Przewrót
Trzecia część tycząca się Miasta Mistrza Gry. Pisana nieco inaczej, niż dwie poprzednie, choć fabułę ma z pozostałymi mocno powiązaną.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wbiegł na pierwsze piętro nie oglądając się siebie. Wiedział, że były za nim. Wiedział, że go dopadną. Ale uciekał. Zawsze warto pożyć choć kilka chwil dłużej. Zakręcając w korytarz oddał kilka strzałów w stronę schodów. Nie widział żadnego, ale wiedział, że one tam są. Szły po niego. Szły…
* * *
Dzień rozpoczął się dla niego około godziny szóstej czterdzieści, kiedy to z otchłani snu wyrwał go straszliwy jazgot budzika. Zwinnym machnięciem strącił elektroniczny zegar z półki, uciszając go ostatecznie. Zastanawiał się przez chwilę, czy nie zdrzemnąć się jeszcze, ale ostatecznie zgramolił się z czarnego tapczanu w okolicach godziny siódmej. Za oknem lało. Deszcz miarowo zacinał w szyby, co nie poprawiło jego i tak fatalnego nastroju. Nienawidził deszczu, wilgoci, a już najbardziej tej pluchy, której wszędzie było pełno. Z szafy wyciągnął czarny garnitur, parę lakierek, zapiął zegarek, założył na nos przyciemniane okulary. Z wieszaka ściągnął parasol. O siódmej dwadzieścia opuścił mieszkanie. Szykowało się najgorsze sześć godzin jego życia, ale, rzecz jasna, nie mógł jeszcze o tym wiedzieć.
* * *
Za oknem prawie tak wrednie, jak w jego świecie. Zimny, listopadowy wieczór, lekka mżawka, silny wiatr. Tym razem nie zapalił świecy. Każdemu z Jasnych wręczył po kiepskiej latarce. Dziś błąkają się po kanałach. A nastrój jest nastrój. Aktoreczkę zastąpił policjant, miast szpiega w szambie błądzi mafioso. Tylko alchemik się nie zmienił. Ani trochę – dogląda wszystkiego z góry. Mistrz opowiada, starając się wyrazić słowami smród, jaki tam panuje; opisać potworną atmosferę, a przede wszystkim nie pozostawić po sobie żadnych niedopowiedzeń. Nowi Jaśni zdają się być inteligentni, dużo pytają. Może ogromna bestia czająca się za rogiem ich nie dopadnie?
* * *
Nie było problemu ze złapaniem taksówki. Ledwie sobie wyobraził, że chce z owej usługi skorzystać, a ta pojawiła się znikąd, prosto przed jego oczyma. Mistrz wkładał coraz mniej uwagi w świat. Jadąc na miejsce zastanawiał się, czy jest to rzecz dobra, czy wręcz przeciwnie…
* * *
Policjant klnąc brnie przez kanały, rozglądając się uważnie. Światło latarki dokładnie sprawdza każdy kąt, wypatrując rzekomego potwora, widzianego przez kilka osób. Krok w krok za nim mafioso, udający prywatnego detektywa, z pistoletem gotowym do strzału. Idą. A antykwariusz, z ironicznym uśmiechem na twarzy, oparty o latarnię, pali papierosa. Czeka. Umówił się tutaj na spotkanie.
* * *
Do końca nie wiedział, dlaczego powstrzymał się, by6 oświetlić tamto miejsce, dlaczego stwierdził, że nie, że tam owego monstrum nie może być. Ale było już za późno. Monstrum wyskoczyło z rury z ogromnym skowytem, wymachując dookoła czterema rękopodobnymi kończynami. Miał chwilę, by przyjrzeć się mu dokładnie. Zielonkawa, chropowata skóra, sześć kończyn, ogromny, krzywy pysk, dwie pary niebieskawych oczu. Długi, wijący na wszystkie strony, zakończony ostrym szpikulcem, ogon. Nie myślał wiele, wpakował w cholerstwo cały magazynek, krzycząc przy okazji w niebo głosy. Gdy zauważył, że nie wywiera to na maszkarze żadnego wrażenia, próbował uciekać. Lecz był za wolny… Gangster tymczasem rzucić się do ucieczki. Wiedział, że gdy bestia skończy z gliniarzem dopadnie i jego. Pozostało mu już tylko uciekać. W połowie drogi, gdy wydawało mu się, że jest już bezpieczny, spada przed nim z sufitu druga bestia. Jasny nie chciał słuchać opisu. Po prostu wyłączył latarkę.
* * *
-Co się tu dzieje? – antykwariusz kończy jednego papierosa, po czym od razu zapala następnego. A pomyśleć, jeszcze kilka tygodni temu zawsze zwracał mu uwagę, że palenie szkodzi zdrowiu. – Co się tu, kurwa, dzieje?! -Nie wiem, o co ci chodzi. -Nie pieprz, Smith. Chociaż ty tu nie pieprz. Chociaż ty powiedz mi prawdę. Tamci dwaj już pewnie nie żyją, jeśli nie pokonałaby ich jedna bestia, zrobiłoby to osiem, albo i więcej. -Jestem tylko Ciemnym. – zabójca sprawdza, czy pistolet jest na swoim miejscu, poprawia go nieco, po czym sam wyciąga…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Qbista
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…