Relacja z wędrówki po Piekle
Sprawozdanie z wędrówki po Piekle na Ziemi - na szczęście wygasłym.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
RELACJA Z WĘDRÓWKI PO PIEKLE Stoję przed bramą Auschwitz. Znad bramy szyderczo skandują do mnie duchy nazistowskich zbrodniarzy: „Arbait macht frei” – „Praca czyni wolnym”. Tylko jeden fakt pozwala mi na przejście bez obawy obok zwoi drutu kolczastego. Fakt, że żyję te sześćdziesiąt lat później… Czas, moja Beatrycze z „Boskiej komedii”, pozwoli mi bezpiecznie przejść jak Dantemu, przez bramę, której sarkastyczne motto równe jest dantejskiemu zawołaniu znad Piekła: „Porzućcie wszelką nadzieję – wy, którzy tu wstępujecie”. Faszystowska kpina boli. Boli jeszcze bardziej z każdą kolejną myślą. Rozum na przekór czasowi podejmuje próby powrotu do lat 1940-45 – czasów „świetności” tego miejsca. Na jego zawołanie przed bramą ustawiają się grupy ludzi. Przemęczeni, zziębnięci, niektórzy chorzy i kalecy. W wysłużonych walizkach niosą całe swoje życie. W ich miastach i wioskach hitlerowcy wcisnęli im jak zgnity owoc nieudacznikowi na bazarze nadzieję na lepsze jutro. Była w opłakanym stanie, ale pomagała przetrwać koszmarną przeprawę z domu do obiecywanego lepszego świata. Przechodzą ze mną przez bramę Auschwitz. Wraz z dorobkiem całego życia, mieszczącym się w paru centymetrach sześciennych walizki, nazistowscy fanatycy wyrywają im resztki obumarłej nadziei. Potem zabierają im ubrania, biżuterię, włosy, rodzinę, godność, wiarę, poczucie bezpieczeństwa i odrębności. Nie mają już nic i są nikim. Są tylko numerem. Mój Wergiliusz – współczesny Przewodnik po przerażających czeluściach tego, na szczęście już wygasłego, piekła na ziemi. Wykonuje rzetelnie swoją pracę. Słowa, które wypowiada dzisiaj do mnie, wychodziły z jej ust wiele razy. Ciągle jednak słychać gdzieś w dźwiękach jej mowy echo pierwszego wstrząsu, którego doświadczyła, widząc po raz pierwszy to miejsce. Przeprowadza grupę znaną jej trasą. Idziemy do pierwszych baraków. Naznaczona piętnem czasu czerwona cegła, jakieś drzwi, okna… Przygotowani na inwazje ze strony najrozmaitszych wrażeń w milczeniu wchodzimy do pierwszego z nich. Wrażenie znośnej normalności zaciera się wraz z zatrzaśnięciem drzwi. Wnętrze poraża grozą. Czuje się na plecach oddechy dawnych mieszkańców tego miejsca. Pomieszczenia są puste i przestronne. Odczuwam niemalże samotność, której towarzyszą tylko szepty zwiedzających. Sam na sam z historią. W wyobraźni dodaję sobie do odpychających ścian i gołych podłóg rzesze egzystujących w tych strasznych warunkach więźniów. Brak środków do życia, brud, fetor, dantejskie sceny… Robi się ciasno. Widok kolejnych baraków jest jak kolejny bolesny zastrzyk. Z każdą iniekcją podwyższa się poziom niezbadanej mieszaniny w organizmie. Mieszaniny przerażenia, wstrętu, złości, współczucia, niedowierzania i miliona innych „oświęcimskich” doznań. W kolejnych budynkach przechowywane są przedmioty po zamordowanych więźniach – niemi świadkowie tamtych wydarzeń. Jedno z pomieszczeń zajmuje kłębowisko włosów. Niegdyś każdy pukiel miał inną barwę. Dziś wszystkie solidarnie przyjmują kolory wyblakłej czerni lub ohydnej białości. Te włosy sprawiają, że ich dawne właścicielki jednoczą się nawet wtedy, gdy nie ma ich już na tym świecie. Kiedyś każda była kimś innym: jedna była pielęgniarką, inna gospodynią domową czy nauczycielką, a dziś wszystkie stanowią jedną grupę: więźniarki obozu Auschwitz. W oceanie pofalowanych włosów utonął zapewne niejeden piękny warkocz. Jeden z nich nie został nawet rozpleciony za pomocą pozbawionych człowieczeństwa hitlerowców – maszyn, pracujących dla tej fabryki śmierci. Duszę rozdziera bezsensowne wołanie: „Przecież on do kogoś należał!” Nigdy nie dowiemy się, do kogo. Nigdy nie znajdziemy właściciela połamanych binokli, zaplątanych w drucianym gąszczu mnóstwa innych. Może był nim światły profesor albo niespełniony poeta, topiący w morzu alegorii żałość nad śmiercią swej ukochanej? A może zwykły, szary człowiek, który codziennie odprawiał przy łóżku błagalne modły, by ręka Boska uchroniła go przed uliczną łapanką? Czym zajmowała się kobieta, która była właścicielką eleganckich białych bucików? Może żołnierze zgarnęli ją z ulicy zaraz po jakimś uroczystym przyjęciu? A może została jej tylko ta jedna para butów, bo wszystkie inne zaginęły w zgliszczach wojny? Jak wyglądał mężczyzna, który koślawo nakreślił swoje nazwisko na starej teczce? A może przytargała ją tutaj jakaś samotna kobieta? Pytania przytłaczają do omiecionej milionami stóp podłogi. Po barakach błądzi wielu ludzi. Słychać tu mnóstwo języków z całego świata. Przewodniczka obok zwraca się do swojej grupy w jakimś innym słowiańskim języku. Z piętra schodzi gromada skośnookich Azjatów. Gdzieś ktoś mówi po niemiecku. Swoją drogą, co oni mogą czuć, zwiedzając to muzeum? Muzeum – ta nazwa zupełnie odbiega od ludzkich wyobrażeń tego miejsca. Próżno tu szukać sterylnie czystych gablot, w których eksponaty błyszczą się od progu. Nikt nie przyszedł tu oglądać dzieł…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil izkra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…