Rathell - Ostatni Elf
Opowieść o młodzieńcu, który stracił pamięć. Budzi się sam na plaży i próbuje znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Kim jest i skąd pochodzi. Podczas swojej długiej podróży, napotka wielu przyjaciół i nieprzyjaciół. Pozna realia otaczającego go
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog "Przebudzenie"
Budzi mnie szum morza, bryza delikatnie łaskocze moje gołe stopy. Czuję jak piasek subtelnie przesypuje się przez palce dłoni a woda podmywa golenie nóg. Wielka pustka w mej głowie. Gdzie jestem? Kim jestem? Jak się tutaj znalazłem? Gdy świadomość powoli wracała, zaczął ogarniać mnie coraz większy niepokój. Ospale otwieram oczy, światło słońca poraża mnie a w ustach czuć palącą suchość. Rozglądam się w okół siebie. Spokojne morze, błękitne niebo oraz szczątki rozbitej łódki, która prawdopodobnie należała do mnie. Niestety nic tutaj nie ma, żadnej wskazówki ani poszlaki. Wszystko zniszczone. Cóż mam teraz począć? Żądza odpowiedzi jest tak strasznie frustrująca. Nie mogę jednak zostać i siedzieć z założonymi rękoma. Lepiej będzie jak ruszę wzdłuż brzegu. Podarta bawełniana koszula, wydarte skórzane spodnie i ten dziwny czerwony amulet w kształcie rombu. To jedyne co mi zostało. Mam nadzieję, że spotkam kogoś po drodze i pomoże mi znaleźć odpowiedzi na pytania których szukam. Dzień wydawał się dłużyć w nieskończoność a mętlik w głowie jedynie narastał. W końcu dostrzegłem jakiś budynek, wygląda na chatę rybaka. Zajrzę do środka może ktoś tam akurat przebywa. Podchodzę bliżej, moim oczom ukazuje się drewniana chałupa na podwyższeniach, które chronią ją od podtopień. Drewno na jej ścianach jest widocznie zbutwiałe, pokryte mchem i glonami. Z pozoru wygląda na opuszczoną, ciekawość wymusiła ode mnie sprawdzenie jej wnętrza. "Jest tam kto?" Zapytałem, aby upewnić się czy na pewno jest opuszczona. "Czy ktoś tu jest?!" Krzyknąłem jeszcze głośniej, żadnej reakcji. Przekonany brakiem obecności kogokolwiek powolutku wszedłem po zniszczonej drabinie prowadzącej na wprost przed spróchniałe drzwi. Dla pewności zapukałem jeszcze dwukrotnie, po wnętrzu rozchodziło się jedynie głuche echo. Lekkim pchnięciem otworzyłem rozlatujące się drzwi, które najwyraźniej nie były używane od dłuższego czasu. Miejsce wygląda na opuszczone, w środku panował mrok, lecz nie sprawiło mi to żadnego problemu w dostrzeżeniu jakiekolwiek szczegółu, jakbym od zawsze mógł widzieć w ciemnościach. Pomieszczenie miało co najwyżej 6 łokci szerokości i 8 długości. W rogu znajdowała się półka z zardzewiałymi haczykami oraz notatnik, który zapewne należał do właściciela chatki. Próbując przeglądnąć zapiski, strony dosłownie rozleciały się w moich rękach. Wychodzi na to, że miejsce jest opuszczone od dawien dawna. Na podłodze leżał przegniły materac, którego smród dawał mi się we znaki, wywołując duszności i zawroty głowy. Miałem już wychodzić gdy moją uwagę przykuł leżący w rogu kuferek, mały zardzewiały ale szczelnie zamknięty. Widniał na nim napis "Ern", brzmi jak imię posiadacza, no cóż skoro zostawił to tutaj, to nie jest już mu potrzebny. Szybkim ruchem uderzyłem znalezisko o ziemie a leciwy zamek pękł bez oporu. Z środka wyleciała średniej wielkości biała perła oraz kamień z wyrytym na środku dziwnym znakiem. Napis był mi zupełnie obcy ale jednocześnie bardzo mnie zaintrygował. Wezmę to ze sobą, kto wie może mi się jeszcze przyda. Spojrzałem jeszcze raz czujnym wzrokiem na wnętrze rudery ale nic więcej nie przykuło mojej uwagi. "Czas iść dalej!" - pomyślałem i zaopatrzony w nowe przedmioty ruszyłem spokojnie brzegiem morza dalej przemierzając piaszczystą plażę. Słońce jest już w zenicie, to znak że jest środek dnia. Mam nadzieję że znajdę jakieś schronienie nim nadejdzie noc. Nagle biała błyskawica przeszyła moją głowę, momentalnie ujrzałem obraz wielkiej bitwy i strasznej rzezi. Okropne krzyki i płacz dzieci. Ktoś wrzasnął "uciekaj Rathell!". Wszystko trwało sekundę i zniknęło... Co to mogło być!? Cóż to za obrazy!? Zaniepokojony przeraźliwą wizją szedłem dalej pogrążony w myślach. "Rathell... brzmi znajomo... czyżby to moje imię? sam nie wiem. Jednak do czasu, aż nie przypomnę sobie wszystkiego będę posługiwał się właśnie tym mianem. Plaża zaczęła zwężać swój bieg a wydmy stawały się coraz łagodniejsze. Widzę jakąś ścieżkę! Musi mnie dokądś zaprowadzić! Obrałem więc nowy kierunek aż doszedłem do rozstaju dróg, przy których znajdował się drogowskaz. Niewielki zaniedbany i brudny, wskazujący tylko jeden kierunek. "Karczma pod Dzikim Kłem 3 mile". Tego właśnie szukałem! Schronienie, pożywienie i źródło informacji w jednym, idealnie! Zwiększę tempo, powinienem tam dotrzeć przed zachodem słońca. Leśna droga była znacznie mniej męcząca od zapadającego się pod każdym krokiem piaskiem. Podczas podróży starałem się zachować czujność i uważnie rozglądać po okolicy, całe szczęście nic szczególnego się nie wydarzyło. "To tutaj!" Pomyślałem, czując wyraźne odprężenie. Wreszcie dotarłem, teraz muszę jedynie wejść i dowiedzieć się potrzebnych mi rzeczy. Nie zdążyłem zbliżyć się do drzwi wejściowych gdy moją uwagę przykuł ruch w pobliskich krzakach. Czułem jak napięcie zaczęło rosnąć, może to jakieś dzikie zwierze a ja jestem nieuzbrojony. Nic bardziej mylnego, z pobliskich zarośli wyłoniła się postać człowieka. Z uczuciem ulgi i głębokim wzdychnięciem machnąłem przyjaznym gestem, gdy nagle owa persona po prostu runęła na ziemie. Czym prędzej podbiegłem sprawdzić jej stan. "Jesteś ranny?! Co ci się stało?!" - Krzyknąłem przejęty. Był to niewysoki człowiek mierzący niespełna 3 łokcie wysokości. Włosy gęste sięgające do ramion, koloru ciemnego bursztynu. Wyraziste kości policzkowe, duży i kształtny nos. Oczy duże, koloru jadeitowego, z długimi jak na mężczyznę rzęsami. Brwi krzaczaste, trzymające się swoich łuków. Odziany w wieśniacze łachmany i skórzaną torbę. Na jego ciele widniały niewielkie rany i zadrapania, wyglądał na wygłodniałego i wycieńczonego. Zabrałem więc go do pobliskiej Karczmy. Wniosłem nieprzytomnego osobnika, poprosiłem o pomoc i lekarstwa. Oberżysta spojrzał pierw pogardliwie i odrzekł, że nie ma w zapasie żadnych medykamentów Jego nastawienie momentalnie się zmieniło, na widok perły którą pokazałem omal nie przeskoczył dzielącego nas blatu. "Jestem Barni właściciel Karczmy pod Dzikim Kłem, witajcie moi drodzy!". W mgnieniu oka przyniósł ciepłą wodę oraz spirytus do odkażania ran, wskazując miejsce noclegu dla naszej dwójki na pierwszym piętrze budynku. Po czym prędko udał się do kuchni w celu przygotowania wyśmienitego posiłku dla jak to określił "wyjątkowych klientów". Namaczając ręcznik w alkoholu zacząłem opatrywać rany nieprzytomnego człowieka, który najwyraźniej ostatnią noc miał równie ciężką jak ja. Pokój był niewielki, dwa łóżka wyścielone materacami i okryte wykrochmaloną pościelą. Stały na przeciwko siebie pod oknem. Dzielił je niewielki stojak z lampką nocną. Po przejściu przez drzwi po prawej stronie znajdował się stół z skromnym nakryciem. Gdy właściciel karczmy wszedł z przygotowanym gulaszem podzielonym na dwie równe porcje, intensywny zapach szybko wypełnił małe pomieszczenie w którym przebywaliśmy. Gdy tylko talerze oparły się o drewniany blat, oczy rannego momentalnie otworzyły się a w nich dostrzec można było blask tysiąca gwiazd. Bez słowa rzucił się do miski ze strawą i opróżnił jej zawartość w zaledwie kilka sekund.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kita
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…