Requiem dla podróży
Stan ducha Romana Pacześniaka między kolejnym wcieleniem ,ukazany w krótkim opowiadaniu .
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przykurzony grobowiec zdawał przypominać ,że niektórzy ludzie zapomnieli o podstawowych wymogach estetyki. Pionowa płyta pomnika była brudna ,a ujmując dosłownie obsrana przez gołębie czy też inne paskudztwa , ta prostopadła do niej też nie prezentowała się lepiej ,leżała na niej wiązanka tandetnych kwiatów wykonanych z plastiku o kolorze który przyprawiał o mdłości, w jej środku stał wypalony znicz , obok w wysokiej trawie spoczywała pusta butelka po winie marki „Córa PGR’u” .
ROMAN PACZEŚNIAK ur. 1968 żył lat 35
„Niech Spoczywa w pokoju” -brzmiał napis umieszczony na pomnikowym epitafium. -Zapomnieli dodać –„Spoczywaj w pokoju-twoja teściowa” W końcu to dzięki niej zakończyłem swoje pielgrzymowanie po tym łez padole ,a miało być tak pięknie. Zaprosiła nas na kolację wigilijną ,tzn. mnie i swoją córkę a moją żonę. Wszystko było dobrze do momentu w którym podała ostatnie danie wieczoru ,sałatka rybna według jej przepisu , zapomniała oczywiście dodać ,że papryka pomyliła się jej z tabasco ,a dla mojego chorego serca po jednym zawale była to pomyłka śmiertelna. Wszystko przebiegło nadzwyczaj szybko i gładko ,nawet tak bardzo nie bolało .Ale cóż nie pierwsze było to moje życie i nie ostatnie , pętla reinkarnacji jeszcze się nie zamknęła .Do ostatecznego wyzwolenia prowadziła jeszcze długa droga , a z nirwaną miałem tyle wspólnego ,że słuchałem od czasu do czasu utworów kapeli o tej samej nazwie .Natomiast na dzień dzisiejszy moje żywoty były zbyt grzeszne albo zbyt krótkie żebym nie musiał nic poprawiać. Przyczyną tego stanu może być pech, chociaż nie jestem przesądny ale coś musi za tym stać. Dajmy na to czasy starożytnego Rzymu ,byłem oddanym legionistą Cezara o niezbyt arystokratycznym imieniu Kondonus z Condate . Należałem wtedy do oddziału stacjonującego nieopodal Lutecji (dzisiejszy Paryż) i pewnej ciepłej nocy towarzysze rzucili pomysł wypadu na miasto w bliżej wiadomych celach ( przecież wiadomo że „najlepsze dziwki w Paryżu są tra la la li tra la la la ).Wróciliśmy do obozu nad ranem ,wyraz zdenerwowany nie oddaje w pełni stanu ducha naszego dowódcy ,jego furia była tak ogromna jak wielkość ówczesnego świata antycznego . A ,że w armii rzymskiej odpowiedzialność ponoszą losowo wybrani legioniści , miałem to „szczęście” i wygrałem ten pseudo 1z10 z tym że nagrodą nie był zestaw skórzanej galanterii tylko śmierć ( zresztą sam się pchnąłem mieczem by nie hańbić swojego rodu). Gdy nastała rewolucja w Francji moja głowa potoczyła się obok gilotyna i to w dosłownym tego słowa znaczeniu ( byłem po prostu elementem szkodliwym dla nowego ustroju). Natomiast w Rosji podczas rewolucji październikowej ,żeby było ciekawiej kulkę wpakowali mi bolszewicy również za poglądy które nie zgadzały się w żaden sposób z nową koncepcja państwa ich wodza . Przez co muszę stwierdzić ,że wszystkie moje dotychczasowe byty nie były nazbyt udane. To się jednak teraz zmieni .Każdej duszy w całym cyklu reinkarnacji (powiedziałbym nawet reaktywacji : ) przysługiwał jeden wolny wybór i teraz właśnie nadszedł ten moment ,mogłem spokojnie poszukać rodziców dla mojej przyszłej cielesnej postaci .Jednak po chwili namysłu wydało mi się to zbyt proste i banalne, trzeba się zabawić ,nie często jest się istotą pozbawioną cielesności ,można by to wykorzystać . Opuściłem bramę cmentarza komunalnego i ruszyłem w miasto .Wolno choć nieubłaganie nadchodził wieczór .Po jakimś czasie usłyszałem ciche zawodzenia ,które nie dawały mi spokoju ,jakaś wewnętrzna siła pchała mnie w ich kierunku ,z każdą chwilą wydawały się coraz bardziej wyraźne . Minąłem wejście jakiejś obskurnej kamienicy i znalazłem się na klatce schodowej .Następnie przemieściłem się do mieszkania za środkowymi drzwiami .W pokoju panował mrok ,przy okrągłym stole siedziało 5 osób, mieli zamknięte oczy i skupioną twarz .Pod ich wyciągniętymi przed siebie dłońmi leżała czarna płachta z pentagramem na której stał talerzyk i paliły się małe świeczki. Wszystko przypominało scenę grozy z amerykańskiego horroru.
-Przyjdź do nas – odezwał się blondyn w zielonym T-shirt’cie (medium jak nic –pomyślałem)
Nadeszło moje pięć minut , przedstawienie czas zacząć , odechce się gówniarzom zabaw z duchami .
-Czego potrzebujesz ? –brzmiało następne zdanie .
Czego potrzebuję ? Dobre pytanie –spytałem sam siebie .Rozejrzałem się po twarzach uczestników seansu a następnie mój wzrok padł na plakat Bob’a znajdujący się na drzwiach ,podsunęło mi to ciekawy pomysł
-Zioła potrzebuję nędzny człowieku – powiedziałem z aktorskim akcentem .
-Nie możemy spełnić twoich żądań – brzmiała po jakimś czasie odpowiedź .
-To pocałujcie mnie w dupę z taką pomocą – Wokół zebranych zapanowała konsternacja po moich bądź co bądź dobitnych słowach .
-Oddalam cię duchu nieczysty –medium zdawało do końca grać profesjonalistę .
-Tak? Co ty nie powiesz ?
-Odejdź od nas ,odejdź ,zgiń ,przepadnij-kontynuowało
-Spoko ,spoko czarnuchu tylko załatwię swoje sprawy .
Reszta towarzystwa zdawała się już nie wytrzymywać psychicznie .Skorzystałem z tego i zacząłem próbować moich zdolności , a tak na marginesie telekineza jest bardzo przydatna w życiu i po życiu .Siłą moich myśli talerzyk zaczął lewitować na wysokości 10 cm bo kolejno gasić świeczki umieszczone w rogach pentagramu.
-Nie wiem jak wy ale ja spierda... z tej imprezy –odezwała się największa panikara z grona towarzystwa .
Na finał pozostawiłem sobie subtelniejsze zagrania ,szybkim posunięciem biały talerzyk „bach” o sufit, czarna płachta wylądowała w jednej chwili na głowie medium , świeczki powylatywały we wszystkich kierunkach świata .Jedna dosięgła głowy uczestnika seansu o wolniejszych nogach niż reszta która z głośnym krzykiem opuściła w pośpiechu lokal i była już na dole klatki schodowej .Zostałem sam w pustym pokoju , mogłem w spokoju delektować się widokiem swojej radosnej twórczości , prawie jak Mozart albo Bach – przyszło mi do głowy takie porównanie .
-Trzeba kuć żelazo póki gorące –pomyślałem wtedy , a w głowie przypomniała mi się lista osób które zawiniły mi w moim wcześniejszym życiu .
Trzeba by może złożyć im niezapowiedzianą wizytę , opuszczając miejsce zdarzenia na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmieszek . Mrok ogarnął całe miasto , gdzie niegdzie można było zauważyć słabe światła ulicznych latarni .Jeszcze nie tak dawno stały przy nich panie lekkich obyczajów ale teraz możliwość ich spotkania była raczej znikoma z racji panującej zimy . Była połowa stycznia i aura nie sprzyjała tego typu interesom .Bezustannie prószył śnieg jednak dla mnie nie miało to większego znaczenia .Jako istota duchowa nie odczuwałem żadnych bodźców zewnętrznych poza tym nie był to jedyny plus z sytuacji w której się znalazłem , np. mogłem w jednej sekundzie przenieść się w dowolne miejsce na świecie pod warunkiem ,że byłem w nim w którymś ze wcześniejszych wcieleń , po prostu musiałem mieć zapisany jego obraz . Zważywszy jednak na to że czasu miałem aż nadto ,wybrałem bardziej przyziemny środek lokomocji a dokładniej własne nogi ( jeśli mogę tak to ująć ) . Spacerowałem po zabytkowym ryneczku , naokoło którego rozlokowane były przytulne kawiarenki i kluby studenckie ,atmosfera w nich panująca przywołała wspomnienia czasów jeszcze nie tak odległych ale już nie bliskich . Czasów w których wracałem po nocnej imprezie do zimnego akademika , budząc się z bólem głowy szukałem tylko spokoju , śniadanie moje składało się z małej czarnej , kromki chleba posypanej vegetą i czasami jakiegoś papieroska (niezbyt wykwintne ale za coś musiałem imprezować ) a w niedalekiej przyszłości było widmo nadciągającej sesji .Ach , piękny to był okres w moim życiu , mogę wysunąć nawet hipotezę że jest to najlepszy okres w życiu każdego człowieka .Stałem tak wsłuchując się w gitarowe brzmienia dobiegające z małego klubu na rogu ,świat zdawał się być tylko złudzeniem . Mroźny poranek , a ja dalej błąkałem się w poszukiwaniu śladów przeszłości i gdyby nie jeden młodzieniaszek idący z plecakiem w stronę szkoły ,błąkał bym się nadal .Zmierzał prawdopodobnie do miejsca które z jednej strony lubiłem a z drugiej szczerze nienawidziłem . Jednak po pewnym czasie mój nowy „znajomy „ nie poszedł prosto koło pomnika Norwida jak przypuszczałem ,tylko skręcił na lewo w stronę zamkniętych magazynów . Wagary jak wagary ale że w taki wypizd , musiał mieć pewnie jakiś ważny powód .Wszedłem za nim do pobocznego magazynu , gdzie czekało już tam na niego całe towarzystwo , zdawali się być nieco zniecierpliwieni .
- No nareszcie Brudi , myślałem że cię pały zgarnęły , jeszcze chwila tego stania to by nam kutasy odmroziło – odezwał się z wyrzutem rudzielec palący jakieś tanie szlugi .
- To nie moja wina ,w sklepie spławiła mnie lampucera ,że nie mam to niby 18 lat i cały ten szajs , musiałem trochę pogłówkować i sam zwałowałem to co chciałem ( nawet gość nie czuje że rymuje –pomyślałem ) –mówiąc to wyciągnął z plecaka dwa wina o wdzięcznej nazwie „Królowa Malin „ .
- Ee no Brudi nie pogada , szacunek , widać że jak chcesz to potrafisz .
- Panowie, bez zbędnych ceregieli proponuję rozpocząć degustację –przemówił najbardziej niecierpliwy z całej grupy .
W tym momencie do ceremoniału włączył się najniższy z ich czwórki malcik, wycierający co chwila czerwony od kataru nos
-Zgadzam się z Sokratesem , chluśniem bo uśniem – i zaczął wyciągać specjalnie przygotowane na tą okazję plastikowe kubki .
- Łykniem bo odwykniem Lolo –skwitował Rudy
- Proponuje wznieść toast za osobę dzięki której tutaj jesteśmy ,Zdrowie pani Babuchowskiej .
- Zdrowie –zawtórowały mu głosy .
Stałem obok osłupiały z wrażenia , przecież ten relikt przeszłości powinien dawno…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil morgenes
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…