Wróć do katalogu

Przypadłość ludzka

Ona i on... bo związek nie zawsze może być doskonały.

Morwena, opublikowano , 9 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Człowiek, chyba każdy, ma czasem takie chwile, kiedy czuje, jakby go nie było. Wszystko traci swą wartość, dostać można tylko przykrą pustkę, zagubienie sensu życia, brak jakiegokolwiek zrozumienia i uczucie niebytu. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Mnie trzyma ono już od kilku tygodni. Nie chcę tego przeżywać, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. To naprawdę niemiłe uczucie... W dłoniach obracam kubek z ciemną, gorącą czekoladą. Nie czuję jednak jej ciepła. Napój ma gorzki smak, jestem tego pewna, choć nie skosztowałam ani łyczka. Mam dziwne wrażenie, że jak tylko spróbowałabym coś zjeść lub wypić, to zaraz wszystko wylądowałoby z powrotem na zewnątrz, w postaci uroczej plamy na podłodze, bo nie zdołałabym nawet dobiec do łazienki. Okropność... Puszczam kubek. Obejmowanie go przestało sprawiać mi przyjemność. Chociaż czy w ogóle, przynajmniej przez chwilę, sprawiało? Czasem tak mam, że muszę się czegoś trzymać. Wiem, że niektórzy ludzie mają podobnie. Tak jakby bało się upaść, bało się przewrócić, czy zgubić... Trzeba obracać w dłoniach długopis, trzymać łyżkę, miętosić chusteczkę, obejmować kubek, trzymać kogoś za rękaw lub chociaż dotknąć ściany. Zawsze wtedy jakoś bezpieczniej. To ciekawe, że małe dzieci, kiedy się przestraszą i chcąc się schować, uchronić przed niebezpieczeństwem, chowają się za nogami swojego rodzica, to zawsze albo dotykają jego nogi, albo całkiem je obejmują, albo chociaż trzymają za nogawkę, czy spódnicę danego rodzica. Ja już przestałam doświadczać tego dziwnego zjawiska. Nie potrzebowałam niczego obejmować. W kuchni, idealnie na środku stołu umieszczona jest biała miska w czarne, kwieciste wzory. Ta moja ulubiona. W niej znajdują się dojrzałe, soczyste, fioletowe i duże winogrona. Pamiętam, jak zawsze mnie nimi karmiłeś. Śmieliśmy się wtedy, żartowaliśmy. Ty urywałeś jedno winogrono, uśmiechałeś się i jak małemu dziecku, podawałeś je prosto do buzi. Albo przygryzałeś zębami i przekazywałeś je pocałunkiem. Wiesz, że bardzo lubiłam te winogrona, to dlatego zasadziłeś je w naszym ogrodzie. Właściwie nadal je lubię. Tylko teraz czuję, że zjedzenie choć jedno spowodowałoby wymioty. Szkoda... wyglądają tak kusząco. Wychodzę z domu. Bardzo pięknego domu. Ma białe ściany, czerwony dach, zadbany ogród. Jest parterowy, nieduży, ale przytulny. To dom, którego zawsze oboje pragnęliśmy, a potem wspólnie właśnie taki stworzyliśmy. Nawet teraz nie stracił swego uroku. Brakuje w nim tylko trochę... życia... Żałuję też, że nigdy nie gościł w swych progach dzieci – naszych dzieci. Rozmyślania pochłaniają cały świat człowieka... Wiem, że ty też tak czasem miałeś. Potrafiłeś przesiedzieć cały dzień nad niczym, czasem pospacerować, czasem zrobić herbatę, czasem nawet się uśmiechnąć. Rozmyślałeś. Nie wiem dokładnie nad czym – nad życiem, nad jego sensem, nad przyszłością, może nawet nad nami. Ja mam tak już od paru tygodni. Nie mogę przestać myśleć. Może to wydawać się banalne a nawet głupie, przecież człowiek cały czas myśli, nawet kiedy śpi, od tego się nie da uwolnić. Ale ja teraz nie myślę, jak inni ludzie. To mnie pochłania. Przypuszczam, że ciebie również. Dookoła coś się dzieje, wszystko pędzi, a mi wciąż jest zbyt mało czasu, by ogarnąć to wszystko umysłem. Niczego nie potrafię zrozumieć, nad wszystkim się zastanawiam. Czasem potrafię się zatrzymać i patrząc na ludzi, zastanawiać, czemu stoją przed ulicą, tak niecierpliwie patrząc na drugi jej kraniec. Na co czekają? Czemu ich spojrzenia są takie nieprzyjemne? Nie potrafię zrozumieć, że stoją tam, bo zapalone jest czerwone światło. Nie dociera do mnie, że spieszą się do pracy, sklepu, na autobus, do domu, na spotkanie, do swej sympatii... Choć sama kiedyś się tak śpieszyłam. Teraz po prostu stoję, patrzę i nie pojmuję. Wyglądam pewnie jak kretynka, ale ludzie i tak mnie nie dostrzegają. Nie zwracają żadnej uwagi, dla nich nie istnieję. Jestem przy naszej ławce, w cudownym, zielonym parku. Tu też jakoś pusto, brakuje życia. Ludzie są mechaniczni. Widzę parę wciąż zakochujących się w sobie na nowo staruszków, dziecko zafascynowane zabawą ze swoim psem, młodą kobietę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych