Wróć do katalogu

Psychorzeźnia. Część I

Opowieść o tym, jak bardzo abstrakcyjne jest pojęcie rzeczywistości. Historia zagubionych w "naszej" rzeczywistości ludzi.

klb, opublikowano , 25 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Część I

Powiadają, że świat jest taki, jaki myślisz że jest

Jak w każdy czwartek o 21.00, umówiliśmy się w klubie Kanał B6 - typowo studenckim lokalu. Można tam było spotkać masę atrakcyjnych dziewczyn, nie wymagających specjalnego zaangażowania do tego aby je zdobyć. To one stanowiły główny powód, dla którego chodziliśmy właśnie tam i choć we Wrocławiu istniało wiele innych podobnych miejsc, Kanał B6 miał to „coś”, czego brakowało pozostałym klubom. Witka znałem od trzech lat, odkąd znalazłem się w najbardziej zakręconym mieszkaniu studenckim, jakie miałem dotąd okazję poznać. Był to człowiek, który lubił dobrą zabawę, a przede wszystkim ostry seks ze świeżo poznanymi panienkami. Mógł się pochwalić pokaźną listą numerów do soczystych kurewek akademickich. Wystarczył jeden SMS i za godzinę mogliśmy już gadać z dziewczyną chętną na wszystko, czego tylko męska dusza zapragnie. Tego dnia, panienki nie były jednak powodem naszego spotkania. Nie mieliśmy nawet specjalnie czego “łowić”, ponieważ Kanał B6 świecił pustkami. Był środek sesji egzaminacyjnej, a na dworze deszcz lał dużymi strugami. Wyraz twarzy mojego kolegi wskazywał na to, że nie czuł się zbyt dobrze zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Szczerze mówiąc, ja też nie miałem ochoty na zabawę. Siedzieliśmy tylko przy stoliku i patrzyliśmy w stronę wejścia. - Mam nadzieję że oni się tutaj zaraz zjawią - powiedział Witek, spojrzał na zegarek i wykonał łyk piwa. - Wieje nudą - dodałem. - Jak nie przyjdą za pół godziny, to ja spadam. - Spoko Andrzej, coś ty taki nerwowy... zaraz tu będą. - Nie mylił się. Po pięciu minutach, w wejściu pojawili się Jacek i Radek - stali towarzysze naszych zwariowanych imprez. Jacek był pod wpływem THC, o czym świadczyły charakterystyczny szeroki usmiech, ataki śmiechu gdy na czymś zawiesił swój wzrok, natomiast Radek, z poważną miną, ignorował zachowanie swojego kolegi. Dziwna to była relacja między mną, a Jackiem. Nigdy tego nie rozumiałem i już nie zrozumiem, ale nie lubił mnie z jakichś powodów. To znaczy, podawaliśmy sobie rękę na powitanie, piliśmy razem piwo i dyskutowaliśmy o kobietach (tak, tak, mieliśmy wszyscy czterej małą obsesję na ich punkcie), szkole i polityce, jednak były to zawsze rozmowy w rodzaju tych “sztucznych”. “Skoro tu już jesteśmy, to wypadałoby o czymś pogadać, bo co będziemy jak durnie siedzieli i milczeli”. Tak to właśnie wyglądało z Jackiem. Nie potrafiłem dowiedzieć się od niego, o co mu naprawdę chodzi i jaki ma problem, ale nie to niepokoiło mnie najbardziej. Prawdziwym powodem była jego niekontrolowana agresja. To ona, kumulująca się w nim niemal przez cały czas, sprawiała, że nigdy nie miałem ochoty przebywać w jego towarzystwie. Pochodził z bogatej rodziny. Nosił gruby, złoty łańcuch na szyi i jeszcze grubszą bransoletę na prawej ręce, która brzęczała głośno, gdy po pijanemu rozwalał komuś pysk. A pysk to umiał rozwalić, oj umiał. Widzieliśmy to już niejednokrotnie i nie raz też mieliśmy okazję oglądać czyjąś krew na jego bransolecie. Alkohol powodował, że Jacek stawał się niesamowicie odważny i pewny siebie, a kiedy osiągał taki właśnie stan, mogliśmy liczyć tylko na kłopoty. Dlaczego więc z nim chodziliśmy na imprezy? Z bardzo prostego powodu - był przy kasie i nie jestem teraz w stanie obliczyć, ile dzięki niemu darmowych szkieł wypaliłem, piw wypiłem i dziwek przeleciałem, dlatego miał on dla nas największe znaczenie strategiczne. Co do Radka, to był on przysłowiową “chodzącą instytucją” (a czasem lekko naćpaną - “siedzącą instytucją”) i świetnym organizatorem większych imprez. Miał łeb do interesów, ale słabość do dragów. Twierdził, że to wszystko, to tylko eksperymenty, że nie jest uzależniony i nie wychodzi poza ganję, amfę, grzyby i LSD. Faktem było jednak, że zioło z jego domowej hodowli, było delikatnie mówiąc - bardzo dobre. Inwestował duże pieniądze w jonizatory, lampy sodowe i różnego rodzaju sprzęt do swego - jak mówił - “wesołego ogródka”. Prowadził też serwis internetowy, w którym edukował na temat tego jak hodować i jak zażywać, natomiast ja zajmowałem się stroną techniczną, pisząc skrypty w PHP. - A gdzie Sylwia? - spytałem, kiedy Jacek i Radek usiedli naprzeciw nas. - Została w domu. Jutro ma egzamin z historii powszechnej - odpowiedział Radek. Sylwia jest ciekawą osobą i mimo że nie była z nami tej nocy, myślę że warto o niej wspomnieć. Choć obecnie należała do Radka, którą on sam zaliczał do zbioru oficjalnych dziewczyn (a było ich dwie, natomiast moc nieoficjalnego zbioru, wynosiła niemniej, niż pięć razy tyle co moc zbioru oficjalnego, w seksistowskiej teorii zbiorów Radka – wiecznego studenta matematyki), to chyba każdy z nas miał z nią kiedyś przynajmniej jedno spotkanie “bliższego stopnia”. Sylwia to klasyczna, encyklopedyczna kotka-ciągotka - tak też ją kiedyś nazywaliśmy i uwierzcie mi - naprawdę zasługiwała na to określenie. Miała seksowne, szczupłe ciałko i nie musiała się wstydzić swojego IQ. Cóż... ładne, inteligentne kurwy, zdarzają się bardzo rzadko i kiedy Radek oznajmił, że Sylwia nie spędzi z nami tego wieczoru, poczułem że czegoś nam będzie brakowało. Wiedziałem że “to już nie będzie to”, ponieważ oprócz faktu że lubiła czasem dawać po cichu, niczym Pszczółka Daja ze sprośnego wierszyka, to charakteryzował ją także niezwykle gorący temperament i oryginalne poczucie humoru, które zawsze nakręcało drętwe biby. - No dobra. Pora przejść do rzeczy. Radek, wszystko z nimi uzgodniłeś? - spytał Witek. - Sprawa wygląda tak, jak mówiłem wam wcześniej. Nic nas to nie kosztuje, ale musimy spędzić tam jakiś czas. Będą nas tylko obserwowali, a na koncu zadadzą kilka pytań. - A jaka jest gwarancja, że nie skończymy w krematorium i co za to dostaniemy? - spytałem. - Kurwa... Andrzej! Wiadomo że jest pewne ryzyko... ale oni gwarantują że ich dzieło jest jeszcze bardziej dopracowane. Myślę że cena jest uczciwa. Mamy okazję doświadczyć czegoś, czego na pewno nie zapomnimy do końca życia i jeszcze nam za to zapłacą! Musimy tam być dzisiaj o 22.30 - powiedział Radek. - Już nie mogę się doczekać. Ja pierdole... ale będzie jazda - dodał Jacek. - Gdzie to jest dokładnie? - spytałem po chwili. - Za pół godziny mamy autobus i jedziemy na Świeradowską. Znam adres. Jak zobaczycie ich laboratorium, to nie uwierzycie własnym oczom. Oni cały czas nad tym pracują! Pamiętajcie tylko, że wszystko ma pozostać w świętej kurwa tajemnicy! I mam nadzieję, że nie piliście nic dzisiaj. Po alkoholu może być nieciekawie. Siedzieliśmy dwadzieścia minut. Witek przestał sączyć swój browar. Czułem strach, ale też podniecenie. Miesiąc czekaliśmy na tę chwilę, wyobrażając sobie “jak to jest”. Radek mówił, że tylko jeden człowiek zmarł od Pr2. Było o tym głośno w mediach, ale nie znaleźli nikogo związanego z tym projektem. Nasz kolega zapewniał, że to był “przypadek”, że gościu miał słaby łeb, a tego dnia za dużo wychlał.

Kiedy staliśmy na przystanku, poczułem że instynkt każe mi zawrócić. Obawy czy nie jest to przypadkiem podróż w jedną stronę, potęgowały myśli o Izie. Była jedyną dziewczyną z którą chodziłem aż półtora roku i jeśli mam być szczery, to ten chyba tylko ten czas był siłą pociągową, dzięki której nasz związek wciąż trwał. Wiele trudu włożyłem aby ją zdobyć i jeszcze więcej pieniędzy żeby zatrzymac przy sobie. Na początku wydawało mi się że jestem w niej jak najbardziej zakochany i jak zwykle w tym stanie, ostro mi odbijało, jednak po roku jakoś to “zakochanie” przeszło, a życie ponownie wydawało się wyblakłe. Myślę, że Iza była taką miłością zastępczą, a związek - prowizoryczny, żeby móc normalnie funkcjonować. Tak czy siak, wiedziałem że tej nocy ją zdradzam. Zamiast spędzać czas z moją dziewczyną, robiłem głupstwo i wiedziałem że będę później tego żałował. Wmówiłem jej że jadę do kolegi na urodziny i że będzie zioło. Iza nienawidziła alkoholu, a tym bardziej jarania ganji, więc po krótkiej kłótni, zakończonej tekstem “Tylko żebyś mi nie próbował palić tego ścierwa”, miałem z nią święty spokój na ten wieczór. Kłamstwo okazało się więc skuteczne, ale wyrzuty sumienia nie chciały przestać się odzywać. Witek zauważył moje rozmyślania i rzucił tekstem “Wyluzuj stary. Będzie kosmos”. Sam jednak miał obawy, a zdradzał je papieros, którym zaciągał się niemal bez przerwy. Wsiedliśmy do autobusu “K” i jak zwykle, żaden z nas nie miał biletu. Zajęliśmy miejsca. To była ucieczka. Uciekaliśmy wszyscy czterej z tego świata, w nieznane, a strach rósł wykładniczo z każdą minutą.

Ulewa przybrała nowych, większych rozmiarów. Kierowca pędził jak szalony. Nagłe zahamowanie i jakaś kobieta wywróciła się na podłogę. Nieprzyjemny dźwięk otwieranych drzwi, niemal natychmiast trzask zamykania i kilku ludzi zostało na przystanku, przeklinając kierowcę.

W końcu, dojechaliśmy na Świeradowską i po wyjściu z autobusu znaleźliśmy się na pustej, słabo oświetlonej ulicy. Przed nami, znajdowało się jakieś osiedle z wieżowcami. - Daleko za tymi domami, jest stara elektrownia. Tam właśnie idziemy - oznajmił Radek. Wciąż padało obficie. Idąc przez potężne podwórko, byliśmy świadkami ciekawego “odlotu” jednego z mieszkańców. Młody chłopak, gdzieś około piętnastu lat, biegał w kółko, machając rękoma, jak ptak skrzydłami. Jego kumple - naćpana gromadka trzech kolesi i jedna dziewczyna z gatunku tych, które za najważniejszą rzecz w wieku gimnazjalnym, uważają utratę dziewictwa, siedzieli na ławce i śmiali się ze swojego kolegi. - Ma chłopak fazę. Nie ma co... tylko pozazdrościć - zaczął Jacek. - Fazę to my będziemy mieli dzisiaj - dodał Radek. - Ciekawe jakie są efekty... cały czas o tym myślę - wtrącił Witek. - Wszyscy o tym myślimy. Oni mówią, że ciężko jest to opisać. Wiem tylko, że za każdym razem faza jest zupełnie inna i na tym właśnie polega wyjątkowość tego projektu. Z ich badań wynika również, że każda osoba odczuwa co innego. Tamten świat to zupełnie inna rzeczywistość. Podobno przedmioty ulegają zniekształceniom, ale wcale nie musi tak być w twoim przypadku. Jakaś osoba, w ogóle nie zauważyła żadnych zmian, inna raz zasnęła, a jeden koleś opisał swój stan tak, jakby żył w trzech różnych światach, w trzech różnych osobach naraz. Najciekawszy był jednak wynik pierwszego eksperymentu. Dziewczyna, około dwadzieścia lat twierdziła, że mogła poruszać się po czwartym wymiarze. Wszystkie przedmioty wręcz żyły, ruszały się i mówiły do niej, a ona była w stanie przeistaczać się w dowolny z nich. Niezłe kurwa, co nie? - kiedy Radek to mówił, każdy z nas wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, jak w przewodnika do innej rzeczywistości. - Ja pierdole! - krzyknął Jacek - widać było, że przechodziła mu faza po skunie. - Jakie jest ryzyko uzależnienia? - spytałem. - No właśnie... to jest jeszcze nie do końca zbadane. Twierdzą, że uzależnienie psychiczne jest niemożliwe, ponieważ zażycie Pr2 nie powoduje że czujesz się “lepiej”. Po prostu wszystko staje się inne i to dosłownie. Większość osób opisała tamte światy, jako tajemnicze, a nawet straszne, cieszyła się po powrocie do rzeczywistości i nie miała zamiaru zażywać tego jeszcze raz. Byli jednak tacy, którzy chcieli więcej, ale po którejś dawce, w końcu zrezygnowali.

Doszliśmy do ściany wieżowców, przeszliśmy przez bramę i naszym oczom ukazały się puste tereny - jakby poligon wojskowy. Około pół kilometra przed nami, znajdowała się jakaś fabryka i otaczające ją magazyny. Dużo dalej, za fabryką, dostrzegliśmy niewielki, czarny od mroku nocy kształt, który był poszukiwanym przez nas laboratorium, ukrytym w starej elektrowni. - To właśnie tam - powiedział Radek, wskazując ręką. Tereny nie zachęcały za bardzo żeby po nich stąpać. Były ogrodzone płotami z drutów kolczastych i gdzieniegdzie wisiały na nich tabliczki z napisem “WSTĘP SUROWO WZBRONIONY”. Idąc przez pustkowia, natrafialiśmy często na pęknięcia w ziemi, albo małe kratery. Było już bardzo ciemno, a jedyne źródło światła, dzięki któremu mogliśmy widzieć po czym idziemy, stanowiła latarka Radka. Zastanawiałem się w wyniku czego powstały okrągłe dziury w ziemi. Lękowi zbliżania się do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych