Wróć do katalogu

Pure Emotions - Chapter 10

Mam nadzieję, że nie pomieszałam z kolejnością.

FauxPas, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Karol niechętnie grzebał widelcem w rozgniecionym kawałku ciasta. Sprawiał wrażenie jakby za chwilę miał zamknąć oczy, a jego głowa miała się ciężko zwalić na blat stołu. Siedział teraz u siostry i poczęstowany smakołykiem nie bardzo wiedział jak okazać wdzięczność i to, iż ciasto było rzeczywiście dobre. Nawet zapomniał, że widelec się wkłada do ust po tym, jak nabierze się nań kawałek. - Karol, co ci? – odezwała się Lena. - Nic ... – odpowiedział, aby nie zostawić śladu ciszy. Nie zapytała czy mu smakuje. Dobrze wiedziała, że nie o to chodzi. Byłaby niemądra, gdyby nie zauważyła melancholii brata. Osiemnaście lat, jak młody jest na świecie, zrobiło swoje. I choć była od niego kilka lat starsza, to robiła tak, aby o tym nie myślał. Karol nigdy nie zwracał się o rady do Leny. Zawsze umiała go wyprzedzić. - Stało się coś? Wiesz, że możesz mi powiedzieć. Wiedział. - Pamiętasz ten motyw z imprezy u Marcela? Z tej, po której u ciebie spałem? – nigdy nie trzeba było go długo prosić o wyżalenie się. - Pewnie. Ciężko zapomina się takie historie. - Dziewczyna, która mi się podobała twierdzi, że widziała tego, co jest gejem z jakąś inną dziewczyną. A Marcel na przykład nic nie wie! - Czekaj, czekaj. Ta dziewczyna to Amelia, prawda? A ten chłopak... - Natan... strasznie dziwny człowiek – dokończył – W sumie, dałbym sobie rękę uciąć, że on jest, no wiesz. Dlatego powiedziałem to Amelii, durna się za nim ugania przecież. Ale że ona ma swoją wersję! - Może to nie prawda. - Nie, nie miałaby powodów żeby zmyślać. Poza tym, to nie w jej stylu. - A co sam Natan na to? - Zwariowałaś, nie rozmawiałem z nim o tym. - A może powinieneś. - Odpuść. Mam już dosyć poważnych rozmów na żenujące tematy. Ostatnio zbyt często mi się to przytrafia. - No dobrze... – zaczęła spokojnie – Ale skąd to zmieszanie? Nie podobało ci się, że jest gejem, a teraz masz pretensje, że widziano go z dziewczyną? Tak czy siak, Amelia nadal jest na spalonym. - To nie o Amelię chodzi – burknął. - Nie? Sprawiałeś wrażenie zakochanego. Cisza. - Sam mówiłeś – ciągnęła - Poza tym, czy nie drażniło cię, że on się jej podoba? - To już nieważne – mruknął – Czy się za nim ugania, czy nie. Nieważne. - Więc o co teraz chodzi? Bardzo dobre pytanie. Karol doszukiwał się w sobie odpowiedzi. Bezskutecznie. - Nie wiem. Strasznie mnie to irytuje. Choć słowa Karola brzmiały szczerze Lena spojrzała się na niego spode łba. - Ależ jesteś przewrotny, braciszku.

W lokalu znajdowali się już tylko oczekiwani goście. Od wyznaczonej godziny był zamknięty na życzenie płacącej za to solenizantki, a raczej jej rodziców. Urodziny Amelii odbywały się w wynajętej knajpie. Jakoś w tym przypadku rozsądek i strach o mieszkanie zaważyło nad tym, gdzie dziewczyna i jej znajomi będą świętować to wydarzenie. - No to co? Jeszcze jedna! – krzyknął uradowany Marcel. - Może daj sobie chwilę – Karol komentował mocne wstawienie kumpla. Na stoliku, przy którym siedzieli, bezpruderyjnie stała pusta butelka wódki. Alkohol odważnie szumiał połowie sali w głowach, podobnie było z naszymi bohaterami. Marcel, słynny ze swego umiłowania do napojów wyskokowych, nie miał dosyć. Co więcej, domagał się jeszcze. Wstał i niepewnie udał się do szatni, gdzie miał odnaleźć kurtkę i portfel. Karol się tylko uśmiechnął. Rady ani fizyczne powstrzymywanie go nie miało sensu. Niech już pójdzie po ten alkohol, bo będzie jęczał cały czas – pomyślał blondyn. - Karol... Nagle z przemyśleń wyrwał go aksamitny, dziewczęcy głos. - Amelia... Spojrzał na nią z poziomu krzesła, ale już miał wstać. Zatrzymała go jednak kładąc dłoń na ramieniu i usiadła obok niego. - I jak? Dobrze się bawisz. - A.. tak, dobrze – odpowiedział. Nie było w tym krzty obłudy. Marcel mu zapewnił atrakcje. A poza alkoholem było jeszcze mnóstwo miłych rzeczy, jak i osób. Amelia siedziała obok niego, śliczna, jeszcze bardziej niż zwykle. Widział to i wiedział o tym, ale starał się tym nie myśleć. Nie na próżno wyzwalał się z tego zauroczenia. Ale siedziała obok niego. Niemal lśniąca, choć nieco smutna. Zauważył to już przedtem, właśnie wtedy, gdy ten nastrój zdawał się ją dopaść. Jakoś wewnętrznie coś hamowało go przed okazywaniem współczucia. Chyba uznał, że będzie to oznaka wcześniejszej słabości. Lecz nie potrafił wyzbyć się ludzkich odruchów. - Uśmiechnij się. W końcu to twoje urodziny. Nie cieszysz się? - Cieszę, cieszę – wymusiła uśmiech. Karol rozejrzał się w nieczytelnym odruchu po sali. Chyba próbował doszukać się przyczyny smutków dziewczyny. I wtedy go olśniło. - Natan... się jeszcze nie zjawił? – zaczął bardzo ostrożnie, nie będąc pewnym czy to dobry temat. Uśmiechnęła się ponownie, ale w jej oczach malowała się lekka gorycz. Siła wyższa wymusiła na nim formy pocieszające. - Ee, jeszcze może przyjść... - Może... Nie o nim chciałam rozmawiać – odpowiedziała spokojnie – Chciałam porozmawiać o tobie... - O mnie? – nie krył zdziwienia. - Tak, przepraszam, że teraz zawracam ci tym głowę, ale ostatnio nie było kiedy, a wciąż mnie to nurtuje... - Co takiego? - Przepraszam jeżeli się mylę, ale.. - Przestań w końcu mnie przepraszać i powiedz mi co jest na rzeczy... Speszyła się trochę, ale po chwili znowu była mu gotowa wszystko opowiedzieć. - Karol... Co się stało? Nagle zacząłeś mnie traktować inaczej, tak chłodno. Zupełnie z znienacka. Nie rozumiem. Dlaczego... Ja.. Blondyn zmarszczył brwi, jakby w ten sposób mógł zrozumieć, co Amelia do niego mówi. Nie pomagało. - Amelia, o co ci chodzi? - Zmieniłeś się Karol. Dlaczego nie jest jak dawniej? Traktujesz mnie inaczej, odnosisz się do mnie inaczej... Wcześniej byłeś inny. W kółko powtarzała to samo. I kiedy Karol miał wrażenie, że domyśl się, o co chodzi, to po chwili tracił owo przekonanie. Czyżby tak bardzo było widać, że dał sobie na spokój? - Nie rozumiem. Raz ci nie odpowiada jak cię traktuje, odrzucasz mnie, a potem masz do mnie pretensje, że dałem ci święty spokój? – mówił cicho, szeptem, nachyliwszy się w stronę dziewczyny. - To nie o to chodzi – niepewnie zaprotestowała. Obserwował jak kurczowo zaciska dłonie na kolanach, na szeleszczącym materiale swojej spódnicy. - To o co? – zachęcał ją. - To takie nienaturalne zmienić swój stosunek do kogoś, niemal w ogóle, z dnia na dzień. Ja rozumiem, że mogło ci być przykro po tym, jak... Ale nie chcę, żeby to był powód dla którego miałoby się coś między nami zmieniać – w końcu spojrzała mu w oczy – Ja nadal bardzo cię lubię. Chciałabym, żeby było jak dawniej. Karol parsknął zanim jeszcze zdążył przewidzieć spontaniczny odruch. - Dawniej... – powtórzył – Dawniej, dawniej to się o ciebie starałem. Wydawało mi się, że tego nie chcesz, no to przestałem. - I w ramach tego postanowiłeś być chłodny? – uniosła się trochę – Może też w ramach tego zacząłeś zmyślać różne rzeczy na temat innych, co? Z zazdrości? Z przekory? - O czym ty gadasz, dziewczyno?! – przerwał jej – Jakiej przekory? Mówiłem ci, że nie wymyśliłem sobie tego! Nie wierzysz mi? Trudno, przeżyję. Skoro ci tak to trudno przyjąć, to może kolejnym razem nie dziw się, że ludzie zaczynają cię inaczej traktować... - Więc to o to chodzi? - O nic nie chodzi, kurwa... Już miał dość. - Nie rozumiem cię Karol – jęknęła, jakby przez łzy. - Przestań... Coś błyszczącego zakręciło się jej w oczach. Przyłożyła drobną dłoń do twarzy i po cichu wstała nie dokańczając rozmowy. Karol obserwował ją w milczeniu, dalej siedząc na krześle. Mimo małego zaburzenia zmysłów alkoholem bez problemu domyślił się, że zebrało się jej na płacz. W rzeczy samej. Amelia poczuła niepohamowane parcie łez i nie chciała, aby Karol na to patrzył, szczególnie teraz. A on, naburmuszony, zbyt dumny by poczuć, choć cień współczucia i wyrzutów, wstał, ale bynajmniej nie by zatrzymać ją w samotnym udaniu się do nikąd. Rozżalenie rozsadzało go od środka i nie dawało spokojnie usiedzieć w miejscu. Poszedł do toalety, tak po prostu. Po kilku krokach wymagających skupienia za względu na wysokie obcasy, Amelia jakoś powstrzymała pierwsze łzy.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych