Czy można nazwać przyjaciółmi kogoś, kto tak robi? Odpowiedzcie sobie sami. W końcu, gdy pewnego dnia siedziała oparta o ścianę i powoli osuwała się, zasypiając, ktoś szturchnął ją w ramię, budząc. Burknęła coś pod nosem i podniosła się do siadu, unosząc brwi. Lekarz? Ogarnęła szybko grzywkę i usiadła na pobliskim krześle. - Już wszystko dobrze, obudził się - powiedział ciepłym głosem mężczyzna. Paula wstała i prawie podskoczyła z radości. - Ale na razie lepiej by było, gdybyś poszła do domu spać - dodał po chwili, patrząc na dziewczynę. - Nie po to siedziałam tu tyle, by iść spać - dziewczyna zmarszczyła brwi i oparła dłonie na biodrach. Wyczuła, że coś jest nie tak. - Co z nim? - spytała łamiącym się głosem. - On... ma kilka złamanych żeber, no i wstrząs mózgu - odpowiedział lekarz. Zdawał sobie sprawę, ze takie informacje udziela się tylko rodzinie, ale Paulina była chyba najbliższa pacjentowi. - To oznacza, że stracił pamięć? - dziewczyna podrapała się po policzku. Że niby miałby ją zapomnieć? Ją i wszystko, co go otaczało? O nie, to nie może być prawdą. - Nie, spokojnie, na szczęście nie - lekarz pokiwał przecząco głową, a Paulina odetchnęła z ulgą. - No leć już do niego, ale obiecaj, ze wrócisz dziś na noc do domu - dodał mężczyzna. - Obiecuję i dziękuję - zasalutowała dziewczyna i już jej nie było, bo zdążyła usiąść na krześle w pobliżu łóżka Michała. - Paula - jęknął cicho Michał, ledwo dosłyszalnie. Cieszył się, że mógł ją zobaczyć, ale nie chciał, by ona widziała go w takim stanie. No, i jasne jest chyba też to, że nie chciał, żeby się przemęczała, bo niewątpliwie takie siedzenie w szpitalu do najciekawszych zajęć nie należało. - Tak się martwiłam - szepnęła dziewczyna, chwytając go za rękę i opierając na niej głowę. Poczuła łzy, które spływały po jej po liczkach. - Ej, mała, będzie dobrze - uśmiechnął się pocieszająco chłopak. Może takie pocieszenie było banalne, ale mimo wszystko dawało dużo. Normalnie pewnie przejechałby dłonią po jej włosach, ale połamane żebra ograniczały jego ruchy. - Czemu oni Ci to zrobili? - spytała nagle, bo tak naprawdę tego nie wiedziała. Mógł być to zwykły przypadek, ale nie, nie wierzyła w to. - Nie rozmawiajmy teraz o tym - mruknął chłopak, wywracając oczami. - Powiedz - Paulina nagle podniosła głowę. Czyżby miał przed nią tajemnice? Znała go na wylot. - Naprawdę wolałbym nie. Zamknięty rozdział życia. To nic nie znaczyło - powiedział Michał ze wzrokiem wbitym w sufit. - Michał - przekręciła głowę w bok. Czuła, że zaraz dowie się najgorszego. Wstała. - Dobrze, już dobrze - burknął chłopak. - Kiedyś... na imprezie, no zdradziłem Cię, kurde - powiedział cicho, kontynuując dalej. - To byli jej bracia, nasłała mnie, bo niby się zakochała. Ale ja kocham Ciebie, rozumiesz? To nic nie znaczyło, przysięgam, byłem naćpany - dodał szybko chłopak. Dziewczyna spojrzała na niego załzawionymi oczami, nie wierząc w to, co słyszy. Ona tyle tu siedziała, martwiła się, a on mówi jej, że ją zdradził? To żart? Pokręciła jedynie głową i ruszyła do wyjścia z sali. Michał chciał wstać, zatrzymać ją, przytulić, ale nie mógł. Paulina zniknęła z pola jego widzenia.
Dziewczyna przepłakała tydzień. Przez jednego chłopaka potrafiła wylać tonę łez. Dopiero teraz spostrzegła, jak słaba jest jej psychika. Dopiero teraz wiedziała, że nikogo nie kochała bardziej, niż Michała. A on? On po kilku dniach wyszedł ze szpitala. Paulina się nie odzywała, nie potrafiła, nie chciała, wolała zapomnieć. Chłopak chciał ją odwiedzić, ale wahał się. Najpierw zadzwonił, jednak ta nie odbierała. Naciśnięcie zielonej słuchawki okazało się najtrudniejszą rzeczą do wykonania, której nie podołała. Mimo wszystko pierwszą rzeczą, którą zrobił było udanie się od domu dziewczyny. Podjechał tam autobusem, z którego szybko wysiadł, bo zauważył na horyzoncie kanara, a on nigdy nie kupował biletów. Nacisnął dzwonek, a po kilku chwilach drzwi uchyliła matka jego, nadal, ukochanej. - Dzień dobry, wiem, że nie będzie chciała ze mną rozmawiać, ale... mogłaby mnie pani wpuścić? - spytał z dobrze słyszalną nadzieją w głosie. Kobieta po kilku próbach w końcu się zdecydowała i pozwoliła Michałowi wejść do środka. Ten szybko poszedł do pokoju Pauliny, mijając na ścianach kilka świętych obrazów. Zapukał do dobrze mu znanych drzwi, ale nie usłyszał odpowiedzi. Pozwolił więc sobie wejść do środka pokoju Pauli. Zobaczył ją, leżącą na łóżku. Wyglądała jak trup, dosłownie. Leżała, ze spojrzeniem wbitym w sufit, a po jej policzkach co parę chwil leciały pojedyncze kropelki. - Chciałbym Cię przeprosić. Naprawdę zdaję sobie sprawę, że wszystko spieprzyłem, ale kocham Cię jak wariat - powiedział, tak na początek, chłopak. Dziewczyna nie odpowiedziała. Kompletnie go ignorowała, była nieobecna. - Paula, do cholery jasnej - podszedł do niej, usiadł na skraju łóżka i chwycił ją niepewnie za rękę, jednak ta szybko cofnęła dłoń. - Myślisz, że jestem idiotką, która Ci wybaczy? Kochałam Cię, tak bardzo Cię kochałam i nadal kocham, ale... wolałeś inną. A to, że byłeś naćpany nie jest żadnym wytłumaczeniem, a jedynie znakiem od Boga, że powinieneś wreszcie z tym skończyć - odparła jednym tchem Paulina, nie odrywając nawet wzroku od białej powierzchni. - Wyjdź, proszę Cię wyjdź. Chcę być sama - krzyknęła z całych sił dziewczyna, a Michał automatycznie się podniósł. Nie tłumaczył się, bo wiedział, że i tak jest skończony w jej oczach. Wyszedł, zamykając głośno za sobą drzwi. W tym momencie, chyba pierwszy raz w życiu, można było zobaczyć łzy w jego oczach. Zbiegł po schodach i chwycił za klamkę drzwi w celu wyjścia z domu, do którego najprawdopodobniej już nie powróci. - Michał! - usłyszał nagle znajomy głos matki Pauliny. Zaskoczony zatrzymał się, odwrócił i ujrzał kobietę, która kiwnięciem głowy zachęciła go, by przyszedł do kuchni. Ten, bez wahania, udał się tam i usiadł na krześle. Pani Krysia szybko wytarła dłonie o kuchenną ścierkę i usiadła naprzeciw Michała. Nabrała głośno powietrza do płuc. - Muszę Ci coś powiedzieć, nie wiem, jak to przyjmiesz - zaczęła brunetka. Domyślał się, że pewnie chodzi o coś związanego z ich związkiem, z jego zdradą. Paula i pani Krysia były ze sobą silnie związane, najlepsze przyjaciółki. - Słucham - mruknął chłopak, wbijając wzrok w twarz kobiety. - Pewnie Ci nie powiedziała - zaczęła kobieta. - O, powiedziała. Zdążyła mnie przekonać w tym, jakim to jestem idiotą. Pani nie musi, naprawdę o tym wiem - wywrócił oczami Michał. - Ale nie o to chodzi - wzruszyła ramionami…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hopein
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…