Wróć do katalogu

REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia

rozdział ósmy ostatniej części losów młodej pacjentki w gabinecie masażu

AgnieszkaQ, opublikowano , 25 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria trzecia - Dotykoterapia{/b} - część ostatnia{/u}

{u}rozdział ósmy{/u} bestyjażysta

Wtorek. Obudziłam się z poziomem mojego samozadowolenia sięgającym wręcz zenitu. Z pół godzinki poprzewracałam się z boku na bok, by móc napawać się wyobrażeniami chwili, w której wręczam mojemu masażyście dziękczynne arcydzieło. Ale nawet tak wspaniały nastrój już wkrótce został zniweczony; wystarczyło wejść na gadu. Tak, tak, znów wiadomość od mojego ucznia… Powoli zaczęło się to już robić uciążliwe.

{i}„czytałem w jakieś gazecie kobiecej że są nowe perfumy o zapachu który pewnie by Cię zadowolił - jasminowy z nutami owocowo kwaitowymi. odezwe się jutro, bo się okaże czy będę miał dobry dzień czy moja deprecha sięgnie dna. pewnie dlatego jetsm tak rozchwiany od jakiegoś czasu ale to już końcowka od jutra będzie wszystko inaczej” {/i}

„Super!”, skomentowałam pod nosem. „Oczywiście, tego mi tylko do szczęścia brakowało!”. Czyżby tor wydarzeń zmierzał dobrze znanym ludzkości łańcuszkiem przyczynowo-skutkowym: ja mam doła, ty się litujesz i mi pomagasz, angażujesz się emocjonalnie, obiecuję zostawić dla ciebie żonę i żyjemy długo i szczęśliwie?... w trójkąciku! „Jeszcze czego!”, zbuntowałam się. Postanowiłam w delikatny sposób dać mu do zrozumienia, że osobę, z którą powinien o takich rzeczach rozmawiać, ma pod ręką – u siebie w domu! Cóż, ja mu się wprawdzie wyżalałam, kiedy miałam swoje chwile załamania, ale ja byłam singlem. Singlem! Wzięłam głęboki oddech i poczęstowałam go wykładem:

{i}„:) wszelkiego typu zachwiania emocjonalne mijają wcześniej czy później, więc się nie martw tym za bardzo i po prostu zorganizuj sobie tak czas, żeby się zająć czymś przyjemnym i mieć resztę świata głęboko... :D Hmmm, co do zasad, to chciałam napisać jeszcze tylko to, że najzwyczajniej w świecie nie mogę mówić, lub robić rzeczy, które są zarezerwowane dla Twojej ŻONY; to ona powinna być pierwszą osobą, do której się idzie z dołem czy podobnym tworem, i powinna pomóc najbardziej. Nie wiem, jakie są między wami relacje, ale moim zdaniem taka jest jedna z ról tej drugiej połówki. Nie mam Ci za złe oczywiście słów prawdy. W sumie bardzo bym się zdziwiła widząc inną odpowiedź, bo lubię czyste i jasne sytuacje. Poza tym, moja słabość i próżność, bardzo lubię się podobać i mieć tego dowody z otoczenia :D Ciekawa jestem, co takiego ma się jutro wydarzyć... Pewnie kiedyś mi powiesz, tak więc nie ciągnę Cię za język. Co do perfum, spróbuję je odszukać, może będą w sklepie. Dzięki za cynk i miłego dnia. PS. Deprecho, precz!! Buźki, hej<papa2>”{/i}

Już miałam oddalić się od monitora, gdy otrzymałam od niego wiadomość zwrotną. Sądząc po jej treści, nie było z moim uczniem najlepiej, więc postanowiłam jednak mu poświęcić parę minut tego poranka… my student: nikomu nie powiem tego co ma się stać jutro nikomu i nigdy I: ok, nie pytam przecież my student: a w tedy w niedziele czułem że nie masz chęci na masaż - czy mam racje????? I: to trochę bardziej skomplikowane my student: ktoś kiedyś pwoiedział ze żona nie jest spowiednikiem wiem że to jest skąplikowane bo wiesz jak dzialałasz na facetów I: to po kiego grzyba się żenić??!! my student: dobra nie ważne znikam milego dnia I: wzajemnie, hej my student: nie chce Ci psóć dobrego nastroju ale wkraczamy na tematy konfliktowe a nie chce konfliktu z Tobą sam nie wiem. do jutra pa I: oki, do jutra trzymaj się i nie daj się dołowi, bo nie warto pa!!

„No, i mam na własne życzenie przecudowny początek dnia”, westchnęłam i odessałam się w końcu od monitora. Miałam nadzieję, że mój uczeń nie narobi jakichś głupot. Żeby o tym nie myśleć, a tym samym doszczętnie nie rujnować sobie nastroju, który w takich bólach udało mi się dopiero niedawno odzyskać, szybciutko zebrałam się z domu i poszłam w najwspanialsze miejsce, jakie znałam. Kuzyn również dziś mnie nie podwoził; doszedł do wniosku, że z rana musi sobie pospać, a skoro ja chcę być na sali tak wcześnie, to muszę sobie radzić sama. I radziłam sobie doskonale – z moją MP3. Wszedłszy na salę, standardowo już przywitały mnie niedobitki. Przebrałam się i skonstruowałam ciężarki do ćwiczeń. Znów, tak jak dzień wcześniej, zafundowałam sobie pogawędkę z pacjentką na wyciągu podczas ćwiczeń na stojąco. Gdy już zaczęłam maltretować mięśnie brzucha na materacu, na salę przyszła pacjentka, której wcześniej tu nie widziałam. Wyglądała dość młodo i wydawała się sympatyczna. Zajęła materac obok. Kierowniczka wydawała jej polecenia raczej łatwych ćwiczeń. Aż w pewnym momencie musiała znowu opuścić salę. - Ja na chwilę wychodzę, a ty mi tu pilnuj pani, pokaż jej ćwiczenia – poprosiła. - Wszystkie? – spytałam z zapałem. Tak, własna pacjentka do prywatnego przeszkolenia! Cóż za bombowa perspektywa! - Nie no, oszczędźmy ją – zaśmiała się. – Tylko przyciąganie nóg do brzucha na przemian i razem. - Ok., niech będzie – westchnęłam. „Trudno, nie teraz, to kiedy indziej…”, myślałam, spełniając życzenie kierowniczki. Nawet nie przypuszczałam, jak realne miało się okazać moje westchnienie. Kierowniczka wkrótce wróciła, lecz od razu musiała się zająć pacjentką za zasłonką. Będąc już jednak na sali, przejęła ode mnie z powrotem naszą nową pacjentkę. Jej zestaw wygibasów był niezwykle okrojony. - Tylko tyle? – zdziwiłam się, słysząc, że już kończą na dzisiaj. - Śmieszko! – skarciła mnie kierowniczko. – Ile tu już chodzisz? - Od grudnia – uśmiechnęłam się szeroko. - A pani jest tu dopiero pierwszy raz - wyjaśniła. – Nie chcemy jej przecież odstraszyć. - Ok. – odparłam z rezygnacją. - Wiesz, nasza urlopowiczka jak raz dała wycisk w pierwszym dniu grupie staruszków, tak następnym razem już nie poprzychodzili – śmiała się. – Ćwiczenia zaczyna się od najprostszych, a potem stopniowo zwiększa ilość i poziom trudności. Nie wolno wrzucać pacjentów od razu na głęboką wodę. - Wiem – uśmiechnęłam się zadziornie. – Po prostu przyzwyczaiłam się, że leżę tu i leżę. A pani skończyła wszystkie ćwiczenia zanim ja się odrobiłam z samym tylko leżeniem na plecach. - Bo ty robisz wszelkie możliwe wzmacniające, a pani tylko te, które są dla niej konieczne – wyjaśniła. Zmieniła nagle temat – Wiesz, że nasz masażysta idzie na kolejny kurs pod koniec września? - Super – ucieszyłam się. – Ostatnim razem testował na mnie wszystkie nowości. - Jeśli załapiesz się na jakiś zabieg w październiku, to pewnie znowu będziesz robić za królika doświadczalnego – roześmiała się i wróciła do swojej pacjentki za zasłonką. Eh, takie coś z pewnością by mi odpowiadało! Manualna przeprawa nie trwała jednak długo. Już po kilku minutach pacjentka wyszła, a jej miejsce od razu zajął pacjent mojego masażysty - starszy pan. Po chwili zjawił się i mój masażysta we własnej osobie. Przywitał się ze wszystkimi i zniknął za zasłonką. Musiałam przyznać, że ćwiczenia na materacu rzeczywiście szły mi o wiele sprawniej kiedy nie miałam partnera do rozmowy. Przysłuchiwałam się za to konwersacji toczącej się we wnęce. Mój kuzyn wszedł na salę praktycznie w momencie, gdy mój masażysta skończył zabieg i wyłonił się zza zasłonki. Jego miejsce zajęła kierowniczka ze swoją pacjentką. Ja, chwilowo odpoczywając między ćwiczeniami, bawiłam się swoimi ciężarkami. - I jak się sprawuje? – kuzyn spytał mojego masażysty, wskazując na mnie. - Cały czas się leni – roześmiał się masażysta. – Polewa się wodą z butelki i udaje, że wielce spocona. - Taka cwana! – żartował dalej kuzyn. - Cwana i silna – wtrąciłam się do ich rozmowy, rzucając ciężarkiem do mojego masażysty. Złapał go, odrzucił z powrotem i usiadł sobie na jednym z krzeseł. Spytałam go więc w ramach rewanżu – A ty co, będziesz się tak teraz obijać? - A tak – przyznał bez krępacji. – Mamy jeszcze godzinę, a do mnie nikt nie przyjdzie. A nasza leżanka będzie zajęta. - Filmu mi pewnie nie przyniosłeś? – zaatakowałam znienacka. Wiedziałam z doświadczenia, jak z jego strony wyglądało pożyczanie czegokolwiek; podczas pierwszej serii masażów też się musiałam dopraszać o książkę do refleksoterapii… - Zapomniałem… - westchnął. – Miałem dosyć zajęty wieczór. - Pewnie uda ci się przynieść mi ten film w przeciągu miesiąca – byłam bezwzględna. - Jeszcze w tym tygodniu – obiecał. I przeszedł do ofensywy – A tak swoją drogą, sama też się nie spieszyłaś, żeby mi przynieść książkę. Musiałem poczekać kilka dni. - Nie przypuszczałam, że aż tak ci na niej zależy – zaśmiałam się. Nie spodziewałam się, że wyjedzie mi z takim argumentem. - Widzisz, i nawet się nie spytałaś, na kiedy bym ją chciał – biadolił w żartach. – Taka jesteś niedobra. - Najgorsza z możliwych – przyznałam z tryumfalnym uśmiechem. - A jak, znalazłaś jakąś ciekawą pracę? – zmienił temat. - Eh, wróciłam wczoraj po jedenastej z imprezy, nie miałam już do tego głowy – przyznałam, a on poszedł zjeść drugie śniadanie do biurka. – Ale dzisiaj po powrocie czegoś sobie poszukam. Wkrótce kierowniczka skończyła zabieg, uwalniając swoją pacjentkę. Ja w międzyczasie zagadałam się z kuzynem, więc nawet nie spostrzegłam, kiedy mój masażysta podszedł do mnie i wyciągnął spode mnie mój ręcznik! Poszedł za zasłonkę i sam zaczął go rozkładać na leżance. Patrzyłam się na niego, zdezorientowana. - Twierdzisz, że byś chciała dłużej mieć masaż, a tu teraz wychodzi, jak bardzo ci się na niego spieszy – puścił mi oko, idąc po papierowe ręczniczki. - Idę, już idę… - odparłam, wstając z materaca. Rozłożyłam się na leżance i w chwilę później mój masażysta przyszedł do mnie za zasłonkę. Wetknął mi dwa ręczniczki za spodenki i rozpiął stanik. - To dzisiaj nie markowo? – zaczepił mnie. Tylko się roześmiałam. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. On naprawdę zwracał uwagę na bieliznę, jaką noszę! - No, wiesz… – zaczęłam. – Mam dużo markowych, ale przecież nie wszystkie. - Czując, jak na moich plecach ląduje oliwka, zaczęłam zmienić temat. – Słyszałam, że wybierasz się na kursik. - Tak, za jakiś miesiąc – przytaknął, zaskoczony, że o tym wiem. - A czego będzie dotyczył ten kurs? – drążyłam temat. - Terapia manualna, drugi stopień specjalizacji – odparł uprzejmie, zabierając się do moich pleców. - Pewnie dowiesz się wielu nowych ciekawych rzeczy – zaczepiałam go uparcie. - Możesz je potem na mnie przetestować. - Skoro tak bardzo chcesz występować w charakterze pacjentki, to może spróbuj się załapać na ten kurs – podpowiedział. – Jak tylko będziesz mieć czas od dziewiątej do piątej, to zapraszamy. - Fajnie by było – wyobraziłam sobie tą sytuację. Jednak po chwili coś sobie uświadomiłam. – Ale ja już wtedy w pracy będę… - Szkoda – westchnął. I uprzedził o nadejściu nieuniknionego - No, to pobawimy się teraz łopatkami – wiedziałam, że to będzie hardcore. Nie pomyliłam się. Jęczałam w niebogłosy. - Cicho! – uspokajał, jednocześnie nabijając się ze mnie. – Pacjenci na sali pewnie sobie wyobrażają Bóg wie co. - Nie obchodzi mnie, co sobie wyobrażają – płakałam, jak skrzywdzone dzidzi. – Obchodzi mnie, że to boli. Ale i tak już chyba mniej, niż przedtem. - Świetnie! – ucieszył się. – To teraz szyja! - Ałaaa…! – zapiszczałam przeciągle, czując jego palce, zaciskające się na moim karku. - Dobrze, że nie auuu – zawył prześmiewczo, a mnie się udało roześmiać, a przez to i rozluźnić. Po chwili maltretowania mojej szyi, usiadł sobie po mojej prawej stronie na leżance. - Położę teraz… - zaczął, lecz od razu się uśmiechnął i poprawił, biorąc moją rękę i kładąc sobie na nodze. – Pozwolę ci teraz położyć sobie rączkę na moim kolanie. - Coś nowego – zauważyłam. Ale dziwnie się poczułam: tak, jakbym się do niego przytulała… Fajne to było… Od razu mi się spodobało! – Jak kot. - Zajmiemy się twoimi ramionami – powiedział i zaczął rozmasowywać moje mięśnie. Nagle wpadł w zachwyt – Ile mięsiwa! - To po bojach z ciężarkami – uśmiechnęłam się, cała czerwona. - Chcesz być Arnoldem Sch.? – zaczął się śmiać. - Arniego nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam – przyznałam, nie potrafiąc przestać się trząść. – Już wolę być Pudzianem. - Wcale nie gorszy – śmiał się. A ja przeszłam do pisku. Miałam świeże zakwasy po zwiększeniu wagi moich ciężarków do dwóch kilo. – Oj, aż tak boli? - Jak cholera – wycedziłam przez zęby i zaczęłam się wić na leżance. - Wiesz, jak nie zapomnę, to jutro ci ten film przyniosę… –

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych