Przygody Kolozjusza czII. i ostatnia
WAŻNE! Aby zrozumieć cokolwiek musicie niestety przeczytać poprzednią część wraz z komentarzami. A także jedno opowiadanie Czarodziejki "Tam gdzie wiosna krzyczy zielenią". Ponieważ Czarodziejka nie publikuje już nic w tym serwisie, za zgodą autorki
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
UWAGA!!! UWAGA!!! PONIŻEJ JEST OPOWIADANIE CZARODZIEJKI A MOJE JEST DOPIERO JESZCZE NIŻEJ. CHODZI O TO, ŻE MOJE OPOWIADANIE JEST ZROZUMIAŁE DLA OSÓB, KTÓRE PRZECZYTAŁY TO... Z BRAKU INNEJ MOŻLIWOŚCI OPOWIADANIE JEST DOKLEJONE TUTAJ:
{i} "Pamiętam tylko, że płakałam. Płakałam i biegłam przed siebie. Byle dalej, byle szybciej, byle zapomnieć... Po każdej naszej kłótni zawsze walił się mój świat, a że kłóciliśmy się praktycznie zawsze spokojnie mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że on już się nie walił tylko po prostu legł w gruzach.
Co prawda nigdy mnie nie uderzył, ale zamiast tego od samego początku stosował znacznie drastyczniejsze i bardziej wyszukane środki psychologicznego terroru. Czasem miałam już tak bardzo tego dość, że krzyczałam wręcz do Niego, żeby mnie walnął raz a porządnie i po prostu przestał mnie krzywdzić. Łagodniał wtedy i zbliżał się, żeby mnie przytulić, a ja uciekałam. Tak bardzo Go wtedy nienawidziłam. Tak bardzo chciałam wtedy zakończyć to jedno wielkie pasmo nieporozumień zwane naszym związkiem. Tak bardzo chciałam, ale nigdy nie potrafiłam się na to zdobyć. Chyba nigdy nie potrafiłam podejmować trudnych i ostatecznych decyzji. Czekałam, aż ktoś mnie wyręczy, albo po prostu odwlekałam moment, w którym miały zapaść w nieskończoność.
Tak było i tym razem. Po prostu wybiegłam z Jego mieszkania i pognałam na stację. Chciałam tylko jak najszybciej znaleźć się w domu, położyć się we własnym łóżku i zasnąć. Tylko po to, żeby obudzić się kolejnego dnia, wszystko mu wybaczyć, zapomnieć i ciągnąć dalej nasze przedstawienie. Póki kurtyna jest w górze trzeba grać...
Gdy zziajana dobiegłam na peron kolejka mrugnęła do mnie na pożegnanie swoim czerwonym, neonowym światłem i po chwili znikła za zakrętem. Wtedy już nawet nie próbowałam powstrzymywać łez, które strumieniami bezsilności spływały po moich policzkach.
Spojrzałam na telefon - piętnaście nieodebranych połączeń. Za każdym razem ten sam, bezczelny, pewny siebie, skruszony numer. Wyłączyłam komórkę i wrzuciłam do torebki. Gdybym teraz zaczęła z Nim rozmawiać nie potrafiłabym mu niczego wybaczyć i z całą pewnością zakończyłoby się to wszystko naszym rozstaniem - no a do tego przecież nie mogłam dopuścić...
Nerwowo sięgnęłam do kieszeni kurtki po papierosa. Pusto. No tak, przecież to od tych cholernych fajek zaczęła się ta cała awantura. Spojrzałam na zegarek. Już prawie północ, wszystkie kioski pozamykane... Rozejrzałam się wokoło, ale poza siedzącym na ławce kolesiem, który miętosił w rękach żarzącego się skręta i bezczelnie się na mnie gapił, nie dostrzegłam ani jednej żywej duszy. Upatrując w nim swoją ostatnią deskę ratunku na pozyskanie fajka ruszyłam w jego stronę dziarskim krokiem, ocierając jednocześnie rozmazany pod oczami tusz.
- Przepraszam, masz może papierosa? - wycedziłam hamując nerwowe wibracje mojego głosu - Niestety nie palę... - uśmiechnął się nonszalancko i odchylił do tyłu głowę zaciągając się ziołem. Dopiero wtedy w świetle latarni zobaczyłam dokładnie jego twarz. Była stara. Znacznie starsza niż początkowo przypuszczałam. Twarz, która zdawała się mieć więcej lat niż on sam... - Chyba, że chcesz bucha? - spojrzałam niechętnie na skierowaną w moją stronę bibułkę. Nie chciałam. Już od dawna nie paliłam i nie zamierzałam do tego wracać. Nie chciałam, ale zapaliłam. Na przekór samej sobie. Tylko po to, żeby udowodnić sobie jak bardzo się przez Niego staczam. Tylko po to, że zaakcentować przed samą sobą jak bardzo jestem beznadziejna...
Kiedy wreszcie dojechałam do domu rzuciłam się na łóżko i pospiesznie wystukałam treść smsa: "poznałam kolesia, skuliśmy się ziołem i za chwilę będziemy się pieprzyć - nie chcę cię więcej widzieć". Oddzwonił po kilkunastu sekundach. Wiedziałam, że oddzwoni - przecież o to właśnie chodziło...
Krzyczał. Rzadko mu się to zdarzało, ale kiedy był naprawdę zdenerwowany darł się do mnie po niemiecku. Niczego nie rozumiałam, a On niczego nie tłumaczył. Kiedy kończył swój gniewny monolog przepraszał tak pięknie i intensywnie, że zawsze mu wybaczałam. Z resztą pewnie gdyby nawet tego nie zrobił to i tak bym mu wybaczyła...
Tym razem jednak przerwałam mu w połowie zdania i po prostu się rozłączyłam. Byłam ciekawa jak daleko jest w stanie się posunąć. Byłam ciekawa jak daleko sięgają granice Jego cierpliwości. Byłam ciekawa. A może po prostu byłam tak zjarana, że było mi wszystko jedno...
Nie minęło pół godziny jak staliśmy pośrodku pokoju, wtuleni w siebie w nieśmiałym blasku przyćmionej żarówki. Głaskał mnie po głowie, szeptał do ucha jakieś zdania pozbawione ładu i składu i ponownie pozwolił mi uwierzyć, że tylko z Nim mogę być naprawdę szczęśliwa... Nie pierwszy i nie ostatni raz...
Kolesia od skręta już nigdy więcej nie widziałam, choć jeszcze nie raz wracałam do domu w podobnym stanie czekając na ławce na ostatnią kolejkę. Lecz mimo tego, że spędziłam z nim najwyżej jedną godzinę mojego życia zapamiętam go z całą pewnością jeszcze przez wiele lat. Już zawsze będzie dla mnie kolejnym symbolem przeszłości. Symbolem ucieczki, ślepoty, poddania się i głupoty. Nie jego - mojej.
Odtwarzam sobie czasem w myślach tą starą, nadtrawioną życiem twarz i staram się przypomnieć sobie jego szkliste oczy pozbawione wyrazu. Wyobrażam sobie, że siedzi teraz gdzieś na jakiejś ławce i skręca kolejnego blanta żeby tylko uciec od swoich własnych myśli. Może nawet po to, żeby pozwolić jeszcze komuś uciekać razem z nim...
Próbuję wyreżyserować w swojej głowie obraz jesieni jego życia. Czy w ogóle jej doczeka? Czy będzie dla niego spokojna i łaskawa? Czy wreszcie pozwoli mu odpocząć? Czy da mu schronienie? Czy wreszcie będzie mógł przestać uciekać przed swoimi demonami?
Za każdym razem tworzę dla niego inną bajkę, inną wersję tych samych wydarzeń. Buszuję po przestrzeniach mojej wyobraźni i kompletuję coraz to nowe historie. Coraz to nowe zakończenia. I tylko jeden element zawsze pozostaje ten sam. Jeden motyw, którego nie jestem w stanie zmienić. Jeden fragment układanki, który już napisała przede mną jego przeszłość...
Wiosna. Wiosna jego życia. Wiosna jego młodości. Wiosna. Jego wiosna. Wiosna krzycząca zielenią..." {/i} KONIEC OPOWIADANIA CZARODZIEJKI, KTÓRE NIE JEST ELEMENTEM TEJ PRACY PODLEGAJĄCYM OCENIE!!!
I WRESZCIE MOJE WŁAŚCIWE OPOWIADANIE:
W POPRZEDNIM ODCINKU: Kolozjusz obcina drzewo i uwalnia krasnoludka. KONIEC OPISU POPRZEDNIEGO ODCINKA
- Hmmm No dobra uwołniłeś mnie, pewnie chciałbyś okup albo co.- Rzekł przyzwyczajony do tego typu sytuacji krasnal Erkus-Bała. - Yyyy... Ale o co chodzi?- zapytał z ulgą, że udało mu się wymyślić jakieś sensowne zdanie przedłużające ciąg rozmowy i przerzucające ten ciężar na Erkus-Bałę. - Ok. Bo widzę, że jak się rodziłeś to im się wyślizgnąłeś z rąk i walnąłeś chyba o posadzkę. Wyjaśnie Ci to inaczej. Będę twoim złotym rybkiem. Spęłnię twoje trz... DWA! Dwa życzenia. - y...o.u... Nie rozumiem - poczuł jak z wielkiego balona, tego całego ciężaru intelektualnego, schodzi szybciutko powietrze. Od razu lepiej, ucisk w skroniach szybko minął po wygłoszeniu tej kwestii. - Gościu, bo się rozmyślę. Mówisz mi pierwsze życzenie, ja je spełniam. Mamy taki system, że pstrykamy palcami i życzenia się spełniają. Ale tylko tych osób, które zrobią dla nas jakiś dobry uczynek. My sami nie możemy spełniać swoich życzeń. Ale chola chola, bo sie zagotujesz. Nie za dużo informacji na raz. Pamiętaj, musisz mi tylko powiedzieć czego pragniesz a ja już zobaczę co da się z tym zrobić. - Kolo był tak skupiony na słuchaniu Erkus-Bały, że nawet nie mrugał. Minęło pół minuty zanim zauważył, że krasnal już skończył. Erkus-Bała poczuł się lekko zażenowany poziomem rozmowy. - Muszę się zastanowić - Usiadł na pieńku. - Bałem się, że to powiesz - Nastawił budzik, żeby obudził go za dwie godziny i poszedł spać.
Krasnal zasnął już na dobre, Kolo siedział i myślał.
Minęły dwie godziny, budzik nie zadzwonił. Prawdopodobnie dlatego, że nie miał baterii i nie tykał. Baterii nie było ze względów ram czasowych, które nie były niestety jasno określone. I Erkus-Bała nie wiedział czy może mieć baterie, czy nie... Nie ma sensu dłużej się nad tym rozwodzić. Kolo siedział i myślał.
Trzy godziny. Nienajmilszy na świecie krasnal wciąż spał a drwal wciąż siedział i myślał.
Cztery godziny. Erkus-Bała spał, Kolo przechylił się do przodu, oparł głowę o trawę i zaczął chrapać...
Pięć godzin. Śpią. Cisza. Sarenka przydreptała na łączkę i skubała cicho trawkę.
- Wstawać!!! Jak wy się zachowujecie!? To opowiadanie nie jest o jakiejś sarence tylko o was!!!- Powiedział pełen opanowania narrator. Echo rozeszło się po lesie i gdzieś znikło. Erkus-Bała poprawił swoją czapkę i zapytał zaspanym głosem: - No i? Słucham, nie mam całego dnia. - Chyba mam! Chyba już wiem o co pana krasnoludka poproszę panie krasnoludku. - Mów mi Edek dobra?- Edek, tak właśnie brzmi przekład imienia Erkus z krasnoludzkiego. - Dobrze panie krasnoludku Edku... - Cholera chyba się nie rozumiemy! Po prostu Edek! Edek! Jasne?- Kończąc wypowiedź zarumienił się ślicznie. - Edek? - Edek! - A
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil CleX
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…