Przystanek
Leżał twarzą do ziemi...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Leżał twarzą do ziemi. Kątem oka widział majaczącą w oddali latarnię i smugę światła odbijającą się w mokrym asfalcie. Próbował odwrócić głowę. Nic. Żadnej reakcji. Idiotyczna sytuacja. Tak nagle, nie wiadomo skąd, nad ranem, na jakiejś drodze... Gapił się na połyskujący asfalt, a przez głowę przelatywały mu luźne myśli: wypadek, złamany kręgosłup, paraliż, wózek... Wózek był niezłym wstępem do układania scenariuszy przyszłości, ale rozpraszał go brak wiedzy o tym, co było wcześniej. Nie mógł się skupić ani na przyszłości, ani na przeszłości. Brak bodźców całkowicie go dezorientował, w dodatku co chwilę zapadał w jakiś dziwny letarg, może nawet zasypiał. Z grubsza zdawał sobie sprawę ze swojego położenia i nawet ta świadomość nie robiła na nim większego wrażenia. Nie wiedział kim jest, skąd się tu wziął, co było wcześniej. Było mu wszystko jedno. Dość nagle odkrył, że jego mózg jednak coś rejestruje: światło i zapach. Przez cały czas czuł ostrą, uporczywą woń mokrego asfaltu. Przydałyby sie jeszcze jakieś dźwięki – pomyślał próbując się uśmiechnąć. Głupia sprawa, głuchy i sparaliżowany gość uśmiecha się sam do siebie. Przynajmniej próbuje. Coś drgnęło w polu widzenia, układ świateł zaczął zmieniać konfigurację. W pierwszej chwili pomyślał, że to wiatr zakołysał latarnią, ale teraz było już jasne, że zmiana w oświetleniu tej dość żałosnej sceny spowodowana była zbliżającym się samochodem. Światła szybko przesuwały się po poboczu. Za chwilę wyjedzie z zakrętu, ciekawe czy go zauważy? Nawet jeśli, to czy zdąży odbić kierownicą? Pewnie nie, zaraz będzie po nim. Niespecjalnie się tym przejął, ani tego nie poczuje, ani nawet nie usłyszy, a jak się uda to może zdąży zasnąć przed uderzeniem. Pewnie by zdążył, gdyby nie ten cholerny zapach mokrego asfaltu... BŁYSK! 5.50 – czterdzieści minut przed czasem. Co za idoityczny sen! Klnąc pod nosem usiadł na łóżku. Tak na wszelki wypadek - zapach asfaltu ciągle tkwił w jego nosie, poruszył palcami u nóg. Ulga. Ale czterdzieści minut snu przepadło. Zwlókł się do łazienki. Ten asfalt nie dawał mu spokoju. Doszedł do wniosku, że dziś nie będzie jadł śniadania. Usiadł w kuchni nad kawą i patrzył w okno, pozwoliło mu to uniknąć zamykania oczu na dłużej niż sekundę i oglądania przesuwających się po poboczu świateł. W końcu wyszedł do pracy. Po drodze przypomniał sobie, że ma odstawić samochód na przegląd. Warsztat, z którego korzystał znajdował się na przedmieściach, kilkanaście kilometrów od centrum. Umówił się z Witkiem, kolegą z biura, że pojadą razem, zostawią auto, wrócą do biura, a Witek w drodze do domu podrzuci go do warsztatu. Dzień minął dośc szybko rozrzedzając całkowicie mało przyjemne senne wspomnienia. Pożegnał się z Witkiem przy głównej drodze i ruszył w stronę warsztatu. Było juz mocno szaro. Jak na listopadowe popołudnie było dość ciepło, choć wyraźnie już zimowy wiatr dawał się od czasu do czasu we znaki nagłymi podmuchami. Miał cichą nadzieję, że w warsztacie nie będzie pana Krzysia. Nie miał ochoty wdawać się w nieskończone dysputy o skrzyniach, cięgnach, momentach i czymś tam jeszcze, co było solą życia pana Krzysia, a co dla niego nie miało żadnego znaczenia. Cóż, prawdę mówiąc, całą tę wielką motoryzację od zawsze miał gdzieś. Pewnie dlatego nie widział specjalnej różnicy między modelami, markami i typami aut. Jeździł, bo musiał. W warsztacie zastał starego portiera. - Dobry wieczór, pan pewnie do tego zielonego? - A tak, tak, dobry wieczór... - Proszę zaczekać, oni wnet skończą. Niech pan siada, ja poproszę mechanika. Usiadł na czerwonym, plastikowym krzesełku i patrzył jak portier powolutku wydreptywał zza kontuaru. Dobrotliwa twarz starego człowieka przypomniała mu jakąś nieokreśloną przeszłość, może…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil albre
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…