Wróć do katalogu

Pytanie do Ojca

czasami wydaje się, że powołanie do kapłaństwa uwalnia od demonów przeszłości. Nic błędniejszego...

saul, opublikowano , 17 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PYTANIE DO OJCA

I

Kościół jest przytulnie wyciszony. Ogrom tej ciszy, uwięziony przez gotycką surowość murów i kolumn, oswojony przez litościwe spojrzenia świętych patronów masuje delikatnie uszy i skronie księdza Czarka, klęczącego w drugim rzędzie dębowych ław ofiarowanych przez bogatsze rodziny parafian. W nagrodę na miedzianych tabliczkach wyryto starannie nazwiska dobrodziejów. Ksiądz Czarek opiera przedramiona na oparciu ławki z pierwszego rzędu i pochyla się w nabożnym skupieniu. „Ofiarowała rodzina Jamiołkowskich” czyta odruchowo ładnie wykaligrafowaną wiadomość. „Niech nie wie lewica, co czyni prawica”, przypomina sobie jak na zawołanie powiedzenie Jezusa. Siada wygodniej w ławce, przylegając plecami do chłodnego oparcia. Spogląda na swoją prawą dłoń. Krew już wystygła, ale nie zdążyła jeszcze zaschnąć. Ksiądz Czarek brzydzi się swoją prawicą.

II

Autobus trzęsie się podskakuje na licznych wybojach. Popękany asfalt wyzywa na pojedynek umęczone opony. Czarek czuje, że za chwilę zwymiotuje. Na szczęście poczucie wstydu wobec reszty pasażerów pomaga mu przełknąć na nowo nie strawioną kanapkę, oraz skutecznie utrzymać ją w żołądku. Tylko nie myśleć o rzyganiu, tylko o tym nie myśleć...jak wysiądę z autobusu, to pobiegnę za pierwsze drzewo i ...nie myśl, kurwa, o tym, w mieście nie tak łatwo znaleźć wystarczająco intymne miejsce, żeby...nie chcesz chyba, by przydybał cię jakiś pierdolony policjant, ty głąbie, zamiast do seminarium trafisz na komisariat! Tego, kurwa, chcesz!!! Pomaga. Bułka przestaje domagać się uwolnienia, leży spokojnie na dnie żołądka, wie, że ze wstydem, tym potężnym wstydem, Panem i Władcą życia Czarka nie poradzi sobie nigdy. Jeszcze bardziej pomaga tępy ból w prawej dłoni. Czarek rozwiera ją i dostrzega ranę biegnącą przez środek. Nie czuł nic, gdy zaciskał w dłoni ostrze scyzoryka, którego użył do posmarowania chleba masłem. Starszy facet z rzędu obok spogląda z zaciekawieniem na wzbierającą krwią dłoń Czarka. W jego spojrzeniu, oprócz ciekawości nie ma nic. Ani cienia współczucia. To sprawia, że Czarek, mimo bólu na nowo zaciska dłoń i chowa ją do kieszeni spodni. Czarek wstydzi się swojej prawicy.

III

Któryś za nas cierpiał rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami... Kleryk czwartego roku Cezary modli się intensywnie. Zwykle dopiero przy piątej, szóstej stacji udaje mu się poczuć pierwszy dreszcz współczucia dla Jezusa, wędrującego na Golgotę. Wcześniej niezmiennie przychodzi mu do głowy myśl, że chrześcijanie przesadzają w przedstawianiu męki Jezusa, jako nieporównywalnie straszliwej. Ostatecznie wielu ludzi umarło w gorszych męczarniach, choćby taki św. Andrzej Bobola. Zanim jego męki zakończyła kozacka szabla, był on obdzierany żywcem ze skóry, solony i wleczony za koniem na postronku. Albo ci wszyscy ludzie spaleni żywcem na rozkaz Nerona. Wydaje się, że wielu świętych męczenników w cierpieniach prześcignęła swojego mistrza. Tyle, że on był Bogiem. Czyżby? Na pewno. Bogiem, nie człowiekiem nadzwyczajnym? Od razu musi być Bogiem? Ostatecznie wielu robiło podobne cuda przed nim i po nim... ON DO CIEBIE PRZEMÓWIŁ!!! Tak, może i tak, dlaczego zatem przychodzą mi do głowy pewne myśli...? Obrzydliwe, natrętne obrazy z Jezusem w roli głównej. Albo z Maryją. Dlaczego gdy usłyszę o czymś straszliwym mam wrażenie, że i ja potrafiłbym to zrobić? Im bardziej nieludzkie są to myśli, im bardziej napawają mnie obrzydzeniem i niewypowiedzianą zgrozą, tym bardziej mnie pociągają. Nie, nie pociągają, one mnie męczą bezlitośnie, a ja na dnie udręczonej duszy mam nadzieję, że ta katusza jest ostatecznie formą perwersyjnej rozkoszy mojego masochistycznego umysłu. Mam nadzieję, że nie zło, lecz lęk i obrzydzenie, jakie prowokują są celem dla mojego torturowanego sumienia. Mam nadzieję, że nie jestem potworem. Któryś za nas cierpiał rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami... Kleryk Cezary odczuwa ukojenie, rosnące z każdym wypowiedzianym słowem. Poczucie przynależności do wspólnoty modlącej się z nim i za niego daje mu namiastkę bezpieczeństwa, realności, jak falochron odgradzających go od ryczących w jego głowie fal lęku i odmętów nienawiści do samego siebie i do... Jego nie mogę nienawidzić. On za mnie umarł. Teraz obdzierają go z szat, wystawiając na publiczny widok całą jego intymność. Jak ocenią ją żydowskie kobiety...? Przestań! To plugastwo przeminie, nie myśl o tym... Narząd nie używany...Jezu, Jezu!!! Twoja nagość, jak prawda oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Właśnie taki, nagi i bezbronny wejdź do mojego umysłu i osądź Zło, które w nim zamieszkuje. Niech Twoja nagość ukrzyżowana unicestwi plugawe orgie moich wyobrażeń! Ukochany Zbawicielu, osądź mnie ostatecznie i powiedz, czy jestem potworem, czy męczennikiem. Jeżeli uznasz mnie za niewinnego, to ja ofiaruję Ci moje wszystkie cierpienia dla zbawienia świata! Stacja „Jezus przybity do krzyża” jest przedstawiona symbolicznie. Do poprzecznej belki krzyża zwanej „patibulum” przytwierdzona jest prawa dłoń Jezusa. Jej palce, szczególnie kciuk, zamykają się w odruchu spowodowanym przez podrażnienie najważniejszego nerwu dłoni. Główne linie papilarne, ledwo widoczne spod wartkich strumyków krwi, zdają się kreślić literę „V”, jakby właśnie w tym najstraszniejszym momencie życia, gdy śmierć i nicość stają się dla skazańca jedynym synonimem przyszłości, został uchylony rąbek tajemnicy, wobec której obecna, tragiczna sytuacja jest jedynie małym elementem zbawiennej całości. Kleryk Cezary czuje ogromne pragnienie ucałowania dłoni Jezusa. Domyśla się, że jeśli właśnie teraz dotknie rozpalonym czołem umęczonej prawicy Zbawiciela, Jezus uleczy ostatecznie jego umysł. Wstydzi się jednak. Nie wyrywa się z uporządkowanego szyku procesji, która jak biblijny wąż pełźnie już ku nowej stacji, grzebiąc nadzieje kleryka Cezarego pod lawiną kroków na marmurowej posadzce kaplicy seminaryjnej. Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami... Może następnym razem.

IV

Prysznice znajdują się w rozległych piwnicach seminaryjnych. Stanowi je podwójny rząd kabin wyłożonych białymi niegdyś kafelkami. Kabiny nie mają drzwi, ani nawet przesłon, dlatego intymność nie wchodzi tu raczej w rachubę. Z tego powodu liczni seminarzyści, których nie interesuje długość interesu kolegi, a jeszcze mniejszą ochotę zdradzają do ujawnienia własnych intymnych gabarytów, przychodzą kąpać się w najbardziej wymyślnych chwilach dnia z nadzieją, że nie zastaną tu nikogo, lub prawie. Diakon Cezary wybiera czas wyjścia na miasto, czyli pierwszą trzydzieści. Na szczęście jego poświęcenie opłaca się. W łaźni jest sam. Gorący, intensywny natrysk masuje jego szyję, barki, klatkę piersiową, brzuch. Czuje się zrelaksowany. Krew zaczyna krążyć szybciej. Nie omija członka. Podczas gdy diakon Cezary ma rosnący wzwód, jego myśli jak na zawołanie skupiają się na osobie pewnej ponętnej pomocnicy kucharki. Dziewczyna, gdyby ją spotkał na ulicy, nie dostałaby nawet pięciu w skali od jednego do dziesięciu. Teraz jednak, w jego wyobraźni, pomywaczka tchnie erotyzmem. Jest powabna, cudownie ukształtowana, ochotna... soczyste jabłuszko, czekające tylko, by zagłębić w nie zęby. Diakon Cezary nie śpieszy się. Mieszanka nostalgii i podniecenia wystarcza mu w zupełności. Nie chce popełnić grzechu ciężkiego. Nie przekroczy pewnej granicy. Woli zmienić temat swoich rozmyślań. Pomocnica kucharki marszczy się, usycha i znika, ustępując wyćwiczonym technikom medytacji teologicznej. Łaska buduje na naturze, którą udoskonala. Odwieczny problem deficytu natury porażonej przez grzech, niezdolnej podnieść się o własnych siłach z błota bylejakości moralnej. Potrzebna jest interwencja z nieba. Potrzebny jest Lepszy, który odbuduje w człowieku utraconą godność. Nie jesteś w stanie być człowiekiem, zdaje się mówić Lepszy, dlatego ja stanę się człowiekiem i zrobię z ciebie człowieka na miarę bożych oczekiwań. O tak Panie, chce się odpowiedzieć, nic ze mnie dobrego, dowartościuj mnie... wiecznego nieudacznika. Jakkolwiek wiara chrześcijańska jest cudowną nowiną o Bogu, wcieleniu dobroci i miłosierdzia, to nie pozostawia ona cienia wątpliwości, co do wartości człowieka. Jesteśmy dziećmi, owszem kochanymi, ale niedorozwiniętymi. Niezdolnymi o własnych siłach usatysfakcjonować ojca, sprawić, że może być z nas dumny jako z ludzi. Jedynie Lepszy syn tego dokonał: nowy Adam, pełnia człowieczeństwa, doskonałość bóstwa. A my: obrzydzenie i wstyd. Balansujemy na granicy tak i nie, choć w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych