Psychopata i Calineczka
opowiadanie o zbrodni i miłości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Młodość ma swoje prawa. Pozwala się wyszumieć, nie myśleć o konsekwencjach działań. Czas na przemyślenia przychodzi, gdy jest za późno, by cokolwiek zmienić. Gdy Anna spotkała Jana, przystojnego, wysokiego bruneta o piwnych oczach zakochała się w nim bez pamięci. Nie obyło się to bez szkody dla jej przyjaźni. Zanim ją oczarował była osobą towarzyską, wręcz rozrywkową. Lubiła co sobotnie wypady na tańce z rówieśniczkami. Te okazje były formą zabawy, a jednocześnie sposobem na rozładowanie napięć. Cieszyło ją to, że przykuwała uwagę mężczyzn na parkiecie. Podziwiano nie tylko urodę, ale także grację z jaką się poruszała. Nie pamiętała z iloma chłopcami przetańczyła, gdy podszedł do niej Jan. Uśmiechnął się nonszalancko, objął ją delikatnie w pasie, i wnet poczuła się jak na fali, tańcząc w rytmie romantycznej muzyki. Zewsząd wirowały kolorowe światełka, ludzie tłoczyli się wkoło, a gdy muzyka na chwilę umilkła, świat także stanął w miejscu. To był moment, w którym ich oczy się spotkały, by dać początek uczuciu. Tamtego wieczoru Anna przyszła na imprezę z koleżankami, a wróciła z kolegą. W poniedziałek rano uczniowie tłoczyli się przed klasą. W ostatniej chwili Anna wbiegła do klasy, by zamknąć pochód. Gdy zajęli miejsca przy stolikach, Monika siedząca z boku złapała ją za długi warkocz i zapytała: - Co ty taka rumiana? Stało się coś? - No co ty – odrzekła, ale bystra dziewczyna dostrzegła błysk w błękitnych oczach koleżanki. Mimo to, postanowiła nie kontynuować tematu. Anna, co chwilę zerkając na zegarek, spoglądała w okno. Miała stamtąd dobry widok na stare, krakowskie kamienice. Lekcja dobiegała końca. Nie mogła doczekać się spotkania z Jankiem i przypominała sobie piosenki, które przetańczyli, a także słowa jakimi nakarmił ją na pożegnanie, nazywając swoim skarbem. Pozwoliła mu się przytulić, a potem gładził ją po włosach. - Są takie delikatne w dotyku – pochwalił, a ona uchwyciła kosmyk i zarzuciła mu za ucho, śmiejąc się przy tym z wdziękiem. - Anka – głos Moniki wyrwał ją z transu, spojrzała na pulchne palce z poobgryzanymi paznokciami i skrzywiła się mimowolnie – Czego tam wypatrujesz za oknem? - Odczep się – odparowała wściekła, że wyrwano ją z marzeń. - Nie złość się. Co cię ugryzło? – kontynuowała Monika, ale nie uzyskawszy odpowiedzi zamilkła, tym razem do końca zajęć.
Wreszcie. Powiew świeżego powietrza podziałał jak bryza. Uśmiechnęła się na widok Janusza czekającego przed szkołą. W pierwszym odruchu chciała paść mu w ramiona, ale prędko się powstrzymała, karcąc się w duchu, że powinna poczekać z okazywaniem uczuć. - Cześć – rzucił na powitanie, przeczesawszy palcami czuprynę i uśmiechnął się uwodzicielsko. Nim zdążyła odpowiedzieć, ujął jej podbródek między palce, pochylił się i pocałował w usta. Zawirował świat, nim zdążyła wydusić słowo. W błękitnych oczach dostrzegł uwielbienie. Gdy objął ją ramieniem, głowę miała na wysokości jego piersi. Wtuleni w siebie szli wzdłuż drogi prowadzącej ze szkoły do parku, mijając wielu przechodniów. Niewiele rozmawiali, ale wyglądali jak para zakochanych. Jan w pewnym momencie strzepnął liść z jej ramienia. - Spójrz, mamy prawdziwą jesień – stwierdził. Przytaknęła mu, przyglądając się grze kolorowych liści wirujących na wietrze. Znaleźli ławkę w cieniu rozłożystego drzewa. Siadając przyciągnął ją do siebie w taki sposób, by usiadła mu na kolanach. Mimo, że bardzo tego chciała, ten gest wydał się jej pospieszny. Nim zdążyła zaprotestować, uległa pod naporem jego ciała , by chwilę potem poddać się namiętnym pocałunkom. Drobna postać zdawała się niknąć w potężnych ramionach. - Jakaś ty piękna – powiedział, i choć nie raz to słyszała, dopiero przy nim taka się poczuła. Wierzyła we wszystko, co jej mówił. Także w to, że spotkają się jutro uwierzyła. Nie sądziła wszakże, że spotkanie którego wyczekiwała z niecierpliwością, okaże się odległe od jej wyobrażeń. Po tym jak odprowadził ją tego dnia do domu, nazajutrz oczekiwała raczej romantycznej kolacji w przytulnym lokalu, aniżeli przejażdżki motorem na którą się zanosiło. Nie mogąc ukryć zdziwienia, stała przed szkołą obserwując ukochanego wołającego w jej stronę: - Wsiadaj, Aniu! W pewnym momencie ocknęła się i podbiegła do niego, zostawiwszy w tyle budynek szkoły. Ledwo zdążyła wsiąść, gdyż nagle ruszyli. Przyspieszył, gdy wjechali na ruchliwą ulicę. Obrazy migały przed oczyma. Na każdym zakręcie bała się, że motor wywróci się i uwięzi ich pod swoim ciężarem. Na prostej drodze było nieprzyjemnie, miała wrażenie, że wiatr wykręci jej głowę. Raptem skręcili w boczną, piaszczystą dróżkę. Jechali szybko, ślizgając się po piasku, tym samym wzburzając tumany kurzu. Bała się tak bardzo, że w duchu modliła się o bezpieczną podróż. Niestety, najtrudniejszy kawałek był dopiero przed nimi. Gdy droga zrobiła się stroma, zjechali ze wzgórza u stóp którego majaczyła tafla jeziora. Podrygując po wyboistej trasie, szczęśliwie dotarli do celu. - Uff – wydała z siebie lekkie westchnienie ulgi. - I jak? –zapytał zawadiacko się uśmiechając. - W porządku – odparła wbrew sobie., powoli zsiadając na trzęsących się nogach. - Lubię to miejsce – powiedział wskazując na teren wokół jeziora. – Możemy tutaj chwilę posiedzieć. Wybrali miejsce wśród pożółkłej trawy. Usiedli na miękkiej ziemi. Położył głowę na jej kolanach i rzekł: - Kiedyś, gdy jechałem z koleżanką, kazała mi się zatrzymać w połowie trasy. Później nawrzeszczała na mnie, że jechałem za szybko i bała się wsiąść z powrotem. Ty jesteś inna. Super, że cię poznałem. Te słowa sprawiły, że Ania od razu poczuła się lepiej, zapominała też o dyskomforcie jaki niedawno czuła. Postanowiła nie przyznawać się do prawdziwych odczuć, żeby nie zniechęcić Janka do siebie. Uwieńczyli odpoczynek pocałunkiem, po czym ruszyli w powrotną drogę.
Po przybyciu do domu, natknęła się na ojca oczekującego jej w salonie. - Gdzie byłaś tak długo? –spytał surowym głosem. Zerknęła na wiszący zegar z kukułką. Wybijał wpół do siódmej. - Spodziewaliśmy się ciebie po zajęciach – wtrąciła matka. - Ojej, zapomniałam powiedzieć, że koleżanka mnie zaprosiła – wypaliła bez zastanowienia. Nie rozumiała czemu skłamała. W końcu była na tyle dorosła, by umawiać się z chłopakami i rodzice prawdopodobnie nie mieliby nic przeciwko, chociaż z tatą to nie wiadomo. Żaden z nich nie ograniczał jej swobody, i wszystko układałoby się dobrze, gdyby ojciec czasami nie wpadał w szał. Potrafił zrobić scenę z byle powodu, tłukąc przy tym masę rozmaitych rzeczy w domu. Raz połamał jej rower, po tym jak przekłuła sobie uszy. Innym razem, gdy zrobiła tatuaż na plecach w kształcie węża, nic nie powiedział. Wpadał w gniew tylko wtedy, kiedy mu pasowało. Czasami po prostu od rana wszystkich się czepiał, a jego potężna sylwetka sprawiała, że domownicy woleli schodzić mu z drogi. Tym razem jej się upiekło, bo rodzice nie zadawali więcej pytań. Matka zabrała się do przygotowywania kolacji. Była kobietą drobnej budowy, cichą i uległą, za to bardzo energiczną. Lubiła krzątać się po domu od rana do późnego wieczora. Ania kolację zjadła szybko, by za chwilę czmychnąć do swojego pokoju na górze, który był jej upragnionym azylem. Błękit - ulubiony kolor, widniał na ścianach przyozdobionych obrazami przedstawiającymi morze. Ania rozmarzyła się wspominając swego przyjaciela. Wyobrażała sobie moment, w którym leżą nadzy w łóżku, kochają się w blasku lampy na satynowej pościeli. W tle słychać muzykę, jej ulubioną. Włączyła płytę Andre Rieu i po chwili zasnęła. Zadzwonił budzik, więc niechętnie wstała, przypominając sobie, że nie zdążyła odrobić pracy na zajęcia. W takich chwilach mówiła do siebie, że weźmie się ostrzej do nauki nie prędzej niż za rok, gdy znajdzie się w klasie maturalnej. Zrobiła makijaż, nałożyła wzorzystą bluzkę z dekoltem i obcisłe dżinsy. Znalazł ją mniej więcej w połowie drogi do szkoły. Wahał się przez chwilę, lecz w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil surenka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…