Wróć do katalogu

Ramira innaczej nadzieja

Do napisania tego opowiadania zainspirowali mnie moi znajomi i odmienność ich charakterów, które będą tutaj później opisane w bajkowej scenografii magi i rycerzy

Aniołek 16, opublikowano , 33 min czytania, 4,1 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstęp

Wiosna, jaka to pienna pora roku. Wszystko się rodzi, wszystko odżywa. Jest tak cudownie i magicznie, że aż chce się żyć. Drzewa znów nabierają głębokiego odcieniu zieleni, kwiaty nie winie wyłaniają się spod ziemi, a zwierzęta znów zaczynają swoje harce. Kocham tą porę roku, ponieważ aż wraca człowiekowi chęć do życia. Pomyśleć, ze jeszcze nie dawno nie było tu tak cudnie i spokojnie, że gdziekolwiek byś spojrzał, ujrzałeś tylko zniszczenie, pożogę i śmierć. Całe krainy zamieniały się w pustynie, na których znaleźć można było tylko ruiny i cienie, przyprawiających istoty o ciarki i sprawiające, że wszyscy bali się tam zapuszczać. Wszyscy znają historie zniszczenia zła, owszem często sie ją opowiada w karczmach. Raz bohaterem jest mag o wielkich umiejętnościach niedostępnych większości śmiertelników, raz rycerz walczący za swój kraj i w imię boga innym razem barbarzyńca chcący wykazać się swoja siła i rozsławić swe imię na wieki, a i nawet przeciwnicy, których pokonywali byli najrówniejszych ras, gatunków i maści. I której wersji tu wierzyć jak jedna ciekawsza od drugiej. Prawdziwej? A która to? A tu was zdziwię, bo ja znam tą prawdziwa wersje. Miałem zaszczyt poznać bohatera, który uratowała świat i spisać jego dzieje. -Pompi, miałeś nam opowiedzieć ta wspaniałą historie.- barta z zamysłu wyrwał głos dziewczynki. W jej kobaltowych oczach pisała się dziecina ciekawość i radość. Jej twarzyczka była urocza, a głos miły dla ucha. Popatrzył jeszcze rozmarzonym wzrokiem na grupkę dzieci siedzących wokół niego. Fakt miał opowiadać, a nie tylko wspominać. -A gdzieś Ci się śpieszy moja białogłowa.- powiedziała z uśmiechem i zaczął stroić struny, chociaż wiedział ze jego instrument ma idealny dźwięk. Na twarzy dziewczynki pojawił się rumieniec. Pewnie nie często ja określano białogłową, ze względu na jej chłopskie pochodzenie. -Ale obiecałeś!- teraz wtrącił sie jakiś czarno-włosy chłopiec. W jego oczach po prostu można było wyczytać ciekawość i zainteresowanie. Już po twarzy było widać, że to łobuz ze względu na liczne otarcia i siniaki znajdujące się na niej. Reszta nie wyrostków też była juz żądna opowieści. -Niecierpliwość to bardzo nieładna cecha wiecie?- mówiąc Pompi zagrał parę nut na swym instrumencie. Co prawda był młody, ale na swym kunszcie znał się jak nikt?- Wiecie, co jest najciekawsze? Że większość powieści zaczyna sie w karczmach.- zmienił temat tak jakby chciał zbyć słuchaczy. -Pompi miałeś mam opowiedzieć o wielkim wojowniku, a nie karczmie.- ciemno włosy chłopiec zdecydowanie był niecierpliwy. -Eh może, dlatego, że właśnie tam najwięcej sie dzieje. Że to jedyne miejsce gdzie możemy spotkać różne racje i nacje i dodatkowo jest to jedyne miejsce, w którym nie chcą się pozabijać?- kontynuował tak jakby chłopiec dla niego juz nie istniał. Patrzył się rozmarzonym wzrokiem w dal, tak jakby zaraz za horyzontu miało się cos pojawić.- Ciekawe. W karczmie się pije i niszczy a jednak tak coś tam ciągnie. Również początek tej historii jest w karczmie.- Uśmiechnął się się do dzieci- A co myśleliście, że w wolnych chwilach siedzę w smoczej grocie i czekam na bohaterów i ich opowieści.- bart zaczął grać piękną melodie. Nuty powoli i leniwie łączyły się w całość, wspólnie brzmiąc pięknie. Dało sie w nią zatopić. W połączeniu z jego głosem brzmiało to wręcz magicznie. -W królestwie Posila działy się dziwne rzeczy.- zaczął Pompi- Nie wiadomo, czym były spowodowanie. Magia, zarazą, nieprzeniknionym mrokiem. Jedno było pewne działo się źle, bardzo źle. Działy się przedziwne rzeczy, których nawet najwięksi magowie nie mogli zdefiniować, bowiem nie były to dzieła zwykłej magi... Nawet nie wiadomo czy magii. Wiedzieli jedynie, że nie może to być sprawka śmiertelnika. Zbyt wielka moc emanowała od miejsc dotkniętych "Tym". Miejsca te wyglądały jak pustynie, chociaż sam wiem, ze większość z nich kwitła i śpiewała jeszcze poprzedniego dnia. Tylko nikt nie wiedział, co sie dzieje. I po co nam wiedza i nauka skoro nie możemy określić powodu być może naszego zniszczenia? W każdej wiosce, do której zajeżdżałem snuto inne możliwości tego, co sie dzieje. Zaraza, czarna magia. Nikt nie podejrzewał prawdziwej przyczyny. Przyczyny, która znał nasz bohater, który wiele różnił się od innych. Słynna karczma w Flartno. Ech, ile się tutaj wina i miodu wypiło, a ile razy w zęby dostało. Siedziałem sobie w kącie jak zwykle coś brzdąkając. Karczma nigdy się nie zmieniała, może poza ilością połamanych mebli po awanturach. Wielka drewniana stodoła, ze schodami do pokoi, pełna ogromnych, długich na dwóch lezących ludzi stołów i tej samej długości ławek. Barman jak zwykle miał mnóstwo roboty, w końcu każdy, kto tu przyszedł chciał sie napić się i poawanturować, z tym drugim miała mniej kłopotu, bo widać było, że to człowiek dobrej krzepy, co sprawiało, że wzbudzał respekt i strach nawet wśród wojowników. Rozglądałem się sie po karczmie, ale to, co wdziałem jakoś nie bardzo mnie dziwiło. Pół orkowie walczący na rękę by udowodnić swoją siłę, dzielni mężowie, opowiadający sobie wspaniałe historie, podróżnicy tak zaciekle rozmawiający, że nawet nie zauważyli jak przed chwilą okradł ich sprytny Niziołek. Tak wszystko toczyło się swoim, dziwacznym, aczkolwiek swoim biegiem. Rozglądając się się dalej po sali zaniepokoiła mnie tylko jedna postać. Zakapturzony człek siedział w koncie, ogrzewając się zapewne i posilając przed kolejna podróżą. Miał twarz zakryta maska, ze nie było widać czy to młody czy stary wojak, w ogóle czy to człowiek. Jego twarz była tak skrzętnie zakryta, ze niemożna było tego stwierdzić. Może to zbieg, albo po prostu Draw, który nie lubi sie chwalić swoim wyglądem. Jedno wtedy wiedziałem, w tej postaci było coś interesującego, innego niż u reszty. Z moich zamyśleń wyrwał mnie znany juz mi Niziołek. Poszedł powoli do dziwnego przybysza, ponieważ ten akurat wyglądał jakby spał. Z zaciekawieniem przyglądałem się się jak małe rączki niziołka sięgały po pękata sakwę. Już miał ją w dłoniach, gdy nagle postać wstała i chwycił go i jakby niepostrzeżenie wyciągnął miech, który złowrogo zalśnił w karczmie. -Ja nie chciałem, mi kazali, wybacz panie.- zaczął burzliwie tłumaczyć się niziołek- To pół orkowie mi kazali. Zagrozili śmierć moich dzieci. Tak to oni.- mały człekokształtny zaczął nerwowo machać rekami w stronę jakiś niezbyt sympatycznie wyglądających barbarzyńców, których zaczęło interesować całe to przedstawienie. Nieznajomy postawił niziołka na ziemie, który się otrzepał i zanim się odwróciłby odejść wpadł w łapy pół orków. -Pół orkowie ci kazali. Śmiesz kalać złą sława imię, Fenrila. Jak śmiesz mały szczurze?- wojownik pociągnął niziołka tak, aby być z nim twarzą w twarz. Nie wiem czy miał tutaj niziołka przerazić wygląd orka, czy braki w jego higienie. Przerażony niziołek zaczął tylko machać nogami w powietrzu. -Ja... ja wam zapłacę.- mały człek łapał się już każdej deski ratunku - Ile chcecie? -Za mój i moich towarzyszy splamiony honor? Niech pomyśle... Twoja głowę.- barbarzyńca zaśmiał się sie donośnie i już sięgał po topór, aby odciąć głowę bezbronnemu osobnikowi w swoim reku. Gdy odwrócił się już zadowolony z Bronia zauważył przed swoim nosem ostrze. Kiedy pociągnął wzrok dalej wzdłuż ostrza na jego końcu mógł dostrzec nieznajomego przybysza w masce. - A ty, co, tez guza szukasz.- zachrypiał Fenril i dał znak swoim towarzyszą do ataku. Walka nie była długa, w końcu był jeden, chyba człowiek na pięciu pół orków, ale zacięta. Szczek stali i iskry powstałe przez potarcie się o siebie dwóch mieczy wypełniły całą karczmę. Przybysz parował, to jeden to drugi cios, jego drobna sylwetka sprawnie balansowała miedzy stołami i gości, gdzie natomiast orkowie przechodzili po wszystkim pozostawiając jedynie zniszczenie i jeszcze więcej ofiar. Stal tańczyła w powietrzu jak goście na wielkim balu, wydając przy okazji przeszywające do szpiku kości straszne dźwięki. Widowisko było nie lada i nawet warto było by wydać na nie pieniądze, ponieważ turnieje rycerskie nie dorównywały tutaj ekspresja i emocją. Determinacja nieznajomego przybysza była ogromna, nawet na chwile nie zaprzestał walki, nawet, gdy jeden z orków sprawnie podczas parowania ciosu wytracił mu miecz z dłoni. Jednak w końcu nieznajomy został złapany. O niziołku zapomniano w całym tym zamieszaniu i korzystając z okazji złodziejaszek uciekł nie postrzeżenie. Teraz wszystkie oczy były zwrócone w stronę zamieszania. Jeden z pół orków trzymał przybysza, gdy Fenril stal przed nim i wymachiwał miechem nieznajomego, tak jak przed psem macha się kawałkiem mięsa. -Co taki mądry byłeś. Patrz i po co chciałeś ratować tego śmiecia? Uciekł nawet się nie obrócił. Kim jesteś przybyszu?- Czerwone ślepia wpatrywały się się z oczekiwaniem w lniany kaptur.- Gadaj!- krzyknął po dłuższej chwili ciszy, jednak nadal w odpowiedzi miał tylko milczenie-, Więc tak chcesz się bawić. - podszedł do nieznanego i ściągnął mu maskę. Nagle, ku zdziwieniu wszystkich im oczom ukazała się biało włosa eflica. Gdy Fenril zdjął jej kaptur jej blond włosy rozsypały się po ramionach i sięgały aż do pasa. Miała białą, delikatna skórę, jednak widać było na niej znaki podróży, jednak to nie zmieniało faktu, ze była piękna. Miała jasne, błękitne oczy, w których ukrywała się jakaś dzikość oraz drobna twarz o łagodnych rysach. Mimo porażki wyglądała bardzo dumnie. Nie wyrywała się, nie błagała o życie, a spokojnie czekała na to, co się wydarzy. W szpiczastych uszach zabrzęczało parę kolczyków, a na twarzy dało się zauważyć jakieś symbole, zapewne magiczne. Co robiła w karczmie, trudno stwierdzić, ponieważ po jej lnianym płaszczu nie było widać, kim jest lub czym sie zajmuje? Każdy był szokowany a napięcie w karczmie można było kroić nożem. Dziewczyna wykorzystują moment rozpoczęła wypowiadać jakieś nie zrozumiałe wyrazy, z których kojarzyłem tylko słowo, Pelor <dobry Bóg> poczym w karczmie rozbłysło jasne, oślepiające światło. Gdy wszystko się uspokoiło już ani dziewczyny, ani jej rzeczy nie było. -Psia kość. Uciekła, łapać ja!- Fenrlił był wściekły. Jego czerwone oczy zaczęły wręcz płonąć, a z ust wydobywała się ślina. -Ale szefie, ona czaruje, nie mamy szans.- powiedział jeden z jego podwładnych łamiącym się głosem. -Parszywe tchórze... - stwierdził tylko przywódca tej całej hałastry, a ja wolałem jak najszybciej opuścić karczmę. Jednak wolałem by nie wyładowywał na mnie swej złości, a pół orkowie znani są ze swej porywczości. Wiec wyszedłem z nadzieją, że może jeszcze uda mi się znaleźć pewnego pięknego wojownika. Wychodząc, kiedy się obejrzałem, zauważyłem tylko karczmarz, który właśnie upominał sie o zapłatę za straty Fenrila. Biedny wojownik, nie chciałbym być w jego skórze.

Początek wszystkiego

Ku mojemu rozczarowaniu przed karczma nikogo nie było. Z resztą, co ja sobie myślałem, ze ścigają ją orkowie to ona na pewno tutaj postoi i poczeka, do karczmy tez już nie ma, po co wracać, wiec wiozłem mój kochany instrument i po cichu brzdąkając melodie zacząłem się kierować w stronę następnego miasta. Była to z jeden strony moja głupota, po zapuszczać się gdzieś daleko w nocy było nie bezpiecznie, szczególnie teraz, gdy nieznajome zło zabierało całe wioski w krainę cienia. Szedłem jednak powoli i spokojnie, wierząc, a może nawet, przeliczając się z siła moich zaklęć ochronnych. Chwile rozglądałem się się dokoła po uśpionym miasteczku. Piękny widok, ciemność rozświetlały tylko nieliczne światła na gankach i gwiazdy. Było spokojnie, nigdzie żywej duszy, co nadawało miasteczku nutkę romantyzmu i tajemniczości. To dla uwiecznienia tych pięknych widoków jak ten wymyślono wiersze i pieśni. Po chwili zadumy odezwał się we mnie romantyk i stare nawyki, więc zacząłem układać pieśń w głowie na chwałę tego miejsca:

"Czy to złodziej, czy to zbój Tutaj znajdziesz schron swój... Tutaj może rabować i pić, Niewiasta będzie z niego kpić..."

Nie coś nie tak, to miała być chwalebna pieśń, a niepogrążająca to miasto. Miałem nie lada orzech do zgryzienia, gdy nagle wyrwał mnie z zadumy jakiś odgłos. Może i nic dziwnego, czyjeś kroki, ale przy ciszy uśpionego miasta kroki te brzmiały przerażająco i przeszywały strachem na wskroś. Czułem się z paraliżowany i mimo, ze się bałem się, jedyne, co mogłem zrobić, to nie uciec, co było by najinteligentniejsze, a odwrócić się powoli w stronę kroków. W ciemnościach trudno było rozpoznać, co to lub kto to, po chwili zauważyłem jednak sylwetkę humanoidalna niszą ode mnie, cały czas zbliżającą się w moim kierunku. Kiedy osobnik był jakieś 5 metrów ode mnie zobaczyłem, że to niziołek, który najwyraźniej też chce opuścić miasto. Już spokojniejszy czekałam, aż mi dorówna drogi. Zawsze jest raźniej iść z kimś. Niziołek miał ok 1, 35 wzrostu i ogromny, w porównaniu do reszty twarzy nos. Ciemne włosy, których kolor nie dokładnie widziałem z powodu ciemności, niesfornie próbowały się wydostać spod brudnej lnianej czapki.. Wyglądał na dość młodą osobę i chłopa, na co wskazywało jego ubranie. Kiedy zbliżył się bardziej rozpoznałem niziołka z karczmy? Ciągnął za sobą jakiś wór, chyba większy od siebie. Kiedy w końcu byliśmy juz na blisko siebie, chciałem go przywitać i zacząć rozmowę, ale złodziejaszek mnie uprzedził. -Co się się gapisz się? Nie masz lepszych zajęć? Dziewkę byś se na noc zalazł, a nie, na ludzi patrzysz.- usłyszałem nagle dość gruby i chrypliwy głos, który zupełnie nie pasował do sylwetki, która widziałem przed sobą. -Nie ja tylko...- chciałem wytłumaczyć, ale nie było mi to dane. -A może ty jakiś zniebieściały jesteś? Co ja Cie sie podobam się? Jeśli tak to zapomnij...- rzekł tylko i ruszył dalej. -Nie się ja tylko nie chce iść przez las sam, wiesz, ta nieznana moc i dziwne zdarzenia, ty nie boisz się?- ruszyłam w ślad za nim, nie jestem zniewieściały i nie dam się tak łatwo zbyć. Co on sobie wyobraża? -Młodzieniaszku, słuchaj, nie mam dla Ciebie czasu, zrozum to... Muszę uciec przed orkami, bo jak nie to będę robił w charakterze pacynki dla ich dzieci, wiec, jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to spływaj, bo jakoś nie mam chęci ani zamiaru z tobą gadać, bo jakby to ująć? Nie masz nic, co by mnie interesowało.- mówiąc to niziołek patrzył mi głęboko w oczy i zrobił groźną minę i gdyby nie to, że biedak ma metr czterdzieści to bym, sie go nawet może przestraszył. -Czy starasz się się mnie przestraszyć?- spytałem z kpina w głosie i poprawiłem swoje kasztanowe włosy. -Jesteś jeszcze bez szczelnym dzieckiem, nic nie wiesz o życiu.- speszony i wyśmiany złodziejaszek ruszył przed siebie. Nie poszedłem już za nim, stwierdziłem, że taki kompan, jednak na niewiele się przyda. Sięgnąłem po bukłak, po czym chciałem zajrzeć do sakwy ile mam jeszcze pieniędzy i czy starczy może jednak na noc w karczmie, wyciągnąłem po nią rękę i... -Gdzie, jak?! A to mały złodziejaszek...- Sakwy nie było. Zły zerwałem się pędem za niziołkiem. Niech go tylko dogonię, jeszcze bardziej go skrócę w nóżkach. Niewiele myśląc pobiegłem za nim, wymyślając go najgorszymi określeniami, jakie znałem. Złodziej, nikczemnik, co on sobie myśli?! Nie znalazłem złodziejaszka, a tak dokładniej, to nic nie znalazłem i na dodatek sam się zgubiłem pędząc jak oszalały w las. Z początku nie zauważyłem jak bardzo oddalam się od wsi, a potem, nie zauważyłem jak mroczny i ciemny staje się las. Kiedy w końcu miną mi amok zorientowałem się dokładnie dopiero gdzie się znajduje. Las wyglądał przerażająco, jak dawno opuszczony i uschnięty - martwy… A może to tylko wyobraźnia płatała mi figle? W ciemnościach szmer drzew wydawał się upiornym dźwiękiem, a wszystkie kształty wyglądały wręcz groteskowo i mrocznie. Co chwila miałem wrażenie, że coś się skrada modląc się w duch, aby wrażeniem to pozostało. Nie to, ze jestem tchórzliwy, ale nie lubiłem walczyć. Ponieważ wszystko tak mnie przerażało, postanowiłem użyć zaklęcia światło, wiec wypowiedziałem magiczne słowa, po czym moja harfa rozbłysła dość jasnym światłem. Z początku poczułem lekką ulgę, jednak to uczucie szybko minęło. Wszystkie kształty zaczęły wyglądać jeszcze bardziej przerażająco. Drzewa rzucały ogromne cienie, podobnego demonów, naśmiewających się mojej głupoty, fakt, sam sprowadzam na siebie kłopoty. Cokolwiek jest w tym lesie, teraz może o wiele łatwiej mnie znaleźć. Przeklinając siebie duchu jednak szlem dalej, nie zważając na szmery czy cienie. Chciałem po prostu jak najszybciej opuścić las, o niczym innym nie marzyłem. Ze złością…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych