Rewolucja
Opowiadanie o dziewczynie imieniem Monika. Ostatni rok w liceum, czeka ją matura. Nagle jej świat staje do góry nogami, a wszystko przez dwa jaskrawe światła...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Bardzo proszę o krytykę, ale również mile widzane miłe slowa :) Jezeli coś jest źle wytykajcie wytykajcie, zależy mi na jak bardziej szczerej opinii. Literówkami się nie przejmujcie, to wszystko przez klawiature, często mi zjada literki. Dziękuje za jakiekolwiek zainteresowanie tym tekstem, pozdrawiam :)to tylko częśc z tego ************************************** Roześmiane dziewczyny wygramoliły się grupkami z sali wychowawczej szepcząc o czymś w podnieceniu. Zaraz za nimi z łobuzerskimi minami wyszli chłopcy. Tak samo po kolei z każdej z klas wychodzili uczniowie. Wśród nich wyszła dziewczyna, wzrostem nie więcej niż metr sześćdziesiąt pięć. Długie blond włosy miała lekko spięte ciemno-zieloną spinką. Jeszcze letnia sukienka na ramiączkach. Również w kolorze ciemnej zieleni. Stanęła wraz z grupką innych dziewczyn przy oknie. Ostatni rok w liceum, matura. Monika patrzyła na twarze swoich koleżanek i z żalem przyznała, że będzie jej brakować beztroskiego życia w szkole. -Macie już jakieś pomysły na kieckę? – zapytała wysoka dziewczyna z krótko przyciętymi lokami. Jej oczy błyszczały, a markowe ciuchy olśniewały wszystkich swoją okazałością. Przechodziła właśnie obok Moniki i jej przyjaciółek. Rzuciła im tylko pełne wyższości spojrzenie i stanęła przy drugim oknie wraz z osobami jej pokroju. -Tylko Kariny mi nie brakowało przez całe wakacje – odezwała się do Moniki niska szatynka. Beata nigdy nie przepadała za tego typu cukiereczkami. Sama nie używała innych kosmetyków po za dezodorantem, szamponem i pastą do zębów. Miała daleko gdzieś, czy ktokolwiek podziwia jej wygląd. Liczyła się dla niej wygoda. Dlatego chodziła przeważnie w za dużym o kilka numerów swetrze i spodniach z krokiem w kolanach. Monice nie przeszkadzał styl przyjaciółki, przeciwnie, podziwiała ją za odwagę. Wiedziała, ze pod stertą tych ciuchów znajdowała się wrażliwa i sympatyczna duszyczka, która zawsze znalazła czas by wysłuchać problemów innych ludzi. Nie przeszkadzał jej również styl Renaty, fanki metalu. Ta z kolei ubierała wszystko co było czarne i metalowe. Trzy dziewczyny, trzy całkiem odmienne gusty i trzy najbliższe sobie serca. Wiedziały, ze mogą na siebie liczyć nawet w najdrobniejszej sprawie. -Nie warto psuć sobie ostatniego roku, chodźmy na jakąś pizze – oznajmiła Beata, co pozostała dwójka przyjęła entuzjastycznie. -W końcu jakoś musimy uczcić początek klasy maturalnej – ucieszyła się Monika i ruszyła za dziewczynami. W szatni natknęły się na Nataniela i Jarka, wysokiego bruneta o zielonym spojrzeniu. Monika od pierwszej klasy straciła dlań głowę. Chłopak jednak należał do grupy społecznej na poziomie Kariny. Nataniel był obiektem westchnień Renaty. -Wybieracie się gdzieś? – zaskoczone pytaniem dziewczyny spojrzały na Jarka. -Idziemy na pizze, chcecie pójść z nami? – Beata przejęła inicjatywę widząc zszokowanie swoich przyjaciółek. Obydwie były jej wdzięczne, bo same stanęły jak wryte nie wiedząc co się dzieje. -Jasne, nie macie nic przeciwko jak pójdzie z nami jeszcze Sebek? – Sebek należał do chłopaków o cichym usposobieniu. Odzywał się tylko w koniecznych chwilach. Był jednak, ze względu na swój wygląd, najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Tym bardziej Monika i Renata patrzyły na nich zdumione. Ubóstwiana przez szkołę trójca chłopaków zechciała pójść z nimi na pizze, to chyba cud. -Im więcej tym lepiej, ale niech lepiej się pośpieszy – oznajmiła stanowczo Beata. Monika znała przyczynę ledwo dostrzegalnego rumieńca na twarzy przyjaciółki. Przemilczała sytuacje, niedowierzając minionej chwili. Gdy do szatni wszedł Sebastian, rozmowa rozwinęła się już w zupełności. -No, stary, idziemy na pizze – oznajmił Jarek odsłaniając dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Monika stanęła chwilę wpatrując się w ubóstwiane oblicze. -Pojedziemy moim samochodem, jedna z pań będzie musiała pójść na nasze kolana – oznajmił Nataniel. Monika zanim zrozumiała sens słów, wylądowała na zgięciu nóg u Jarka. Uśmiechnął się do niej przymrużając jedno z zielonych patrzałek. Dziewczynie wydawało się to snem. Postanowiła się wyluzować i nie myśleć o swoim wyglądzie. Chłopak natomiast patrzył i słuchał dziewczyny zastanawiając się jak mógł stracić dwa lata, nie dostrzegając tej istotki. Pojechali do ulubionej pizzerii dziewczyn, Wyspy Skarbów i zamówili dwa duże „Smocze kły”. Przez cały czas rozmawiali o wszystkim, co tylko wpadło na język. Okazało się, ze słuchają wielu takich samych zespołów. Kelner kilka razy upomniał ich za głośne zachowanie, ale nie robili sobie z tego nic. -Co powiecie na potańcówkę, tam jest dyskoteka? – pytanie zadane było do wszystkich, ale Jarek patrzył szczególnie w dziewczynę z zieloną sukienką. Uśmiechnęła się do niego spuszczając wzrok i lekko się rumieniąc. -Ja bym wolał raczej pograć w kręgle – oznajmił Sebek. -To pójdziemy najpierw na kręgle, a później na dyskotekę – Monika popatrzyła na przyjaciółki ze smutkiem. Głupio było jej się przyznać, ze musi wracać już do domu. Jej rodzice nie wiedzieli nic o dłuższym wypadzie, a nie chciała ich niepokoić, ojciec i tak miał słabe serce. Renata widząc walczącą z myślami przyjaciółkę ruszyła z pomocą. -Słuchajcie, bawiłyśmy się doskonale, ale musimy wracać do domu. Nie jest jeszcze zbyt późno, ale to miał być tylko wypad na pizze. Może umówimy się na sobotę? – rozczarowani chłopcy przystali na podaną propozycję. -Odwieziemy was – oznajmił Jarek. Gdy Monika znowu wylądowała na kolanach chłopaka, ten delikatnie objął ją w talii. Czuła swoje serce walące w środku jak oszalałe. -Pięknie dzisiaj wyglądałaś – szepnął jej na ucho, tak, ze tylko ona mogła to usłyszeć. -Dziękuje – czuła jak palą ją policzki, czuła również jak wokół serca oplata ją przyjemne ciepło. Poczuła się po prostu szczęśliwie.
Każda z dziewczyn wróciła do domu uszczęśliwiona. Monika była tak rozkojarzona, ze w przedpokoju zdjęła tylko jednego buta, w drugim wmaszerowała do kuchni. Jej mama próbowała nakarmić małego Michasia jakąś papką z Gerbera. W wyniku czego, cała kuchnia obsmarowana była dziwnie zmieszaną substancją. -Cześć mamo, pomóc ci? – młoda kobieta, wysmarowana z przodu dziecięcym pokarmem spojrzała na córkę w otępieniu. -Dobrze się czujesz córciu? Może zaparzę ci ziółek? – zapytała z wyraźną troską w głosie próbując przekrzyczeć krzyk swojego najmłodszego syna. W tym samym momencie do kuchni wszedł jej najstarszy syn. Kamil był dużo wyższy od Moniki. Był też starszy o dwa lata i studiował na uniwersytecie jagiellońskim. Zawsze o tym marzył i doprowadził swoje marzenie do realizacji. „...Jeśli się na prawdę czegoś pragnie, jeśli się do tego dąży, laur zwycięstwa musi do nas należeć”, ale nigdy nic bez ciężkiej pracy i wytrwałej wiary. Jednak pomimo małej różnicy wieku, chłopak kochał swoją siostrę całym sercem i bez względu na wszystko był po jej stronie. Monika mogła być pewna, ze bez namysłu skoczyłby za nią w ogień. -Siostra, a ty gdzie buta zgubiłaś? – dopiero teraz zorientowała się, ze stoi na kuchennej posadzce jedną nogą bosą. Szybko zaczęła zdejmować czarny lakierek. -Ja jednak zaparzę tych ziółek – pani Trykot podeszła do szafki i wyjęła z niej torebkę zielonej herbaty. Monika skrzywiła się na samo wspomnienie paskudnego zapachu. -Nie trzeba, mamuś. Nic mi nie jest. Pomogę ci z Michasiem tylko się przebiorę, pięć minutek – wybiegła z kuchni czym prędzej zostawiając osłupiałą rodzinę. Nawet Michał, chociaż mały i nie mówiący, siedział z łyżka w buzi, z zaokrąglonymi oczami. -Chyba jednak w tej szkole przeprowadzają jakieś metamorfozy, bo z nią coraz gorzej – odezwał się Kamil siadając na krześle. -Trzeba korzystać z okazji, drugi raz szybko nie nadejdzie, a chociaż dzisiaj dobrowolnie przejmie moje zajęcia. -Zamęczasz się mamo. Może pójdziesz gdzieś do kina, albo z przyjaciółmi na lody? -Oh, Kamil, dziękuje, ze się troszczysz, ale sam widzisz, ze nie mogę – wskazała ręką na babrającego w jedzeniu synka. -Dość tego mamo. Dzisiaj ja zostaje z małym, a ty idziesz do kina, masz tutaj forsę, ja stawiam – Kamil wręczył zdumionej rodzicielce pięćdziesiąt złotych i pocałował ją w zmarszczony policzek. -On ma rację, zajmiemy się Michasiem, a ty w tym czasie masz nakaz, relaksu na całego – powiedziała Monika z progu przebrana w starą koszulkę z nadrukiem Flinstonów. -Jesteście kochani, ale czy aby na pewno poradzicie sobie z tym małym potworkiem? – słowo „potworkiem wypowiedziała” z nutą czułości w głosie. -Damy radę? -DAMY RADĘ – to było ich ulubione powiedzenie. Bez względu na wysokość zadania. Nie dopuścili więcej matki do głosu, tylko siłą zapędzili do jej sypialni. Monika pomogła mamie wybrać najbardziej seksowny ciuszek, zrobiła jej delikatny, ale stanowczy makijaż i dosłownie wypchała za drzwi nie zważając na obawy i protesty matki. Wreszcie, gdy w domu znaleźli się już sami ze swoim bratem, parsknęli histerycznym śmiechem. Nawet mały Michaś przyłączył się do śmiechu i uderzał uradowany łapkami o barierkę kołyski. -To wygoiliśmy mamę na parę godzin. Teraz mi siostrzyczko kochana opowiesz, co takiego rozkojarzyło ci całą mózgownice – Michaś widząc, zę uwaga przestała skupiać się na jego osobie, zawył głośno. -Chyba najpierw będziemy musieli go uśpić – oznajmiła uśmiechnięta Monika i wzięła braciszka na ręce. Zaczęła go lekko podrzucać. Maluch cieszył się z zabawy tak bardzo, ze przez chwilę nie mógł złapać powietrza w płuca. Minęło pół godziny, gdy chłopczyk zasnął na rękach siostry, stając kciuka. Monika otuliła go szczelnie kołderkę i usiadła w fotelu, na wprost Kamila, który bacznie przyglądał się jej twarzy, jakby chciał przeczytać o czym właśnie myśli. -Słucham – oznajmił i rozsiadł się wygodniej, nadal świdrując dziewczynę spojrzeniem. -Ale to nic takiego… - zaczęła, jak zwykle nieśmiało Monika. -Skoro nic takiego, to dlaczego chodziłaś dzisiaj po domu w jednym bucie? – musiała dać za wygraną. -Byłyśmy dzisiaj z dziewczynami na pizzy. Ale nie same… - zrobiła pauzę, by zobaczyć, jak Kamil walczy z ciekawością. -…byli z nami…Jarek Ruń, Nataniel Tollkienowski i Sebek Wiśniewski… - jej brat zrobił wielkie oczy i wypuścił demonstracyjnie powietrze z płuc. -Nie wierzę, że ta trójka was zauważyła. Przecież to najwyższa elita w szkole… - znał ich z opowiadań siostry i z lat szkolnych. Sam przez jakiś czas zazdrościł chłopakom powodzenia, chociaż byli od niego młodsi. -Jednak nas zauważyła, w każdym bądź razie jechaliśmy ich samochodem. Ale, że była nas szóstka, to jedna z nas musiała siedzieć na kolanach. Zgadnij na kogo padło… -No przecież, że na najmądrzejszą, najpiękniejszą i najukochańszą istotę na ziemi, czyli na ciebie – zachichotali obydwoje. -Z tym drugim trochę przesadziłeś, ale co do najukochańszej to chyba masz racje – tym razem wybuchnęli głośnym śmiechem – tak więc siedziałam na kolanach chłopaka najbardziej pożądanego w szkole, nie wliczając Nataniela i Sebastiana. -Jacy oni są? Bo zazwyczaj tego pokroju Marsjanie są zazwyczaj chamscy, okrutni i beznadziejni. -To jakiś wyjątek. W każdym bądź razie rozmawiało nam się świetnie. Dodam,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Babka_jo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…