Requiem dla ludzi
Fantastyka na pograniczu horroru.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. (Ks. Rodz. 1:1-2, Biblia Tysiąclecia){/b}
Okrzyki były teraz inne: wyższe i bardziej przenikliwe. Żołnierze Sigurda Strausa umierali, a on nie umiał im pomóc. Mimo, że byli najdroższym najemnikami na rynku, że spędzali eony na wyczerpujących ćwiczeniach i każdy z nich potrafił przestrzelić dwuzłotówkę z odległości trzydziestu metrów –ginęli, nie wiedząc, co ich zabija. Ciemność wąskich korytarzy biurowca korporacji hoshi.wk rozcinały serie pocisków smugowych oświetlając drobne, groteskowe postacie wolno pełznące w ślad za wycofującymi się ludźmi. Stacatto wystrzałów rwało się i z każdą chwilą słabło wraz ze zmniejszającą się liczbą muzyków. Straus wiedział, że w tym, co widzi i słyszy nie ma już ani krzty profesjonalizmu. Pozostał tylko strach. Kiedyś był dumny ze swojej „orkiestry”. Teraz z niedowierzaniem obserwował jej rozkład. Połączenie neuralne, pozwalało mu widzieć, słyszeć oczyma i uszami swych podwładnych. W ułamku sekundy, mógł stać się jednym z nich, ocenić sytuację i zareagować. Po raz pierwszy w karierze żałował, że było to możliwe. Nie chodziło o brutalną śmierć członków zespołu – do pustki, która wytwarzała się przy przerwaniu połączenia zdążył już przywyknąć – ale o to, że mimo zaawansowanej technologii czuł się bezsilny. Nie rozumiał, co się dzieje. Dlaczego doskonale wyszkoleni i uzbrojeni żołnierze giną w starciu z… piraniami, którym chora ewolucja, a może ludzka fascynacja związana z manipulacją genami dodała odnóża, skrzydła, zakończone ostrymi niczym monokrystaliczne brzytwy szponami łapy oraz kuloodporne łuski. Nie był gotowy. Jego zadaniem była tylko obrona kompleksu przed coraz lepiej uzbrojonymi grupami antyglobalistów i neopolskich terrorystów. Do tego się przygotował swój oddział. Tymczasem wbito im nóż w plecy. Wyglądało na to, że ów cios, był ciosem śmiertelnym. Rozważania przerwał mu rozbrzmiewający we wnętrzu głowy, beznamiętny głos taktycznego SI: - O’Clannagan, Videcki, Lokit – brak odczytu. Wróg w zasięgu za 5…4…3… - Zaraz tu będą.- zauważył, że nie zadrżał mu głos. – Najpierw salwa, a potem…strzelajcie bez rozkazu. Klęczący przy nim krępy, zawsze ponury Mayers wzruszył ramionami z pozorną obojętnością. Bez udziału świadomości odbezpieczył broń i skupił się na skrytym w mroku końcu korytarza. Gdyby Sigurd się przyjrzał, dostrzegłby, że stary żołnierz się modli. Nie zrobił tego. Walcząc z paniką otworzył okno SI. Noktowizor – wydał bezgłośna komendę i westchnął głęboko, gdy zasłona czerni opadła. W zielonej poświacie pełzające, podskakujące rybopodobne poczwary przypominały ruchomy, surrealistyczny holobraz. Na swój sposób piękny i przerażający za razem. - Pierdolę to! - zaklął pod nosem. Między genetycznymi potworkami wolno szła drobna postać. Pięcioletnia dziewczynka ubrana w różowy fartuszek i przejaskrawione zielone kozaczki. Na krótkiej smyczy prowadziła olbrzymią jaszczurkę z głową pluszowego misia. Śmiała się. Przez ułamek sekundy stał jak wryty. Róż? Dziewczynka? Odrażające bestie! – zdumiała go nienawiść, z jaką w umyśle wybuchła ta obca myśl. Automatycznie przejął kontrolę nad siecią taktyczną. Poczuł jak pozostali przy życiu najemnicy powtarzają jego ruchy mierząc w głowę dziecka. Celował dokładnie pomiędzy ogromne, ciemne oczy. Gdy naciskał spust, nie odnalazł w sobie nawet krzty żalu, jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Tylko czerwoną aurę kwaśnej złości, której przez chwilę przyglądał się oczyma dziecka. Chmura ołowiu pomknęła w stronę wroga. Pociski zawisły tuż przed twarzą oniemiałego Strausa. -Ale …? – wykrztusił nim wyrwały się ze nierzeczywistej stagnacji i rozerwały mu głowę w fontannie krwi i kawałków kości.
{b}A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! (Ks. Rodz. 1:26, Biblia Tysiąclecia){/b}
- Obecność skazy genetycznej odpowiedzialnej za pojawienie się zdolności prekognicji, empatii czy telekinezy nigdy dotychczas nie została wykryta u obiektów nowonarodzonych. W świetle tego faktu można przyjąć, iż skaza owa nie jest dziedziczna, czyli nie jest wytworem naturalnej ewolucji rasy ludzkiej. Powstaje pytanie…Czym jest? Profesor Elwin Darski przerwał monolog, by zwilżyć zmęczone gardło. Zajęcia wprowadzające na Wydziale Genetyki Alternatywnej były jego piątym wykładem w tym dniu. Powiódł wzrokiem po niewielkiej liczbie słuchaczy zasiadających w sali. Jest ich coraz mniej. – pomyślał, przełączając obrazy holotablicy – Nic dziwnego. Ta dziedzina umiera. - Wedle popularnej teorii propagowanej przez profesora Oudali z Nairobi – podjął po chwili – zmiany, które widzimy na powyższym schemacie są efektem eksperymentów, jakie naukowcy NATO prowadzili w trakcie ostatniej wojny. Teorię tę wielu uczonych uznaje za dość prawdopodobną zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż jak wszyscy doskonale wiemy z lekcji historii najnowszej Pentagon zniknął z powierzchni Ziemi pod koniec konfliktu a wraz z nim w niebyt odeszły bezcenne archiwa wojskowe, w których być może spoczywały wyniki owych domniemanych eksperymentów. Nie można również zaprzeczyć, iż po Wojnie nie zanotowano ani jednego przypadku wystąpienia skazy prekognicyjnej, a pozostałe dwie pojawiały się w marginalnym stopniu u mniej niż jednego promila populacji. Niespodziewanie podskórny komunikator Darskiego rozgrzał się w cichym wezwaniu. Nie cierpiał, gdy ktokolwiek przerywał mu wykład. Najczęściej nie popełniano tego błędu dwukrotnie. Nie przerywając potoku słów, mrugnięciem uaktywnił połączenie gotów zrugać nieostrożnego petenta. Zachłysnął się ze zdziwienia, gdy na wyświetlaczu zamiast twarzy natręta pojawiła się złota gwiazda symbolu korporacji hoshi.wk. - Osobiście nie jestem zwolennikiem teorii pana Oudali. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Od czasu Wojny, korporacje, uniwersytety i organizacje rządowe topią ogromne sumy pieniędzy próbując sztucznie indukować skazę. Bez efektu. Po chwili, jaką systemowi bezpieczeństwa zajęła identyfikacja odbiorcy, na tle gwiazdy pojawiły się pulsujące czerwienią ostrzeżenia litery wiadomości: „Profesorze Darski. Alarm najwyższego stopnia. Problemy z obiektem Prime. Ofiary w ludziach. Pańska obecność w laboratorium jest nieodzowna. Powtarzam, alarm najwyższego stopnia.” - Podsumowując, jeśli w najbliższej przyszłości nie nastąpi przełom w badaniach nad mapą skazy… nasz wydział będzie musiał zamknąć swe podwoje, lub przekształcić się w wydział genetyki alternatywno-teoretycznej, bowiem wszystkie obiekty naszych badań zestarzeją się i umrą śmiercią naturalną. Czy są jakieś pytania? Nie musiał być empatą by dostrzec zaskoczenie na twarzach słuchaczy. Rzucił okiem na zegar. Zajęcia powinny trwać jeszcze przynajmniej pół godziny. Na blacie profesorskiego pulpitu rozjarzyła się zielona lampka wezwania. Ktoś miał pytane. - Nie ma? W takim razie dziękuje państwu i do zobaczenia za tydzień. Szybko zebrał swoje rzeczy, nie zwracając uwagi na wychodzących studentów. Światło wezwania nadal jarzyło się irytującym blaskiem. Uniósł głowę znad stołu. Na sali został już tylko on i nieznajomy dzieciak zasiadający w drugim rzędzie. Nie przypominał sobie ani jego twarzy, ani tym bardziej imienia, a szczycił się tym, że znał wszystkich swoich podopiecznych. Właściwie, to dzieciak nawet nie wyglądał na studenta. Raczej na mieszkańca slumsów. Czerwień wiadomości przypominała mu, że musi się śpieszyć. - Słucham? – zabrzmiało to znacznie mniej uprzejmie, niż powinno – Ma pan jakieś bardzo istotne pytanie, które nie może poczekać do następnych zajęć? Młodzieniec zdjął obute w czarne wojskowe glany nogi ze stołu. Darski, był już pewien, że nie był to żaden z jego uczniów. Ten człowiek z wyglądu przypominał macho-bohatera z tanich, szmirowatych holnowel, ostatnimi czasy niezwykle popularnych w Sieci. Budowa sportowca, długie czarne włosy splecione w koński ogon, kwadratowa twarz. Obrazu dopełniały bojówki, czarna koszulka i swego czasu kultowe nieśmiertelniki wiszące – nie, wyszyte na powierzchni materiału. Profesor wywołał sygnał ochrony Uniwersytetu. - Pytanie? – przypomniał, zerkając wymownie na zegarek. Nie czekając na odpowiedź ruszył do drzwi. - Owszem. Pytanie. – głos chłopaka był szorstki, ale zdumiewająco głęboki, jak gdyby wydobywał się z głębin studni – Mam jedno pytanie. Czy istnieje możliwość wykorzystania następującego wzorca łańcucha genetycznego do nałożenia i scalenia trzech skaz, w celu nadania jednostce wszystkich cech genetyki alternatywnej. Elwin zatrzymał się z ręką zawisłą nad klamką. Wolno zwrócił się twarzą do chłopaka, który w międzyczasie przeskoczył nad blatem ławki i stanął przy tablicy pokrytej dziesiątkami symboli. Darskiemu huczały w głowie własne słowa przed kilkoma laty skierowane do członków rady nadzorczej hoshi.wk. Odczytał pierwsze liczby czując jak w na sercu zaciska mu się węzeł strachu. Nie potrzebował wiele by rozpoznać efekt swej pracy. - Skąd… - w głowie rozbłysło ostrzeżenie wysłane z laboratorium – Oczywiście, że nie! To podstawy tej nauki! Nie istnieje takie połączenie!!! Nie uważał pan na wykładzie! To jakaś głupota! Chłopak uśmiechnął się szeroko. - Doskonale to rozumiem. Profesor ponownie bezgłośnie wezwał ochronę. Głupiec, nic nie rozumie. A jeśli? On nie może być… - Mam cię. – uśmiech przerodził się w szyderczą maskę, gdy chłopak uniósł dłoń celując w pierś Darskiego z palcy ułożonych w kształt pistoletu – Skłamałeś; Tato.
{b}W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz. (Ks. Rodz. 2:19, Biblia Tysiąclecia){/b}
Detektyw Szymon Nors z drugiego posterunku Gwardii Miejskiej stanu Poznań, Blok Wyzwolenia Ganimedesa uniósł się z klęczek. Wezwano go przed kilkudziesięcioma minutami do zabójstwa i wiedział już, że sprawa mu się nie podoba. - I nie ma kuli? – słowa te skierował do szefa techników wezwanych na miejsce zbrodni. Nietypowe miejsce, musiał przyznać. Nowy Uniwersytet Poznania nie figurował na liście najbardziej kryminogennych miejsc w Blokach. – Ani żadnego świadka? Przeczący ruch głową technika skwitował wzruszeniem ramion. Jeszcze raz przykucnął przy ciele skulonym pod obryzganą krwią ścianą. Wokół denata leżały staroświeckie papierowe kartki zapisane drobnym pajęczym pismem, teraz rozmazanym przez inny, bardziej szkarłatny atrament. Dziura w piersi wyraźnie wskazywała na strzał z pistoletu. Z bardzo bliskiej odległości. Jednakże, aby rzucić ciałem na dystans wyznaczony przez ścieżkę krwi i strzępków kartek, pocisk musiałby mieć kaliber rusznicy przeciwpancernej. A tego nigdzie nie było. Profesor Darski wyglądał jak szmaciana lalka nadziana na niewidoczny drut kolczasty i przeciągnięta przez pół sali wykładowej. Nors zebrał i zabezpieczył część notatek. Miał zamiar przejrzeć je w domu. Jeśli chodziło o dowody, nigdy nie ufał technikom. Zbyt wiele rzeczy związanych z korporacjami znikało w drodze z miejsca zbrodni na komisariat. - Nors… musisz to zobaczyć – partner detektywa, Alex Dian przepychał się między gapiami wymachując srebrnym dyskiem. – Nagranie z kamer bezpieczeństwa… No to po sprawie – pomyślał z ulgą – Głupiec przed zabójstwem nie włamał się do sieci. Amator. - … To niesamowite. Po prostu dziwaczne. Korpulentny Azjata wreszcie przekroczył linię wytyczoną przez taśmę Gwardii i zatrzymał się by zaczerpnąć tchu. Zdecydowanie żarł za dużo ciastek. Brakowało mu kondycji. Dowództwo przymykało oczy na tę drobną wadę, gdyż Dian cechował się wręcz intuicyjną zdolnością eksploatowania Sieci. - Żeby ich szlag… jak można umieścić biuro bezpieczeństwa na najniższym piętrze uniwerku. Dziesięć minut wspinam się po tych cholernych schodach. {i}Wo de tian*{/i} .– zazwyczaj flegmatyczny Alex prawie podskakiwał z podniecenia. - PATRZ! Na ekranie przenośnego odtwarzacza pojawiła się pusta (nie licząc Darskiego) sala wykładowa. Profesor uważnie przyglądał się gładkiej, lśniącej bielą powierzchni tablicy. Mówił coś, ale z ust nie dobiegał żaden dźwięk. Nagle zbladł gwałtownie i cofnął się o krok. Kurczowo przycisnął do piersi trzymaną teczkę. Na ułamek sekundy obraz zamarzł niczym zatopiony we szkle. W chwili, w której pierś Darskiego wybuchłą fontanną krwi rozległ się huk wystrzału. Ciało uderzyło o ścianę i w zwolnionym tempie, bezwładnie osunęło się na posadzkę.. Nors odruchowo spojrzał na czarny worek, do którego technicy pakowali zwłoki. - To jeszcze nie koniec! Spójrz na zbliżenie… Kamera z bezlitosną dokładnością utrwaliła czerwoną kałużę rozlewającą się wokół ciała. Nienaruszona teczka leżała jakieś dwa metry od denata. - I…? – Dian, delektował się zdumioną miną partnera. – Nie widzisz?? To patrz. Ponownie wprawił czytnik w ruch. W powietrzu znikąd zmaterializowały się białe prostokątne płaty i opadły na zwłoki. Kartki papieru niczym śnieg, warstwą celulozy przysypywały scenę tragedii. - O rzesz kur… - Nors nie potrafił się powstrzymać – Ktoś bawił się systemem? - Błąd, - Alex uśmiechnął się triumfalnie– to nagranie jest tak oryginalne jak Mona Lisa w Luwrze. Mogę się mylić, ale wątpię by ekspertyza wykazała coś innego. Chyba, że ktoś włożył w to nagranie ocean szmalu. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało. To, co widać, wydarzyło się naprawdę. Nie żartował. - Cholera, to mamy przesrane. - Nors puścił nagranie od początku, próbując zrozumieć. Nie udało mu się.
{b}Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta. (Ks. Rodz. 2:21-23, Biblia Tysiąclecia){/b}
Siedział w głębokim fotelu wpatrując się tępo w zakrwawione kartki rozłożone na blacie biurka. W dłoni trzymał szklankę na w pół wypełnioną czystą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wojciech Ruchniewicz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…