Wróć do katalogu

Przygody Małego Krasnoludka Wiktora

Przygody Małego Krasnoludka Wiktora...po prostu odbiło mi i nie mam co pisać:D

slawi13, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pewnego razu Mały Krasnoludek o imieniu Wiktor spotkał na górskiej drodze węża. Był to przedstawiciel najgroźniejszej i najbardziej przebiegłej rasy tych zwierząt. Należał bowiem do Wężów Mądromównychzdomieszkągrozy. Nazywał się Sarkozy i wyglądał strasznie. Był długości czterech Małych Krasnoludków i miał skórę w czerwono- białe prążki. Otworzył usta, zasyczał i rzekł cicho: - Witaj. Jestem Sarkozy. Pochodzę z rasy Wężów Mądromównychzdomieszkągrozy...Jak cię zwą Mały Krasnoludku?- miał chytry i przebiegły głos. Wiktor trochę się przestraszył. - Cześć. Jestem Wiktor. Mieszkam w miasteczku Małych Krasnoludków i sam nim jestem. Co ode mnie chcesz wężu Sarkozy?- spytał opanowując lekko zdenerwowany głosik. - Tutaj w górach jest niebezpiecznie wiesz? Gdzie idziesz Wiktorku? - No bo u nas to każdy Mały Krasnoludek w wieku sześciu lat musi iść w góry na dwa dni. Taka tradycja...- odparł i zawahał się trochę. Pomyślał, że powiedział za dużo. Sarkozy nie wyglądał mu na grzecznego węża. Szczerze mówiąc wyglądał mu na niegrzecznego węża. Małe Krasnoludki nie mogły kłamać i Wiktor tego nie robił. Naprawdę w Małokrasnoludkotown(tak nazywa się jego miasto) istnieje tradycja, jak to nazywają, sześcioletniogórska. Każdy z jego rasy musiał w tym wieku pokazać, że jest odważny. Wysyłano go w góry i zostawiano na dwa dni i dwie noce. Wszyscy jakoś przeżywali ten czas i zawsze wracali. Nasz bohater też tego chciał, ale nie podobała mu się ciekawość Sarkozego. - Po co wam ta tradycja? - Musimy udowodnić odwagę i gotowość do dalszego, poważnego życia.- Wiktor uśmiechnął się dumnie. Postanowił pozbyć się węża. - Robi się ciemno, a ja muszę gdzieś spać. Tutaj nie ma dobrej ziemi na obóz. Pozwól, że odejdę trochę dalej.- powoli ominął stworzenie i przyspieszając ruszył ścieżką przed siebie. Zza pasa wyjął patyk. Była to jedyna broń jaką dostał od ojca wyprawiającego go w podróż. Wyglądające niepozornie drewienko, nie było takie niepozorne. Miało magiczne właściwości i dzięki niemu Wiktor mógł rzucać czary. Używał zaklęć, które poznał wcześniej by przetrwać. Znał ich wiele, gdyż był dość inteligentnym uczniem Mistrza Magii. W Małokrasoludkotown była szkoła, gdzie podstawową lekcją jest magia. Nagle Wiktorek potknął się o coś. Wyrwany z zamyślenia upadł twarzą na zieloną trawę. Wstał powoli podnosząc różdżkę z ziemi. Odwrócił się i ujrzał Sarkozego. Wąż należący do Mądromównychzdomieszkągrozy wpatrywał się w niego swoimi wielkimi oczami. Mały Krasnoludek wyczuł moc zwierzęcia. Nauczył się tego w szkole. Wiedział już, że stworzenie zna magię równie dobrze, jak on sam. - Czemu za mną szedłeś?!- krzyknął przerażony. Bał się go. - Nie szedłem za tobą. Po pierwsze nie umiem chodzić Mały głupi Krasnoludku. Po drugie potknąłeś się o mnie więc musiałem iść przed tobą. Wyczuwam od ciebie strach. Boisz się Wiktorze. Boisz się mnie?- pytał najstraszniejszym ze swoich głosów. - Nawet... Musisz przyznać, że jesteś trochę straszny.- nasz bohater chciał obronić się starą taktyką Małych Krasnoludków. Przyznawał rację udając trochę obojętnego. - Jesteś głupi. Znam tą starą taktykę Małych Krasnoludków. Przyznajecie rację udając trochę obojętnego.- Sarkozy wyciągnął mu to z głowy. - Chyba dlatego jesteś Mądromównyzdomieszkągrozy. Za dużo wiesz! - Uspokój się Wiktorze! Mówię, uspokój się. - Czego ode mnie chcesz ohydny zwierzaku?! - Nie nazywaj mnie tak! Chcesz ukończyć swoją sześcioletniogórską próbę? - Skąd wiesz jak się nazywa? - Jestem w końcu Mądromówny. Wiem wiele. Chyba nie chcesz być pierwszym, który jej nie wykonał? - Czemu miałbym jej nie wykonać.- wycelował w węża patykiem. - Pomyśl o czymś Wiktorze. Pomyśl.- szepnął. O co mu chodzi?, Czego on chce?, myślał sześciolatek. - Wiesz o co mi chodzi? Wiesz czego chce? Widzisz co potrafię? Czytam w twoich myślach. Jak zwykłą książkę!- Wiktor się przeraził. - Jak to robisz? - Magia...Magia Mały Krasnoludku...- odparł. - Ale o co tobie chodzi. Popisujesz się Wężu Mądromównyzdomieszkągrozy? - Ile zostało ci jeszcze do końca próby?- zapytał nie zwracając uwagi na skierowane do niego pytanie. - Po nocy mogę wracać. - Jeśli chcesz wrócić, musisz wykonać dwa zadania. Przykro mi Mały Krasnoludku. Teraz ja mówię co masz robić!- krzyknął. Wiktor się bał. Nie wiedział co odpowiedzieć. Czemu on musiał mieć takiego pecha i trafić na tak groźnego węża. Chciał spokojnie pozbierać grzyby i wrócić, a tu pojawił się taki ohydny Sarkozy czytający mu w myślach. - Nie rozpaczaj tak i nie mów, że jestem ohydny. To jak? Podejmujesz się zadań? Bo mogę cię od razu zjeść. Jeśli tak to wiedz, że mi przyniosą korzyść, tobie życie i może nawet czegoś się nauczysz...- nasz sześcioletni bohater wiedział co odpowie. Wszystko albo nic. - Poproszę pierwsze zadanie.- rzekł to dumnie i męsko. Nie brzmiał jak Mały Krasnoludek, tylko jak odważny mag wyruszający w podróż, o których słyszy się od dziadków. - Jesteś odważny Wiktorze.- zasyczał cicho. - W górach jestem od niedawna. Przybłąkałem się. Za tamtym wzgórzem...- spojrzał w prawo. -...mieszkałem wcześniej. Nie ma już tam nic, prócz jednej, należącej do mnie rzeczy. I ją masz mi przynieść. - O czym mówisz? - Pod wodospadem znajdziesz grotę. Tam szukaj, a znajdziesz. Ruszaj Mały Krasnoludku!- syknął i spojrzał mu w oczy. - Czy jest tam niebezpiecznie? - Na pewno ze mną jest gorzej. - Dlaczego nie pójdziesz sam? - Chcę dać ci jakąś szansę przeżycia Wiktorze. Biegnij.- Mały Krasnoludek posłuchał węża. Z różdżką w ręku ruszył na wzgórze. Biegł ile sił w nogach powoli dochodząc do najwyższego punktu. Kiedy stanął na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych